Najpiękniejszy stan błogosławiony

Mimo lepszych i gorszych dni, ciąża kojarzy mi się zdecydowanie bardziej ze stanem błogosławionym niż uciążliwym. Bo to najpiękniejszy dar. O ile pierwszy trymestr nie zapowiadał, że będzie tak bezproblemowo (bywały dni gdzie czułam się naprawdę źle), o tyle wkraczając w drugi poczułam niesamowity przypływ energii. Dziecko rośnie jak na drożdżach, a każde kolejne badanie wydaje się być jeszcze bardziej niesamowite. Ja naprawdę noszę pod sercem maleńkiego człowieka! W momencie, w którym piszę tego posta jest już wielkości mniej więcej Lucka – mojego pieska rasy chihuahua. Taki moment, który najbardziej zapadł mi w pamięć to widok małego, bijącego serduszka w okolicach 6 tygodnia. Pomyśleć, że dla niektórych to nie jest jeszcze nowe życie, tylko ot „coś”, zbiór komórek. Dla mnie to prawdziwy cud. Teraz widzę to jeszcze bardziej.

W ciąży jest wspaniale. Mimo, że brzuch jest coraz większy, a przekręcanie się z boku na bok momentami jest jakimś niewyobrażalnie ciężkim wysiłkiem, wszystko jest ciekawe, nowe i bądź co bądź najczęściej całkiem przyjemne. Dawno się do Was nie odzywałam, więc pomyślałam, że napiszę co u mnie. Moje dziecko, choć jeszcze się ukrywa, już zdążyło zdominować moje życie i większość czasu poświęcam właśnie jemu. Kompletuję wyprawkę, czytam dużo o zdrowiu noworodków, szczepieniach. Ciąża to wiele czynności, za którymi zapewne też bardzo zatęsknię. Sprawdźcie moją listą najprzyjemniejszych ciążowych chwil i podzielcie się tym, co same najbardziej lubicie czy lubiłyście w tym stanie.

sukienka: Esprit 

Bycie częścią największego cudu

Przez te dwadzieścia parę lat, ciąża była jedynie tematem moich wyobrażeń i bądź co bądź jedynie teorii. Praktyka, doświadczenie pokazuje to wszystko w nowym świetle. Tak jak pisałam na początku, wydaje mi się, że dopiero gdy same zauważamy w sobie i na ekranie wszystkie zmiany jakie zachodzą u naszego dziecka, dociera do nas jak wielkim cudem jest to, co nas spotkało. Żadne tam mdłości czy gorszy nastrój nie są w stanie tego przyćmić.

Odpoczynek jako obowiązek

Po raz pierwszy od dawna nie mam wyrzutów sumienia i pretensji do siebie gdy po prostu nic nie robię. Odpoczywanie jako forma wręcz obowiązku to dopiero prawdziwa przyjemność. W końcu dbamy już nie tylko o siebie. Mam też więcej wolnego czasu, więc łatwiej jest mi wygospodarować parę chwil na relaks. Inną sprawą jest to, że w ciąży naprawdę tego potrzebujemy i organizm sam daje konkretne znaki, że warto już wyluzować, odpuścić.

Drzemeczki

Godzinka drzemki po godzinie 15:00? Czemu nie! Oczy i tak często same się zamykają, a bez chwili snu nie zrobię nic efektywnego. Korzystam z tego, bo czasy kiedy to dzidzia narzuci mi mój tryb spania zbliżają się wielkimi krokami i wiem, że może być różnie. Jeśli mam ochotę dłużej pospać, śpię. Jeśli mam ochotę iść spać o godzinie 20:00 – idę.

Ekstrajedzonko

Słowo dieta nabrało nowego znaczenia, a drobne kulinarne przyjemności po raz pierwszy nie wywołują we mnie absolutnie żadnego poczucia winy. Jem trochę więcej, jem smacznie, kolorowo. Moje życie nigdy przedtem nie kręciło się tak mocno wokół jedzenia i wszystkich wartości odżywczych. W II trymestrze niektóre potrawy zaczęły mi jeszcze bardziej smakować i choć nie mam tych wszystkich dziwnych zachcianek to bardzo doceniam każdy najdrobniejszy posiłek.

Piękne kilogramy

„Za ciasna sukienka? Wow, ale fajnie!”, „Nigdy aż tyle nie ważyłam, ale czad!” kto by pomyślał, że takie słowa padną kiedykolwiek z moich ust. Na pewno nie ja. Dodatkowe kilogramy na wadze cieszą jak nigdy. Na początku swojej ciąży schudłam parę kilogramów, więc tym bardziej czekałam na to „przytycie”. Można by rzec, że z utęsknieniem. Wyobrażacie sobie?

Badania

Chyba w całym swoim życiu nie zrobiłam tylu badań co w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Wiem o swoim organizmie naprawdę dużo. Badania, które zleca mi lekarz prowadzący zmobilizowały mnie także do zrobienia tych dodatkowych, na które wcześniej „brakowało czasu”. Comiesięczne analizy pokazują mi też różne zmiany po wprowadzaniu nowych suplementów. Fajnie jest móc to wszystko obserwować, uczyć się siebie, uśmiechać się i po raz kolejny przyznać rację Panu Ziębie.

„Pregnancy Glow”

Podobno większość kobiet w ciąży tego doświadcza. Poza wszystkimi hormonalnymi zmianami, które najczęściej korzystnie wpływają na nasz wygląd i da się to zauważyć już pod koniec I trymestru, wydaje mi się, że w ciąży po prostu czujemy się lepiej. Skóra wygląda tak pięknie, jest gładka, napięta, miękka. Nasze ciało chociaż się zmienia, nabiera jakiegoś wyjątkowego blasku. Wszystko to potęguje nasza radość i oczekiwanie na przyjście maluszka na świat.

Usprawiedliwienia

Bardzo nie lubię słowa wymówka, ale usprawiedliwianie niektórych czynności ciążą jest bardzo pomocne. Momentami też nawet zabawne. Gdyby nie to, ciążowa niezdarność potrafiłaby nieźle wejść mi na głowę. Potrafię zrzucić drobne przedmioty, uderzyć się kolanem o stół, stracić równowagę na moment. Wszystko te zachowania niczym słoń w składzie porcelany, w ciąży są po prostu słodkie, a wyrozumiałość męża i bliskich nie zna granic.

Troska innych

No właśnie, skoro już jesteśmy przy bliskich, muszę przyznać, że to naprawdę cudowne, kiedy każdy się o nas podwójnie troszczy. Więcej telefonów, zaangażowania, pytań. Więcej opiekuńczych zachowań, ale też wyczucia. W ciąży łatwiej nas urazić. Mam to szczęście do mądrych i życzliwych przyjaciół, w tym mamusiek, które zawsze z przyjemnością odpowiadają na wszelkie moje pytania, ale też nie osaczają mnie i nie straszą.

Będę trochę tęsknić za tym stanem, bo plusów jest o wiele więcej niż wypisałam, ale szczerze powiedziawszy naprawdę nie mogę doczekać się aż wezmę swoje dzieciątko na rączki. Kopie coraz mocniej! A jak u Was?

141 Comments

  1. Karolina P.

    26 stycznia 2017 14:54, Odpowiedz

    Mój maluch ma jutro 9 miesięcy. Czas płynie inaczej już.u mnie drugi trymestr dał w kość ale ogólnie nie miałam ciąży jak z tych opowieści z krypty. Brakuje mi tych małych kopniaczkow albo tego efektu motyla kiedy się przekręcał w ciągu dnia, kiedy „odpowiadał” na dotyk. Te wszystkie fajne momenty to takie ulotne chwile… po porodzie ktoś mi powiedział „ciesz się ze jest malutki bo będzie taki tylko przez jeden moment ” i mieli racje… to takie „bitter sweet” bo z jednej strony pięknie rośnie i się rozwija a z drugiej łzy mi lecą jak pakuje za małe śpiochy… ciesz się Karolinka tym stanem. Będąc mama… best job in the world.

  2. EmilaMileczka

    26 stycznia 2017 15:05, Odpowiedz

    Nie trzeba długo tęsknić za tym stanem ;) mam 14-miesięcznego synka i już jestem w 4 miesiącu ciąży ;)

  3. Monika

    26 stycznia 2017 15:06, Odpowiedz

    Cudownie wyglądasz!
    Ciąża to cudowny stan…jednak kiedy już Mały Człowieczek jest na Świecie – kosmos!
    Temat szczepień- uważnie przyjrzyj się tematowi. My na szczęscie jesteśmy na końcu drogi, jeszcze ostatnie szczepienia i koniec. Na każde idziemy z duszą na ramieniu.Szczepię, choć indywidualnym tokiem. Najgorsze co było dla mnie- sprzeczne informacje i teorie. Z jednej strony- szczepienia dziecka w pierwszej dobie życia ( koszmar!) i 5w1, 6w1 itp…z drugiej teorie antyszczepionkowców, że choroby np czarna ospa minęła bo ludzie zaczęłi ręce myć (no comment…nie byłabym swoją drogą taka pewna, że faktycznie ludzie tak nałogowo ręcę myją obserwując niektórych…).
    Przechodząc do meritum…jako mama do przyszłej mamy: nie daj sobie zrobić sieczki w głowie, idź za głosem serca i rozsądku, nie daj się omamić ani zaszantażować emocjonalnie każdej ze stron…(„szczepisz??? A co z rtęcią, aluminium??!!!”, „nie szczepisz?? Twoje dziecko umrze na krztusiec!!!”)…
    Ja to bardzo przeżyłam…
    Czytaj, dowiaduj się, nigdy nie kieruj się pojedynczymi groźnymi przypadkami (np NOP-ów czy powikłań po chorobach). Wybierz mądrze i nie daj sobie nic narzucić.
    Pozdrawiam Was gorąco, rośnijcie ZDROWO!

    • karolinabaszak

      26 stycznia 2017 15:14, Odpowiedz

      Wiesz, żeby móc wybrać mądrze to fajnie byłoby mieć chociaż prawo do wyboru :D ale w naszym kraju masz obowiązek, a nie możliwość wyboru.

      • Monika

        26 stycznia 2017 15:18, Odpowiedz

        Karolina, nieprawda. Wejdz na stronę STOP NOP. Nie musisz szczepić dziecka zaraz w szpitalu. To jest „obowiązek obywatelski”, natomiast nie musisz wyrazić zgody na szczepienie. Nikt Cię do tego nie zmusi. Poczytaj o tym , bo bez sensu żebym się rozpisywała tutaj. Ja nie wyraziłam zgody na szczepienie, dziecko w szpitalu nie zostało zaszczepione. Doszczepiałam ją później, wg indywidualnego kalendarza mimo, że była okazem zdrowia. Na szczęście wszystko jest ok. Warto poczytać, żeby być tego świadomym.
        Pozdrawiam

        • karolinabaszak

          26 stycznia 2017 15:21, Odpowiedz

          Kochana ja to wszystko wiem, znam tę i inne strony doskonale :))) Z resztą bardzo imponuje mi postawa Pani Justyny Sochy. Uwielbiam spokojnych ludzi, którzy potrafią kulturalnie przedstawiać rzeczowe argumenty.
          Mówię o tym jak to wyglada w teorii i jak traktuje się Polaków – rodziców :)

          • Monika

            26 stycznia 2017 15:28,

            Zgadzam się z Tobą w 100%…dlatego też trzeba walczyć o swoje, nieraz bijąc głową w mur, no niestety.
            Wiesz, inna sprawa to taka, że do końca nie wiadomo jak to jest ze szczepieniami. Jest lobby firm farmaceutycznych i o tym się mówi. O lobby „antyszczepionkowców” się nie mówi. Jakoś trzeba sobie w głowie wszystko poukładać. Każdy rodzic podejmując wyboru decyduje o własnym dziecku, nikt inny nie ma do tego prawa.

