Rodzaje miłości, których doświadczamy w naszym życiu

Miłość potrafi odmienić nasze życie o 180 stopni. Porównałabym ją do tlenu, ale boje się, że zabrzmię jak Paulo Coelho dla odbiorcy, który nie zna jego twórczości. Jednak nie ma co ukrywać, bez miłości żyć się nie da. Czy chciałabyś mieć syna podobnego do Twojego chłopaka? To takie pytanie, które myślę, że warto zadać sobie kiedy myślimy o kimś poważniej. Ono raczej niczego nie rozstrzygnie ale z pewnością pomaga definiować uczucie. Do takiej dojrzałej miłości ciężko jest dzisiaj dojść i też wszyscy bywamy tak niecierpliwi, że nie dajemy sobie szansy poczekać na wyjątkowe uczucie. Tak bardzo chcemy być kochani, że zgodzimy się już na wszystko byleby tylko z kimś być i żyć. Myślę, że kobiety powinny być bardziej cierpliwe. To nasza naturalna cecha, którą powinniśmy w sobie pielęgnować i szanować, a w tym czasie pracować nad sobą. Wiem, że zagląda tu garstka ludzi, która twierdzi, że w moich wpisach pojawia się jakaś utopijna wizja świata i że to wszystko ciężko jest przenieść do rzeczywistości, ale myślę, że warto jest małymi kroczkami starać się coś zmieniać. Zawsze pozostaje druga możliwość – nic nie robić.

Ale dzisiejszy wpis ma nie być o kobietach konkretnie, tylko o miłości właśnie lub uczuć „około miłości”, które są jej tak bliskie, że często właśnie tak je nazywamy. Podejmę się takiego, powiedzmy stworzenia małej klasyfikacji i spróbuję zdefiniować kilka rodzajów miłości, jakie doświadczamy w naszym krótkim życiu, chociaż podobno prawdziwa miłość jest tyko jedna, a reszta to zauroczenia i fascynacje. Niewątpliwie będzie tu trudne, zwłaszcza, że dla każdego miłość jest czymś innym.

tumblr_nj1rtgZtP11rpe0jco1_1280

fot. tumblr

1. Niewinna, dziecięca miłość

Myślę, że doświadczamy jej jeszcze w wieku przedszkolnym. Często towarzyszy temu popisywanie się przed innymi, z chęci zaimponowania naszemu chłopakowi/dziewczynie. To wszystko jest takie słodkie i niewinne, pozbawione złych intencji. Dzieciom łatwo przychodzi mówienie „kocham cię”, dotykanie, głaskanie, przytulanie i trzymanie się za ręce. To najsłodsza miłość na świecie. Chłopcy zbierają kwiatki, a dziewczyny stroją się do przedszkola proszą mamę aby wpięła im we włosy skandaliczną ilość spinek z motylkami. Widać tu często zachowania zaczerpnięte z bajek oraz inspiracje rodzicami i tym co robi mama dla taty, czy tata dla mamy. Ach, gdyby ten rodzaj miłości mógł dorastać, a nie przeobrażać się w coś zupełnie innego.

2. Nieodwzajemniona miłość

Tak sobie dorastamy, do wieku gimnazjalnego, licealnego. Pojawia się poczucie wstydu, obawy przed upokorzeniem, brak akceptacji i wszystkie inne fantastyczne emocje, które tak bardzo uwielbiamy wspominać ;) Tu kochać jest już ciężej i nic nie przychodzi łatwo, bo rówieśnicy bywają bezlitośni. Często więc zakochujemy się w kimś bez wzajemności. Przechodzimy też przez różne własne problemy związane z dojrzewaniem i odkrywaniem siebie. Wszystko jest takie przerysowane: albo zbyt bolesne, albo zbyt idealne. To chyba czas kiedy potrafimy wyidealizować sobie nawet kogoś, kto w żadnym stopniu nie jest ucieleśnieniem naszych wyobrażeń o idealnym chłopaku. Taka miłość boli bardzo mocno i potrafimy leczyć się z niej latami.

3. Młodzieńcza miłość/pierwsza miłość

Pojawia się najczęściej w liceum, ewentualnie na studiach. Jak dobrze pokierujemy swoim działaniem to być może będzie to przy okazji miłość czysta – patrz punkt 6. Miłość, która może dojrzewać i stać się najpiękniejszą lub taka, którą zepsuje niedojrzałość. Miłość, dzięki której doświadczamy wielu innych uczuć po raz pierwszy, dlatego jest bardzo ważna i potrafi mocno odbić się na naszej psychice i późniejszym działaniu jeśli nieszczęśliwie się zakończy. Często jest niedoskonała, czasem boli i wzbudza wątpliwości. Bywa i tak, że jest to również zauroczenie i fascynacja, która może trwać nawet kilka lat.

4. Miłość pełna pożądania

Ciężko jest mi ująć w dwóch słowach to co mam na myśli, ale chodzi mi tutaj o nic innego jak o miłość pełną namiętności i pożądania. Ciężko jest to w sumie nazwać miłością, bo to raczej uczucie, które trwa krótko i po którym przychodzi rozczarowanie, zderzenie się z rzeczywistością. To taki rodzaj uczucia, który dosłownie wyłącza nam logiczne myślenie i kierujemy się tylko i wyłącznie emocjami. Przytrafia się ludziom, którzy długo czują się samotni, zagubieni. Czy chciałabyś mieć syna podobnego do Twojego chłopaka? Czy chciałbyś mieć córkę podobną do Twojej dziewczyny? W tym wypadku odpowiedzią, która pada najczęściej było „nie”. Tak mi się przynajmniej wydaje. To najczęściej chwilowe zaspokojenie potrzeb.

5. Miłość do samego siebie

Mogłabym tej miłości poświęcić cały wpis. Problemy z samooceną przechodzi każdy w każdym wieku i nie ma w tym nic złego, jeśli za cel obieramy sobie własne szczęście. Często jest ona mylona z egoizmem i narcyzmem. Moim zdaniem miłość własna ma bardzo dużo wspólnego z nasza godnością, z tym jak traktujemy swoją mentalność i fizyczność. Tej miłości powinnyśmy uczyć się już od małego, aby później bardziej siebie cenić i odpowiednio dobierać sobie przyjaciół czy partnerów.

6. Czysta miłość

Taka miłość z filmów i nie chodzi mi tutaj o Greja. To najpotężniejszy rodzaj miłości, który pochłania Twoje ciało, duszę i mózg. Mówi się, że zdarza się ona tylko raz w życiu, a ludzie którzy jej doświadczają uchodzą za najszczęśliwszych na świecie. To taka miłość, która za cel stawia sobie dobro drugiej osoby i stałą chęć pomocy. To poczucie bezpieczeństwa i budzenie się rano z uśmiechem na twarzy, poczuciem pewności. Miłość, jakiej teoretycznie pragnie każdy z nas, ale potrafimy w życiu nieźle się pogubić, szukając jej.

