45 Comments

  1. Małgosia

    7 stycznia 2017 14:28, Odpowiedz

    Cześć :) Mam pytanko trochę z innej beczki – Twoje włosy wyglądają wyjątkowo pięknie, możesz się podzielić, czego obecnie używasz do ich pielęgnacji? :)

  2. Natalia

    7 stycznia 2017 14:59, Odpowiedz

    Aż zazdrość mnie ściska, gdy pomyślę, że inni mogą już słuchać Twojej płyty, a ja czekam na swoją już tydzień ;) Ale trudno, myślę, że warto. Dziel się z nami swoimi ciążowymi odkryciami! Jest nas tu bardzo dużo, więc większość skorzysta. Ja dopiero zaczynam przygotowywać swoje ciało do ciąży (szkoda, że mało osób w ogóle zwraca na ten proces uwagę) i mam nadzieję, że w tym roku uda nam się zrobić kolejny krok :) Tak więc dla mnie tego typu informacje, którymi się z nami dzielisz są bardzo cenne. Ostatnio wspomniałaś o tym, ze myślisz o ciążowej kolekcji w aeterie. Z pewnością przyda się sukienka z guziczkami z przodu, rozpinana, będzie łatwiej mamom karmić :)

  3. Aneta

    7 stycznia 2017 17:42, Odpowiedz

    Karolino, rozumiem, że nie lubisz straszenia ciążą i początkami z dzieckiem, no i też nie ma co przedstawiać wszystkiego tylko w czarnych kolorach, bo wcale nie o to chodzi. Chodzi o to, aby być na wszystko przygotowanym. Ja tam też żadnym centrum wszechświata nie jestem i za mądralińską też się nie mam, ale powiem Ci na własnym przykładzie, że u mnie było właśnie tak, że wszyscy mówili, że ta ciąża, ten noworodek, to takie cudowieństwo, że to taki cudny czas – to karmienie, ta więź… Ja byłam tak pozytywnie nastawiona, ja nawet w najczarniejszym scenariuszu nie brałam pod uwagę, że cokolwiek może być nie tak. Ja myślałam, że to będzie taki błogi i wspaniały czas. I dostałam takim obuchem po głowie, że myślałam, że się z tego nie podniosę. Nikt mnie nie ostrzegł, nikt nie powiedział o negatywach, ja byłam przerażona. I tym bardziej byłam przerażona, bo skoro nikt nie mówił, że może być źle, to pewnie tak jest tylko u mnie? Bo przecież wszystkie noworodki tylko śpią i jedzą i nawet nie ma kiedy ich wykąpać, a mój drze się na okrągło i nie mam nawet 15 minut snu… Wszystkie mamy karmiąc piersią jedzą co chcą i ich dzieci nie mają kolek, a mnie pozostały tylko jabłka i suchy chleb, bo wszystko inne sprawia, że moje dziecko wyje i traci oddech od płaczu. Że inne dzieci uwielbiają tulenie i huśtanie, a moje reaguje na to histerią. Nikt mi nie powiedział, że to normalne, że właśnie tak jest, że te historie o idealnych dzieciach to bujda na resorach. Niektóre mamy nawet szły w zaparte, że u nich nigdy nieprzespanej nocy nie było. Jasne – a mamusia ledwo na oczy patrzyła z wyczerpania. Ja miałam za złe, że nikt mnie nie uprzedził, że nie przedstawił wersji optymistycznej, ale też tej pesymistycznej, abym wiedziała, że i tak też może być. Do tego stopnia, że nie będę miała więcej dzieci, tak się zraziłam. A można było temu zapobiec… Nie ma co straszyć, bo i po co straszyć, ale trzeba uprzedzić, że nie będzie tylko cudownie, że będą momenty krytyczne, ale, że to zupełnie normalne i że każdy tak ma. Teraz to wiem i od mamuś-kłamczuch czy innych hipokrytek trzymam się z daleka.

