Najgorszy dzień w tym roku, czy po prostu zwykły pech?

Pewnie zastanawiacie się co łączy te rzeczy z obrazka na głównej stronie bloga, ale mam też w zanadrzu inne atrakcje. Dawno nie zdarzyło mi się tyle pechowych sytuacji w ciągu jednego dnia. Dość ważnego dnia. Ostatecznie skończyłam użalając się nad sobą na łóżku, modląc się o sen.

Zacznijmy od początku. Od godziny 9:00 miałam mnóstwo pracy, więc musiałam wstać normalnie, ogarnąć mieszkanie, twarz i nastroić się pozytywnie do życia, gdyż po południu czekało mnie dość istotne spotkanie. Pogoda niezmiennie dobija człowieka już o poranku, więc trzeba sobie radzić inaczej. Playlista na Spotify, kawka posłodzona miodem, lekkie śniadanie i można działać. Z pracą musiałam się uwinąć w kilka godzin, więc włączyłam tryb turbo w moim mózgu. Od rana tak sobie siedziałam w leginsach i bluzie, więc w pewnym momencie postanowiłam się przebrać w coś bardziej eleganckiego. Mam taki nawyk, że prasuję ubrania dopiero przed ich założeniem, bo i tak w szafie się gniotą, więc chcąc wyprasować sobie koszulę, sięgnęłam po żelazko. Podłączyłam je do gniazdka i czekałam, aż się nagrzeje. Czasu miałam jeszcze sporo, więc nie spieszyłam się. Niestety okazało się, że żelazko nie działa. Z niewiadomych przyczyn nie zadziałało, mimo zmiany gniazdka. Koszule miałam lekko pomiętą, ale założyłam sweterek, więc nie było tego tak mocno widać. Przypominam, że czekało mnie ważne spotkanie.

zdjęcie (8)

Te klucze nie są na zdjęciu bez powodu, ale o tym później. Czasu miałam coraz mniej, więc postanowiłam zająć się włosami. Nie myłam ich, ale o tym dlaczego ich nie myłam, wyjaśnię w kolejnym filmie. To po prostu nie był dzień mycia włosów. Były w miarę świeże, ale kilka kosmyków odstawało mi jakoś dziwnie od skóry głowy, więc postanowiłam spryskać moją superpiękną fryzurę lakierem, aby jakoś to wygładzić. Nagle poczułam zapach jaśminu, ale lakier, który mam w domu zwykle pachniał inaczej.

zdjęcie (9)

Uzyskałam połysk i ochronę 5w1 dzięki Pronto. Stałam w łazience, mając 5 minut do wyjścia i myślałam sobie „no dalej losie, bring it on!”. Nieszczęścia lubią chodzić parami, więc można było uznać, że jesteśmy kwita. Ja narzekam na styczeń, to dostałam Pronto na włosy i to zepsute żelazko. Wyszłam z domu, czekam sobie spokojnie na tramwaj, zadowolona, że mam jeszcze trochę czasu do spotkania. Siedzę w tramwaju, już kilka stacji mam za sobą i nagle, jak gdyby nigdy nic wchodzi kanar. Pewnie myślicie, że się przestraszyłam, bo jechałam bez biletu, ale nie. Mam kartę miejską, więc w takich sytuacjach jestem opanowana. Sięgnęłam do torebki, a w głowie ujrzałam jedną rzecz.

zdjęcie 3 (1)

