Jak wygląda współpraca blogerek z markami kosmetycznymi?

Niedługo minie 8 lat od kiedy założyłam swojego pierwszego bloga. Przez ten czas mogłam przedstawić Wam moją opinię na temat setek kosmetyków, szminek, maskar, podkładów, pudrów, szamponów, balsamów do ciała i wielu wielu innych. Tajemnicą poliszynela jest, że wiele z tych produktów, które oglądacie na blogach, ich autorki otrzymują bezpłatnie od producentów. Ja również je otrzymywałam, niemniej każda moja opinia przedstawiona Wam we wpisach i filmach była moją szczerą oceną jakości produktu – w efekcie tej selekcji miałyście okazję zobaczyć może 10% rzeczy, które przychodziły do mnie kurierem. Nieliczne marki decydowały się na współpracę komercyjną – takie produkty także poddawałam swojej ocenie, a we wpisie jasno zaznaczałam, że materiał jest efektem współpracy z marką.

Po wielu tygodniach moich przemyśleń na temat mojego miejsca w sieci, jego jakości i drogi rozwoju podjęłam ważną decyzję – zdecydowałam się zerwać współpracę „redakcyjną” z markami kosmetycznymi. Rozwój bloga jak rozwój każdego innego przedsięwzięcia w pewnym momencie potrzebuje finansowania – aby móc dostarczać Wam lepszej jakości zdjęcia, potrzebuję lepszego aparatu, aby móc pisać więcej notek – potrzebuje więcej czasu, więc ciężko jest pogodzić blogowanie z pracą w pełnym wymiarze godzin. Współpraca „redakcyjna” tego finansowania nie zapewnia. Dlatego od tej pory możecie mieć pewność, że wszystkie kosmetyki, które pokazuję, nie są „gratisami”, a efekty współpracy komercyjnej będą bardzo wyraźnie zaznaczone.

O tym, jak wygląda współpraca blogerek z markami kosmetycznymi napisałam w ostatnich dniach artykuł do największego polskiego magazynu online o mediach społecznościowych. Od czwartku można go przeczytać między innymi tu:

http://napoleoncat.com/blog/social-footprint-pazdziernik-2014-kosmetyki/

Chciałam również z Wami podzielić się moimi spostrzeżeniami na temat i opublikować artykuł na blogu.

21

„Ulatniający się luksus

Temat współpracy na linii marka kosmetyczna – bloger, to naprawdę olbrzymie pole do dyskusji i wymiany doświadczeń. We współpracę z blogerkami wchodzą zarówno firmy skierowane do większości konsumentów, czyli tzw. marki drogeryjne oferujące produkty w przystępnej cenie, jak również marki luksusowe. Oba segmenty podchodzą do tematu zupełnie inaczej. Część z nich jest świadoma zmieniającego się rynku i współpraca z nimi przebiega profesjonalnie. Wiedzą, że stworzenie dobrego materiału do wpisu czy filmu wymaga odpowiednich środków i przede wszystkim wiedzą, że za pracę należy się wynagrodzenie, bo nikt nie pracuje za darmo. Paradoksalnie, nie są to marki luksusowe. Marki drogeryjne, są również świadome tego, że nie kupują opinii, a właśnie wykonaną pracę. W związku z powyższym nie wymagają od blogerki „słodzenia” produktowi i liczą się z tym, że przedstawi ona subiektywny punkt widzenia.

Szamponem nie zapłacisz

Mam wrażenie jednak, że marki selektywne jeszcze długo tego nie zrozumieją. W tym „luksusowym” środowisku panuje chyba przeświadczenie, że sam kontakt z marką jest pewnego rodzaju zaszczytem. Oczekują one darmowej pracy, przesyłając jedynie produkty z nowych kolekcji, a na jakikolwiek przejaw „protestu” reagują zdziwieniem. W końcu zostałeś wyróżniony, a bloga prowadzisz z pasji, więc jakim prawem oczekujesz jakiejkolwiek zapłaty. Tworzenie wysokiej jakości treści wymaga wkładu finansowego, a za nowy aparat fotograficzny nie zapłacisz szamponem kawiorowym. Wydawałoby się, że to właśnie tym luksusowym markom powinno zależeć na wręcz unikatowym contencie. Otóż tak nie jest . Liczy się ilość, a nie jakość, a każda blogerka, niezależnie od wkładanej pracy jest traktowana dokładnie w ten sam sposób i powinna cieszyć się z takiego wyróżnienia.