7. Miłość dojrzała

Oparta na kompromisach, czasem wyrzeczeniach. Miłość, której towarzyszy samoświadomość ale też chęć wspólnego rozwiązywania wszystkich problemów. Oparta na trwałych wartościach, mądra, giętka i wyrozumiała. To całkowita znajomość swoich potrzeb i pewna harmonia w związku.

8. Miłość bezwarunkowa

Dokładniej chodzi mi tutaj o miłość matki, ojca do dziecka i odwrotnie, często również miłość do dziadka, babci. Miłość pełna cierpliwości i skłonna do największych poświęceń. To miłość, która wybacza wszystko i nie ocenia.

9. Niby miłość, niby nie wiadomo co

Uczucie, które często czujemy po roku, dwóch latach bycia z kimś. Zazwyczaj jest to wypalona fascynacja/pożądanie, które oślepiły nas do tego stopnia, że znajdujemy się w trudnym miejscu i nie wiemy dokąd podążać. Taka niby miłość pojawia się też przy okazji braku chęci do pracy jednej lub dwóch ze stron. Jest pełna wątpliwości, rozczarowań i ciągłego stawiania znaków zapytania. To też taka lekka zaraza, która potrzebuje twardych postanowień i konkretnych działań, bo bez nich albo wszystko się rozpadnie albo dwoje ludzi będzie żyło w nieszczęściu i smutku.

Dorzuciłabym do tej listy jeszcze miłość platoniczną i nieosiągalną, ale powiedzmy, że te kilka pierwszych punktów jakoś to w sobie zawierają. Myślę, że każdy z nas inaczej przeżywa te wszystkie punkty i taką listę powinnam stworzyć z kilkoma osobami aby była bardziej wyważona. Te rodzaje miłości mogą się również ze sobą mieszać, ale jestem ciekawa ile z Was przeżyło takie uczucia w swoim życiu.

81 Comments

  1. Marta

    24 marca 2015 14:46, Odpowiedz

    Miłość bezwarunkowa, nie da się jej opisać słowami, nie ma rzeczy z którą można by ją porównać. Żeby to zrozumieć trzeba to przeżyć. Miłość do dziecka jest chyba najsilniejszym uczuciem jakie było mi dane przeżyć…

  2. Sara

    24 marca 2015 15:05, Odpowiedz

    Miłość to najpiękniejsze uczucie, jakie kiedykolwiek mi się przytrafiło. Ta nieodwzajemniona i pierwsza bardzo ukształtowały moją psychikę. Wiem też, jak to jest kochać i być kochanym. Bycie w związku to nie tylko motyle w brzuchu i pożądanie, to też poszanowanie drugiego człowieka i zrozumienie. Piękny wpis. Mogłabyś zostać pisarką. Uwielbiam Cię czytać. Miłego dnia Karolinko :*

  3. Ania

    24 marca 2015 15:08, Odpowiedz

    Świetnie to zebrałaś. Wszystko co napisałaś to prawdziwe życie;) Ja swoją „czystą miłość” poznałam już w liceum. Wtedy jescze tego nie widziałam. Byłam bardzo młoda, miałam tylko 18 lat, a on był o 5 lat starszy, kończył studia, pracował. Mieliśmy całkiem inne problemy. Ja zamartwiałam się klasówkami, a on miał już dorosłe zmartwienia. Później wyjechałam 150km do innego miasta studiować, a nasze uczucie to przetrwało, Widywaliśmy ile tylko się dało. W weekendy, jeśli kończyłam zajęcia wcześniej, to od razu wracałam i mimo,że miałam mnóstwo nauki, bo studiowałam bardzo absorbujący kierunek na uczelni medycznej, to on siedział koło mnie i mnie wspierał. Dzisiaj wiem, że to wszystko nas wzmocniło. Wiele mu zawdzięczam i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Od 8 miesięcy jesteśmy małżeństwem, mieszkamy w końcu razem i powoli myślimy o powiększeniu rodziny:)) Czy chciałabym mieć takiego syna? Odpowiedź jest oczywista, tak!:)

  4. Mercedes

    24 marca 2015 15:29, Odpowiedz

    Chciałaś się poprzez ten wpis podzielić z czytelnikami tym, jak sama postrzegasz miłość, co doskonale rozumiem. Brzmi to jednak bardziej jak pseudo psychologiczny bełkot. Jest to tak uproszczone i spłycone, że aż żal czytać. Patrząc na punkt ostatni wydaje się, że nie jesteś zaznajomiona nawet z podstawami zagadnienia miłości w psychologii.
    Miłość czysta to codzienne budzenie się z uśmiechem na twarzy, a wątpliwości, z którymi zmaga się na pewnym etapie życia każdy człowiek to już „niby miłość”? Nie wiem, czy wiesz, ale podobno 1-2 lata etap miłości, kiedy mamy wyidealizowany obraz drugiej osoby. Logiczne więc, że kiedy dochodzi do głosu rzeczywistość, różowe okulary trochę zsuwają się z nosa, możemy nabrać wątpliwości, możemy zacząć się zastanawiać. Związek to wybór podejmowany każdego dnia i uważam, że owszem, to wspaniałe budzić się codziennie z uśmiechem na twarzy dzięki drugiej osobie, ale wątpliwości i problemy rzecz ludzka i nie należy z tego powodu umniejszać wartości miłości. Nad każdą relacją zawisają kiedyś ciemne chmury, wydaje mi się, że miłością jest radzenie sobie z nimi. Nie mogę znieść tych zakłamanych wizji życia i związków.
    Jesteś dość poczytną blogerką, to Twoja strona, na której możesz zamieszczać dowolne treści, ale poddaj czasem refleksji to, że czytają Cię osoby w różnym wieku, na które w pewien sposób może mieć wpływ to, co piszesz i tak płytkie podejście z Twojej strony do tematu może być szkodliwe.
    Życzę Tobie pobudki z uśmiechem na twarzy do końca życia i mam nadzieję, że w przypadku gdy najdą Cię wątpliwości, to nie będzie od razu „nie wiadomo co”.

    • karolinabaszak

      24 marca 2015 18:23, Odpowiedz

      Ojj chyba nie zrozumiałaś :-) w każdej miłości zdarzają sie problemy i nie o to mi chodziło :-) ale cóż… Już nawet rasistką na tym blogu zostałam nazwana kiedyś :P wiec chyba żadna interpretacja wpisów mnie nie zdziwi. To jest luźny wpis, nie spinamy sie :*

  5. Marta

    24 marca 2015 16:16, Odpowiedz

    Kto z nas nie przeszedł przez poszczególne etapy miłości? Ja przeszłam chyba przez wszystkie, a na pewno przez większość z tych, które wymieniasz. Przy każdym z punktów widzę w myślach twarz innej osoby i wspominam. W tej chwili jestem gdzieś pomiędzy miłością czystą a dojrzałą. Po prawie 4 latach małżeństwa, w oczekiwaniu na nasze pierwsze dziecko odnoszę wrażenie, że nasz związek jest na najlepszym etapie ze wszystkich dotychczas. Były chwile ciężkie, przez które udało nam się wspólnie przejść i teraz nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. Każdego ranka czując przez sen buziaka lądującego na moim policzku, kiedy mój Mąż wstaje do pracy, wiem, że jestem szczęśliwa. Mam najlepszego Męża na świecie i ze spokojem mogę stwierdzić, że chciałabym, aby nasz syn był podobny do swojego Taty.