    • monika

      9 stycznia 2017 07:31, Odpowiedz

      W sedno! Czasem naprawdę nie o straszenie tutaj chodzi. Wszystko zależy od tego jakie ma się dziecko. Ja pojęcie „high need baby” poznałam dopiero długo po porodzie. A bardzo żałuję, bo gdybym wiedziała o tym wcześniej, to nie doznałabym takiego szoku. Noworodek tylko je i śpi? „Buahahaha…” mogłaby powiedzieć moja córeczka:)
      Pozdrawiam Mamy, które znają pojęcie noworodka o NAPRAWDĘ wysokich potrzebach;)

    • monika

      9 stycznia 2017 13:32, Odpowiedz

      Dwa cudowne artykuły, jakbyw 100% opisujące moje dziecko:
      http://dziecisawazne.pl/high-need-babies-wyjatkowe-dzieci/
      http://www.sosrodzice.pl/high-need-baby-niemowle-specjalnych-potrzebach/

      Najbardziej podoba mi się koniec:
      „Pocieszające jest to, że dziecko, które nie chciało leżeć samo w łóżeczku ani bawić się w kojcu wyrasta na…ciekawego, pewnego siebie i ambitnego dorosłego. Męczący upór i nieustępliwość zamieniają się w konsekwentne dążenie do celu, pozwalające spełniać marzenia i realizować ambitne cele. Już w okresie przedszkolnym high-need baby są odważne i entuzjastyczne. Ich „wady” pod wieloma względami zmieniają się w zalety.”
      Tego się trzymajmy:)

    • kasia

      9 stycznia 2017 19:48, Odpowiedz

      wiecie co mamy, myślę, że tu nie o to chodzi że w takich książkach straszą dzieckiem, tylko tym, że cokolwiek nie zrobisz to możesz je stracić, tym, że na każdym etapie jest jakieś ryzyko i kobieta zamiast cieszyć się z tego, że nosi pod sercem dzidziusia, cały czas się zastanawia, czy nie robi dziecku krzywdy normalnymi, codziennymi czynnościami. Sięgnęłam w ciąży o jednej z takich i doskonale pamiętam swoje przerażenie.

      Dziewczyny, jesteście dzielnymi mamami i nikt Wam tego nie odbiera, ale każe dziecko jest inne i ja uważam, że trzeba się dobrze nastawić, to jest krew z krwi, miłość nieskończona i najpiękniejsza. Nic tego nie zepsuje, a tym bardziej wymagania, płacz i nieprzespane noce. To nas tylko utwierdza w przekonaniu o tym jakie jesteśmy silne i niezniszczalne :)

      Karolcia KONIECZNIE przeczytaj tą książkę :

      http://www.empik.com/polozna-kalyta-jeannette,p1086608124,ksiazka-p

      Ja też szukałam literatury- ku pokrzepieniu serc :) ta książka mnie zachwyciła, przeniosła w świat cudu jekim jest narodzenie dziecka.
      Pisze ją położna z Polski, już na początku dowiadujemy się jak rodziło się naszym mamom, aby potem przenieśc się w magiczną krainę porodów z naszych czasów. Mieszkasz w stolicy, a Pani Janette własnie tam pracowała, może jeszcze pracuje. Na pewno ma swoją szkołę rodzenia.
      W każdym razie ja po przeczytaniu tej książki mogłam przenosić góry, przeczytał ją też mój mąż i był zachwycony.
      Mam wielką nadzieje, że ją przeczytasz!
      Ściskam

    • Pati

      13 stycznia 2017 16:49, Odpowiedz

      Dokładnie nikt nikogo nie straszy, dziewczyny piszą jak jest. W mediach mamy zawsze są zadbane a ich bobaski uśmiechnięte , to jest naprawdę irytujące. Lepiej wiedzieć jak jest trudno, czlowiek sobie wtedy lepiej radzi z nowa sytuacją.