Rosnące możliwości blogosfery

Teraz pojawia się pytanie jak taka marka na tym wypada, ponieważ przedstawicielki marek luksusowych tłumaczą to brakiem budżetu oraz restrykcyjnymi zasadami, których nie mogą zmieniać.  Olbrzymie środki pakowane są w reklamę w prasie, gdzie to właśnie opinia, a nie praca jest opłacona, a brakuje budżetu na wynagrodzenie pracy człowieka, który czasem w widocznym stopniu przyczynia się do postrzegania takiej marki.  Osobiście, jeśli jestem zainteresowana danym kosmetykiem, sprawdzam opinie o nim w Internecie, a nie w magazynie. Niech podniesie rękę ten, kto robi inaczej. Nasze życie znacząco się zmieniło w ciągu ostatnich 10 lat, a mam wrażenie, że luksusowym markom ten fakt gdzieś umknął. Nie są świadome możliwości, które pojawiły się wraz z rozwojem blogosfery i wciąż bardziej interesuje ich prasa. Wolą zrobić coś za darmo i źle, niż za pieniądze i dobrze.

Blog, często jest opiniotwórczy. Prowadzi go osoba, która dla swojej społeczności jest kimś istotnym, z kogo zdaniem chętnie się liczą i z kim mogą się identyfikować. Do ulubionego blogera chętnie się wraca. Chętnie się podgląda jego życie, czasem z ciekawości, czasem w poszukiwaniu inspiracji. Wobec tego czytelnicy są bardziej czuli na jakąkolwiek reklamę, a autorzy blogów dużo mocniej narażeni na utratę wiarygodności. Muszą być wybiórczy i szanować swoich czytelników. Magazynów natomiast, się nie śledzi, a jedynie przegląda, a każda reklama w nich zawarta, traktowana jest z przymrużeniem oka.

Cenię swoich czytelników

Jednak byłabym niesprawiedliwa, gdybym stwierdziła, że to wina tylko i wyłącznie samych marek. Blogerki również mają w tym wszystkim swój wkład. Pomijam już fakt blogerek-żebraczek, dla których sensem prowadzenia bloga jest otrzymywanie darmowych paczek (nawet z próbkami) i wklejanie notek prasowych, bo kto poważny chciałby reklamować swoje produkty w takim miejscu. Problem polega na tym, że naprawdę ciekawe blogerki, prowadzące dobre blogi, uzależniają się od otrzymywania takich prezentów. Generalnie, odchodzi im comiesięczny koszt kosmetycznych zakupów, więc na pierwszy rzut oka trudno im się dziwić, ale myślę, że powinno się spojrzeć na to szerzej. W końcu firmy kosmetyczne zalewają blogerkę prezentami, które po pewnym czasie zaczynają być utrapieniem, a później lądują na allegro. Chciałoby się rzec 100% luksusu.

Sama przez jakiś czas przyjmowałam takie prezenty. Firmy nie oczekiwały ode mnie niczego w zamian, a ja co jakiś czas z własnej, nieprzymuszonej woli pokazywałam produkty, które w 100% sama cenię i kupuję mimo wszystko. Jednak co rusz próbowałam negocjować i cokolwiek wskórać. Pod swoimi filmami czy wpisami otrzymywałam masę zapytań o produkty, o ich ceny, o to jak się sprawdzają. Zawsze starałam się podejmować dyskusję i odpowiadać w rzetelny sposób, jako osoba, mająca dostęp do szczegółowych informacji na temat produktu. Tworzę dobre treści, którymi marki chcą pochwalić się „wyżej” i niejednej koleżance z tzw. PR-u pomogłam. Niestety żadna z nich nigdy nie zaproponowała mi zapłaty za moją pracę, a kiedy poprosiłam o zaprzestanie przesyłania mi paczek – nie dyskutowały i przyjęły moją „rezygnację”. Część nawet nie podziękowała mi za przygotowane wcześniej treści. Zostałam wykluczona z luksusowego towarzystwa, tylko i wyłącznie dlatego, że znam swoją wartość, potrafię się cenić i przede wszystkim – cenię swoich czytelników. Wiele marek wciąż nie daje za wygraną i dalej proponują mi garstkę kosmetyków za nagranie dedykowanego tutorialu makijażowego.