  6. Agata

    24 marca 2015 17:26, Odpowiedz

    Zdecydowałam się skomentować wpis po raz pierwszy. Czytam Twój blok już od kilku dobrych miesięcy i muszę się przyznać, że jesteś jedynym blogiem, który czytam „od deski do deski”. Miłość… 2 miesiące temu po 5 latach w związku zerwał ze mną chłopak. Poznaliśmy się już w liceum, potem były studia. Ja tu… On tam… Jednak nadal razem. Myślałam, że to miłość mojego życia, aż do dnia w którym mi powiedział, że nie chce być ze mną. Był to chyba najgorszy okres w moim życiu na tego typu rozstanie ze względu na to, że za 3 tygodnie miałam bronić się z inżynierką. Dowiedziałam się, że znalazł sobie inną, a ja zostałam wymieniona na nowszy model. Zastanawiałam się przez moment czy jest coś ze mną nie tak skoro mnie nie chciał… Dziś patrze na świat inaczej. Staram się cieszyć każdym dniem. Jestem szczęśliwa, że się nie poddałam i mogę dumnie powiedzieć jestem panią inżynier architekt. Staram się myśleć pozytywnie. Na każdego z nas przyjdzie pora i znajdzie swoją miłość. Pozdrawiam, Agata :-)

    • M.

      26 marca 2015 13:31, Odpowiedz

      Droga Agato, czytając twój komentarz postanowiłam, że również pierwszy raz skomentuje. Twoja historia wydaje mi się bardzo znajoma. Swoją pierwszą, młodzieńczą miłość poznałam w liceum. Po 5 latach związku okazało się, że w ogóle nie znałam tej drugiej osoby. W momencie kiedy potrzebowałam wsparcia (praca inżynierska też z architektury) on wolał spędzać czas z kolegami, a każde nasze spotkanie traktował jak przykry obowiązek. Zaczęliśmy się oddalać, a ja cały czas walczyłam i usprawiedliwiałam jego zachowanie. Do tej pory nie mogę uwierzyć jak bardzo mógł się zmienić przez te kilka miesięcy. Życzę Tobie i sobie pięknej miłości.
      Pozdrawiam serdecznie

  7. Amelie

    24 marca 2015 18:25, Odpowiedz

    Agato, az skomentuję Twoj post. Wydaje mi sie, ze chcesz byc szczesliwa. Po dwoch miesiacach, jesli to byla milosc, to po prostu przechodzisz przez etap i teraz po prostu juz akceptujesz to, ze sie rozstaliscie. Sama zostalam porzucona przez chlopaka po 6 latach zwiazku, liceum, studia. To bylo bardzo ciezkie. Ty przynajmniej znalas powod, ja nie. Powiedzial, ze chce byc sam i inne bezsensowne argumenty. Teraz jest z nasza wspolna znajoma. Tez myslalam, ze poradzilam sobie ze wszystkim. Po dwoch miesiacach zaczelam spotykac sie z kims innym tak bardzo chcialam wyprzec to wszystko, chcialam pokazac, ze sobie poradzilam. W sumie nie sadzilam, ze bedzie z tego cos wiecej. Teraz jestesmy juz ze sobą długo i bylo to najlepsze co mnie spotkalo. Zmiany, które przyszly- rozstanie, nowy zwiazek, nie wydarzyly sie bez przyczyny. Nagłe rozstanie było szansą na ułożenie sobie zycia z kims innym, kims kto stal sie miloscia mojego zycia, nieporownywalnie silniejsza od tej pierwszej milosci. Niedlugo mija rok, a ja nadal nie zapomnialam o moim bylym, to nadal boli. Ale uczucie wygasło. Ty przejdziesz jeszcze kilka etapow. Od płaczu, buntu na cala sytuacje, akceptacji tego wszystkiego, zalu, tesknoty, zlosci, smutku, obojetnosci, potem wspomnienia zaczna sie zacierac, nowe zycie zacznie ci zapelniac czas i mysli i dopiero pewnie pozniej to wszystko zniknie. Ja mysle, ze jednak zal pozostanie na zawsze. Ale z czyms takim da sie zyc. Pozdrawiam Cie i zycze powodzenia.

    • karolinabaszak

      24 marca 2015 19:07, Odpowiedz

      Dziewczyny, no wspaniałe jesteście :-) powinnam stworzyć chyba jakiś portal ala Facebook dla nas :P

    • m

      24 marca 2015 21:39, Odpowiedz

      u mnie sytuacja miała miejsce po 8 latach bycia razem. minęły prawie 3 miesiące, jestem na etapie smutku i tęsknoty, tak sądzę… czekam na obojętność i zacieranie się wspomnień… na pewno z każdym dniem jest lepiej, ale ten ogromny żal w sercu!

  8. Aleksandra

    24 marca 2015 19:02, Odpowiedz

    Zostaliśmy parą w liceum, mając po 18 lat. Dziś mamy po 28 lat i 10 lat związku za sobą. Wiele razy słyszałam teorię, że prawdziwa miłość to pierwsze dwa lata związku, a później jest tylko przyzwyczajenie. Niestety muszę zwolenników tej teorii rozczarować – po 10 latach związku nadal jesteśmy zakochani. Słowa „kocham Cię najbardziej na świecie” słyszę każdego dnia tuż przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu się rano. Kocham całą sobą i jestem kochana bezwarunkowo. To wielka miłość i wielka przyjaźń, wsparcie i zrozumienie, radość i szczęscie. Każdemu życzę takiego uczucia, które nie wygasa, a dojrzewa i z dnia na dzień jest coraz silniejsze.
    Miłego dnia!

  9. enklawagosiuni

    24 marca 2015 19:32, Odpowiedz

    Dla mnie największa miłość to ta matczyna dla niej jesteś w stanie zrobić wszystko nie ma większej od niej.
    Miłość między mężczyznom a kobietą i owszem ale ta jest silniejsza

    • Rafał

      27 marca 2015 17:07, Odpowiedz

      Tych dwóch rodzajów miłości nie można porównywać. W udanym małżeństwie to mąż powinien być dla kobiety najważniejszy (i odwrotnie), a dopiero potem dziecko. Gorzej, jak dzieje się odwrotnie, bo przecież „ta miłość jest większa”.
      Czujesz, że ona jest silniejsza, bo to Ty jesteś osobą, która daje. W małżeństwie sztuka przyjmowania jest tą najtrudniejszą. Zresztą, miłości nie mierzy się siłą chwilowych emocji, a decyzjami, które tworzą codzienność. Taki przykład: co Ci po najsilniejszym zakochaniu, skoro ono jest niespełnione? To tylko idealizacja, wyobrażenie, ale na pewno nie Twoje życie.