Mój portfel, którego oczywiście nie było w torebce. Dokumenty, pieniądze noszę właśnie w portfelu, więc możecie sobie wyobrazić jak szybko chciałam wydostać się z tramwaju. Wiem oczywiście, że z kartą nie dostałabym i tak żadnej kary, ale łażenie gdzieś, tłumaczenie się, składanie odwołań jest mi zupełnie nie po drodze. Poza tym nie oszukujmy się, nie miałam nawet grosza w torebce. Miałam jeszcze niecałe pół godziny do spotkania, wiec wpadłam na świetny plan. Przesiadłam się i pojechałam do domu. W tym czasie zamówiłam taksówkę. Tym sposobem, może i wydam więcej pieniędzy, ale przynajmniej będę miała dokumenty i zdążę na czas na spotkanie. Taksówka już czeka, ale jestem pod drzwiami i zaraz zjeżdżam windą na dół, więc jestem szczęśliwa. Nagle mam ochotę rozpłakać się i roześmiać jednocześnie stojąc przed mieszkaniem. W zasadzie to myślałam nawet o waleniu głową w ścianę, bo cóż innego mi pozostało w tym wypadku? Zamek się zaciął, drzwi się zablokowały i nie byłam w stanie otworzyć ich sama kluczem. Nie mam dokumentów, pieniędzy, na dole czeka taksówka, a ja mam 15 minut do spotkania (przy czym Warszawa to naprawdę duże miasto). Jestem zdenerwowana, nie mam czasu przemyśleć tego co chce zaprezentować, masakra. Zjeżdżam na dół i proszę taksówkarza aby podwiózł mnie na krechę :) Nie ma tego złego, pieniądze oddam mu przy okazji jak będzie w okolicy. Zgodził się, nie musiałam długo go błagać, bo prawie ryczałam. Zdążyłam na spotkanie i tę kwestię zwyczajnie pominę, bo nie ma o czym mówić. Spotkałam się później na kawę ze znajomymi. Podwieźli mnie do domu, gdzie miał czekać ślusarz. Biegnę dosłownie z wywalonym językiem aby zdążyć i czekać na tego pana przy drzwiach. Jednak spróbowałam otworzyć drzwi sama, jeszcze raz. OTWORZYŁY SIĘ, ot tak. Po prostu się otworzyły. Nie musiałam nawet używać do tego siły. Odwołałam ślusarza, w między czasie zapłaciłam taksówkarzowi i pojechałam odebrać paczkę na pocztę, gdzie oczywiście jej nie było, bo listonosz jeszcze jej nie doniósł. Wróciłam i padłam na łóżko, czekając aż wróci mój chłopak i będę mogła mu o wszystkim opowiedzieć. Kiedy w swoich opowieściach byłam przy żelazku, postanowił spróbować je naprawić. Nie było jednak takiej potrzeby, ponieważ żelazko najzwyczajniej w świecie działało.

Dziś rano obudziłam się śmiejąc w myślach z tego, co działo się wczoraj, ale przyznam, że te wszystkie zdarzenia były naprawdę bardzo dziwne i zastanawiam się trochę czy o coś w tym chodziło, czy to po prostu zwykły pech. Tak jak mówiłam Wam w filmie o 25 faktach o mnie, uważam, że ktoś nad nami czuwa. Bo jak tu obojętnie, bez przemyśleń podejść do takiego splotu wydarzeń. Pozostaje mi tylko się uśmiechnąć i czekać na wyjaśnienie :)

37 Comments

    • karolinabaszak

      28 stycznia 2015 13:15, Odpowiedz

      Nie ma co współczuć, bo nic takiego strasznego się nie stało na szczęście :P Ale uznałam, że historia jest już w miarę zabawna i postanowiłam się nią podzielić :P

  1. Ola

    28 stycznia 2015 13:23, Odpowiedz

    Piękna historia…no, Karolina, kto jak kto, ale TY otulona zapachem Jaśminu o poranku komponujesz się w mojej głowie doskonale :P
    Ściskam, Ola

  2. Karolina

    28 stycznia 2015 14:01, Odpowiedz

    Hahaha Karola you made my day :* To żaden pech! Takie dni się zdarzają po prostu, a zobacz dzisiaj już się z tego śmiejesz, więc jest okej ;))

  3. Alicja

    28 stycznia 2015 14:10, Odpowiedz

    Ja też dostalam w twarz styczniem. Szkoda, że nie jesteśmy Niedźwiadkami i nie zasypiamy na tę cholerną zimę! (no dobra, na święta moglibyśmy wstać, ale tylko na święta!) :)