Kółko się zamyka

Jak opisana sytuacja ma się do całej blogosfery? Czytelnikom blogów zależy na otrzymywaniu wysokiej jakości treści. Być może niektórzy często nie są tego świadomi, ale tak zwyczajnie jest. Bloger musi o to zadbać i starać się rozwijać, udoskonalać swojego bloga. Wówczas, blog będzie chętniej odwiedzany. Aby zapewnić swojej stronie rozwój, tak jak w przypadku każdego innego biznesu, bloger będzie potrzebował do tego środków. Finansowanie – jak w większości przypadków w mediach – bierze się ze sprzedaży powierzchni reklamowej. Reklamodawcom zależy na tym, żeby mieć dostęp do reklamy docierającej do dobrze stargetowanej, lojalnej grupy odbiorców. Taką grupę zapewniają blogi i tu kółko się zamyka. Jeżeli reklamodawcy nie będą poważnie podchodzić do reklamy na blogach, stracą je jako kanał komunikacji z dobrze wyselekcjonowaną grupą odbiorców, blogerzy stracą źródło utrzymania i nie będą mogli poświęcać się rozwijaniu blogów, a czytelnicy stracą lubiane medium. Wiem, że trochę ciężko jest to wszystko pojąć, zwłaszcza, że temat współpracy z blogerami to już chleb powszedni i każda szanująca się marka zwyczajnie zna reguły gry i przykładowo – zatrudnia w tym celu doświadczoną agencję interaktywną. Marki luksusowe pozostają w tyle i bardzo na tym tracą. Ten cały luksus zwyczajnie się ulatnia wraz z kolejną, otrzymaną paczką.”

Mam nadzieję, że dla wielu Was stanie się to wszystko bardziej przejrzyste, a na koniec dodam, że dzięki współpracom z markami o uczciwym podejściu, udało mi się zakupić nowy sprzęt fotograficzny. Marzenie o pełnej klatce i podniesieniu poprzeczki spełnione, a Wy możecie teraz spodziewać się jeszcze lepszych zdjęć i filmów. Mam nadzieję, że będziecie ze mną trwać w tej blogowej podróży, która trwa już tyle lat! :)

27 Comments

  1. Karolina

    14 listopada 2014 21:55, Odpowiedz

    Proponowałabym zmianę czcionki albo jej powiększenie, ponieważ źle się aktualnie czyta.
    Jeszcze lepsze zdjęcia?! Da się jeszcze lepsze? :) Nie mogę się doczekać w takim razie.
    Buźka!

  2. Magda

    14 listopada 2014 22:24, Odpowiedz

    U mnie również czcionka jest malutka i czytanie jest bardzo niewygodne. A tekst ciekawy i dobrze prezentujący problem :)

  3. Anett

    15 listopada 2014 10:17, Odpowiedz

    Cześć Karolino. Nie jestem ekspertem od blogów, ale wydaje mi się, że takie pisanie jest dobre dla niezamężnych kobiet bez prawdziwych obowiązków. Takie zabijanie czasu. Sama zapewne też wkrótce zaniechasz prowadzenia bloga (kiedy pojawi się mąż, a tym samym rodzina, jej prowadzenie, obowiązki takie jak robienie obiadów, pranie, sprzątanie. Nie wspominam nawet o dziecku. Kiedy się pojawi, nie ma czasu nawet na zbyt długi poranny prysznic, o makijażu całkiem się zapomina). Generalnie blog, jego prowadzenie to zapewne fajna sprawa, ale moim osobistym zdaniem ktoś kto może sobie na to pozwolić jest niezwykłym szczęściarzem, bo ma masę czasu.
    PS. Twój blog bardzo mi się podoba i uwielbiam patrzeć na wpisy sprzed kilku lat. Bardzo się zmieniłaś – kiedyś byłaś taką dziewczynką, a teraz stałaś się kobietą, bardziej poważną, nawet rysy twarzy się zmieniły :0

