Jak być bliżej siebie…

Dzisiejszy wpis jest dla mnie wyjątkowy, bo dotyczy mojej nowej przygody z chustonoszeniem. Przygody, a może nawet miłości? W końcu bycie blisko siebie można pokochać całym sercem. Zacznijmy od początku. Po 9 miesiącach ciąży nie mogłam się doczekać porodu. Nagle można było się schylić, założyć buty, normalnie funkcjonować. Podziwiać własne dziecko jak najpiękniejszy krajobraz. Wiem, że każda mama nie może się tego doczekać. Syn to moje oczko w głowie i chcę dla Niego jak najlepiej. Gdy płacze cały dzień, gdy jest marudny, nie potrafię się na Niego złościć. Wiem, że kiedyś dorośnie, będzie miał żonę, dziecko, obowiązki. Chcę wykorzystać każdy dzień jaki mogę z Nim spędzić i chcę być przy Nim jak najbliżej. W końcu to jedyna osoba, która słyszała bicie mojego serca od wewnątrz!


Gdy pierwszy raz zawiązałam swoją pierwszą chustę miałam mieszane uczucia. Chciałam potrafić zamotać chustę perfekcyjnie już od pierwszego razu (taki charakterek), ale wychodziło mi to dość przeciętnie, więc szybko się zniechęcałam. Sięgałam po chusty kółkowe i nosidełka, które były łatwiejsze w obsłudze dla osób początkujących, jednak wciąż czytałam o niesamowitych zaletach chust wiązanych i stwierdziłam, że muszę nauczyć się porządnego wiązania, koniec kropka. Poza bliskością, którą gwarantuje nam chusta, niemowlaki rozwijają się w poczuciu większej więzi z matką. Dobrze zamotana chusta to także, a może PRZEDE WSZYSTKIM poprawna pozycja dziecka, którą wbrew pozorom ciężko jest osiągnąć trzymając malucha jedynie dłońmi. W chuście dziecko trzymane jest z każdej strony, dzięki czemu odciążamy Jego kręgosłup (a przy okazji swój!). Dzieci noszone w chustach mogą podziwiać świat z tej samej wysokości co my, są spokojniejsze, łatwiej zasypiają.

Jeśli często nosimy swoje dzieciaki na rękach szybciej się męczymy i w końcu bardziej podtrzymujemy bobasa niż nosimy. Poniekąd uprzedzając pewne uwagi – tak wiem, że dziecko przyzwyczaja się do noszenia, ale uważam, że przytulania, całowania, wyściskiwania nigdy za wiele. Bliskość wyraża naszą miłość, a nie ma czegoś takiego jak „zbyt wiele miłości”. Nie możemy jednak przytulać naszych bobasków cały dzień. Mamy swoje obowiązki, zajęcia domowe, zainteresowania, z których nie zawsze musimy rezygnować. Dzięki tzw. chustonoszeniu mamy dwie wolne ręce, możemy załatwić swoje sprawy, nie rezygnując z bycia blisko siebie, podczas kiedy nasze maleństwo może wsłuchać się w rytm naszego serca i czuć to bezpieczeństwo, które pamięta z brzuszka.

Wiecie, że lubię ładne, dopracowane rzeczy o najwyższej jakości. Gdy szukałam chust miałam swoje wytyczne i głupio to przyznać, ale nie spodziewałam się, że trafię na coś tak pięknego jak Ehawee. To absolutnie najpiękniejsze chusty jakie znajdziecie na Instagramie. Kobiety z całej Polski, a także ze świata dosłownie szaleją na ich punkcie, a produkty Ehawee rozchodzą się jak świeże bułeczki (sprzedaż działa na zasadzie zgłoszeń na fanpage’u marki, ale można kupić te cudeńka również stacjonarnie we Wrocławiu). Swoją drogą marzę o tym aby kiedyś odwiedzić ich niesamowity butik i zanurzyć się w chustach. Brzmię już jak chustoświrka? Uprzedzam Was moje drogie matki – to wciąga! Ehawee niewątpliwie wyznacza obecne trendy w branży. Jest odważnym pionierem, który podejmuje kroki niepodjęte wcześniej przez nikogo. Nikogo nie naśladują. Można by rzec, że to inni naśladują ich. Miałam okazję poznać twórcę tego niesamowitego przedsięwzięcia: Justynę Boruń Skulską, która jest topową doradczynią chustonoszenia, założycielką pierwszej i największej ogólnopolskiej formacji zrzeszającej ludzi chustujących swoje dzieci CHUSTY, POLSKA! nosimy, wiążemy (…) na Facebooku, działaczką społeczna i aktywną promotorka chustonoszenia w Polsce i w rodzinnym Wrocławiu; właścicielką pierwszego na świecie, ekskluzywnego stacjonarnego butiku z chustami do noszenia dzieci Sling Store, organizatorka dwudniowego festiwalu chustowego open air – ChustoCamp. Justyna prywatnie jest także mama 3jki dzieci – wychustowanych. Chyba nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej specjalistki, którą miałam okazję wypytać o kilka najważniejszych spraw. Z przyjemnością dzielę się nimi z Wami – bo same zasypałyście mnie pytaniami gdy po raz pierwszy pokazałam Wam moją chustę Ehawee Seeds. 