      • karolinabaszak

        13 stycznia 2017 17:00, Odpowiedz

        Ale jak jest? Niemowlę potrzebuje mamy 24h na dobę? Niemowlę płacze? Ciągle coś chce? Brudzi ubranka?!!! WOW! Odkrycie roku dosłownie :) Nikt samodzielnie z pewnością by na to nie wpadł.

  4. Marta

    7 stycznia 2017 21:46, Odpowiedz

    Jeśli chodzi o książki, to ja jak tylko zaszłam w ciążę zaopatrzyłam się w dwie. Jedną z nich była „W oczekiwaniu na dziecko” i z niej byłam średnio zadowolona. Zawierała bardzo dużo informacji i chyba nawet aż za dużo. Oczywiście miałam szczęście, bo moja ciąża przebiegała bezproblemowo, natomiast zawarte były w niej informacje o bardzo różnych sytuacjach i komplikacjach, które zupełnie mnie nie dotyczyły. Była chyba pisana zbyt naukowo i poważnie, a ja chciałam czegoś bardziej przystępnego. I coś takiego znalazłam właśnie w książce Kaz Cook „Ciężarówką przez 9 miesięcy”. Słyszałaś może o niej? Wg mnie jest świetna. Tydzień po tygodniu przedstawia zmiany jakie następują w ciele kobiety, a jednocześnie przedstawia śmieszne historyjki z życia autorki (oczywiście nieco podkoloryzowane na potrzeby książki) oraz zawsze także poważne, rzeczowe informacje, które w danym momencie mogą być przydatne. Bardzo mi się podobała. Czytałam ją skrupulatnie i bardzo mile ją wspominam. Przy drugiej ciąży na pewno do niej wrócę i przeczytam raz jeszcze :D

    Jeśli chodzi o krem, to sprawie wrażenie takiego, którym zachwyciłaby się moja mama. Ona uwielbia rzeczy z pompką, a kremy do rąk w szczególności :P Jeśli rzeczywiście na niego trafię, to myślę, że zrobię jej prezent :)

  5. Beata

    8 stycznia 2017 08:35, Odpowiedz

    Zainteresowałaś mnie tą książką, ale nie ze względu na to, że sama jestem w ciąży, tylko za 2 miesiące mam egzamin z ginekologii i fajnie poczytać coś na temat ciąży, co nie jest akademickim podręcznikiem :) Może łatwiej będzie zapamiętać te wszystkie badania, etapy. A moja perełka zimy to naturalne balsamy na wagę, takie nabierane szpatułką, nie wiem jak inaczej to opisać. Prosty skład – masło shea, olejek eteryczny i czysta przyjemność używania wieczorem. Już więcej nie mam zamiaru kupować drogeryjnych balsamów :)

      • Beata

        9 stycznia 2017 14:43, Odpowiedz

        Firma to Lavea, ja kupuję przez sklep Eko Bańka. Już 3 „kostkę” uzywam, tym razem o zapachu zielonej herbaty. Nie pamiętam, żeby po jakimś drogeryjnym balsamie takie przyjemne uczucie nawilżonej i natluszczonej skóry utrzymywalo sie długo, a przy tym balsamie wystarczy 3 razy w tygodniu aby skóra byla elastyczna i super miła w dotyku :)

        • Ewelina

          16 stycznia 2017 12:31, Odpowiedz

          Identyczne balsamy na wagę są również dostępne w Mydlarni u Franciszka. Pakowane są w pudełeczka. Polecam. :)

  6. Kasia

    8 stycznia 2017 20:02, Odpowiedz

    O te drugie bardzo mi się podobają! Masz racje mają znacznie więcej klasy ;) Karola, zapytam być może i w tej kwestii będziesz w stanie mi pomóc. Rozglądam się za jakąś „imprezową” sukienką. Poszukuje czegoś na wyjścia, troszkę „imprezowego”, ale bez przesady :) Może widziałaś coś odpowiedniego? Oczywiście sukienki aeteri są najlepsze, ale potrzebuje czegoś nieco innego.