    • karolinabaszak

      15 listopada 2014 12:34, Odpowiedz

      A słyszałaś może o blogach parentingowych? Wiesz, mnie to się wydaję, że wszystko jest kwestią organizacji. Zdaję sobie sprawę, że dziecko = przeniesienie do nieco innej rzeczywistości, ale są ludzie na tym Świecie, którzy potrafią pogodzić wiele obowiązków. Znam osobiście takie przykłady :-) Nie ma co się zastanawiać tylko trzeba działać. Sam fakt bycia żoną raczej żadnych obowiązków mi nie dołoży. Pranie i sprzątanie jest jak mycie zębów, nie robiłabym z tego takiego „halo”, bo to zwyczajnie – codzienność, a nie „bycie żoną”. Ja mieszkam sama od 19 roku życia, więc mamusia mi nie sprząta i nie pierze :) Jak wspomniałaś jednak – widać jak się zmieniam i myślę też że blog mój również będzie się zmieniał. Pewnie to widać, że ostatnio na blogu poruszam jakieś poważniejsze tematy. Myślę, że komentowania ciąży raczej sobie nie odpuszczę :P Kto wie jak to będzie, ale to fajnie, że są ze mną takie osoby jak Ty :) Dziękuję!

  4. marmolada

    15 listopada 2014 15:45, Odpowiedz

    skądinąd – to poniekąd spora dygresja, wybacz, ale tak mi się nasunęło w impulsie do niektórych komentarzy – to zaskakujące, jak wielu osobom małżeństwo kojarzy się z utratą wolności; wolnego czasu, swoich pasji itd. aż chce się zapytać: boże, ludzie, po co w takim razie podjęliście taką decyzję, skoro teraz na wszystko dobrą wymówką jest „brak czasu, bo mam męża i muszę sprzątać/prać/gotować”?! (o dziwo w drugą stronę chyba nigdy tego nie usłyszałam). ale jak ktoś wyszedł za mężczyznę, który nie potrafi załatwić najprostszych spraw wokół siebie, to co się dziwić.
    i tak samo nigdy nie zrozumiem tego przestrzegania „zobaczysz, jak to będzie kiedy…” – no będzie jak będzie, to że komuś się nie udało lub szuka wymówki na każdym możliwym etapie życia – co zrobić, ale to nie znaczy, że ma teraz wyznaczać innym jakąś receptę postępowania i dawać „dobre rady”.

    :-)

    pozdrawiam Cię Karola i mam nadzieję, że będziesz bloga prowadziła jak najdłużej, bo niesamowicie brakuje mi w polskiej blogosferze ludzi z podobnym poczuciem estetyki. buźka!

    • karolinabaszak

      15 listopada 2014 15:51, Odpowiedz

      Tak, mnie też to dziwi. Ostatnio jakaś dziewczyna napisała do mnie pytanie, czy Narzeczony po ślubie pozwoli mi prowadzić bloga :D Generalnie ciężko mi nawet podejmować taką dyskusję, bo mam wrażenie, że niektórzy to w jakiejś totalnie dziwnej rzeczywistości żyją… Nie wiem skąd to przekonanie, że małżeństwo wiąże się z jakimiś zakazami i nakazami partntera oO