          • vesper

            27 stycznia 2017 18:16,

            „Każdy rodzic podejmując wyboru decyduje o własnym dziecku, nikt inny nie ma do tego prawa.” No tak nie do końca. Jeżeli nieszczepione z wyboru dziecko zarazi poważną chorobą np. młodsze, jeszcze nie zaszczepione na daną chorobę, a ono potem umrze, to nadal jest to prywatna sprawa przeciwnika szczepień? Dzięki obowiązkowym szczepieniom wyeliminowano takie choroby jak polio! Wiem, że ze wszystkich stron otaczają nas lobby („pij 3 litry wody dziennie” lub „cokolwiek? Weź suplement diety!”), ale akurat szczepienia ochronne to jedna z lepszych rzeczy, jakie mogły nas spotkać.

          • karolinabaszak

            27 stycznia 2017 19:00,

            Może warto jeszcze sporo poczytać o szczepieniach? Na temat polio również :) Wygoogluj sobie – cała prawa o polio, czy jakiejkolwiek innej chorobie, która Cię interesuje. Poczytaj, nie wierz ślepo telewizji i przede wszystkim zobacz jak wygląda obowiązek szczepień w całej Europie. Coraz więcej lekarzy (nie „znachorów”, których wiecznie się wyśmiewa dopóki jakiś lekarz z tytułem nie zabierze głosu) głośno wypowiada się na temat szkodliwości szczepionek, pojawiają się nowe informacje, badania. Kwestia czasu i być może sama przestaniesz być taka pewna swojego obecnego zdania.

  4. Monika

    26 stycznia 2017 15:07, Odpowiedz

    Droga Karolino!
    Wszystko to, co napisałaś, to sama, czysta prawda. Ja również jestem w ciąży, koniec I trymestru. Dowiedziałam się na początku grudnia i nawet nie zdawałam sobie sprawy, że można dostać tak piękny prezent od Życia na Boże Narodzenie. Codziennie jestem wdzięczna Bogu za to, co otrzymałam. Za kochającego męża, a jednocześnie cudownego przyjaciela oraz za to, że biją we mnie teraz dwa serduszka. Czas jaki obecnie przeżywamy z mężem jest tak wyjątkowy, że również traktuję go w kategorii „małego naszego cudu”. Każdemu , każdemu, bez wyjątku polecam.

    Życzę Ci szczęśliwego rozwiązania i pozdrawiam Cię serdecznie :)

  5. PieknaCiaza

    26 stycznia 2017 15:13, Odpowiedz

    U nas to już ponad 40 tydz a Maluszkowi się nie spieszy:) też uważam, że ciąża ma o wiele więcej plusów niż minusow, lecz teraz pod koniec mam wrażenie że ona się nigdy nie skończy :) tak bardzo nie możemy sie doczekac.. wszystkiego dobrego Karolcia dla Ciebie i Maleństwa!

      • Monika

        26 stycznia 2017 15:23, Odpowiedz

        Dziękuję :))) Podobnie jak Ty, też Już się nie mogę doczekać, jak ujrzę naszego małego maluszka :)
        A przy okazji może jeszcze zapytam, czy będą jeszcze Beliski Alby w rozm. XS/S ?

        • karolinabaszak

          26 stycznia 2017 15:26, Odpowiedz

          Będą :) Belliski są rozchwytywane, więc doszywamy w miarę na bieżąco. Pewnie będzie info na FB aeterie jak się już pojawią nowe rozmiary :)

          • Monika

            26 stycznia 2017 15:29,

            To extra! Tylko teraz pytanie który rozmiar zamówić. Na „ciążę”, czy „po ciąży” :)))

          • karolinabaszak

            26 stycznia 2017 15:33,

            Powiem Ci, że ja nawet jak coś mi się spodoba to raczej kupuję ubrania w swoim standardowym rozmiarze (na później). Teraz się przemęczę w kilku ciążowych ciuszkach, a później i tak pewnie szybko wrócę do normalnej wagi i wolę nie zapychać szafy niepotrzebnymi ubraniami. Ciąża trwa tak krótko, że wystarczy mieć ze 3-4 sukienki, leginsy ciążowe, może jakiś sweter. Reszta rzeczy typu koszulki jakoś naciąga się na brzuch i można dać radę :) Jedyne co zwraca moją uwagę to to, że jeśli chcesz karmić swoją dzidzię to w Bellisie będziesz potrzebowała większej dyskrecji, bo jej nie rozepniesz z przodu, ale spokojnie, pracujemy nad modelami, które sprawdzą się również przy karmieniu!

          • Monika

            26 stycznia 2017 15:40,

            Tak też myślałam. Ten czas tak szybko minie, że nawet nie zauważę :) A Beliska będzie :) Też mam nadzieję, że wrócę szybko do wagi przed. Wielkie Dzięki za pomoc :)

  6. Pamela

    26 stycznia 2017 15:17, Odpowiedz

    Bardzo Ci dziękuję za ostatnie zdania pierwszego akapitu! Tak jest, NOWE, wspaniałe życie, a nie żaden zlepek komórek. Życzę dużo zdrówka i jeszcze większej radości z tego cudu!

  7. Magda

    26 stycznia 2017 15:38, Odpowiedz

    Odpowiedzialnosc za malego czlowieczka jest duzym wyzwaniem, faktycznie te szczepienia spedzaja sen z powiek niejednej mamie. Poki maluszka nie ma na swiecie i masz chwile czytaj i dowiaduj sie. My nt szczepien przerobismy juz wszystkie artykuly badania i przyznam ze mimo wiedzy (a nie szczepimy ,,juz,, dzieci) dalej jest to ziarno niepewności. Duzo zdrowka dla Was ! P.s. pewnie to juz slyszalas ale sie powtorze-ciaza Ci sluzy :*

      • Ania

        26 stycznia 2017 16:07, Odpowiedz

        Jak można dawać wybór w takiej sprawie? Pewne standardy są w medycynie wypracowane żeby zapobiegać zagrożeniu epidemiologicznemu. Korwin każdemu by dał wolność wyboru nie licząc się z konsekwencjami.

        • karolinabaszak

          26 stycznia 2017 16:18, Odpowiedz

          A no jak widać można i w wielu krajach obywatele mają ten wybór. Czujesz się mniej rozgarnięta od osób mieszkających na zachodzie Europy? Bo ja nie :) I skąd tu nagle wzięłaś Korwina?

          • marta

            29 stycznia 2017 19:33,

            Karolina nie do końca jestem pewna czy ty jesteś rozgarnięta skoro ślepo wierzysz w bzdury PANA ZIĘBY i w ogóle twoje pojecie o szczepieniach o ich roli jest naprawdę niskie ( wiesz sę bardziej wiaryodne źródła wiedzy o epidemiologii chorób zakąźnych niź dr, google)

          • karolinabaszak

            29 stycznia 2017 20:21,

            Jak nauczysz się podstawowych zasad kultury osobistej – może podyskutujemy. Póki co żegnam Cię z bloga m.in. za zmienianie loginów i pisanie z tego numeru IP. Naprawdę przykro na to patrzeć co niektóre z Was robią w złości. Współczuję i życzę miłego wieczoru.

  8. Marta

    26 stycznia 2017 15:59, Odpowiedz

    Gratulacje:) to faktycznie niezwykły stan. a potem jest już coraz bardziej niezwykle (co nie znaczy, że zawsze prosto). Mój syn skończył 7 miesięcy i codziennie mnie zaskakuje.
    Trzymam kciuki i życzę zdrowia. – obyś do końca ciąży nie miała problemów.
    I dobrze się wyśpij:) Drzemaj ile zlezie;)

  9. Gabi

    26 stycznia 2017 15:59, Odpowiedz

    Za jeden z największych i najwspanialszych benefitów ciąży uważam magię, która zachodzi w naszej relacji z mężem. Przedtem byliśmy bardzo szczęśliwą zakochaną parą, świeżo po ślubie. Kiedy jednak dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć dziecko, nastąpiło coś absolutnie magicznego… Miłość do setnej potęgi. Żadnych bezzasadnych humorów z mojej strony (co się przedtem zdarzało z częstotliwością raz na miesiąc ;)), wiele czułości, poznawanie nowych, absolutnie cudownych stron charakteru mojego męża… Chciałabym, żeby każdy miał okazję to odczuć :)
    A Tobie Karolino i dzieciątku życzę duuuużo zdrowia, bo na tym etapie to absolutnie najważniejsze! <3 :*

    • karolinabaszak

      26 stycznia 2017 16:02, Odpowiedz

      Zgadzam się :) Małżeństwo wydaje się być jeszcze piękniejsze i pełniejsze, a co dopiero z dzieciaczkiem :)

      • Kasia

        26 stycznia 2017 16:22, Odpowiedz

        Kiedy byłam w ciąży, koleżanka, która już miała maleństwo, powiedziała: „Jeśli teraz myślicie, że bardzo mocno się kochacie, to nic. Zobaczycie, jak się będziecie kochać, kiedy pojawi się maluszek.” Miała rację, u nas się sprawdziło <3

  10. Kasia

    26 stycznia 2017 16:18, Odpowiedz

    Hej :) Ja kochałam drzemki w ciągu dnia (bez nich ani rusz!), soczyste kopniaki, leżenie i czytanie książek, podglądanie maleństwa, nadprogramowe kilogramy (tak pokochałam, że smutno mi, że wróciłam do wagi sprzed ciąży), świetlistą cerę, najgęstsze włosy, rzęsy i brwi (!!!) jakie kiedykolwiek miałam i tony komplementów.

    Były piękne i trudne dni, lecz najpiękniejszym dniem w ciąży i w całym życiu był dzień przyjścia na świat maleństwa. Nieraz płaczę na samo wspomienie. Niesamowite też było to, że na kilka godzin przed nieznajome osoby zaczepiały mnie i Męża i życzyły nam wszystkiego najlepszego, szczęśliwego rozwiązania, zdrowia dla dziecka itd. To były magiczne chwile i często wracam do nich myślami.

    I pomyśleć, że tak działają nasze hormony ;)

    Buziaki ;*
    Kasia

  11. Maja

    26 stycznia 2017 16:26, Odpowiedz

    Jestem w 26 tygodniu, myślę że mamy podobny brzuszek. Dla mnie ciąża to ciężki stan, pierwsze 3 miesiące wymioty i mdłości +ból głowy codziennie, schudłam mdlalam. Druga moja ciąża i przechodze tak samo.

  12. Pati

    26 stycznia 2017 16:30, Odpowiedz

    U mnie ciąża widoczna była dopiero w ósmym miesiącu i to jak nie miałam na sobie kurtki. Niektórzy moi sąsiedzi jak zobaczyli mnie z wózkiem nie mogli uwierzyć, że to moje :) Pracowałam do dziewiatego miesiąca i pomimo nabitego grafiku (wracałam z pracy o 18h) codziennie spacerowałam 4-6 km. Chodziłam wcześnie spać, ale na żadne drzemki nie było czasu. W całej ciąży przytyłam 7 kg (córa miała 3,5 kg), nie kupowałam ubrań ciążowych, we wszystkie spodnie wchodziłam, nie zapinałam tylko górnego guzika.
    Broń Boże w ciąży nie promieniałam, miałam problemy z cerą, które dopiero teraz, a dziecko skończy za niedługo rok udało mi się doprowadzić do ładu. Ilościowo jadłam jak przed ciążą, ale jakościowo dużo lepiej z tym, nie miałam jakiegoś strasznego apetytu – jedynie ochotę na jabłka i kawę :) Nie lubiłam specjalnego traktowania siebie w ciąży, zwłaszcza w pracy – dlatego moi koledzy dowiedzieli się o moim stanie dopiero na koniec siódmego miesiąca.
    Moja córka urodziła się w Nd Wielkanocną (koniec 41 tc), w Wlk Piątek (2 dni przed porodem) byłam w kościele i nikt nie zrobił mi miejsca w ławce, przestałam całą liturgię – to a propo lepszego traktowania kobiet w stanie błogosławionym – ech…

    Dla mnie to nie był najpiękniejszy okres życia – niestety….w większości depresyjny :( Niecierpliwie odliczałam tygodnie do porodu i cieszę się,że moje dziecko jest już po drugiej stronie :)
    Dużo zdrówka i radości Karolino :*