    • karolinabaszak

      8 stycznia 2017 20:35, Odpowiedz

      Szczerze mówiąc to nie widziałam. Jedyne co mnie ostatnio interesowało to sukienki ciążowe, a to też do momentu aż wymyślę sobie swoją :P Dziękuję :*

  7. Ewelina

    9 stycznia 2017 11:33, Odpowiedz

    Moją pierwszą zakupioną książką też była „Księga ciąży”, ale wydała mi się trochę zbyt amerykańska i jakoś nie przemawiał do mnie jej ton (to też pewnie kwestia tłumaczenia), w związku z czym szybko zaległa na półce. Jest w niej też mnóstwo rzeczy, które mnie nie dotyczyły i trudno mi było wyłuskać z nich coś przydatnego. Za to przypadkiem natknęłam się na uroczą, niewielką książeczkę „Ciąża instrukcja obsługi” i uważam, że jest świetna. Napisana z humorem, zilustrowana fajnymi infografikami, odwołująca się do sytuacji, których doświadcza każda ciężarna, zawiera też rozdział skierowany do tatusiów, a wszystko zostało skondensowane do odpowiedniej dawki konkretnych, przydatnych i praktycznych informacji, także polecam! :)

  8. Martyna

    9 stycznia 2017 18:10, Odpowiedz

    Karola szukam jakiejś małej czarnej torebki,może widziałaś jakąś fajną np.na Zalando?Bardzo mi się podoba Twój styl i byłabym wdzięczna gdybyś mi coś doradziła:)

  9. Kasia

    9 stycznia 2017 20:31, Odpowiedz

    Karolka, to jeszcze raz ja :D wybacz, ale bardzo potrzebuję Twojej rady. Od jakiegoś czasu chodzą za mną proste sukienki, troszkę w stylu Elizabeth Olsen, którą uwielbiam. Tak się składa, że w najbliższym czasie czeka mnie kilka imprezowych wyjść. Zastanawiam się nad tymi, co sądzisz i którą być Ty wybrała? Przede wszystkim myślisz, że są warte swojej ceny i pranie im nie zaszkodzi?
    1. http://www.sezane.com/us/product/winter-collection/jason-dress?cou_Id=295
    2. http://www.sezane.com/us/product/winter-collection/aime-dress?cou_Id=1760
    3. http://www.sezane.com/us/product/winter-collection/evy-dress
    I jaka promponujesz torebeczke?
    Moim zdaniem Ty to powinnaś zostać stylistką!

  10. bp

    9 stycznia 2017 21:29, Odpowiedz

    Gratulacje Karola,pięknie wyglądasz w ciąży❤Idealna tematyka teraz u Ciebie dla mnie,mam nadzieję,że jeszcze chwila i ja będę się cieszyć stanem błogosławionym…I licze,że już jutro dotrze do mnie Twoja płyta. Już nie moge się doczekać..😊😚

  11. Kasia

    10 stycznia 2017 14:40, Odpowiedz

    Karola, korzystasz z wielu kosmetyków, wytestowałaś juz wiele i z pewnością odkryłaś juz te warte polecenia i ponownego zakupu. Czy mogłabyś polecić korektor pod oczy oraz dobry podkłaad?:)

    • karolinabaszak

      10 stycznia 2017 19:08, Odpowiedz

      Korektor, który bardzo lubię to m.in. Artdeco Long Wear Concealer lub Make Up For Ever Ultra HD, z podkładów polecam Rozświetlający Dr Irena Eris lub Teint Miracle Lancome :)

    • Anita

      13 stycznia 2017 13:31, Odpowiedz

      Ja mogę polecić korektor z Catrice – mam spore sińce pod oczami i jako jedyny sobie z nimi radzi. Do tego kosztuje ok. 15zł. ;)