    • Anett

      15 listopada 2014 17:12, Odpowiedz

      Widzę, że niestety trochę „pijesz” do mojej wypowiedzi. Nie wiem czy masz męża, dzieci, ale wnioskuję po wypowiedzi, że raczej jeszcze nie. Mnie też wydawało się, że będzie tak pięknie, tak łatwo, bo co niby może być trudnego w byciu matką, żoną? Nawet nie wiesz jak bardzo zostałam przez życie zaskoczona. Nawał obowiązków jaki się pojawił, przerósł mnie. I nie, nie mieszkałam z rodzicami do czasu ślubu. Chodzi o to, że związek zaczął być bardziej „poważny” – czyli nie byliśmy już tylko chłopakiem i dziewczyną, zaczęłam być tzw. Panią Domu. Oznacza to, że wszystko było na mojej głowie – od robienia listy zakupów, poprzez same zakupy, sprzątanie, pranie, gotowanie, a na prasowaniu kończąc. I nie, nie dlatego, że mam mało rozgarniętego męża. Mam męża, który też bardzo serio podszedł do tematu bycia mężem (teraz również ojcem), a w związku z tym za punkt honoru przyjął, że zarobi na wszystkie nasze potrzeby, aby żyło nam się dobrze, abyśmy w miarę możliwości mieli wszystko. W związku z tym pracuje bardzo dużo, prowadzi dwie firmy. Uprzedzam pytanie – tak jesteśmy od początku umówieni, On zarabia, ja zajmuję się domem. Inaczej zwyczajnie by się nie dało, w domu jest za dużo pracy, żebym jeszcze poszła do kolejnej. Jak pojawiło się dziecko, to była prawdziwa masakra, dosłownie. Przez pierwsze 6 miesięcy nie było ani jednej przespanej nocy. I ja i mąż wstawaliśmy do wyjącego (dosłownie) dziecka. Miał kolki, dodatkowo AZS i Bóg raczy wiedzieć co jeszcze, płakał non-stop. Szczepienia, kontrolne wizyty u lekarza, spacerki, gotowanie zupek. Czasami nie miałam nawet siły niż zjeść, padałam na twarz. I szczerze? Gdybym wiedziała, że tak to wszystko wygląda, to nigdy nie zakładałabym rodziny, nie miałabym dziecka. Bardzo kocham syna, bardzo kocham męża, ale mam poczucie, że nie robię tego co chcę (np. bardzo chciałabym iść do kina, 2 lata nie byłam), ale nie mam jak. Nikt mi z dzieckiem nie zostanie – moi rodzice 400 km od nas, mąż już rodziców nie ma. Mam nadzieję, że u Karoliny będzie inaczej, że będzie miała pomoc, ale życie to nie bajka i niestety proza życia jest okrutna. Kto doświadczy, ten wie. I nie odbierajcie dziewczyny tego jako ataku, czy wymądrzania się – „bo ja doświadczyłam, to taka mądrala jestem”, to nie tak, to bardziej jako ostrzeżenie. Wszystkim moim koleżankom, które mają wychodzić za mąż cały czas mówię – „Nie rób tego!” Ale One nie rozumieją, myślą, tak jak my wszystkie kiedyś, że będzie pięknie. Nie będzie, będzie ciężko, ale mam nadzieję, że momentami znośnie.

      • karolinabaszak

        15 listopada 2014 18:00, Odpowiedz

        To może ja coś odpiszę :)

        Przede wszystkim współczuję Ci, że kwestie, które powinny w życiu sprawiać Ci radość, powodują tyle zmartwień i bólu. Widzisz, narzekasz na coś, o czym dużo kobiet marzy. Może po prostu powinnaś zmienić podejście? Wiele dziewczyn pewnie chciałoby, aby ich mąż zarabiał na całą rodzinę, ale niestety w Polsce wygląda to tak, że również one muszą pracować. Ja np. cenie sobie tradycyjny model rodziny i uważam go za prawidłowy, a nie za staroświecki, więc uważam, że masz dużo szczęścia w dzisiejszym Świecie. Teraz mężczyźni są często nieodpowiedzialni, żyją sobie od weekendu do weekendu i na samą myśl o rodzinie dostają drgawek. Naprawdę możesz być wdzięczna za takiego męża… i sory, ale jak robienie zakupów i prasowanie sprawiało Ci tyle bólu to skąd ta decyzja o dziecku? Nie rozumiem jak można tak narzekać w powodu gotowania czy sprzątania, już bez przesady. Pamiętaj, że jak chcesz iść do kina, to istnieje ktoś taki jak niania. Nie powinnaś robić z macierzyństwa choroby, bo koniec końców to najpiękniejszy dar w życiu – możliwość wychowywania małego człowieka i przekazywanie mu najpiękniejszych wartości. Jakbym Cię na żywo spotkała i byś mi to powiedziała w oczy, to chyba bym Tobą potrząsnęła i powiedziała Ci żebyś wzięła się w garść i uśmiechnęła do siebie, bo jak dla mnie to nie masz na co narzekać ;)