  13. Asia

    26 stycznia 2017 17:01, Odpowiedz

    Ciąża to absolutnie wyjątkowy czas, teraz w ósmym miesiącu mogę to powiedzieć bez zastanowienia. Ale niestety moje nastawienie od samego początku nie było tak pozytywne jak teraz. Nie planowaliśmy dziecka, a raczej planowaliśmy nigdy go nie mieć, lecz życie potoczyło się inaczej. Długo walczyłam sama ze sobą aby zaakceptować rozwijające się we mnie nowe życie . Większość z Was pewnie czytając mój komentarz nie będzie wstanie tego pojąć, ale tak wlasnie było. Mój mąż od razu wziął cała odpowiedzialność za dziecko i za mnie na siebie, mimo iż on tez nie chciał mieć dzieci. Bardzo było mi go żal bo nie mógł w pełni cieszyć się naszym maleństwem ponieważ ja miałam momentami stany depresyjne i obwiniała głównie jego za to co się stało. Moje nastawienie miało ogromny związek z moja przeszłością a także z tym ze widziałam jak moje ciało się zmienia i ze nie mam nad tym żadnej kontroli i o ile nie przytyłam praktycznie w ogóle bo jak do tej pory mam 4kg na plusie to nie mogłam się pogodzić z tym ze rośnie mi brzuszek a piersi się zaokrąglają. Nie chodzi tu o to ze mam manie chudości, nic z tych rzeczy, tylko bardziej o to ze nie mam kontroli nad tym co się dzieje. Bardzo irytowały mnie ciagle pytania jak się czuje, ciagle telefony od rodziny i masa wyciągniętych rak pragnących pogłaskać mnie po brzuchu. Nawet gdy mój mąż się do niego zwracał i głaskał to czułam dyskomfort . Pisze tu o tym, licząc się z masa słów krytyki , gdyż wiem jak dla większości kobiet stan błogosławiony jest ważny i wyczekiwany, ponieważ zdaje sobie również sprawę z tego ze takich kobiet jak ja jest więcej i może wlasnie weszly tu bo są Twoimi fankami i maja wyrzuty ze one w taki sposób swojej ciąży nie przezywają. Może myślą tak jak ja ze są wyrodnym matkami i po prostu złymi kobietami . Moje nastawienie od dwóch miesięcy zmieniło się o 180 stopni. Trafiłam w ręce kompetentnych osób, mojej Pani ginekolog ale przedewszystkim położnej , która będzie z nami rodzic i do której chodzimy na nauki świadomych narodzin. Bardzo ważne jest to aby nie dać się sraszyc ludziom którzy żyją w świecie zabobonów związanych z ciąża i porodem a także okresu połogu. Kasia czyli nasza położna zmieniła mój światopogląd związany z porodem i samym macierzyństwem, za co strasznie jej dziękuje , ale najważniejsze jest to aby mieć przy sobie odpowiedniego partnera który w tak trudnych życiowych momentach poniesie ciężar za nas dwoje, dlatego ogromnie dziękuje mojemu mężowi ze ani na moment nie zostawił mnie samej i walczył jak mógł o to aby mi pomoc. 20 marca ma się urodzić nasza córeczka a ja marze już aby remont naszego domu się skończył i aby moc już przygotować pokój mojejemu dziecku. Teraz każdy kopniak to przyjemność i wiem, ze za dwa miesiące będę tęsknić za tym uczuciem ale wtedy będę miała już mój skarb przy sobie:)

    • karolinabaszak

      26 stycznia 2017 17:05, Odpowiedz

      Asiu, a więc nie pozostaje nic innego jak życzyć Wam dużo miłości, jeszcze więcej zrozumienia i wsparcia. To bardzo dobrze, że trafiłaś na taką położną :* Wszystkiego najlepszego dla Was! :) nie wydaje mi się aby ktokolwiek chciał Cię tutaj krytykować :)

    • Marta

      30 stycznia 2017 09:14, Odpowiedz

      Asia, a ja właśnie uważam, że tego typu opinii i historii jak Twoja powinno być znacznie więcej. Uważam, że jest masa kobiet, które przechodzą podobne dylematy i problemy związane z ciążą, macierzyństwem, swoją kobiecością. Do tego dochodzi fakt, że wszędzie wkoło wszystko pokazywane jest w samych superlatywach, a niestety życie nie każdego z nas tak wygląda. Zderzenie takiego obrazu z własną rzeczywistością potrafi być ogromnie dołujące. Nie ma nic złego w tym, że czasem sobie z czymś nie radzimy i bez względu na to, co widzimy wokół, nie jesteśmy jedyne w swoim poczuciu bezsilności. Jak już Maleństwo przyjdzie na świat i przyjdą trudne chwile, to wiedz, że nie chodzi o to, żebyś była idealną mamą, nie musisz być doskonała i z pewnością taka nie będziesz. Ale pamiętaj, że dla Twojego dziecka jesteś idealną i najlepszą mamą na świecie :)

      • karolinabaszak

        30 stycznia 2017 09:26, Odpowiedz

        Marto, a gdzie to tak wszystko w samych superlatywach pokazują? :P Bo sama jakoś tego nie dostrzegłam. Przeciwnie, odkąd opublikowałam zdjęcie z ciążowym brzuszkiem, nagle dość duża grupa kobiet postanowiła poinformować mnie jakie to ciężkie czasy mnie czekają, bo dziecko płacze, ciągle coś chce i brakuje wolnego czasu :)

        • Marta

          30 stycznia 2017 11:33, Odpowiedz

          Karolino, z Twojej perspektywy wygląda to trochę inaczej, bo masz bloga, publikujesz wpisy, na które reaguje masa żywych, realnych ludzi, z realnymi problemami. Stąd taki Twój odbiór. Z punktu widzenia osoby po drugiej stronie jest nieco inaczej. Widzą to co jest w telewizji, serialach, na zdjęciach na Instagramie i facebooku, gdzie wszystko jest wyidealizowane. To mam na myśli.

          • karolinabaszak

            30 stycznia 2017 11:57,

            Marto, dziękuję za odpowiedź. Ja nie oglądam telewizji – programów śniadaniowych czy seriali, ale myślę, że wszyscy mamy swój mózg i wiemy na jakich zasadach działa telewizja :) Na facebooku jest tyle samo przykrych wiadomości, informacji o chorobach, co „wyidealizowanego świata”, więc tu też się nie do końca zgodzę. Jak ktoś będzie chciał narzekać i marudzić (absolutnie nie nawiązuje tu do wypowiedzi Asi) to będzie narzekał i zwalał wszystko na „fałsz z Instagramu”. Dorośli ludzie chyba jednak wiedzą, że w życiu bywa różnie i każdy z nas ma swoje problemy, ale życie nie jest bezproblemową sielanką tylko wyzwaniem.

          • Marta

            30 stycznia 2017 12:13,

            Karolino, zgadza się , chociaż w sytuacjach tego największego przygnębienia i zmęczenia czasem ciężko jest tak trzeźwo myśleć i człowiek zaczyna mieć wrażenie, że do niczego się nie nadaje. Chodziło mi o to, żeby w takich sytuacjach niczego sobie nie wyrzucać i pamiętać, że każdy z nas jest tylko człowiekiem. Ale oczywiście możesz się ze mną nie zgadzać. To są tylko moje odczucia po tych kilkunastu miesiącach bycia rodzicem i wielu przeżytych kryzysach :)

          • karolinabaszak

            30 stycznia 2017 12:21,

            Zgadzam się, że bywa ciężko i tracimy wiarę w siebie, ale tu dochodzimy do relacji rodzinnych, duchowości człowieka itd. Nie wyobrażam sobie szukać pomocy na Instagramie, gdzie wiadomo, że każdy pokazuje raczej swoje dobre momenty. Nie bez powodu robimy przecież sesje zdjęciowe podczas ślubu i wesela, a nie np. na pogrzebie. Tak sobie myślę o tym, ale fajnie, że możemy podyskutować :) Bo to ważne tematy. Świat wirtualny przenika coraz mocniej do naszej rzeczywistości i ja osobiście lubię to analizować.

          • Marta

            30 stycznia 2017 13:17,

            Ja nawet przez moment nie miałam na myśli szukania pomocy na Instagramie :) Myślę, że trochę inaczej odbierasz to co napisałam w odniesieniu do moich intencji i odczuć, ale to nic. Wierzę, że co do zasady mamy podobne poglądy w tej kwestii.

  14. Madzia

    26 stycznia 2017 17:08, Odpowiedz

    cudownie czytać taki radosny wpis!!! :) z tymi kilogramami na plusie to nie przesadzaj, widać że jesteś szczęściara której rośnie tylko brzuszek :D a poza tym zgrabniocha dalej z Ciebie i na pewno tak będzie do końca:) poza tym bardzo fajnie, że są mamusiowe wpisy, oby było ich więcej :) bardzo chętnie poczytam. pozdrowienia dla Ciebie i dzidziusia! ps. co sądzisz o farbowaniu wlosów w ciązy? to mit, czy faktycznie lepiej unikać? słyszy się przeróżne opinie hm…

    • karolinabaszak

      26 stycznia 2017 17:13, Odpowiedz

      Dzięki kochana :) Bardzo urósł mi też biust, więc naprawdę nie dopinam się w moich sukieneczkach już :) Ale kto by akurat na to narzekał?
      Farbowanie myślę, że warto sobie odpuścić przez pierwsze miesiące. Tak też doradzają lekarze – aby nie farbować w I trymestrze. Da się przemęczyć, a później można spróbować z tymi bardziej „naturalnymi” farbami, bez amoniaku i innych szkodliwych składników.

      • Madzia

        26 stycznia 2017 17:52, Odpowiedz

        no w sumie racja, na większy biust bym przenigdy nie narzekała hihi :) szkoda ze to tylko przejściowe, chociaż jak karmi się piersią to ten stan może się utrzymać dłużej :D a z takich zdrowszych farb to probowałam tylko henny, ale nakładanie tej gęstej, tępej ciapy i trzymanie jej 5 godzin na głowie to była męka :) ale efekt fajny, naturalny. gorzej chyba mają farbowane blondynki, bo tu cięzej ukryć odrosty i coś zaradzić.

    • Anet

      27 stycznia 2017 11:36, Odpowiedz

      Ja obecnie już w 2 ciąży i to już 39 t.c. i rzeczywiście, od 2 trymestru farbuję włosy BIOKAP seria delicato, baaardzo polecam, to jest farba bez zbędnego „świństwa”, ale też BEZ ZAPACHU, a to jest bardzo ważne.
      Mogę nałożyć farbę na włosy i iść do salonu, pobawić się z 2-letnim, starszym synkiem i mężem i nic im nie przeszkadza :)

      Pozdrowienia Karolino, dla Ciebie, Twojej rodzinki :) i sympatycznych czytelniczek :))

  15. Eileen

    26 stycznia 2017 17:22, Odpowiedz

    Karolino, przyłączam się do komplementów na Twój temat – wyglądasz wspaniale :)
    Jako przyszły pediatra cieszę się z każdego nowego życia i liczę, że nie będziesz musiała zbyt często odwiedzać moich kolegów po fachu :)
    Dylematu na temat szczepień nie zazdroszczę, jako lekarz mam wyrobione swoje stanowisko, ale wierzę, że czytanie/dowiadywanie się/słuchanie może być męczące :) Co do obowiązku obywatelskiego to owszem, na Zachodzie go nie ma, ale za to u nas nie było epidemii odry (coś za coś). Poza tym obowiązek i owszem istnieje, ale rodzice – jeśli są przeciwni – dzieci nie szczepią (nikogo zmusić nie można). Wiem, że wybierzesz zgodnie ze swoim sumieniem,w razie wątpliwości na ten i inne tematy polecam zakładkę Medycyny Praktycznej dla rodziców, gdzie można się wiele dowiedzieć :)
    Skoro już zostawiam komentarz wyrażę również podziw dla Twojej olbrzymiej pracy przy płycie i sklepie (zaopatrzyłabym się we wszystko z aeterie, gdyby tylko pozwalała na to moja rezydencka pensja :D )
    PS. Jeśli będziesz potrzebować jakiś porad to oczywiście pisz na maila mojego, ale widzę, że masz dużą pomoc, więc pewnie nie będę potrzebna ;)
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę zdrowia i więcej dodatkowych kilogramów!