  12. pannamarzanna

    10 stycznia 2017 18:51, Odpowiedz

    Polecam z całego serca książkę „W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pamela Druckerman! To takie rady już po porodzie, ale naprawdę działające cuda ;) Z powodu tej książki nie mogę się doczekać kiedy w końcu sama będę mamą! :)

  13. Ja_Kasia

    10 stycznia 2017 19:23, Odpowiedz

    Z Twojego polecenia kupiłam matową pomadkę z linii ProVoke, odcień Boho Rouge. Kolor jest przepiękny (polecam ciemnym blondynkom), produkt bardzo łatwo się nakłada, ogólnie jestem bardzo zadowolona :)

    Korzystając z okazji, gratuluję Ci dzidziusia i życzę dużo zdrowia :)

  14. Kasia

    11 stycznia 2017 20:47, Odpowiedz

    Świetne Perełki Zimy, wiele nowych rzeczy już wędruje na moją „noworoczną wish liste” :))
    Jak zwykle skutecznie zachęcasz ;*
    pzdr

  15. ewa

    13 stycznia 2017 10:03, Odpowiedz

    Karolino chciałabym ci polecić bloga „Soie”. Myślę, że jesteście w podobnym wieku. Nawet ja, kobieta po 40-ce mogę tam znaleźć coś inspirującego i twórczego. Nie wiem skąd w kobietach i młodych matkach tyle rozczarowania i zniechęcenia. Dziewczyny, mamy, kobiety cieszmy się z małych rzeczy, bo te duże mogą nigdy nie nadejść. Wspomniana Soie tak właśnie opisuje swoje życie, młodej mamy dwójki dzieci.
    Karolina bardzo Ci gratuluję obecnego stanu, życząc zdrowia i czerpania niesamowitej radości z nadchodzących dni☺☺☺

  16. Kasia

    14 stycznia 2017 19:54, Odpowiedz

    Karola, czy Ty faktycznie tak bardzo żałujesz pierwszej koloryzacji? W ciemnym brązie jest Ci nisamowicie do twarzy.. sama mam jasny i od dłuższego czasu intensywnie myślę nad kolorozzacją. Ale taak rozmyślając przypomniało mi się, że jakiś czas temu wspominałaś, że uważasz to za błąd. Jestem bardzo ciekawa dlaczego? I czy farbowanie jest złe nawet jeśli póżniej wygląda się lepiej?

    • karolinabaszak

      15 stycznia 2017 10:20, Odpowiedz

      Kasiu, jest wiele powodów. Przede wszystkim uważam, że natura doskonale dobiera nam kolory :) Teraz widzisz mnie w brązie, ale gdybyś widziała mój popielaty, ciemny blond też pewnie by Ci się podobało. Ja bardzo lubię siebie w tym kolorze, ale niestety to nie jest ten piękny, chłodny odcień o jakim marzę. Gdy chcesz aby kolor wychodził zimny, a po 2 tygodniach wypłukuje się do lekko czerwonawych refleksów no to jest trochę średnio. Tak samo jest z blondem, który wypłukuje się na nieco żółtawy. Kolory też płowieją, pojawiają się odrosty.. i na to nawet najlepszy fryzjer nie pomoże. Do tego dochodzą koszty, przy takiej długości jaką ja mam to ok. 180-300 zł za wizytę. Teraz w ciąży farbowałam tylko raz, naturalnymi farbami, zafarbuje może z raz jeszcze i na tym koniec, ale normalnie to fajnie jest farbować tak co 1,5 miesiąca, żeby kolor był ładny i świeży. Mam nadzieję, że Cię zniechęciłam :D

  17. alicja

    15 stycznia 2017 19:26, Odpowiedz

    ja już się kiedyś tutaj wypowiadałam. gdyby ktoś sie wahał – farbować, czy nie farbować to chętnie podeślę swoje zdjęcie z odrostem – zniechęci jeszcze bardziej ;)

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published