        • Anett

          15 listopada 2014 18:27, Odpowiedz

          Dziękuję Karolino. O potrząsaniu słyszałam nie raz, więc coś musi w tym być :) Narzekam, narzekam, bo naprawdę jest mi ciężko, uwierz mi. A niania była u nas raz i jak zobaczyła rany u mojego syna (jakie są przy Atopowym Zapaleniu Skóry), to nie podjęła się zadania, powiedziała, że się boi… W sumie Jej się nie dziwię.
          Pozdrawiam i nie zaśmiecam już bloga swoimi wywodami. :)

          • marmolada

            15 listopada 2014 19:19,

            Anett, nie nawiązuję bezpośrednio do Twojej wypowiedzi, chociaż przyznaję, że była impulsem do napisania o tym, o czym myślę od dłuższego czasu. Generalnie podoba mi się to, że dyskutujemy – nie ma nic lepszego od przemyślanych argumentów podanych w kulturalny sposób (bo – notabene – cieszę się, że jak już coś komentuję, to przychodzi mi to robić w serdecznym towarzystwie:)), ale też nie chciałabym tutaj przysłaniać innych komentarzy i naczelnej tematyki posta.

            Staram się zrozumieć Twoją perspektywę i zdaję sobie sprawę, że wszystko w praktyce jest trudniejsze, niż się wydaje, szczególnie kiedy wchodzą w to interakcje z innymi ludźmi i sytuacje, których nie da się przewidzieć, ale – tak jak napisała Karolina – to kwestia podejścia, wzięcia się za swoje sprawy, bo takie narzekanie i myślenie o tym, że nic już dobrego Cię nie spotka, to tylko bardziej frustruje.
            Poza tym, wiesz, są seanse w kinie dla matek z dziećmi, generalnie wydaje mi się, że istnieje sporo okoliczności, w których można robić świetne rzeczy razem z dzieckiem, dla chcącego… ;-) I to nie tyczy się tylko macierzyństwa, wydaje mi się, że każdą kwestię lepiej starać się jakoś ulepszyć, niż biernie zerkać na to, co nam przeszkadza i się tym stresować.

            Pozdrawiam Cię serdecznie! :-)

      • ewelina

        15 listopada 2014 18:47, Odpowiedz

        Może w takim wypadku i z takim podejściem lepiej jest pójść do pracy a część zarobionych pieniędzy wydać na nianię…? Nie każdy się nadaje do siedzenia w domu, mi się przez pewien czas wydawało, że wolę być „kurą domową” niż pracować a miałam taką możliwość bo mój chłopak pozostawił mi wolną rękę w tym temacie. Okazało się, że gdy tylko poszłam do pracy po dość długim czasie spędzonym w domu, to zupełnie inaczej wszystko postrzegam, czuję się potrzebna, mam kontakt z ludźmi, kawałek swojego własnego świata i bardzo sobie to cenię.
        Karolino wpis bardzo ciekawy! Pozdrawiam :)

  5. Gabi

    15 listopada 2014 16:33, Odpowiedz

    Karolcia prowadź bloga i nigdy nie przestawaj, bo twój blog jest wspaniały. Dużo w Polsce jest blogerek, ale nie tak dobrych, ciekawych i pięknych jak ty :)

  6. Gabi

    15 listopada 2014 16:37, Odpowiedz

    Karolinko, a czy mogłabyś mi powiedzieć jak zaczynałaś? Trudno było? Od razu miałaś czytelników, czy dopiero potem ludzie zaczęli czytać twojego bloga? Bo wiesz… Już od dłuższego czasu zastanawiam się nad założeniem bloga, ale nie po pierwsze: NIE MAM DOBREGO APARATU (ani pieniędzy na jego zakup) a po drugie to kompletnie nie mam pojęcia jak się za to zabrać :/// Baaardzo proszę, opowiedz mi jak to było, jak zaczynałaś. :) Buziaki:*
    ps. Jakiego programu używasz do prowadzenia bloga?