  16. Klaudia

    26 stycznia 2017 17:33, Odpowiedz

    Karolinka, gratuluje dzidziusia. Chciałam zaproponować filmik/wpis dot. Suplementacji, tych dodatkowych badań (zięba), może szczepionek (wiem, że to kontrowersyjny temat). Wiem, iż jest to szeroki temat ale z chęcią obejrzalabym lub przeczytała taki wpis.

    Pozdrawiam cieplutko

    • Natalia

      26 stycznia 2017 18:30, Odpowiedz

      Znając Twoje zamiłowanie do głębokiej analizy danego tematu, również jestem ogromnie ciekawa, jaką wiedzę zdobyłaś w sprawie szczepionek i suplementacji. Chociaż zapewne odbije się to niekorzystnie na Tobie w komentarzach jeśli chodzi o szczepienia… ale może suplementacja to bardziej neutralny temat :)

      • karolinabaszak

        26 stycznia 2017 18:45, Odpowiedz

        Haha, no właśnie.. już sobie to wyobrażam. Szczerze mówiąc nie bardzo mnie interesuje zdanie innych na temat moich wyborów, ale problem polega na tym, że takiego tematu (szczepienia) nie da się ugryźć w jednym wpisie na blogu. Sama od 1,5 roku jakoś zgłębiam to, rozmawiam dużo z lekarzami i osobami zarówno po jednej jak i drugiej stronie. Jedyne co mogę teraz zrobić to zainteresować kogoś tematem szczepień. W tej sferze tak szybko wszystko się zmienia, że warto samemu być na bieżąco :)

        • Madzia

          26 stycznia 2017 19:00, Odpowiedz

          Karolinko ja bym bardzo chętnie przeczytała wpis na temat szczepień! ja myślę że nie warto się przejmować pseudokrytyką i burzą w komentarzach, zawsze można kulturalnie podyskutować i ja jestem jak najbardziej za :) lubię merytoryczne dyskusje, bo mogę sama wiele się dowiedzieć:) a obrażliwych i typowo hejterskich komentarzy publikować nie musisz, bo Twoj blog nie jest od wspierania takich negatywnych ludzi, ale po to, żebyśmy mogły spędzić tu miło czas :)

  17. Kasia

    26 stycznia 2017 18:26, Odpowiedz

    Hej Karolina! Właśnie jestem w 31tc i mam podobne spostrzeżenia jak Ty :) Z drzemeczki o 15 coraz trudniej mi zrezygnować chociaż często odbija się to na nocach ( i to kręcenie się w nocy, szukanie wymarzonej pozy, stękanie – mąż czasem pomaga w przeturlaniu mnie na drugi bok:) I ta waga nigdy taka wielka! zawsze 55kg, teraz już 12 więcej a jeszcze 2 miesiące przede mną! Z panią pobierającą krew jesteśmy już dobrymi znajomymi ;) a roztargnienie i brak koncentracji – olaboga, na szczęście mam za sobą ostatnią sesję na studiach mgr ale było chyba najciężej bo w głowie od prawie 8 miesiecy jeden wątek :)
    Życzę Tobie i dzidziusiowi dużo zdrówka, ja byłam wczoraj na ostatnich prenatalnych i będzie zdrowe chłopisko ponad 3,5kg (jak to ze mnie wyjdzie cholibka?!) pozdrówka :)

    • karolinabaszak

      26 stycznia 2017 18:38, Odpowiedz

      Hahaha jakbym czytała o sobie :D A co do porodu – damy radę!!!! :) Chłopisko <3333 przeciśnie się szybciutko i tyle!

  18. Natalia

    26 stycznia 2017 18:27, Odpowiedz

    Karolino, mogłabyś nam zdradzić co suplementujesz? jestem ciekawa, z których rad Pana Zięby skorzystałaś w okresie przygotowań i obecnie :)

  19. Ania

    26 stycznia 2017 18:46, Odpowiedz

    No jak pięknie 😍
    Ja bym chciała wpis o suplementach jakie bierzesz, bralas przed ciąża. Jakie badania robiłaś.

  20. Marlena

    26 stycznia 2017 18:58, Odpowiedz

    Cudowny wpis!! Cieszę się razem z tobą i marzę, aby kiedyś dane mi było to przeżyć!! Jeszcze raz gratulacje! :) Muszę zapytać jeszcze, co to za piękne wnętrze? :) Pozdrawiam :) Wszystkiego dobrego dla Ciebie i Maluszka! <3

  21. Danusia

    26 stycznia 2017 19:01, Odpowiedz

    Oczekuję trzeciej córeczki, ma się narodzić pod koniec kwietnia. Ciążę po 30. znoszę już gorzej niż poprzednie, ale wizja pojawienia się w domu nowej istotki cieszy nie tylko mnie, ale też dziewczynki i to jest wspaniałe. Może nie mam za dużo czasu na odpoczynek ale córeczki o mnie dbają, czują że nie jest to zwyczajny stan dla mamy. Widzę że będą wspaniałymi starszymi siostrzyczkami (mają 4 i 6 lat).
    Pozdrawiam Cie cieplutko i cieszę się że skupiasz się na pozytywach-tak trzymaj! :-)

  22. Monika

    26 stycznia 2017 19:58, Odpowiedz

    Gratuluję tak pięknego stanu! :)
    Bardzo chętnie dowiedziałabym się w jaki sposób przygotowywałaś się do ciąży, a także jak wyglądają kolejne etapy już w stanie błogosławionym. Mam na myśli głównie suplementację, wykonywane badania i ewentualne nieprawidłowości, z którymi można „walczyć” w bardziej naturalny sposób niż często proponują lekarze. Równie chętnie poznałabym Twoje zdanie na temat szczepionek. Bardzo popieram Pana Jerzego Ziębę, śledzę jego działania jak tylko mogę. Niewiele jednak mam w swoim otoczeniu osób, z którymi można na ten temat porozmawiać, a samemu (właściwie we dwójkę – razem z jeszcze Narzeczonym:) ) trudno jest do wszystkiego dotrzeć. Zdrowym trybem życia i holistycznym podejściem do zdrowia interesuję się od niedawna i wiele rzeczy jest dla mnie skomplikowanych, a pomału chciałabym się zacząć przygotowywać do ciąży i pogłębiać swoją wiedzę bazując na opiniach ludzi ciut bardziej doświadczonych niż ja, a godnych zaufania. Bardzo zależy mi na jakichkolwiek wskazówkach od Ciebie :)
    Życzę dużo zdrówka i obyś dalej miała tak cudowne podejście, jak wydaje się (bo to w końcu tylko internet), że masz :)

    • karolinabaszak

      26 stycznia 2017 20:37, Odpowiedz

      Moniko, a obserwujesz może STOP NOP na facebooku lub profil Pani Justyny Sochy? To naprawdę kopalnia wiedzy :)

      • Monika

        26 stycznia 2017 20:55, Odpowiedz

        Dziękuję bardzo za odpowiedź! Obserwowałam już STOP NOP, a od teraz obserwuję profil Pani Justyny Sochy :)
        Obserwuję również wiele innych profili, należę do różnych grup facebookowych. Sama nie wiem – może to aż za dużo, bo nie nadążam wszystkiego przyswajać i wyłapywać rzeczy, do których można mieć zaufanie. Narzeczony czasami musi mnie od tego wszystkiego odciągać, ponieważ potrafię godzinami siedzieć przed komputerem i „szperać”, co często powoduje w głowie mętlik i zaniedbanie innych ważnych rzeczy. Większości informacji pochodzących z grup (wiadomo, wiele ludzi, odmienne poglądy) i tak szukam potwierdzenia m.in u Pana Zięby (co często jest bardzo czasochłonne), a chętnie poczytałabym także u Ciebie :)

  23. Alicja

    26 stycznia 2017 20:09, Odpowiedz

    Karolina! Powodzenia! :) Super, że masz dużo energii i że nie boisz się panicznie porodu (a przynajmniej o tym nie piszesz :)). Ja również w większości spraw zgadzam się w pełni z p. Ziębą, dzięki niemu zaczęłam suplementować wit. C w dużych dawkach i przestałam brać silne leki, które brałam przez kilka lat… Ale bardzo Cię proszę żebyś nie wierzyła w to, że dzieci nie należy w ogóle szczepić – to jest bardzo niebezpieczne, może doprowadzić do tragedii nie tylko wobec naszych dzieci, ale także tych, które dopiero się urodzą. Co najważniejsze to należy mieć szczepionki dobre sprawdzone, zastanawiałabym się też nad tym szczepieniem „kilka na raz” – ale ciągle szukam rzetelnych informacji na ten temat. Trzymam kciuki! :)

  24. Joanna

    26 stycznia 2017 20:25, Odpowiedz

    Chociaż temat ciąży jest mi obcy z własnego doświadczenia, to z punktu widzenia medycznego już jest mi znacznie bliższy. Zwłaszcza wszystkich badań przeprowadzanych w tym okresie ;) Mam nadzieję, że u Ciebie Karolino, w tym aspekcie jest wszystko w porządku. Z resztą nie widać, żeby było inaczej ;) Promieniejesz cała <3 A wracając do samej ciąży, to jak się patrzę na Ciebie to od razu myślę "Jak fajnie spodziewać się dziecka!" i zaczynam myśleć o sobie jako o kobiecie w ciąży, ale na razie to tylko bardzo dalekie marzenia. Ale przecież marzenia są po to by je spełniać ;)

    Rośnijcie dalej zdrowo <3
    Czytanie tego wpisu było bardzo przyjemną przerwą w trakcie nauki do sesji. Dziękuję :*

    PS Jeszcze wczoraj myślałam, że długo nie było żadnego wpisu na blogu, a tu proszę – jak na zamówienie ;)

    PS 1 I jeszcze muszę napisać, że niedawno przyszła do mnie paczka od aeterie z Malvą Prunum <3 Ta spódnica jest idealna! Szyta jak na mnie (a bałam się, że rozmiar jednak nie ten), piękny kolor, mięciutki materiał i ta
    długość <3 Naprawdę w końcu można bezpiecznie iść bez myślenia o tym, że wiatr podwieje. Idealnie pasuje do mojej Azalii Mel <3

  25. Gosia

    26 stycznia 2017 20:44, Odpowiedz

    Dziekuje za pierwszy akapit. Cala sie usmiecham, gdy slysze o radosci i szacunku do nowego Zycia. A Ty tak pieknie sie cieszysz i dzielisz ta radoscia. To cudowny moment uslyszec bicie serduszka po raz pierwszy. Ja uslyszalam tez ok 6 tygodnia. Niestety ok 8 tygodnia przestalo bic… Bardzo nas z mezem nasza Kropeczka zblzyla do siebie, bedziemy zawsze za nia tesknic. A ja dziekuje Bogu za to ze moglam byc dla niej mama chociaz przez te pare tygodni. Tym bardziej Twoja radosc mi sie udziela :) Duzo zdrowia i pomyslnosci i dla Maluszka i dla Was :)

  26. Justyna

    26 stycznia 2017 21:16, Odpowiedz

    Może zabrzmię nieco „creepy”, ale kochałam być w ciąży, mimo że nie czułam się w 100% dobrze i cieszę się, że planujemy z mężem jeszcze jedno dziecko i oby było mi to dane przeżyć jeszcze raz :) A dzień porodu choć ciężki i bolesny był najpiękniejszym i najbardziej mistycznym dniem w moim życiu :)

  27. Malgorzata

    26 stycznia 2017 21:27, Odpowiedz

    Karolciu, bardzo sie ciesze, ze ten czas jest dla Ciebie czyms wyjatkowym i przyjemnym. Wygladasz przepieknie! I Tobie? I Maluszkowi zycze duzo zdrowia i milosci :)

    Wspominalas o panu Ziebie. Od dawna interesuje sie tym tematem i sama sprawdzilam na sobie jego metode z uzyciem wody utlenionej w przypadku rozwijajacych sie przeziebien. Rok temu takie objawy zakonczyly sie dla mnie angina i antybiotykiem. Tym razem po zastosowaniu sie do rady pana Zieby oraz metody plukania gardla olejem kokosowym (dokladnie i rzetelnie pisze o tym Agnieszka Maciag) obudzilam sie zdrowa. Mozna watpic w te – jak to niektorzy twierdza – „czary mary”, dopoki sami nie przekonamy sie, ze to dziala.
    Jestem ciekawa, ktore z jego zalecen sprawdzily sie u Ciebie.