  4. Marta

    28 stycznia 2015 14:36, Odpowiedz

    Ja mam chyba najgorszy nie dzień a czas w życiu… Rozstałam się z chłopakiem, jest mi zle smutno,jestem na I roku studiow i brak mi wiary w siebie przez co zawalam kolejne egzaminy… co mam robic, pomocy ;(

    • karolinabaszak

      28 stycznia 2015 15:31, Odpowiedz

      Nie przejmuj się :) Chyba nie jest aż tak źle jak myślisz. Pomyśl sobie, jesteś młoda, mozesz sie uczyć i stawać się coraz lepsza wersją samej siebie :) Nie potrzebujesz do tego chłopaka, tylko kilku własnych sukcesów. Postaraj się chociaż na jeden egzamin dobrze nauczyć i to już będzie cos! :) Czekam na info, że dostałaś 5 :P

  5. Karolina

    28 stycznia 2015 15:00, Odpowiedz

    Hym… ja taki dzień mam średnio raz na tydzień, przy czym zazwyczaj coś stłukę, a to jakąś szklankę, słoik itp. Ale to niestety nie działa gdy wracam do domu jak Twoje żelazko :P

  6. Olaa

    28 stycznia 2015 15:42, Odpowiedz

    A ja tak sobie myśle, ze nic w życiu nie dzieje się przez przypadek. Może to, że musiałaś się wracać spowodowało, ze omineło Cię coś o wiele gorszego?
    Czasami gdy mnie spotyka taki szalony dzień, zatrzymuje się na chwile i zdaje sprawe z tego, ze Ktoś musi nade mną czuwać w tym całym wariackim świecie:)
    Karolinko, obserwuje Cie od kiedy pamiętam i nieustająco zadziwiasz mnie swoim spokojem i ciepłem. Nie zmieniaj się…!
    Ściskam Ciepło, Olaaa

  7. Martyna

    28 stycznia 2015 16:09, Odpowiedz

    Niezła historia,ale będziesz miała co wspominać.Najważniejsze że teraz się z tego śmiejesz:)Naszczęście,że kączy się ten dobijający styczeń…

  8. Karola

    28 stycznia 2015 16:31, Odpowiedz

    To nic innego jak prawo przyciągania, tzn. jeżeli przydarzy Ci się jedna przykra rzecz rano, ciągnie ona podświadomie za sobą resztę negatywnych. Dzieje się to na poziomie podświadomym, więc gdy ktoś jest podatny na strach, panikowanie, złe impulsy to sprowadza na siebie jeszcze więcej nieszczęść. Dlatego tak ważne jest, żeby zawsze wstawać przysłowiową prawą nogą :-) Polecam zapoznać się z tematem: siła przyciągania – afirmacje, bardzo ciekawy dział zachaczający o fizykę kwantową (niematerializm).

  9. Martyna

    28 stycznia 2015 16:58, Odpowiedz

    Karola mam pytanie do tej szczotki,bo miałam kupić podobną.Czy jest dobra i czy mogłabyś dać do niej link?

  10. Anka

    28 stycznia 2015 19:54, Odpowiedz

    ja mysle ze chodzilo o to spotkanie, moze mialo przyniesc dla Ciebie cos zlego i dlatego wszystkie sily dzialaly, abys na nie nie dotarla:P