    • karolinabaszak

      15 listopada 2014 16:55, Odpowiedz

      Miałam bardzo dużo czytelników od samego początku w zasadzie, przez to że dużo śpiewałam.. nie wiem jak by się to potoczyło bez muzyki niestety… Jednak też nie miałam na początku ani dobrego aparatu, ani komputera. Pamiętam, że nagrywałam covery jakimś beznadziejnym kompaktem :))

  7. Monika

    15 listopada 2014 19:38, Odpowiedz

    Jezu dziewczyny! macierzyństwo to najpiękniejszy dar jaki można dostać, a Wy nagle piszecie tak, jakby było to coś strasznego, coś nie do ogarnięcia..na przykładzie mojej mamy widzę, że jeżeli się chce to wszystko można pogodzić, pracę, zakupy, sprzątanie. Przecież są to normalne codziennie czynności, jeśli ma się przy sobie kochającą rodzinę i wspaniałego męża to można zrobić wszystko:) moimi młodszymi siostrami zajmuję się je, albo tata jeżeli mama potrzebuje zrelaksowania, wyjścia z przyjaciółkami czy wizyty u fryzjera/kosmetyczki. Uważam, że nie ma najmniejszego powodu, aby winić za wszystko małżeństwo i macierzyństwo:)

  8. kasik

    15 listopada 2014 20:07, Odpowiedz

    Karolina ja mam pytanie odnośnie płaszcza Massimo Dutti. Jak jest z ich rozmiarami. Ja nosze rozmiar S i nie wiem czy płaszcz będzie na mnie dobry?? Prosze o odpowiedź