  10. Kornelia

    24 marca 2015 19:32, Odpowiedz

    a ja moją miłość poznałam mając 15 lat. Chłopak był 4 lata starszy, dużo rozmawialiśmy, to była bardzo czysta relacja. Potem bardzo cierpiałam, bo nic między nami nie było. Kontakt prawie się urwał. Nigdy nie dał do zrozumienia, że choć trochę mu się podobał. Bardzo go idealizowałam, był najbardziej niezwykłą osobą, jaką miałam okazję poznać. Dużo mnie ta pierwsza miłość kosztowała, miałam potem 2 chłopaków, jednak wciąż to nie było to, nie potrafiłam nikogo pokochać na dłużej. Teraz mam 19 lat, jesteśmy ze sobą od 8 miesięcy. Uczucie jest nieporównywalne z niczym, co do tej pory przeżyłam. Już nie jest doskonały, poznałam jego słabości, jednak kocham go tym mocniej. Czasem jest trudno, zważywszy na nasze podobne, depresyjne charaktery, jednak warto. I jak się okazywało, był kiedyś we mnie bardzo zakochany, ale nie widział wzajemności i bał się, bo byłam bardzo młoda.
    Zeszliśmy się, gdy zaprosił mnie do siebie na spotkanie ze znajomymi. Były wakacje, więc wrócił do rodzinnego miasteczka. Wtedy też pierwszy raz się pocałowaliśmy. Do tej pory mam dreszcze wspominając te emocje.

    I mam kilka słów do innych dziewczyn. Nie zawsze te miłości są nieodwzajemnione. Czasem tylko mamy zbyt niskie poczucie własnej wartości i nie dostrzegamy oczywistych sygnałów.

    Nie wiem, czy to trwała miłość. Chciałabym, choć wydaje mi się czasem, że takie uczucia powinny być właśnie niedopowiedziane. a Tymczasem nam się udało.

    Pozdrawiam Cię serdecznie.

  11. Jagoda

    24 marca 2015 20:54, Odpowiedz

    Karola może coś o samoocenie i własnej wartości ? :)) piekne artykuly, szczere przede wszystkim.. :)

  12. Olaa

    24 marca 2015 22:01, Odpowiedz

    W przeciwieństwie do wcześniejszych komentarzy dziewczyn -to ja byłam tą która porzuciła po 4 latach związku. Bez tłumaczenia praktycznie z dnia na dzien. Teraz wiem, ze jeszcze chwila a na moim palcu lśnił by pierścionek zaręczynowy. Pomiędzy nami było dobrze, ale bez fajerwerków. Nie byłam gotowa, zaczynałam traktować go bardziej jak brata czy kumpla. Ale prawdziwym impulsem zmiany był T. znaliśmy się zaledwie 2 miesiące a mna jakby kierowal ktoś z góry ,jak marionetką pociagajac za sznurki – nie zastanawialam sie co robie, po prostu wiedziałam… Rodzina i znajomi stwierdzili, ze oszalałam i na pewno to tylko chwilowe zauroczenie. Zawsze bylam rozwazna i poukladana. Dla T. odmieniłam swoje zycie. Po tych 2 miesiącach w tajemnicy przed wszytskimi z dwoma walizkami wyjechaliśmy do innego miasta, zamieszkaliśmy razem. W tym momencie jesteśmy ze sobą 3 lata, we wrześniu planujemy się pobrać, nie wyobrażam sobie piękniejszej milosci opartej na szacunku i zrozumieniu. Nie potrafimy się na siebie gniewac i nie mozemy wytrzymać bez siebie kilku godzin. Mam nadzieje, ze zmiana nie wyszla na dobre tylko mi ale tez mojemu ex, który podobno ulozyl sobie zycie dosc szybko a ja mysle, ze bedac w związku na sile unieszczęśliwiamy przede wszystkim ta druga osobe. Dziewczyny nie bojcie się isc z glosem serca mimo, ze każdy Wam odradza. Tobie Karola dziekuje za kolejny wpis który skłonił do chwili refleksji. Pozdrawiam;)

  13. Ewelina

    24 marca 2015 22:23, Odpowiedz

    Jak miło było zobaczyć nowy post na blogu, wieczorem, po ciężkim dniu i móc sobie dla relaksu poczytać przy herbacie :-)

    Świetny post Karolina! Chyba przeżyłam większość z opisanych przez Ciebie rodzajów miłości. Swoje przeżyłam, ale koniec końców jestem dziś w szczęśliwym związku. Czasami nie warto się ścierać nad czymś, co nie ma racji bytu tylko poszukać kogoś bardziej dopasowanego do siebie. A jak wspaniale jest móc na nowo zakochać się w swoim mężczyźnie. Niby już się znacie, czasami dopada was rytyna, gorsze dni a tu nagle następuje jakiś magiczny czas i znowu zaczynasz szaleć z miłości :)

    • karolinabaszak

      24 marca 2015 22:45, Odpowiedz

      No tak, każda miłość ma po czasie upadki i wzloty… I Choć mam wrażenie, ze te upadki sa jeszcze daleko przede mną, to nigdy nie czułam sie na nie bardziej „gotowa”. W takim sensie, ze zupełnie sie tego nie boje :) chociaż dzisiaj z Przemkiem stwierdziliśmy, ze miedzy nami jest miłość przedszkolaków i trochę miłości dojrzałej :D jak sobie zaczęliśmy te moje wypociny analizować :P swoją droga to piękne ile człowiek już przeszedł.. A ma sie tylko 25 lat…

  14. Aleksandra

    24 marca 2015 22:26, Odpowiedz

    Jezu.. mam 18 lat i sledze Twojego bloga od dłuższego czasu. Nie chce aby zabrzmiało to obsesyjnie ( :) ) ale jesteś moim wzorem. Tak kobiecej kobiety jeszcze nigdy w życiu nie poznałam, pełnej miłości i ciepła ale zarazem inteligentnej. Piękna od wewnątrz i zewnątrz. Niesamowite, ze jeszcze takie osoby jak Ty istnieją. Pozdrawiam i życzę dużo miłości i szczęścia i nie zmieniaj się nigdy bo jesteś wyjątkowa.

    • karolinabaszak

      24 marca 2015 22:41, Odpowiedz

      Ola, bardzo dziekuje. Myśle, ze ja tez sie zmieniłam ostatnio i bardzo dojrzałam… Kiedyś byłam trochę inna :-) najważniejsi sa nasi bliscy, ludzie, dzięki którym możemy rozwinąć skrzydła i być sobą :)!

  15. thefirsttime

    24 marca 2015 22:29, Odpowiedz

    Nie liczy się rodzaj lub typ miłości… Liczy się tylko ona, napędza Nas , wpędza Nas. Daje siłę lub zabija. Co ma zrobić ktoś kto kocha , oddaje się cały i nie jest pewny … ktoś kogo zabija brak zaufania do tego drugiego. Odrzucić miłość ? Odrzucić możliwość kochania ? Czy powoli odbudowywać coś co może już jest pogrzebane. Pragnienie kochania i bycia kochanym choć iluzoryczne ale jest wspaniałe. Wolę okręcać sobie nóż w sercu niż być samemu. Blog jest świetny. Jestem tutaj bo Twój widok bardzo mi kogoś przypomina. A teksty i zdjęcia są extra.