Justyna, od kiedy tak naprawdę możemy zacząć nosić dziecko w chuście? Czy możemy próbować już z noworodkiem?

Justyna Boruń Skulska: Dziecko, jeśli chodzi o teorie możemy nosić w chuście od pierwszych chwil życia. Kangur, kieszonka oraz plecak prosty (techniki wiązania chusty polecane i rekomendowane na sam początek, do momentu umiejętności samodzielnego siadania dziecka) to wiązania jednowarstwowe, czyli takie, które umożliwiają nam uzyskanie prawidłowej pozycji już najmniejszych dzieci. W praktyce wyglada to trochę inaczej, zwłaszcza przy mamach, które mają pierwsze dziecko. Aby poprawnie nosić w chuście – należy się niewątpliwie najpierw tego nauczyć. Niezastąpiona jest wizyta u doradcy noszenia dzieci, który niejednokrotnie odbywa rownież wizyty domowe aby ułatwić mamom, które są świeżo po porodzie, kwestie logistyczne i nie tylko.

Dla mnie dwie godziny z doradcą były cenniejsze niż kilka dni samodzielnej nauki, niemniej niektórym ciężko jest się odnaleźć wśród rodzajów chust! Wiązana, kółkowa, elastyczna – ciężko się w tym połapać. Co jest najbezpieczniejsze dla dziecka i wygodne dla matki?

Justyna Boruń Skulska: Podstawowa i najlepsza jest niewątpliwie chusta tkana, długa. Umożliwia nam ona uzyskanie bezsprzecznie prawidłowej pozycji dziecka w chuście, do której zalicza się między innymi PZO (pozycja zgięciowo-odwiedzeniowa), zaokrąglone plecki oraz odciążony kręgosłup. Nie luzuje się, nie rozciąga, jak np. wymieniona tu chusta elastyczna. Przy prawidłowym wiązaniu i dociągnięciu – nie ma konieczności poprawiania jej, poprawiania dziecka, czy dźwigania ciężaru – chusta tkana idealnie rozkłada ciężar na ciele mamy, nie obciążając jej kręgosłupa. Nie można tego niestety powiedzieć o chuście elastycznej, której osobiście nie polecam. Chusta kółkowa to świetne uzupełnienie ekwipunku mamy. Do noszenia na co dzień – niekoniecznie – to wiązanie asymetryczne, a wiec niekoniecznie zdrowe dla kręgosłupa mamy, a i wymagające zmian stron jeśli chcemy dbać o kręgosłup dziecka, które w tym wiązaniu układa się zależnie od boku, na którym nosimy. Do wyskoczenia do sklepu – w sam raz!

Da się zauważyć obecnie sporo krytyki dot. nosidełek i noworodków oraz niemowlaków nie siedzących. Czy lepsze jest dobrze zapięte nosidło (nie wisiadło) czy niedokładnie zawiązana chusta?

Justyna Boruń Skulska: Pytanie mogłoby się wydawać podchwytliwe, nie jest takim jednak w zupełności. Odpowiedz jest jedna, prosta i konkretna. Przy braku pewności co do użytkowania jakiegokolwiek specjalistycznego sprzętu – nie używamy go. Dobrze zapięte nosidło przy noworodku może wyrządzić tyle samo szkody, co źle zawiązana chusta. Naszym celem jest nie zawiązanie finalnego supła czy klamry a uzyskanie prawidłowej pozycji dziecka. Uzyskanie jej w nosidle (do momentu samodzielnego siadania) jest niemożliwe: głowa obciąża kręgosłup, nie ma możliwości perfekcyjnego dociągnięcia ze względu na sprzączki i różne budowy ciała noszących. Chustę dociągnąć możemy idealnie do swojej postury, jednakowoż źle zawiązana to też nie jest rozwiązanie – możliwość transportowania dziecka w chuście jest rewelacyjna, ale jest ona na drugim planie. Pierwszy plan to bliskość i prawidłowa pielęgnacja – a więc i noszenie dziecka, zgodne z jego rozwojem i fizjologia.

Taką pewność chyba najlepiej zdobywa się poprzez konsultację z doradcą. Czy każdy potrzebuje doradcy chustowego?

Justyna Boruń Skulska: Aby mieć 100% pewności – każdy.