  9. ola

    17 listopada 2014 22:16, Odpowiedz

    Chciałam nawiązać do wypowiedzi Anett, może tu jeszcze zajrzy i przeczyta:) bardzo przepraszam za takie odejście od tematu bo w końcu post kosmetyczny no ale…
    Użalanie się i narzekanie na swoje życie na forach internetowych na pewno Ci nie pomoże czegokolwiek zmienić. Bardzo smutne jest też, że przestrzegasz wszystkie kobiety przed małżeństwem i macierzyństwem, że mówisz koleżankom żeby tego nie robiły, generalizujesz i uważasz, że wszyscy się kiedyś przekonają jak to „naprawdę jest”. Tylko, że nasze życie zależy wyłącznie od nas. Małżeństwo, ślub, dzieci, nawał codziennych obowiązków, finanse – rzeczywiście na tym etapie wszystko ulega ogromnym zmianom i może być bardzo ciężko, jeśli odpowiednio sobie tego nie poukładamy. Nie ma jednego słusznego modelu – niektóre kobiety czują się świetnie zajmując się domem i dziećmi, będąc typową Panią Domu. Inne czują się w tym na dłuższą metę sfrustrowane- chciałyby pracy, finansowej niezależności, własnego rozwoju. I wcale nie znaczy że są przez to gorszymi matkami! Ale mimo tego co wolałybyśmy bardziej – moim zdaniem każda kobieta potrzebuje jakiejś własnej przestrzeni, oderwania się od domu i obowiązków – wyjścia do ludzi, spotkania z koleżankami czy tego właśnie pójścia do kina. Oczywiście częstotliwość będzie inna niż przypadku osób bez zobowiązań – ale to jest potrzebne. Podobnie jak każdemu małżeństwu potrzebny jest czas dla siebie i wspólne spędzanie czasu. Wiesz z jakiej perspektywy to piszę? Młodej matki właśnie. Dopiero niedługo skończę 23 lata, moje dziecko ma już 2,5 roku. Jestem żoną, matką, pracownikiem, wolontariuszem i studentką – wymagającego kierunku, gdzie studia to dopiero początek drogi. I na tym kierunku mam jeszcze stypendium naukowe 1000 zł. Jestem cholernie szczęśliwa w życiu. Pracuję od 7:30 do 15:30, mąż od 8 do 16. Studiuję zaocznie i w co drugi weekend mam zajęcia na uczelni gdzie odrywam się trochę i spędzam też czas ze znajomymi. Razem z mężem dzielimy się wszystkimi obowiązkami domowymi – gotowaniem, sprzątaniem, wszystkimi obowiązkami przy dziecku. Moja córeczka jak miała 2 latka poszła do prywatnego żłobka. Nie uważam żeby było to niekorzystne. Super zajęcia edukacyjne, amtmofera. Na początku trochę marudziła ale po kilku dniach już była bardzo pogodna i spodobało jej się :) w małym mieście w którym mieszkam nie są to duże pieniądze – 550 zł. Nawet idąc do pierwszej pracy i nie zarabiając dużo można sobie na to pozwolić. A do przedszkola może iść już dziecko 3 letnie i są to niższe koszty :) oboje z mężem zarabiamy porównywalne pieniądze,nie mamy luksusów ale też niczego nam nie brakuje, powiedziałabym wręcz że jak na polkie realia jest to życie godne i spokojne,dzielimy się wszystkimi obowiązkami, mamy czas dla dziecka. Wychodzę na basen, do kina, na spotkania z koleżankami:) niestety wiem że nie każdy potrafi w ten sposób ułożyć sobie życie…a potem tylko wylewa jad i frustrację na forach. Moja ciąża była wpadką – dużo osób mi współczuło a jednak udało mi się ułożyć sobie życie ! Więc droga anett – może po prostu porozmawiajcie z mężem? Może on wcale nie musi aż tyle pracować… Zależy czy pracuje po to żebyście mogli jako tako żyć i po prostu musi robić to ponad normę, czy może wcale aż tyle nie potrzebujecie? Co po tych pieniądzach jeśli wasze życie jest stresem, gonitwą i zmęczeniem, nie macie dla siebie czasu i dochodzi do tego że już nawet negujesz wartość rodzicelstwa i macierzyństwa, bo tak Cię to przytłoczyło? A jeśli takie macie priorytety że chcecie zapewnić byt dzieciom i dobrze się dorobić jego praca jest opłacalna bardzo, to może część tych pieniędzy przeznaczać na pomoc opiekunki? Niekoniecznie na etat skoro na chwilę obecną nie pracujesz ale tak żebyś mogła zacząć żyć też własnym życiem – spotkać się z kimś czasem, wyjść do tego kina czy na basen albo gdzie lubisz:) żebyście mogli razem wyjść w weekend albo gdzieś pojechać może nawet? przecież mąż po to pracuje żeby żyło wam się dobrze, a takie coś też jest niezbędne- dziecko dzieckiem ale też jesteście ludźmi i wasz komfort psychiczny i relaks od czasu do czasu jest niezbędny żebyście byli dobrymi rodzicami i szczęśliwym małżeństwem. Nie wierzę, że nie znajdziesz opiekunku, nawet jeśli dziecko ma jakieś problemy zdrowotne. W kraju gdzie jest tak wysokie bezrobocie ? No chyba że mieszkasz na wsi 3 tysiące mieszkańców. Zapłacisz odpowiednio to wszystko się da :)) albo może właśnie podjęcie przez Ciebie pracy i żłobek czy przedszkole? Praca na pół etatu? Itp itd. Przepraszam za przydługą wypowiedź :) może to anett przeczytasz. Pozdrawiam serdecznie. A Ty Karolino jesteś dla mnie przykładem dokonałego gustu i klasy. Lubię Cię oglądać i bardzo kibicuję, życzę sukcesów.

  10. Anna

    20 grudnia 2015 14:37, Odpowiedz

    do Anett?
    Za kilka dni skończę 35 urodziny.
    Nie mam ani męża, ani dzieci. Mam full czasu. I mogłabym prowadzić bloga. Kluczową sprawą jest KWESTIA WYBORU.
    Nie istnieje obiektywy obowiązek zakładania rodziny:) – rozmnażania się, ani zmiany stanu cywilnego. W Twoim komentarzu pojawia się czytelny zarzut wobec dziewczyny która robi coś więcej niż banalny obowiązek prania i sprzątania (to jest SŁABE) – który notabene każdy czyni, nie robiąc z tego wielkiego halo.
    ps. Jakby co, nie jestem singielką a mój facet nie dostarcza mi żadnych zmartwień. Nawet sam garnie się do obowiązków.

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published