    • karolinabaszak

      24 marca 2015 22:40, Odpowiedz

      Z pewnością każdy przeżywa wszystko inaczej, to taka moja luźna klasyfikacja… Życzę dużo szczęścia!! <3

    • karolinabaszak

      24 marca 2015 22:39, Odpowiedz

      Jestem naprawdę wdzięczna za każdy komentarz. Jestem megadumna z Waszych komentarzy, wypowiedzi… Fajnie, że sa miłe, ale chodzi mi raczej o jakaś więź, która sie pomiędzy nami tu wytworzyła. To piękne!

  16. Amelie

    24 marca 2015 23:31, Odpowiedz

    Już pisałam wcześniej, ale dodatm teraz:) Ja przy moim ukochanym jestem teraz taka, jaka bylam wczesniej. Dla mnie weekend to czas dla niego,dla rodziny. Kocham być w domu z rodzicami, dekorowac z mama dom, piec ciasta. Ogladac filmy z tatą, isc na spacer z chłopakiem, z psem:) To jest to co kocham i czuje sie w koncu w swoim zyciu jak u siebie. To moze zabawne, ale dopiero jak czujemy, ze wszystko gra, to jest to ta wlasciwa milosc. Wczesniej przez te lata zwiazku z innym czlowiekiem kompletnie nie czulam, ze jest tak jak byc powinno. Weekendy spedzalam z nim w klubie, z jego znajomymi, pijac alkohol albo rozmawiajac o rzeczach, ktore kompletnie mnie nie interesują. Teraz robię to, co lubie, nie musze sie do nikogo ani do niczego dostosowywac. Realizuje swoja pasje i ukochane studia;) I jestem najszczesliwsza, kiedy moge byc wsrod bliskich. Pamietajcie, ze niekoniecznie ta pierwsza milosc jest dla nas najlepsza;)

  17. E.

    24 marca 2015 23:47, Odpowiedz

    Ahh piękny wpis! Niestety moja wielka miłość jeszcze nie nadeszła, czekam, czekam i już czasami wątpię czy mnie ona znajdzie. Po drodze spotkałam kilku mężczyzn, jednak nie zrobili na mnie większego wrażenia, oprócz jednego, który siedzi w mojej głowie już od wielu lat, mamy ze sobą kontakt jednak zbyt wiele nas dzieli, lub jesteśmy zbyt słabi, żeby chcieć to pokonać. Mam w sobie jednak ogromne pokłady miłości, którą strasznie chce kogoś obdarzyć, niestety nic innego mi nie pozostaje oprócz czekania. Czasami jest mi ciężko, gdy widzę zakochanych znajomych, którzy zaczęli się zaręczać jeden po drugim :D nawet zakochani na ulicy sprawiają mi z jednej strony przykrość, bo tak bardzo potrzebuje kogoś pokochać i być kochana, jednak z drugiej strony wiem, że gdzieś tam chodzi po tej ziemi ktoś przeznaczony dla mnie, moja bratnia dusza, więc dalej cierpliwe czekam. Często wchodzę na Twojego bloga czy instagrama bo uwielbiam Twoje wpisy, które są wprost przepełnione miłością, zakochaniem, szczęściem. Przyznam szczerze, że bardzo mi one pomagają, oglądam Twoje zdjęcia, czytam wpisy, widzę Twoje szczęście i wiem, że i mnie to spotka w odpowiednim czasie.
    Pozdrawiam gorąco! <3

  18. Klaudia K.

    25 marca 2015 00:46, Odpowiedz

    Nie lubię czytać takich postów, zawsze w gazetach przewracam kartki, jednak tutaj czuje ze pisane to jest o serca i jak mało co do mnie trafia.

    Czekam na więcej ! :)

  19. Aleksandra

    25 marca 2015 02:01, Odpowiedz

    Ja od małego pragnęłam prawdziwej, bezwarunkowej miłości. Jako nastolatka miewałam często takie samotne wieczory, gdzie słuchałam swojej muzyki, wprawiającej mnie w taki romantyczny nastrój, czytałam całe mnóstwo aforyzmów o miłości i tekstów Cześki (Celine Dion), bo to głównie jej kawałki przewijały się na mojej playliście. Można by rzec, że taka romantyczna dusza ze mnie od zawsze. I wiedziałam też, że należę do długodystansowców, że jak już się zaangażuję to całą sobą.
    Z moją pierwszą „miłością” byłam 2,5 roku, nie wypaliło i kiedy doszło do rozstania, myślałam, że świat mi się zawalił. To nie trwało jednak długo… :) Już po – UWAGA – kilku dniach (!) wróciłam do siebie. Okazało się, że trzymało nas przy sobie głównie przyzwyczajenie, a uczucie zgasło w międzyczasie. Nie żałuję jednak tego związku, bo wiele mnie nauczył, otworzył mi oczy na wiele spraw i wiedziałam też jakich błędów mam następnym razem nie popełniać. O sobie samej też wiele się nauczyłam.
    W tej chwili jestem z mężczyzną, którego kocham bezgranicznie i jest to uczucie zuuuupełnie nieporównywalne z czymkolwiek, co czułam wcześniej. Najciekawsze jest to, że znaliśmy się już kilka lat zanim do siebie „dotarliśmy”. Poznałam go gdzieś na mieście, kiedy jeszcze byłam z moim poprzednim facetem (Jarkiem). 7 lat starszy, fajny facet – myślałam wtedy. I jakoś złapaliśmy kontakt. I okazało się, że On (mój R.) zakochał się we mnie w tym czasie i tak się kochał skrycie we mnie przez bodajże rok. Ja w głębi serca również coś do niego czułam, ale broniłam się przed tym. Poza tym nigdy nie tolerowałam zdrady, więc nie robiliśmy nic innego poza rozmawianiem. A rozmawialiśmy duuuużo… Zanim jednak rozstałam się z Jarkiem, mój R. związał się z inną. Straciliśmy kontakt… Przez rok po rozstaniu bawiłam się, zajmowałam się sobą, aż któregoś dnia R. napisał mi wiadomość. W jakiś wieczór przesadził trochę z alkoholem, był z kolegami i napisał do MNIE. Nie do swojej kobiety… I potem to już była kwestia czasu. Nasze drogi ponownie się złączyły po jakichś 6 miesiącach, on rozstał się z tamtą i zaczęliśmy być razem. Trochę takie przeznaczenie… Oczywiście historia jest znacznie dłuższa i bardziej zawiła, jednak i tak już mocno się rozpisałam. W każdym razie niebawem „stukną” nam 2 lata, a ja już teraz wiem, że nie chcę spędzić bez niego już żadnego dnia do końca mojego życia. Jest moim najlepszym przyjacielem, największym wsparciem i naprawdę ma wspaniałe wnętrze. Aż nie umiem ubrać tego w słowa, a pisząc to uśmiecham się jak durna przed ekranem :) W każdym razie… To jest TO :) <3

    Kończąc już ten mój przydługi komentarz, wkleję tu jeszcze pewien cytat, tak mi się nasunął po przeczytaniu Twojego (wspaniałego zresztą!) postu:

    "(…) Wielkim błędem jest zmienianie się dla partnera. Po rozstaniu nie ma jego, ale nie ma też Ciebie. Ludzie nie są jak puzzle, nie dobiorą się i nie będą idealnie do siebie pasować, tworząc pejzaż zachodu słońca z mewą. To są romantyczne bzdury. W rzeczywistości powinniśmy się starać siebie zrozumieć, z biegiem lat i doświadczeń odkrywać do siebie klucz, wiedzieć, jak się nawzajem czytać."