    Wszystkiego dobrego i pozdrowienia ze Szczecina :)

    PS: Zgadnij, kto towarzyszy mi dzis w glosnikach :)

  28. Angelka

    26 stycznia 2017 21:54, Odpowiedz

    Ja oczekiwałam takiego właśnie cudownego stanu błogosławionego. Zdecydowałam się na pierwszą ciążę świadomie, w wieku lat 27. Niestety u mnie tylko pierwsze 3 miesiące były hmmm radosne. Były chwile słabsze ale dopiero od 4 miesiąca zaczęły się nieustanne wymioty, spanie całymi dniami z braku sił ( nawet nie umyłam naczyń- co w przypadku mojej obsesji na pkt czystości dziwiło mnie samą). Nie był to zdecydowanie czas przzyjemny, którego tak pragnęłam z całego serducha. Pragnęłam doświadczyć całej tej radości z ciąży i macerzyństwa- naturalnego porodu itd itp. od 20 tc zaczeło się od nadciśnienia, potem wykryto hipotrofie a w 29 tc skończyo się stanem przedrzucawkowym powikłanym rzucawką i była emergency cesarka. Nie zdazylam pójść na ani jedne zajęcia szkoly rodzenia, nie wiedzialam nic o laktacji bo nie zdażyłam poczytać, odkładałam to bo nie chciałam się zadręczać tematem porodu. Z obecnej perspektywy ( prawie 2,5 roku temu) mogę stwierdzić że moja upragniona ciąża (jedyne 6 miesięcy) i macierzyństwo ( pierwsze 1,5 roku) wyglądało kompletnie nie tak jak powinno- było blisko tragedii, której bym chyba nie udźwignęła, o ile sama bym była na tym świecie. Mój Piotruś, ważący przy urodzeniu zaledwie 850 gram, obecnie największy łobuziak i cudo najpiękniejsze na świecie, które wielbię codziennie, jest zdrowy. Był zdrowy i nie miał większych komplikacji poza znacznym opóźnieniem w rozwoju fizycznym, dla przykładu zaczał chodzić ok 1,5 roku. Piszę to wszystko po to żeby inne przyszłe mamy zrozumiały że nie każda ciąża jest piękna i bezproblemowa. Nigdzie się o tym nie pisze, wszędzie wyskakują z lodówki szczęśliwe ciężarówki. Trzeba doceniać wszystko dobre co nas spotyka. Po moich doświadczeniach osiwiałam, przytyłam ale też dostałam niezwykła lekcje- pokory i wdzięczności, za to co mam.
    Karolinko, spokojnej ciąży i radosnego macierzyństwa! ;)

  29. Paulina M.

    26 stycznia 2017 21:59, Odpowiedz

    Mój synek ma 4 miesiące, a pamiętam jak pierwszy raz podali mi go w ramiona…tak jakby to było wczoraj. Obserwowanie zmian jakie zachodzą w ciąży to świetna sprawa, ale stokroć bardziej fascynujące jest obserwowanie jak dzidziuś się rozwija ! :) Dziecko na pewno narzuci swój własny rytm, ale idzie się do niego dostosować i co więcej- znaleźć chwilkę dla siebie. Miałam bardzo ciężki poród, ale nawet w pierwszych dniach po przyjeździe do domu udało mi się pomalować paznokcie, uczesać włosy, wydepilować nogi czy zrobić delikatny makijaż itd. (Tatusiowe są bardzo przydatni :) ) Dbaj o siebie i wypoczywaj ! Życzę Ci z całego serca zdrowego bobasa, bo tak naprawdę tylko to ma znaczenie. Całuje ;*

  30. Paulina M.

    26 stycznia 2017 22:07, Odpowiedz

    Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że nigdy nie byłam tak zakochana w moim mężu jak teraz. To jak opiekował się mną w ciąży przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Teraz każdego dnia podczas tego jak obserwuje jak bawi się z naszym synkiem, wstaje do niego w nocy to serce mi rośnie. Nic tak nie dopełnia małżeństwa jak dziecko, zyskuje ono zupełnie nowy wymiar. :)

  31. Ula | Kobieta i pasja

    26 stycznia 2017 22:22, Odpowiedz

    Podoba mi się Twoje podejście do ciąży, bardzo przyjemnie się czyta. :) To co napisałaś powoduje, że myślę o stanie błogosławionym z nadzieją i wyczekiwaniem, a nie z lękiem, który pojawia się po przeczytaniu różnych straszących i zniechęcających treści. Super pomysł, żeby pisać o najprzyjemniejszych ciążowych chwilach! Niezależnie od wszystkich symptomów fizycznych, jest to cud, że w moim ciele może rosnąć sobie nowy człowiek i już teraz mogę się nim zaopiekować. :)
    To prawda co napisałaś o wyglądzie, cały czas promieniejesz. :)

  32. aaaaa

    26 stycznia 2017 22:26, Odpowiedz

    Ja w pierwszej ciąży czułam się jak Ty tutaj opisujesz. Przebiegł ten okres bardzo bezproblemowo, tylko kwitłam, byłam bardzo urodziwa, promienista, same ochy i achy. poród dał mi baaardzo w kość, tak jakbym dostała karę za ten cudowny czas, ale nagroda była i jest bezcenna, więc poród..było.minęło.. mam najpiękniejszego syna na świecie. Ma już półtora roczku i jestem w II trymestrze drugiej ciąży. Jeszcze brzuszka nie widać, więc są momenty, ze zapominam, że w niej jestem, z powodu mojego syna..jak się z nim bawię i szaleje na śniegu..którego już w sumie nie ma, ale gdy był…albo tańczę jak oszalała z syniem i z mężem, a potem O KURDE JESTEM W CIĄŻY!!! także taka to ta moja druga ciąża, w którą zaszłam z zachwytu nad życiem, jakie się stało gdy pojawił się synio. CUD CUD CUD. Czekamy więc na drugi. Pierwszy trymestr w tej ciąży był gorszy, obfity w mdłości, senność, zmęczenie. W pierwszej …cały czas energia niesamowita, że hej!!!Tamta ciąża przeżywana z spokojnie, nadzwyczajnie,a teraz ta to takie szaleństwo, jeszcze dom budujemy, więc nie ma czasu jak na razie skupić się tylko na dzidku w brzuchu. trzeba na wszystkim dookoła. W pierwszej ciąży pracowałam prawie do końća, choć to było też takie wyjątkowe…i w tej też zamierzam. nie umiem tak siedzieć w domu i błogo nic nie robić. Ja lubię ciągle działać!!!!pozdrawiam….

  33. Emilia

    26 stycznia 2017 22:32, Odpowiedz

    Bardzo sympatyczny wpis, cieszę się Twoim szczęściem! :)
    Ale błagam, jak ciąża, to nie Zięba… Ja nie chcę dyskutować na temat skuteczności jego metod, ale naprawdę, dobry ginekolog to podstawa. Jestem przekonana, że świetnie prowadzisz swoją ciążę, bo jesteś bardzo rozsądną i inteligentną kobietą, ale są osoby tak ślepo zapatrzone w tego pana, który z medycyną ma niewiele wspólnego, że mogą zaniedbać rady doświadczonych lekarzy na rzecz dwóch popularnych książek. Można eksperymentować na sobie, ale na pewno nie na dzidziusiu :)

  34. Marta

    26 stycznia 2017 22:42, Odpowiedz

    Karolino, moje najszczersze gratulacje!!! Masz rację każde dziecko to istny cud, już od samego początku! Jestem w 3 ciąży, 4 miesiąc, praktycznie nie odczuwamy ciąży wcale, oczywiście w tym negatywnym sensie. Móje pierwsze dziecko zmarło niedługo po urodzeniu – wcześniak. Także każda kolejna ciąża to dla mnie duży stres. Ale staram się myśleć pozytywnie. Jestem bardzo ciekawa Twojej metamorfozy. Twój styl jest uroczy, ale za nic nie wyobrażam sobie żadnej z mam w podobnych sukienkach biegającej za dwulatkiem 😉 Sama też wcześniej bardzo dbałam o wygląd. Teraz kiedy mam już jedną dwulatkę w domu, a kolejna dziewczyna w wakacje do nas dołączy odpadają buty na obcasie, rozpuszczone włosy, makijaż (po chwili zabawy wygladalabym jak panda, to dopiero była by zabawa chyba w ZOO 😂) czy dopasowane sukienki. Teraz dzięki temu, że ubieram jeansy, płaskie obuwie a włosy wiąże w kok jest mi wygodnie i mogę skupić się na zabawie z dzieckiem, i nie przejmować sie niczym 😊 Jesteś bardzo mądrą kobietą, i zapewne będziesz niesamowitą matką, dlatego bardzo chętnie będę obserwować Twoją przemianę. Mam jeszcze tylko taką małą nadzieję, że Twój synek (tak się domyślam) będzie wyglądał jak dziecko, tzn. nie dasz się wpędzić w wir mody. Twój pierworodny nie będzie wyglądał jak manekin z wystawy z ZARY 😂, taki wiesz mały dorosły. Zwyczajnie szkoda mi tych dzieciaków co mają całe pastelowe pokoiki, gładkie ubranka, same drewniane zabawki. Wiem, wiem fajnie to wyglada na insta, ale czy jest napewno najlepsze dla nich, wątpię 😉 Jeszcze raz wszystkiego co najlepsze dla całej waszej rodziny, trzymaj się ciepło! 😊

    • karolinabaszak

      27 stycznia 2017 09:24, Odpowiedz

      „Zwyczajnie szkoda mi tych dzieciaków co mają całe pastelowe pokoiki, gładkie ubranka, same drewniane zabawki.” – zupełnie niepotrzebnie, bo to mogą być bardzo szczęśliwe dzieci :) A drewniane zabawki bywają lepsze niż plastikowe badziewie. Sama miałam dużo drewnianych zabawek i bardzo dobrze to wspominam.

      Dziękuję i dużo dobrego dla Was :* Nie stresuj się i odpoczywaj :)

      • Marta

        27 stycznia 2017 16:31, Odpowiedz

        Miałam na myśli takie dzieciaki, co mają tylko i wyłącznie takie zabawki i ubranka. Jest wiele dzieci w moim otoczeniu i wiem jak bardzo lubią ubranka z ulubionymi bohaterami, kolorowe, wzorzyste po prostu wesołe. Z czasem dziecko samo potrafi już wybrać sobie zabawkę, i tak czasem jest ona kiczowata i kiepskiej jakości 😊 I mam nadzieję, że dzieci które wyglądają jak mali dorośli i maja pokoiki jak z katalogu są szczęśliwe, choć trudno mi w to uwierzyć. Oczywiście mówię tu o staszakach, bo małemu to wystarczy cycuś mamusi i ramiona taty 😉 Po prostu fajnie by było gdyby dzieci pozostały dziećmi 😊

        • karolinabaszak

          27 stycznia 2017 17:37, Odpowiedz

          Oj :) naprawdę tak się nad tym zastanawiasz i to analizujesz co kto ma i co daje swoim dzieciom? :) Nasi dziadkowie i rodzicie bawili się drewnianymi klockami, lalkami robionymi ręcznie czy misiami i chyba jednak nikt nie odbierał im tym samym dzieciństwa, nie sądzisz? Sama spałam w wiklinowej kołysce, a moją ulubiona zabawą było malowanie farbami i robienie zupy z błota w starym garnku. Nie przyglądaj się tak innym podejrzliwie. Dla jednych coś co jest słodko-pstrokate, dla innych jest po prostu brzydkie. Dla jednych coś jest pastelowe-neutralne, dla innych nudne. Tak to już bywa na tym świecie.. Kwestia gustu.

