Marrakech

wearing Levi’s vintage shorts, Urban Outfitters lace top and Herschel Supply Little America 

 


Niedzielę spędziłyśmy w Marakeszu. Agadir i Marakesz dzielą jakieś 3 godziny drogi samochodem, dlatego z hotelu wyjechałyśmy około 7 rano. W busie mogłyśmy podziwiać przepiękne widoki, pola i góry pełne drzewek arganowych. Naszym pierwszym przystankiem były ogrody Jardin Majorelle, przebudowane później przez Yves Saint Laurent. Znajduje się tam ponad 1800 gatunków roślin – głównie palmy i kaktusy.  Następnie odwiedziliśmy błyszczący pałac Bahia, który niestety nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Piękna alejka, pełna palm i drzew pomarańczowych (oraz kotów ;-) ) jest dużo ciekawsza, a sam pałac bardzo prosty. Oczywiście najbardziej spodobał się nam rynek w Marakeszu, gdzie spędziłyśmy tzw. „czas wolny”. Piłyśmy polecany przez Was sok z pomarańczy (pycha!!!), a Tamara zjadła nawet ślimaki :))) Kupiłyśmy sobie kilka pierdółek do domu, kosmetyczne wyroby marokańskie takie jak olejki arganowe czy czarne mydło. Dostałyśmy nawet gratis coś w rodzaju pumeksu, ale szybko pozbyłyśmy się tego gadżetu. Wiecie jak to jest z takimi ‚gratisami’- zawsze może się w nich znajdować jakiś nadajnik i nim się obejrzysz, zostaniesz wywieziona hen daleko ;-) Serio, lepiej uważać :) W międzyczasie oczywiście zjadłyśmy tradycyjny marokański obiad i kolację czyli Tadżin (gotowane mięso z kurczaka + warzywa podawane w specjalnym naczyniu). Do hotelu wracałyśmy dosyć późno, ale i tak zabrakło nam czasu, żeby wszystko zobaczyć. Z tego co wiem Itaka oferuje dwie wycieczki do Marakeszu – jednodniową i dwudniową, dlatego serdecznie polecam Wam tę dłuższą, bo ja czułam lekki niedosyt i bardzo chciałam zobaczyć Marakesz nocą :)

English version:

We went to Marrakech on Sunday. We left the hotel at about 7am. Could see those beautiful views, fields and mountains full of argan trees. First stop we made at the Jardin Majorelle garden, later rebuilt by Yves Saint Laurent. There’s over 1800 species of plants – mostly palms and cacti.Then we visited the glossy Bahia Palace. Unfortunately it didn’t do a big impression on me. Much more interesting was that beautiful alley, full of palm and orange trees (and cats ;)) . Of course, the most I liked the market in Marrakech. Fresh orange juice, recommended by you was very delicious. Tamara tried to eat even snails! :)) We bought some home stuff, cosmetic products such as moroccan argan oils or black soap. We also received a gift, some kind of pumice stone, but we threw it away quickly. You know how it is with these ‚free gifts’ – a transmitter could be place there and before you know it, you will be transported far away;-) Seriously, it’s better to be careful :) In the meantime we ate traditional Moroccan lunch and dinner: Tagine (cooked chicken + vegetables served in a special vessel). We came back to the hotel quite late.


9 Comments

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published