    Pozdrawiam cieplutko i życzę wszystkiego, co najwspanialsze!

    • Aleksandra

      25 marca 2015 02:09, Odpowiedz

      O rety, teraz widzę, jak bardzo przesadziłam z długością komentarza. Co najlepsze, nigdy takowych nie pisałam, a u Ciebie to już mój DRUGI! :)

      Zapomniałam podziękować za ten post i chwilę refleksji, dobrze było sobie znowu to wszystko przypomnieć i wrócić do początków… Życie jednak jest zaskakujące. A raczej to miłość zaskakuje :)

  20. Katarzyna

    25 marca 2015 13:01, Odpowiedz

    Ja mojego partnera poznałam 6 lat temu (5 lat jesteśmy już razem), T. jest 5 lat starszy, ale nie było to żadną przeszkodą. Wiadomo są wzloty i upadki, ale zawsze jest uczucie i właśnie bez tego uczucia nie wyobrażam sobie już mojego życia. Zawsze ale to ZAWSZE nawet jak śpię T. wychodząc do pracy mówi mi, że mnie kocha. Moje rówieśniczki zmieniają ciągle partnerów i uważają, że to jest normalne a mnie trochę mają za dziwaka, że jak w wieku 23 lat mogę już być pewna tej jednej osoby. A no mogę i uważam to za meeega dojrzałe podejście :)

  21. Marysia

    25 marca 2015 13:05, Odpowiedz

    Kochana, to piękne, co piszesz. Każda Twoja notka jest taka przemyślana, mądra i po prostu wzruszająca! <3

    U mnie niestety skończyła się ta miłość. Odszedł ode mnie po kilku latach, dokładnie po prawie 4 i może by ktoś teraz powiedział, że to widocznie nie była prawdziwa miłość, skoro się skończyła, ale ja uważam inaczej. Uważam, że to było coś pięknego, mimo, że nie było happy endu, ale to nieważne. Uczucie, które mi towarzyszyło przez tyle czasu było naprawdę szczere, prawdziwe. I nieważne, jakim on jest człowiekiem. Widocznie Bóg tak chciał, aby to się skończyło, taka była Jego wola, ale dla mnie najpiękniejsze jest to, że dane mi było przeżyć coś tak cudownego, jak w powieściach Sparksa…

  22. Magda

    25 marca 2015 14:23, Odpowiedz

    Post dający dużo do myślenia. Mnie marzy się taka miłość, jaką darzą się moi rodzice wzajemnie.. Patrzę na nich z podziwem i liczę, że mnie też spotkało tyle szczęście, aby z moim partnerem móc przeżywać tyle lat, w tak wspaniałych momentach. Niesamowite jest dla mnie to, że moi rodzice ciągle ze sobą rozmawiają i ciągle mają wspólne tematy, które się nigdy nie kończą.. uważam, że jest to dużą sztuką umieć ze sobą o wszystkim rozmawiać w związku i nie czuć żadnych barier. Patrząc na rodziców bardzo wiele się od Nich uczę i jestem mega szczęśliwa, że mam taki wspaniały wzór do naśladowania, bo te miłe chwile jakie tworzą w Naszym domu dzięki ich miłości, są wspaniałe i niezapomniane.. ;) buziaki

  23. Dottkka

    25 marca 2015 21:23, Odpowiedz

    Karolina śledzę Twojego bloga od jakiegoś czasu i pomimo że mam swój jeszcze inny ulubiony blog, który czytam , to właśnie do Ciebie pierwszej odważyłam się napisać. Po pierwsze dlatego że ujmujesz mnie w całości tym jaka jesteś, piękna i naturalna, przekonuje mnie to że masz swoje zasady których bronisz i wartości którymi się kierujesz, a także swój styl ubierania który zachowujesz mimo narzucanych nam trendów. Swoimi wpisami trafiasz mnie prosto w serce i czasem tak bardzo chciałabym z Tobą porozmawiać jak z takim „dobrym duszkiem”, który by mnie pocieszył. Sama jestem na życiowym zakręcie jeśli chodzi o związek, mam 33 lata, 6 lat za sobą bycia z facetem który tak naprawdę wyczerpał mnie z pozytywnej energii. Kiedyś pisałaś, że trzeba ofiarować ludziom swoją dobrą energię ale nie do tego stopnia by to nas osłabiało, jakoś tak, i to mnie uderzyło. Bo ja jestem aż chora-tak mu się poświęciłam, robiłam to z miłości ale od dawna jej już nie czuję. Rozstaliśmy się z mojej inicjatywy, a podjąć taką decyzję po tylu latach było mi bardzo trudno. A właściwie zrozumieć że to nie to, bo trzymałam się tego związku z nadzieją na założenie rodziny, którą tak chciałam mieć. Na szczęście zrozumiałam że decydując się na taki krok z nieodpowiednią osobą skrzywdziłabym nie tylko siebie. Teraz już gdy przyszło zrozumienie (choć jeszcze nie ulga) , gotowa jestem zaryzykować i zmienić swoje życie na lepsze,zaczynając od siebie, przyjrzenia się sobie, czego naprawdę chcę i co da mi szczęscie. Często wyobrażam sobie jaki byłby mój przyszły mężczyzna, tzn. wymyślam co do mnie mówi,jak czule, że się o mnie troszczy i jest tak „pięknie zwyczajnie”, bez szaleństw i uczuciowych zapaści, i mam uśmiech na twarzy, jak nigdy dotąd. Czuję że jeszcze muszę zaczekać, że nie tak na „łapu capu”, tak czuję pod skórą i zaczynam mądrze decydować i myśleć odkąd podjęłam ten ważny krok o rozstaniu i zrozumiałam czego nie chcę, i powiedziałam głośno „NIE”.Czekam na Twoje kolejne wpisy zarówno te traktujące o sprawach ważnych, wartościach jak i te”rozważania” na luzie. Oczywiście śledzę także Twoje urodowe porady (wpis o pielęgnacji włosów podczas zapuszczania bardzo mi się przydał), a także czekam na kolejne odsłony Twojego wyjątkowego stylu którym mnie inspirujesz jak mało kto. Pozdrowienia z Lublina:*

  24. Asia

    26 marca 2015 08:48, Odpowiedz

    Karolina, gdy napisałaś o bezwarunkowej miłości w oczach stanęły mi łzy. Mój dziadek właśnie boryka się ze śmiercią. Nie wyobrażam sobie bez niego życia. Rozwesela mnie nawet,gdy nie mam na to ochoty. Jest dla mnie wszystkim. Proszę, pomóż mi.