          • Marta

            27 stycznia 2017 18:19,

            Nie, nie zastanawiam się nad tym zbtnio. Wystarczy 5 min. na Insta. A Nasi dziadkowie i rodzice bawili się drewnianymi klockami, lalkami robionymi ręcznie czy misiami tylko i wyłącznie dlatego bo innych nie było. O kwestii gustu mówisz chyba w kontekście osób dorosłych. Ja natomiast mam na myśli dzieci i to co im się podoba. Ale widzę, z tego co piszesz, że masz inne zdanie. Po prostu nie rozumiem tej mody kreowania własnych dzieci, tak aby były modne, tak jak już pisałam wcześniej, dobrze byłoby, aby dzieci pozostały dziećmi, a stylizowanie ich na dorosłych moim zdaniem im po części to dzieciństwo odbiera, a co więcej uczy tego, że to przedmioty które posiadamy, określają to jakimi ludźmi jesteśmy. Jesteś moim zdaniem autorytetem czy też inspiracją dla wielu młodych kobiet, dlatego też postanowiłam poruszyć tu ten temat. Co Ty z tym zrobisz to zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.

          • karolinabaszak

            27 stycznia 2017 18:39,

            Prawda to, mam zupełnie inne zdanie :)))) Nie było też gier komputerowych i co z tego. Wielu rzeczy nie było, a też było dobrze. Instagram to tylko aplikacja, nie życie :) Nie próbuj na siłę udowodnić, że jak ktoś ładnie ubiera swoje dzieci to od razu odbiera im dzieciństwo, bo tak nie jest. Kwestia spojrzenia na to z innej perspektywy. Ja więcej pisać o tym nie chce, bo nie czuję potrzeby, a Ty troszkę mnie tu za język ciągniesz :-P

          • alicja

            28 stycznia 2017 14:08,

            Marto, chyba ciężko, żeby niemowlę określało swój gust, nieprawdaż? trzeba go nakierować od samego początku. Nawet później, dziecko dorwie się każdej rzeczy którą zobaczy, ale rolą rodzica jest pokazanie mu świata i tego co jest złe, a co dobre – samo na to nie wpadnie i się nie domyśli. Aczkolwiek, uważam, że w jakich warunkach dziecko nie byłoby wychowywane to człowiek sam przechodzi przez różne uwielbienia, aby w końcu dojrzeć do tego właściwego gustu – na przykład moja mama uwielbia proste, gładkie, jednokolorowe rzeczy. Takie też miałam ubrania w dzieciństwie (jeśli mam być szczera, nie byłam smutna z tego powodu i nie zrujnowało mi to dzieciństwa ;)), następnie poszłam do gimnazjum i miałam słabość do neonowych kolorów, najlepiej w połączeniu z obrzydliwymi cekinami. Moja mama była załamana, ale cóż jej pozostało oprócz nadziei, że mi się odmieni? Dziś mam 25 lat i uważam, że nic nie jest tak piękne jak prostota :) ale tak jak napisałam – musiałam dorosnąć, by zrozumieć jak bardzo brzydko wyglądałam w młodości :P

  35. Teresa

    26 stycznia 2017 23:37, Odpowiedz

    Karolina!
    Na początku pragnę Wam serdecznie pogratulować!
    Czytając Twój wpis miałam uśmiech na twarzy. Jesteś na początku drogi zwanej macierzynstwem. To najpiękniejszy dar jaki możemy dostać od Stwórcy. Radość dzielenia się życiem. Dzieci jak nikt i nic absorbują nasz czas i uwagę.
    Jestem szczęśliwą mamą wyjątkowej trójki dzieci. One uczą mnie cieszyć się i upajać każdą chwilą życia. Są cudem.
    Oj, nawet nie wiesz jak chętnie bym z Tobą porozmawiała o ciąży, porodzie, maciezynstwie, o dzieciach, szczepieniach i wszystkim innym.
    Życzę udanego porodu, aby tulic maleństwo w ramionach!
    Serdecznie pozdrawiam!

  36. Kasia

    27 stycznia 2017 07:27, Odpowiedz

    Karolino pięknie wyglądasz! Ciąża to wyjątkowy stan, bardzo milo wspominam swoją, niestety moja zakończyła sie w 7 miesiącu z powodu stanu przedrzucawkowego 😒 największa radość i największy strach w życiu… Rok później jest na szczęście wszystko w porządku. Życzę ogromnego brzucha, dużo dużo zdrowia i braku ciążowych problemów!

  37. Monika

    27 stycznia 2017 07:59, Odpowiedz

    Karolinko! Tak bardzo Cię rozumiem :) mam cudownego synka 2,5 letniego a okres ciąży jak i sam poród (mimo bólu) wposminam cudownie!!! I aż dziwiłam się, gdy ktoś mi mówił, że ma już dość. Może dlatego tak wspominam, ponieważ oprócz rosnącego brzuszka nie miałam żadnych uciążliwych objawów.
    Niestety…. na początku roku straciłam ciążę bliźniaczą… przeżywamy teraz okropne chwile… ale nie tracimy nadzieii i czekamy na moment, kiedy będziemy mogli się ponownie starać. Głęboko wierzę w to, że tym razem będzie wszystko dobrze….
    Bardzo gorąco Cię ściskam i pozdrawiam.
    Wyglądasz kwitnąco!

  38. agama

    27 stycznia 2017 13:34, Odpowiedz

    Pięknie wygladasz Karolino:) – to właśnie jest ten ciążowy „glow”:) Szczęśliwe kobiety w ciąży promienieją, bije od nich jakis taki niesamowity blask, taka esencja kobiecości.. Mysle, że to wynika też z tego, że – jak to kiedyś przeczytałam „kobieta w ciąży jest jak krowa;”;) niby obraźliwe, ale prawdziwe, bo oznacza nie przejmuje się byle czym;) Też tak wspominam ten czas, nie przejmowałam się drobiazgami, dbałam o siebie i inni dbali o mnie, traktowali mnie „ulgowo”, zwłaszcza Mąż – gdy upuściłam coś, a zdarzało sie to dośc często pod koniec, to tylko mówiłam: „Skarbie spadło mi to, czy tamto, jak bedziesz w kuchni to podnieś proszę”;) Dziś jestem mamą Dwulatka i często wracam pamięcią do czasu stanu błogosławionego..mam do niego ogromny sentment, nawet do porodu.. gdy go wspominam.. Ale chyba ze wszystkich rzeczy najbardziej brakuje mi odczucia ruchów mojego Synka – zwłszcza tych pierszych, subtelnych niczym musnęcia skrzydeł motyla.. Niesamowite i niezapomniane uczucie, które znają tylko mamy..

    • karolinabaszak

      27 stycznia 2017 14:46, Odpowiedz

      Skrzydła motyla to bardzo piękne określenie :) U mnie te pierwsze ruchy przypominały taki lekko „wybuchający” popcorn :D

  39. Martyna

    27 stycznia 2017 13:36, Odpowiedz

    Ja również okres ciąży wspominam jako piękny czas! Choć denerwowały mnie nieproszone rady z każdej strony… ale teraz śmieję się z nich:)

    Skup się na sobie na 200%! to ostatni taki czas teraz! Wykorzystaj go! Bądź samolubna (w pozytywnym sensie). Teraz Ty ty i tylko ty:), a potem już nigdy tak nie będzie;);)

    Dla mnie niesamowite jest to, że dziecko jednocześnie zabiera naszą energię i oddaje …
    że wzbudza skrajne emocje…i z jednej strony daje poczucie bezradności , a z drugiej mocy, że zrobię i potrafię zrobić dla niego wszystko…
    Że tu i teraz potrzebuję wyjść i się od niego „odciąć”, bo nie wytrzymam już tego płaczu….po czym po piętnastu minutach zaczynasz tęsknić… niesamowite;)
    Mnie dziecko dodatkowo nauczyło pokory… wobec życia, samej siebie, świata, zdrowia, czasu, planowania, bycia panią siebie … to też niesamowite.

    Jesteśmy wielkimi szczęściarami, że możemy tego doświadczyć!
    Całusy dla Was!

        • agama

          31 stycznia 2017 11:30, Odpowiedz

          Ula, Ja szkołę rodzenia bardzo polecam. Tylko trzeba wybrać dobrą, czyli taką, gdzie nie tylko „gadają”, ale także uczą pewnych konkretnych umiejętności związanych z porodem, a przygotowaniem do niego, postępowaniem po, no i pielęgnacją noworodka. Dla mnie-a właściwie dla mnie i Męża, udział w szkole rodzenia był bardzo przydatny i pomocny. Sprawił, że chociaż rodziłam po raz pierwszy, to oboje byliśmy do tego wydarzenia dobrze przygotowani, nie byliśmy zaskoczeni tym co się dzieje na sali, wiedzieliśmy co oznaczają pewne sytuacje, polecenia wydawane przez położną, procedury medyczne i wiedzieliśmy co robić, aby poród przebiegł sprawnie.

          • karolinabaszak

            31 stycznia 2017 12:31,

            Agama, możesz napisać, w którym miesiącu/tygodniu ciąży się zapisaliście? :)

          • agama

            31 stycznia 2017 13:08,

            Chodziliśmy pod koniec 7go mieś. ciąży. Zapisywałam się oczywiście z wyprzedzeniem. Myślę, że końcówka drugiego i początek trzeciego trymestru to dobry czas, bo już brzuszek jest spory i czujesz go już tak na serio;) ale z drugiej strony nie jest jeszcze bardzo ciężko. Jeśli mieszkałabyś w Poznaniu, to mogłabym polecić bardzo dobrą szkołę, z której nie tylko ja , ale i wszystkie moje koleżanki, którym poleciłam były zadowolone, ale jeśli chodzi o Warszawę to nie znam tematu.

  40. Dorota

    27 stycznia 2017 15:08, Odpowiedz

    Uwielbiam czytać o ciąży! I w ogóle uwielbiam kobiety w ciąży <3 Mam ogromny sentyment do stanu błogosławionego i często za nim tęsknię… Aczkolwiek ta tęsknota tyczy się głownie pierwszej ciąży, bo w drugiej – z rocznym maluszkiem u mojego boku – było już bardziej pod górkę :) Karolino, pozwolę sobie na małe zwierzenie, bo nie daje mi spokoju: Jesienią trafiłam przypadkiem na Twojego vloga. Pokazywałaś takie ładne naczynie i coś jeszcze z TKMax'a. Choć nie wiedziałam o Tobie kompletnie nic, zaczęłam się zastanawiać czy tak promieniejąca dziewczyna nie jest przypadkiem w ciąży. Kiedy pod koniec odcinka zapowiedziałaś jakąś niespodziankę, byłam pewna, że w kolejnym vlogu zdradzisz wszystkim swój "ciążowy" sekret… Kliknęłam subskrypcję i z lekkim rozczarowaniem (! ;))obejrzałam kolejny odcinek, w którym oznajmiłaś, że prace nad Twoją debiutancką płytą są już na finiszu… Nie miałam wtedy pojęcia ile lat na to czekałaś, ile wysiłku i determinacji w to włożyłaś, więc kwestia nagrywania płyty nie zrobiła na mnie większego wrażenia (wtedy i tylko wtedy). A jednak coś mnie w Tobie ujęło i ten "ciążowy" (choć nie o to niby chodziło) blask nie pozwolił mi opuścić Twojego kanału. Vlog za vlogiem, potem seria vlogmass'ów i tak od kilku miesięcy jestem z Tobą. W międzyczasie okazało się też, że jednak miałam oko i zostaniesz wkrótce mamą! Nigdy wcześniej żadna bloggerka nie inspirowała mnie do tego stopnia, bym została z nią dłużej niż kilka "odcinków" czy "postów". Gratuluję Ci z całego serca Twojego dorobku, płyty, i przede wszystkim – cudu, który nosisz pod swoim sercem. Macierzyństwo to najpiękniejsze, co Cię w życiu spotka. Nie ma, że trudy, znoje, pieluchy czy kolki. To wszystko to tylko mało przyjemna otoczka wspaniałego i radosnego życiowego doświadczenia, które czyni kobietę – KOBIETĄ. Będziesz najbardziej inspirującą matką jaką znam ("znam"). Zdrowia, wszystkiego dobrego, wielu łask Bożych :*