  11. Jowita

    28 stycznia 2015 22:07, Odpowiedz

    Ja bardzo podobny dzień miałam dzisiaj. Tak podobny, że mnie to trochę przeraziło:).
    Z samego rana pojechałam z moim niemowlakiem na zakupy (takie większe, które robi się raz w tygodniu:). Skończyło mi się absolutnie wszystko, więc lista zakupów była ogromna. Po półgodzinnym bieganiu po sklepie i przeciskaniu się między półkami z dwoma wózkami udałam się do kasy. Przed kasą okazało się, że nie wzięłam portfela. Nie chciało mi się tego wszystkiego odkładać i później znowu pakować, więc zapytałam się miłego pana ochroniarza czy nie mogłabym tych zakupów zostawić i za jakąś godzinę po nie wrócić. Wróciłyśmy do samochodu. Ale zaraz zaraz….zanim wróciłyśmy, chodziłyśmy przez parę minut na po innym piętrze szukając miejsca gdzie został zaparkowany samochód (nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło). Jak wracałyśmy po portfel zatrzymała nas policja. Tak po prostu, bez powodu, do kontroli. Tłumaczyłam panu policjantowi, że zmieniałam torebkę, a portfel wraz z dokumentami został w tej drugiej. Nie wiem jakim cudem uniknęłam mandatu (to by było doskonałe uzupełnienie tego pechowego dnia). Gdy już weszłam na ósme piętro z płaczącym dzieckiem (tak, winda się zepsuła) nie byłam w stanie otworzyć drzwi. Męczyłam się chyba z pół godziny wygłupiając się strasznie (tańcząc i śpiewając, żeby tylko dziecko się uśmiechnęło:) aż zamek dał za wygraną. Zanim znowu wyszłam z domu minęły 2 godziny. W sklepie byłam parę godzin później a mojego koszyka już nie było. Wracając wjechałam w korek i zanim dojechałam do domu moje dziecko zdążyło się wyspać (co znaczy, że wieczorem będzie ciężko). Usypiałam Blankę ponad godzinę, a jak już miałam wkładać ją do łóżka dostałam czkawkę która oczywiście obudziła mi dziecko. Czkawka utrzymywała się prawie godzinę i tyle samo musiałam nosić Blankę na rękach. Pisząc ten post, trzy razy robiłam przerwę na usypianie dziecka obudzonego przez dość głośną domówkę za ścianą. Niech ten dzień się skończy…

  12. Klaudia

    28 stycznia 2015 22:37, Odpowiedz

    o matko to ja dzisiaj z chłopakiem miałam taki dzień :D zaczęło się od tego, że jego mama, która go miała podrzucić na PKP zaspała. Później na lotnisku były problemy przy kontroli bezpieczeństwa… tak celnikom się to dłużyło, że szok, ze dwa razy cofali ludzi „za szybę” bo coś nie grało (w końcu chyba chodziło o jakieś narkotyki, bo moje bystre oko to dostrzegło :P). Jak zapytałam (godz: 11:15, a o 11:20 było zamknięcie bramek) czy poinformowano o tym opóźnieniu załogę samolotu usłyszałam, że NIE!!! No świetnie… ale to nie wszystko! ;) Jak już wsiedli wszyscy do samolotu i czekaliśmy na odlot okzało się, że NIGDZIE NIE LECIMY BO COŚ SIĘ ZEPSUŁO!!! Cofnęli nas wszystkich na terminal i czekaliśmy 3 godziny, aż przyleci samolot z Londynu z inżynierem i naprawi usterkę (nie chcesz wiedzieć jakie miałam myśli, gdy wiedziałam, że z naszym samolotem coś jest nie tak)… no i po 3 godzinach w końcu nas wpuścili ponownie na pokład i ruszyliśmy (i dolecieliśmy) bez większych problemów ! Ufff!

    Karola, teraz nam się obu należy jakiś dzień pełen wrażen, ale tylko pozytywnych! Tak dla równowagi! :D

  13. Monika

    28 stycznia 2015 22:44, Odpowiedz

    Apropo lakieru do włosów i pronto :) Kilka tygodni temu już dość późną porą malowałam paznokcie przed spaniem, a wcześniej zmywałam stary lakier zmywaczem odstawiłam go na biurko, a obok stał preparat, który używam do twarzy na bazie alkoholu i nie wiem jak to się stało, ale pomyliłam ten preparat do twarzy ze zmywaczem do paznokci. Również się nieźle uśmiałam.. Po prostu czasami są takie dni, gdy chcemy coś zrobić jak najszybciej, a los płata nam figle. Pozdrawiam :)