    • karolinabaszak

      26 marca 2015 11:51, Odpowiedz

      Asiu, mam bardzo bliską podobną sytuację.. bardzo Ci współczuję… :( To musi być dla Ciebie bardzo ciężki okres :(

      +

      • Joanna

        26 marca 2015 13:39, Odpowiedz

        Dziewczyny, wiem przez co przechodzicie :( W maju 2012 mój Dziadziu zachorował, rok później w październiku odszedł. Spędzałam z nim każdy dzień, troszczyłam się, chciałam, żeby wiedział,że może na mnie liczyć. Kiedy odszedł nie potrafiłam sobie z tym poradzić, ponieważ zastępował mi ojca, z którym mam nienajlepsze relacje. Mówi się,że czas leczy rany, ale u mnie się nigdy nie zagoiły. Ogromnie za nim tęsknię. Nie potrafię sobie poradzić… Zawsze zastanawiam się, czy zrobiłam wszystko co mogłam, mimo ogromnego cierpienia, jakie go spotkało. I nie wiem. Boże, mam nadzieję,że tak było.
        Są chwile, kiedy chyba nic nie potrafimy zmienić, tylko być. Życzę Wam Dziewczyny dużo dużo siły, jestem myślami z Wami i trzymam kciuki za Was i za bliskich, abyście wszyscy zaznali spokoju.

  25. Ania

    26 marca 2015 12:24, Odpowiedz

    Uwielbiam czytać Twój blog. Naprawdę uważam, że nie trafiłam jeszcze na mądrzejszy! Całkowicie zgadzam się z Twoim podejściem do miłości. Mimo, że nie trafiłam jeszcze na tę swoją piękną, czystą miłość to wciąż ufam i wierzę, że tak się stanie. Nie łudzę się, że będzie idealnie i bez przeszkód, ale głęboko wierzę, że mimo tego co dyktuje nam świat pełny egoizmu, można stworzyć piękny cudowny związek oparty na oddaniu siebie i poświęceniu się drugiej osobie z całkowitą przyjemnością. Z przerażeniem patrzę na swoich rówieśników, którzy mylą miłość z seksem. Teraz nie liczy się nic oprócz zaspokojenia ciała. Jestem Ci bardzo wdzięczna, bo dzięki temu blogowi wiem, że są jeszcze mądrzy ludzie i nie zostałam sama. Wierzę, że Ktoś „u góry” przygotował już dla mnie tę osobę i nie mogę się doczekać kiedy ją spotkam (choć troszkę się już niecierpliwię ;)). A tymczasem ściskam mocno i życzę Ci abyś już na zawsze pozostała tak zakochana jak jesteś teraz i była przykładem, że można ;)

  26. Patrycja

    27 marca 2015 10:53, Odpowiedz

    Karolina, ja troche na inny temat… Co sadzisz o tym, co wymyslil teraz nasz popieprzony rzad na temat poboru do wojska ?

  27. Patrycja

    27 marca 2015 11:04, Odpowiedz

    Boze ale zdanie skonstruowalam, jakos tak na szybko, ale wiadomo co chodzi, wiec ok ;) Jestem wlasnie swiezo po przeczytaniu czegos wlasnie na temat wezwan do wojska i szczerze mowiac nóż mi sie w kieszeni otwiera na sama mysl o naszych politykach i ich wymyslach. Pytam Cie o zdanie, poniewaz mam wrazenie, ze Twoje poglady polityczne sa bardzo bliskie moim. Przynajmniej tak mi sie wydaje po Twoim ostatnim wpisie o mezczyznach, odniesieniach do podatkow, naszego kraju i po tym, ze powiedzialas ze absolutnie nie jestes za PiSem ;)

    • karolinabaszak

      27 marca 2015 11:12, Odpowiedz

      Patka, to witaj w klubie ludzi, którzy są za logicznym myśleniem, że tak to ujmę ;)

      Ja generalnie mam trochę obawy przed poruszaniem takich tematów tutaj. Zobacz jakie się komentarze pojawiają czasem jak poruszam tematy bardziej „obyczajowe”, a co dopiero by się działo jakbym zaczęła pisać o polityce ;) Ludzie nie mają zielonego pojęcia o tym co się dzieje w kraju, oglądają telewizję i wydaje im się, że to, co pokażą w wiadomościach to wszystko. Wystarczy obejrzeć pierwszą lepszą sondę na yt i zobaczyć jakie ludzie podają argumenty „za” swoimi kandydatami: „bo dobry człowiek jest”, „bo młoda i doświadczona”… Mnie to się w głowie nie mieści. Nie interesujesz się polityką – nie głosuj. Proste. Co do obecnego konfliktu, uważam, że PL powinna pozostać neutralna. Strasznie martwię się o nasz kraj. Boże, chroń Polskę.

      • Patrycja

        27 marca 2015 11:45, Odpowiedz

        Kurcze, Karolina, ale mi radosc sprawilas tak szybka i tak pozytywna odpowiedzia na moj komentarz ! :) siedze wlasnie w pracy i az sie sama do siebie usmiechnelam :) Znowu calkowicie sie z Toba zgadzam i wcale sie nie dziwie, ze obawiasz sie poruszac tematy polityczne na swoim blogu. Tylko czy aby na pewno slusznie? No bo jesli sama nie masz o tym ochoty pisac, to oczywiscie zrozumiale jak najbardziej, jednak jesli boisz sie oburzenia „niemyslacej” i zaslepionej czesci osob, ktore Cie odwiedzaja, to uwazam ze niepotrzebnie. Po pierwsze dlatego, ze ci, ktorzy maja zostac, zostana, a Ci ktorzy maja odejsc, odejda. W sumie to w taki sposob fajnie dokonuje sie selekcji czytelnikow, bo pozniej przygoda z blogowaniem moze dawac jeszcze wieksza satysfakcje, ze piszesz dla kogos, kto naprawde Cie rozumie. Wydaje mi sie to logiczne, ze blogowanie ma wtedy wiekszy sens :) No a po drugie mysle, ze ogolnie poruszanie roznych kwestii na blogu, to swietny pomysl na inicjowanie dyskusji i mozliwosc wymiany zdan (na poziomie). Oczywiscie na nic nie namawiam, to tylko moje przemyslenia – moze jest mi latwo tak pisac, bo to nie ja jestem wystawiona na krytyke, ktora nie ma nic wspolnego z ta konstruktywna.