  41. Marlena

    28 stycznia 2017 08:06, Odpowiedz

    Karolino przede wszystkim gratuluję :) Domyślałam się już około listopada, że możesz być w ciąży, a wywnioskowałam po zmianie Twoich włosów- jakoś tak nabrały blasku i stały się dużo piękniejsze – podobno to zależy, ale wiele kobiet tak ma.
    Wyglądasz kwitnąco, aż się człowiek uśmiecha jak widzi tak szczęśliwą osobę. Co do drzemek- w styczniu to można spać :) Gdyby to był maj-piękna pogoda, słońce mogłabyś żałować, a tak to korzystaj w pełni :)
    Pozdrowienia

  42. Agata

    28 stycznia 2017 10:42, Odpowiedz

    Temat szczepien rzeczywiscie jest kontrowersyjny. Ja antyszczepionkowcem nie jestem, ale przyznam, że również nie jestem 100procentowo przekonana do szczepień a w zasadzie do całego kalendarza szczepień. Rozmawiałam z wieloma lekarzami, również tymi,którzy mają własne dzieci, i żaden z nich nie powiedział mi, żeby nie szczepić a nie mieli w tym żadnego interesu. Jednak wiele osób sugerowało mi i tak własnie postanowiłam robić, żeby ODRACZAĆ szczepienia (oczywiscie poza tym pierwszym, szpitalnym). Dlatego mój syn każde szczepienie mial wykonywane ok tygodnia, dwóch po terminie z tych szczepien tzw.”obowiązkowych”, natomiast np. na pneumokoki bedzie szczepiony dopiero teraz,kiedy ukonczyl juz 6miesiecy. Wydaje mi się, że poza wiekiem dziecka pod uwagę powinna być brana też jego masa. Kiedy widzę kruszynki 3kg szczepione w 5 tygodniu to przyznam,że ciarki mnie przechodzą.

    Z drugej strony nie wyobrażam sobie nie szczepić, chociażby dlatego, że znam przypadki dzieci,które ciężko chorowały np. na pneumokoki pomimo szczepienia, która i tak złagodziło wielce ich stan i pozwoliło uniknać najpoważniejszych powikłań choroby pneumokokowej. Znam również dziecko,które zachorowało na krztusiec…oczywiscie były to wszystko przypadki zarażeń od dzieci nie szczepionych.

    I tutaj przechodzimy do najtrudniejszej kwestii moim zdaniem. Szczepiąc podejmujesz decyzję o zdrowiu jedynie SWOJEGO dziecka. Nieszczepiąc swojego dziecka wpływasz również na zdrowie INNYCH dzieci.

    • karolinabaszak

      28 stycznia 2017 20:41, Odpowiedz

      „I tutaj przechodzimy do najtrudniejszej kwestii moim zdaniem. Szczepiąc podejmujesz decyzję o zdrowiu jedynie SWOJEGO dziecka. Nieszczepiąc swojego dziecka wpływasz również na zdrowie INNYCH dzieci.”

      Przypominam tylko, że w 16 krajach europejskich nie ma obowiązku szczepień :)

      • Marta

        30 stycznia 2017 12:11, Odpowiedz

        Owszem w wielu krajach nia ma obowiązku szczepień, ale bardzo często dzieci nieszczepione nie są przyjmowane do szkół czy przedszkoli z dziećmi szczepionymi. Moja kuzynka mieszkająca w usa, ma obecnie taki problem z przedszkolem, do którego chciałaby posłać swoje dziecko.

      • agama

        30 stycznia 2017 12:34, Odpowiedz

        ..ale w tych krajach np. Niemczech, wybuchają co jakiś czas epidemie odry, a u nas ich nie ma.. Poza tym weź pod uwagę, że nie każdy rodzic zgłębi temat tak wnikliwie, jak np. Ty. Wielu zbagatelizuje problem, jeszcze inni przeczytają pierwszy lepszy „straszący” artykuł oparty na nieprawdzie i nie zaszczepi dziecka..
        Co do szczepień, to zgadzam się z Agatą. Uważam, że należy szczepić dzieci, bo to, chociaż także obarczone pewnym ryzykiem, ale jednak „mniejsze zło” niż nie szczepienie i na to wskazuje aktualny stan wiedzy. Myślę natomiast – i tego się trzymaliśmy, że dziecko należy szczepić bardzo ROZWAŻNIE, tzn. chociażby tak jak napisała Agata – odraczać szczepienia. My szczepiliśmy Syna zawsze najpóźniej jak się dało, szczepienie odra-świnka-różyczka było spóźnione o ponad pół roku, bo terminowo przypadałoby w okresie zimowych zachorowań na grypę i in infekcji. Takie postępowanie poleciła nam zresztą nasza lekarka. Powiedziała, że musimy być absolutnie pewni, że mały jest zdrowy, dlatego przesunęliśmy szczepienie na późną wiosnę. Naczelna zasada przy szczepieniach to właśnie to, że dziecko musi być CAŁKOWICIE ZDROWE i zdrowe powinny być także osoby w jego otoczeniu. Dlatego my bardzo tego pilnowaliśmy, do tego stopnia, że na krótko przed i po szczepieniach darowaliśmy sobie wszelkie wizyty, zabawy na placach zabaw etc., aby zminimalizować ryzyko infekcji. Poza tym nie należy dodatkowo kumulować szczepień, co często proponują lekarze, bo jest to teoretycznie dopuszczalne, czyli dziecko dostaje 5 czy 6-cio składnikową szczepionkę w zastrzyku i jeszcze do tego doustną na rotawirusy.. – włos mi się jeżył na taką „głupotę” rodziców.. Poza tym na pewno warto jednak podawać dziecku szczepionki skojarzone-niestety płatne, ale jednak oszczędzają dziecku bólu i stresu..
        My trzymaliśmy się tych zasad i oprócz lekkiego stanu podgorączkowego raz czy drugi, nic złego się nie stało. Dodam jeszcze, że każde szczepienie ja sama przeżywałam bardzo i zawsze szliśmy na nie „z duszą na ramieniu”, dlatego rozumiem Twoje obawy..

        • karolinabaszak

          30 stycznia 2017 14:22, Odpowiedz

          „..ale w tych krajach np. Niemczech, wybuchają co jakiś czas epidemie odry, a u nas ich nie ma.. ” No i co z tą epidemią? :) Jakie były skutki? W końcu przechorowanie choroby daje tzw. naturalną odporność. Kto chorował na odrę – tzn. czy były to dzieci nieszczepione czy szczepione. A może były to osoby dorosłe? Ile dorosłych, a ile dzieci? Jeśli chorowali, to jak przechodzili chorobę? Ile osób zmarło? Ile bez szczepienia, a ile pomimo szczepienia? Czytałaś o tym więcej? Mnie nie interesują nagłówki, tylko konkrety.

          Podkreślam, że ja przeciwniczką szczepień nie jestem. Widzę, że niektóre panie już mnie wrzuciły do jednego wora z antyszczepionkowcami (i to ja podobno „nie myśle”). Wspominałam jedynie, że czytam o szczepieniach i widzę mnóstwo nieścisłości. Jest też trochę takich chorób, które warto jest przejść w dzieciństwie, ponieważ dopiero później mogą spowodować poważne konsekwencje – np. różyczka u kobiet w ciąży może być bardzo groźna, ale jeśli dziewczynka przejdzie różyczkę w dzieciństwie – jest naturalnie odporna na tę chorobę. Po co zatem wg Ciebie szczepić ją w tak młodym wieku?

          Mnie zastanawia najbardziej jedna rzecz – skoro temat jest coraz bardziej głośny, dlaczego nie ma debaty publicznej między lekarzami? Dlaczego te rozmowy wyglądają najczęściej tak: http://tvn24bis.pl/z-kraju,74/szczepionki-debata-kobiet-w-tvn24-bis-o-systemie-ochrony-zdrowia,692954.html i tak wspaniale, że w ogóle takie rozmowy są pokazywane, ale co tutaj pani doktor powiedziała? Bo dla mnie to nie jest satysfakcjonujące. Rozmowa praktycznie 3 na jednego, a w tym lekarz, który nie odpowiada stanowczo na argumenty Pani Sochy.

          • Marta

            30 stycznia 2017 15:43,

            Zgadzam się, że temat w Polsce nie jest odpowiednio traktowany, czy to w mediach czy w zwykłej międzyludzkiej dyskusji.
            Ludzie którzy szukają informacji trafiają na dwa obozy o dużym negatywnym natężeniu emocji. Faktów niewiele za to straszenie z każdej strony. Nie każdy może dotrzeć do zagranicznych publikacji. Wielu ludzi nie ma takiej możliwości, wynikających choćby z ograniczeń językowych.
            Ja nikomu w moim otoczeniu nie wspominam o tym, iż zastanawiam się nad rezygnacją ze szczepień. Zanim podejmę decyzję, zbieram informacje, podobnie jak Ty, m.in. od lekarzy, czy z publikacji ogólnoświatowych. Analizuję wszystko ale cokolwiek nie wybiorę, ziarenko niepewności zawsze we mnie pozostanie.
            Nie mam niestety wsparcia w najbliższej rodzinie, poza mężem. W kwestii dbania o zdrowie zawsze byłam uważana za dziwoląga. Od maluszka cierpiałam na silne bóle brzuszka po spożyciu mleka czy innej formy nabiału. Gdy doszłam do 2 lat zbuntowałam się chyba, bo nie chciałam przyjmować mleka, i nie dałam sobie go wmusić w żadnej postaci. Dla mamy, gdzie na wsi mleko płynie niemalże w kranie, udręka było takie dziwne dziecko. O dziwo moje bóle brzuszka zniknęły i stałam się spokojnym maluchem, bardzo rzadko chorującym, gdzie dzieciaki, żywione głównie na nabiale łamały się wokół na potęgę. Mnie nigdy, mimo wielu sposobności, nic takiego nie spotkało. Poziom wapnia do dziś mam bardzo dobry, a nie przyjmuje nabiału 30lat.
            Do dziś odczuwam dziwaczne spojrzenia i głupie miny, gdy nawet bliscy widzą, że nie spożywam nabiału. Dlatego tematu szczepień nawet nie poruszam, bo zjedliby mnie żywcem za moje wątpliwości w ich dobroczynne działanie. Nie tylko lekarze, pielęgniarki ale społeczeństwo utrudnia nam podjęcie decyzji. Nawet przyszłe instytucje. Jak pisałam wyżej, moja kuzynka ma problem, bo przedszkole, które wybrała nie przyjmuje dzieci nieszczepionych. Jak żyć? Rodzice w polskich nawet prywatnych przedszkolach, jakimś cudem wiedzą, które dzieci nie są szczepione, i szykanują rodziców, a nawet maluchy. Takie zachowania nie pomagają w podjęciu decyzji. Nie chcę bowiem by moje dziecko było traktowane jak wyrzutek, czy zagrożenie epidemiologiczne.

          • karolinabaszak

            30 stycznia 2017 16:30,

            Marta, rozumiem Twoje rozgoryczenie :( Wychodzi na to, że najlepiej niczym się nie interesować, nie czytać, nie analizować. Po prostu robić tak jak każą i nie zadawać trudnych pytań…

          • agama

            31 stycznia 2017 11:10,

            Karolino, absolutnie nie wrzuciłam Cię do jednego worka z antyszczepionkowcami. Nigdzie nie sugerowałam też, że „nie myślisz”.. Ja przedstawiłam tylko swój punkt widzenia na tę sprawę. Nie chcę wchodzić tutaj w dyskusję na argumenty, bo nie jestem lekarzem, ani żadnym autorytetem dla Ciebie w tym temacie. Ważne jest, żebyś sama wyrobiła sobie zdanie na ten temat, ale w oparciu o rzetelną wiedzę i to co mówią specjaliści, a nie strach czy pseudo-autorytety, których w dziedzinie szczepień nie brakuje i często krzyczą głośniej niż Ci, którzy naprawdę mają wiedzę.. Pozdrawiam.