  14. A.

    29 stycznia 2015 10:43, Odpowiedz

    Hej, wchodzę na Twojego bloga regularnie, ale rzadko komentuję. Uważam, że nasze życie to splot przypadków, ale daleka jestem od twierdzenia, że nic nie dzieje się bez przyczyny i Ktoś na górze chciał, żeby stało się tak, a nie inaczej. Wszystkie zdarzenia tworzą ludzie i ogółem mówiąc masa czynników zewnętrznych – to od nich zależy jak potoczą się nasze losy. Niektórzy mają tylko więcej szczęścia w życiu, niż inni. Niektórzy też niezależnie od starań i pracy nad swoim życiem dostają zwyczajnie po tyłku. Pech to pech, a raczej po prostu dzień, w którym jesteśmy zdezorganizowani ponad normę, nie przypisywałabym mu jakiegoś proroczego znaczenia. Pozdrawiam A.

    • karolinabaszak

      29 stycznia 2015 17:09, Odpowiedz

      O szczotce będzie przede wszystkim film (tzn. między innymi). Na początku przyszłego tyg. najpóźniej się pojawi :)

  15. anna jakubowicz

    29 stycznia 2015 18:50, Odpowiedz

    hej mowilas o perfumie alien,zastanawiam sie nad zakupem online 30ml za 170zll plus balsam i kosmetyczka alle boje sie ze moze byc podrobka jak myslisz?

    • karolinabaszak

      29 stycznia 2015 20:39, Odpowiedz

      Ja takich rzeczy nie kupuje na allegro czy w jakichś dziwnych sklepach, bo się boję ;( A może w Sephorze trafisz na to 20% zniżki?

  16. Ania

    29 stycznia 2015 23:34, Odpowiedz

    Przypomniałaś mi o moim pechowym dniu. Jednym takim, który zapamiętam do kooońca życia.

    Notariusz, dojazd 300km, ważna transakcja, mojej mamy auto bez klimatyzacji, upał, skwar, nawigacja poprowadziła mnie przez Niemcy, straż graniczna, trzepanie samochodu, brak dokumentów od samochodu, klientka histeryczka, stronnicza notariuszka, notariuszka wariatka, rozładowany telefon, nie dopięta transakcja, kłótnie, płacz, rozładowany telefon, brak ładowarki, kupiona ładowarka, naładowany telefon, niedziałająca nawigacja, nie znam się na mapie ! jestem 300km od domu, nie znam drogi, panika, płacz, nawigacja zadziałała, powrót do domu…

    Ten dzień będzie zastanawiał mnie już zawsze.

  17. Basia

    30 stycznia 2015 17:17, Odpowiedz

    Podobnie jak Ty wychodzę z założenia, że ktoś nad nami czuwa i wszystko w naszym życiu jest „po coś”, nic nie dzieję się przez przypadek.. :) Tak właśnie miałam wczoraj.. :) Ważne kolokwium z historii wychowania, z niewdzięcznym panem doktorem, dające zaliczenie egzaminu. Wyszłam z domu godzinę przed wsiadłam w tramwaj, jeden, drugi, jestem na miejscu jakies 25 min przed, dzwonię do koleżanki – nie odbiera, drugi, piąty dziesiąty raz, a ona wciąż nie odbiera ! Nie ma nikogo nigdzie w zadnej auli, nic… Już prawie płakałam.. Dzwoni telefon była 9:03 (miałam na 9) okazało się, że owszem 9 w auli, ale nie w tym budynku, nie na tej ulic.. koszmar ! Zanim wsiadłam w tramwaj przejechałam 3 przystanki i biegłam przez 10 min było już za póżno.. drzwi zamknięte wszyscy piszą, a ja pod drzwiami – załamana :( Koniec końców pisałam to dzisiaj, w cztery oczy z panem doktorem (nie życzę tego nikomu :D ) ale zdane ! :) I tak sobie myślę, że szczscie, że nie zdążyłam, bo mój rok miał takie trudne pytania, a ja owszem bo z mega wiekszym stresem ale zdałam! :) Takie życie :) Powodzenia Karola :) :*

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published