        Na sam koniec powiem szczerze, ze Twoje ostatnie wpisy, takie wlasnie bardziej zyciowe, sa niesamowite, bo dzieki nim mozemy Cie lepiej poznac i rzeczywiscie tak, jak to gdzies napisalas – powstaje miedzy Toba a nami, oddanymi Ci czytelnikami fajna więź. Poza tym umilasz mi czas w pracy, bo codzienne przegladma twoje stare posty, jak mi sie nudzi haha :) <3

        • karolinabaszak

          27 marca 2015 11:49, Odpowiedz

          Z jednej strony masz rację, ale z drugiej ja nie wiem czy chce być dla wszystkich tak w 100% transparentna. Są rzeczy, którymi po prostu też nie chce się dzielić lub np. dopiero odkrywam czym dzielić się chce, a czym nie. Jedno jest pewne: nie jestem tu ze swoimi poglądami sama i to jak najbardziej napędza do dalszego działania :) Ściskam z deszczowego Wrocka! :D

          • Patrycja

            27 marca 2015 11:50,

            Wszystko rozumiem :)

            Z wrocławia? to blisko mnie! ;) Pozdrawiam Cie serdecznie

  28. Patrycja

    27 marca 2015 11:13, Odpowiedz

    W ostatnim komentarzu (ktory jest wiadomoscia tylko dla Ciebie, wiec nie prosze o publikacje) chcialam Karolina napisac, ze jezeli nie opublikujesz moich pytan o Twoje poglady na polityke, to oczywiscie zrozumiem. Jednego juz nie opublikowalas, gdy pytalam o Twoje polityczne sympatie, ale jestem wyrozumiala, bo wiem, ze moze byc to dla Ciebie zbyt osobiste, albo po prostu boisz sie konfrontacji z ta glupsza czescia Twoich czytelnikow, bo jak widac bylo przy wpisie o mezczyznach, masz i takich „widzów” niestety. Przepraszam, ze ciagne temat, ale w tylu rzeczach sie z Toba zgadzam, ze tym bardziej sie ciesze na mysl o Twoich prawicowych pogladach.

    • karolinabaszak

      27 marca 2015 11:18, Odpowiedz

      Patrycja, na szczęście tych osób jest dużo mniej, a takie wpisy pozwalają mi to tylko dostrzec. Może i dobrze czasem przecedzić towarzystwo :P Pracuję nad wpisem o kobietach, który jest dużo cięższy niż ten o facetach, więc dopiero się okażę :)

  29. Magda

    27 marca 2015 20:28, Odpowiedz

    Jestem chyba najmniej doświadczoną dziewczyną, spośród tych, które się tutaj wypowiedziały; nigdy nie miałam chłopaka.
    Kilka miesięcy temu zupełnie przypadkowo poznałam jakby się wydawało tego wyjątkowego. Czułam się cudownie! On jednak przestał się odzywać, a ja straciłam poczucie własnej wartości, zwątpiłam w siebie i bliskich. Mimo,że znaliśmy się krótko,bardzo się do niego przyzwyczaiłam i teraz jest mi cholernie ciężko. Wiem, że tak nie można, ale to jakoś silniejsze ode mnie.
    Jesteś świetna Karola! Miło, że stwarzasz tutaj taką uroczą atmosferę :)

  30. avemi

    10 lipca 2015 16:30, Odpowiedz

    o miłości można dużo… oczywiście nie wspomniałaś o wielu rodzajach miłości lub nie wyczytałam :) jest coś takiego jak miłość niemożliwa. Ludzie się znają kochają a z różnych względów nie mogą być razem… pozostawiam Ci temat do rozwinięcia. Ja znam chociaż trzy takie możliwości. Pozdrawiam serdecznie ;)

  31. Henio

    11 listopada 2015 07:35, Odpowiedz

    Wiem że strona bardziej jest przesiąknięta kobiecą miłością ale po drugiej stronie są mężczyźni. Ja niedawno spotkałem po 35 latach swoją miłość. Każdy z nas ma rodziny, dzieci, prace w odległych miejscowościach. Spotkanie to cisza po dwóch stronach – długa cisza. Tak życie układa los.

  32. Jurek

    3 grudnia 2015 13:41, Odpowiedz

    Zastanawiam się co jeśli zabraknie którejś z tych miłości np. pkt. 3 – jakie może mieć to konsekwencje w życiu przyszłym?

  33. Marlena

    27 kwietnia 2017 14:00, Odpowiedz

    Zaczytalam się w tych wszystkich opowieściach, ah… a teraz czas na przedstawienie swoich doświadczeń związanych z miłością.Mialam 16 lat kiedy poraz pierwszy poczułam co to miłość. Wszystko co przeżywałam z K. było „tym pierwszym”, pierwszy pocałunek, pierwszy spacer, kolacja przy świecach, wszystkiego razem się uczyliśmy .Byl ode mnie o 5lat starszy, zawsze widziałam w nim ideał, nie zwracałam uwagi na innych. Po 8latach związku zaręczyliśmy się. Dużo doświadczeń mieliśmy za sobą, pracowaliśmy razem za granicą, mieszkaliśmy ze sobą, czekałam na niego półtora roku kiedy trafił do więzienia, wybaczalam kiedy upijał się z kumplami, co najdziwniejsze naprawde bardzo go kochałam, pomimo wszystko.Przezywalismy wzloty i upadki. Rok temu jednak nastąpił przełom w moim życiu, obudziłam się jakby z niekończącego się snu. Wyjechaliśmy do Niemiec do pracy i tam poznaliśmy nowych ludzi. Jedna osoba szczególnie mocno zwróciła moją uwagę, jak się potem okazało z wzajemnością… wiedziałam że nie będę potrafiła żyć jeżeli jej już więcej nie spotkam. On zrobił pierwszy krok, zabrał mnie na spacer i wszystko wyznał. Nie mogłam początkowo uwierzyć w to wszystko co się działo. Zawsze brakowało mi pewności siebie, czułam się szarą myszką. Kiedy on wrócił do kraju, postanowiłam że wszystko przemyśle, wiedziałam że kocham dwóch mężczyzn jednocześnie byłam zdezorientowana, nie wiedziałam co robić, musiałam podjąć decyzję z którym chce spędzić swoje życie. Pan K. o wszystkim wiedzial oprócz tego kim jest ta druga osoba, o tym dowiedział się już po naszym powrocie do domu. Oczywiście sam był w nie małym szoku. Postanowiliśmy że wyjadę na tydzień z „Panem M.” a po tym czasie zapadnie wyrok. Brzmi to może jak z jakiegoś romansidła ale taka historię napisał mi los. Teraz jestem prawie rok z M. Do tej pory nie żałuję swojej zmiany. Trzyma mnie miłość do niego tak silna…Posłuchałam głosu serca, niczego nie byłam nigdy pewna tak jak jego. Niczego nie planujemy, cieszymy się sobą każdego dnia inaczej, nie kłócimy. Z panem K. rozstaliśmy się w zgodzie i ze spokojem, uczucie wygasło, zostało doświadczenie i wyciągnięte wnioski. Miłość jest naprawdę niesamowita i szalona.

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published