          • karolinabaszak

            31 stycznia 2017 12:27,

            Agama – nie pisałam o Tobie w kontekście tego wora, tylko tak ogólnie. Tę dyskusję czyta dużo osób (np. ci, którzy do dziś nie mogą przeżyć, że „promuję” Ziębę), nie tylko my :) Lubię z Tobą dyskutować, bo często podajesz sensowne argumenty i wydaje mi się, że w większości sytuacji bronimy tej samej strony, ale skoro nie chcesz wchodzić w dyskusję „na argumenty” to w sumie po co w ogóle zabierać głos? Podałaś (jak dla mnie) bardzo nietrafiony przykład z „epidemią” i myślę, że sama to rozumiesz. Szczepionki w wielu krajach wycofuje się z powodu powikłań i innych problemów, mimo, że też zostały zatwierdzone przez jak to określiłaś „specjalistów”. Jak widać nawet specjaliści mogą „pomylić się”, że tak delikatnie to ujmę. Absolutnie nie chcę Cię do niczego przekonywać, namawiać, tylko dziwi mnie, że to właśnie mnie zachęca się do ostrożności i „sprawdzenia tematu” :-)))) Ostrożny człowiek to człowiek czujny, stawiający pytania i analizujący odpowiedzi, a w swoim wpisie wspomniałam słowo „szczepienia” tylko po to aby dać do zrozumienia, że warto o tym myśleć. To ważniejsze niż wózek, kołyska, czy szumiś.

          • agama

            31 stycznia 2017 13:35,

            Karolino, nie chcę wchodzić w szczegółową dyskusję, bo to temat rzeka.. Argumentów jest mnóstwo, tak samo jak emocji po obu stronach i żeby być przekonującym w 100% to trzeba by alby być specjalistą, albo na każdy temat odszukać odpowiednią publikację w bazach danych, a ja nie mam na to teraz czasu..
            Kiedy mój Synek był w okresie szczepień, to sporo czytałam na ten temat, ale też miałam okazję często rozmawiać z moją koleżanką, która jest pediatrą, ale i mamą dziecko w tym samym wieku co mój Synek, więc dokładnie rozumiała moje dylematy, nie tylko jako lekarz, ale i jako mama. To wszystko pomogło mi wyrobić sobie pogląd na ten temat.
            Jeśli chodzi o moje przekonania w sprawie szczepień, to ja również nie jestem zachwycona aktualnym systemem jaki mamy w Polsce, bo wolałabym mieć wybór, może nawet nie tyle co do tego czy wogóle szczepić, czy nie – ale np. kiedy szczepić, albo czy szczepić na tyle chorób na raz itd. Dlatego zgadzam się z tym, że obecny system budzi wątpliwości, może nawet – bunt, że brakuje uczciwej informacji, że samemu trzeba być nie raz bardziej czujnym niż lekarz itd. Natomiast faktem jest, że mamy stan rzeczy taki jaki mamy – czyli bardzo ograniczony wybór i tego nie zmienimy. To co możemy zrobić, to w ramach tego systemu postępować tak, aby jak najmniej narażać dziecko na ewentualne powikłania – i to był główny cel, dla którego zamieściłam swój komentarz :)

  43. Aga

    28 stycznia 2017 17:04, Odpowiedz

    Moja Julia za miesiąc kończy 2 latka kiedy to minelo? Mimo buntu który teraz przechodzi jest boska po prostu. Cudowny czas gdy dziecko już mowi i mozna sie komunikować i śmiać razem :)))

  44. Ewa

    29 stycznia 2017 12:55, Odpowiedz

    Nie polecam opychania się w ciąży… te kilogramy trzeba później zrzucić, a wyglądasz już dość pulchnie. Ja przytyłam 8kg. Będąc w ciąży należy jeść 300kcal więcej niż przed ciążą.

      • Marta

        30 stycznia 2017 11:41, Odpowiedz

        A słyszałaś jakieś opinie w tej kwestii czy zupełnie się nie orientowałaś? Ja akurat jestem raczej słaba w udzielaniu rad dotyczących tematyki ciążowo/dziecięcej, bo w trakcie ciąży nie miałam żadnych problemów. Od pierwszego do ostatniego tygodnia czułam się fantastycznie. Żadnych mdłości, żadnych problemów z poruszaniem, spaniem itd. Całe życie mogłabym chodzić w ciąży, bo wtedy czułam się najpiękniejsza :) Natomiast po porodzie, kiedy już zaczęły się schody, nic co by działało u innych u mnie nie zdawało egzaminu. Były problemy ze spaniem, kolkami, ząbkowaniem i jedyna rzecz jaką szczerze polecam, to Szumiś. Zamówiliśmy go kiedy mój Maluch miał miesiąc i do dzisiaj nie wiem, dlaczego tak późno. Ileż więcej godzin miałabym przespanych, gdybym zaopatrzyła się w niego szybciej :)

        • karolinabaszak

          30 stycznia 2017 12:07, Odpowiedz

          Coś tam czytałam, ale póki co nie wiem czy mi się to przyda, więc nie zastanawiałam się nad zakupem jeszcze :) Za to kupuję bardzo dużo koców i otulaczy, nie wiem czemu :D

          • Marta

            30 stycznia 2017 12:20,

            Kocyki z pewnością zawsze się przydadzą. Jeśli nie na początku to później na pewno. Co do otulaczy, to ciężko stwierdzić. Nie wiem w jakim miesiącu będziesz rodzić, ale ja nie miałam ani jednego otulacza ani rożka i zupełnie by mi się one nie przydały. Mój Młody przyszedł na świat w wyjątkowo upalnym lecie. Pierwsze dni spędzał w samej pieluszce i i tak patrzyliśmy na niego ze współczuciem, że się pewnie męczy w takich zaduchu.

          • karolinabaszak

            30 stycznia 2017 12:35,

            Nad tym rożkiem też się zastanawiam czy to w ogóle potrzebne, a co do otulaczy to mam takie muślinowe/bawełniane raczej wielofunkcyjne niż tylko do ogrzania dziecka, choć moje bejbi i tak urodzi się trochę szybciej niż latem, więc liczę na to, że odrobina dodatkowego ciepełka się przyda :-) Coś jeszcze Ci się sprawdziło poza szumisiem?

          • agama

            30 stycznia 2017 12:46,

            Polecam też śpiworki:) To świetne rozwiązanie dla wiercącego się już i rozkopującego malucha, no i są znacznie bardziej bezpieczne od typowych kołderek, kocyków etc. w kontekście zapobiegania SIDS. Nasz Szkrab tak je „pokochał”, że nadal nie zaśnie bez śpiworka, a ma już ponad dwa lata..
            Co do Szumisia, to ja bym go na pewno kupiła, ale gdy urodził się nasz Synek, Szumisia jeszcze nie było na świecie, bo to bardzo nowy wynalazek..a bardzo by sie przydał..Ale pewnie nie ma sensu kupować na zapas – zobaczysz czy bedzie Wam potrzebny.

          • karolinabaszak

            30 stycznia 2017 16:44,

            Tak, śpiworki też już zamówione :) Pościel również, ale to na później. Pomyślałam, że im więcej rzeczy teraz ogarnę tym więcej czasu dla siebie i dzidzi będę miała po porodzie.

          • Marta

            30 stycznia 2017 13:34,

            Tak jak wspominałam, niewiele rzeczy u mnie się sprawdziło, ale rzeczywiście jest jedna, która teraz przyszła mi na myśli i która ogromnie nam ułatwiła życie. Mianowicie łóżeczko na kółkach :) W pierwszych tygodniach/miesiącach życia dziecka było to niesamowicie wygodne. Mamy małą sypialnię, w której łóżeczko się nie mieści, więc początkowo spałam razem z dzieckiem w salonie. Ponadto codziennie wieczorem kiedy zaczynał się rytuał kąpieli można było z łóżeczkiem podjechać do salonu, gdzie kąpaliśmy Bąbla :) W ciągu dnia, kiedy szykowałam coś w kuchni mogłam łóżeczko ustawić, tak jak chciałam, by mieć go na oku. Teraz już łóżeczko nie „wędruje” już tak po mieszkaniu, niemniej jednak przy odkurzaniu jest to w dalszym ciągu bardzo pomocne :)
            Przy czym po pierwsze ważne jest to aby łóżeczko było solidne. Najlepiej z dębowego lub bukowego drewna. Sosna/brzoza potrafią się rozejść po jakimś czasie, bo są zbyt miękkie. Dla nas to było o tyle ważne, że dla mojego męża inżyniera wszystkie łóżeczka, a raczej kółka do nich dostępne w sklepach dziecięcych są lekko mówiąc bardzo słabej jakości. Ostatecznie kupiliśmy dębowe łóżeczko, a kółka kupiliśmy sami osobno. Muszę przyznać, że efekt jest świetny. Kółeczka są ciche, pięknie chodzą i do tego mają możliwość blokady. Naprawdę polecam to przemyśleć. Nasi znajomi, którzy odwiedzali nas i byli świadkami m.in. procesu kąpieli byli zachwyceni jak to u nas działa :P

          • karolinabaszak

            30 stycznia 2017 16:43,

            O, ja również wybrałam łóżeczko z drzewa bukowego :) Masz absolutną rację co do sosny/brzozy. Co prawda odpuściłam sobie kółeczka, bo akurat chciałabym aby łóżko stało w konkretnym miejscu, ale zamówiłam jeszcze fajną kołyskę na płozach, która jest bardziej „przenośna” i można ją podpiąć np. do łóżka małżeńskiego (mniej chodzenia w nocy). Pokażę te rzeczy w Baby Haul’u niedługo. Jestem ciekawa jak spojrzysz na to okiem bardziej doświadczonej mamy :)

  45. Gosia

    31 stycznia 2017 12:59, Odpowiedz

    Czy ta przenośna kołyska to moze snuzpod? 🙂 My mamy akurat tą i sprawdziła się zarówno w nocy jako dostawka, jak i w ciągu dnia jako zwykła kołyska. Chociaż juz jej nie używamy, to polubiliśmy się tak mocno, ze zostawiliśmy ją sobie dla kolejnego maluszka. Bardzo fajna, przydatna sprawa. Jesli moge dodać cos jeszcze od siebie, to polecam stronę Mamas&Papas, gdzie mozna znaleźć wiele fajnych rzeczy. Kocyki tez maja super :)
    Duzo zdrówka!

      • Gosia

        31 stycznia 2017 13:40, Odpowiedz

        A wózek juz wybrany? :> Podobno wózek to najcięższy zakup wszystkich przyszłych mam, u mnie było trochę odwrotnie… Wózek kupiliśmy szybko, ale z łóżeczkiem zwlekałam prawie do samego porodu! Moje niezdecydowanie w ciąży było czasami bardzo przytłaczające :D ale muszę przyznać, ze tęskni sie pozniej troszeczkę za tym eksytujacym czasem oczekiwan (mimo, ze z maluchem jest kosmos!), kompletowaniem wyprawki, szykowaniem domu na pojawienie sie dzidziusia… To wciąga :D

        • karolinabaszak

          31 stycznia 2017 14:06, Odpowiedz

          No właśnie wózka jeszcze nie ma, ale za to jest kołyska, łóżeczko i wiele innych rzeczy (łóżko dziś przyjechało :D). To wspaniały czas, wszystko takie malusie, milusie i słodziusie :D ale jednak z każdym dniem coraz mocniej chce się przytulić już dzieciaczka <3

      • karolinabaszak

        1 lutego 2017 13:58, Odpowiedz

        Z tego co mi wiadomo to nie, ale można zamówić bezpośrednio u nich na stronie (online) i mają wysyłkę do Polski :)

  46. agama

    31 stycznia 2017 17:09, Odpowiedz

    Karolino, a czy zaopatrzyłaś się w adapter do pasa samochodowego dla kobiet w ciąży? Mało kobiet chyba wie, że cos takiego istnieje, a to bardzo ważne dla bezpieczeństwa.. Wiem, ze niby mozna w widocznej ciązy jezdzić bez pasów, ale ja się bałam. Miałam taki adapter z BeSafe wypozyczony i byłam zadowolona, a przede wszystkim bardziej bezpieczna.

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published