Osobiście, póki co opanowałam w miarę dobrze kieszonkę, ale zaprzyjaźniłam się ze swoją doradczynią, która wkrótce pomoże mi nauczyć się kolejnego wiązania. Bardzo ciekawi mnie kangur (wydaje się być prosty, gdy potrafię zamotać kieszonkę), a gdy mój syncio będzie samodzielnie siedział chciałabym spróbować z noszeniem na plecach. Bardzo żałuję, że nie umiałam wiązać chust gdy moja kruszyna była jeszcze noworodkiem, co zdecydowanie ułatwiłoby mi funkcjonowanie i odnajdywanie się w nowej roli. Wiecie, że chusty mogą pomóc w zapobieganiu depresji poporodowej? Wszystko dzięki tej bliskości, poczuciu, że od teraz jesteśmy dla siebie razem – już zawsze na zawsze, a przynajmniej na bardzo długo :) Chustonoszenie może być także dla nas codziennym treningiem. Po ostatnim spacerku poczułam w udach mięśnie, które do tej pory nie były mi znane!


A skoro jesteśmy już przy spacerach. Na jednym z ostatnich dłuższych wypadów z dziewczynami do centrum miasta, spotkałam się z fantastyczną fotografką Nelą Dymopulos-Kusto. Obok zdjęć Jej autorstwa nie da się przejść obojętnie. Biegałyśmy po Warszawie, piłyśmy kawę, karmiłyśmy dzieci i cykałyśmy zdjęcia. Wszystko stworzone (mimo wcześniejszych planów) na tzw. spontanie, bez ustawiania się i szukania najlepszej pozycji. Po to aby uchwycić tempo życia matki… bo kobieta, matka… jest jak pszczoła :) Neli jak zawsze udało się to zatrzymać.

fot: Nela Dymopulos-Kusto

Drogie mamy i przyszłe mamy! Mam nadzieję, że udało mi się zainteresować Was tematem chustonoszenia, bo to cudowna sprawa! Czerpmy z macierzyństwa garściami i nośmy swoje maluszki tuż przy sercu.

63 Comments

  1. Ola

    9 października 2017 17:03, Odpowiedz

    Byłam zainteresowana tematem chust, szczególnie u tych najmniejszych dzieci, ciesze się i dziękuję, że zebrałaś i przedstawiłaś te wszystkie cenne informacje. Możliwość bliskości i wykonywania wszystkich codziennych prac brzmi jak plan idealny;). Piękne zdjęcia:)

  2. Monika

    9 października 2017 17:05, Odpowiedz

    Karolino ! To wspaniałe, że poruszyłaś ten temat. Póki co jeszcze mamą nie jestem, ale byłam bardzo ciekawa tego chustonoszenia :):) teraz przynajmniej wiem, że będę musiała się zainteresować tym zanim dzidziuś się urodzi, tak aby móc bez stresu nosić go przy serduszku zaraz jak się pojawi <3 poza tym te chusty wyglądają obłędnie !
    Pozdrawiam ! Monika :):)

  3. Kocham Koty

    9 października 2017 17:16, Odpowiedz

    Normalnie się rozpłynęłam nad zdjęciami! Kiedyś sobie je wydrukuje i oprawie ;) Wyglądasz przepięknie,a Synuś w tej czapeczce przesłodko!

  4. Kasia

    9 października 2017 17:58, Odpowiedz

    To najpiękniejszy wpis jaki pojawił się do tej pory na blogu. Najbardziej rozczuliło mnie drugie zdjęcie, to słodkie uszko króliczka i dumny, pełen miłości wzrok mamy💕 Dziękuję, że jesteś inspiracją nie tylko w kwestii mody, urody ale również w tak ważnej roli, roli mamy.

  5. Dominika

    9 października 2017 18:36, Odpowiedz

    Mój maluszek ma już miesiąc. Mamy chustę, byłam na warsztatach z doradcą odnośnie kangurka właśnie, ale nie wychodzi nam to jeszcze najlepiej, plus udaje mi się syna zawiązać porzadnie tylko jak śpi, ponieważ gdy jest obudzony wierci się tak bardzo, że nie umiem utrzymać go w prawidłowej pozycji ;( Mam nadzieję, że się jeszcze nauczymy bo bardzo chciałabym go nosić w chuście.
    Dziękuję Ci za ten wpis, bo motywuje do dalszej nauki i niepoddawania się :))

  6. Martyna

    9 października 2017 19:53, Odpowiedz

    Mój półroczny synek niestety nie zaakceptował chusty nad czym bardzo ubolewam :( a już trzeci miesiąc próbuję go przekonać

      • Martyna

        12 października 2017 08:51, Odpowiedz

        Tak, miałam spotkanie z doradcą bo syn w ogóle nie dał się zamotać, cały czas był płacz. W chuście marudzi, wygina się. Pewnie moje dziecko należy do tej grupy które nie lubią chustowania. Zakupiłam Tulę, w niej zachowuje się zupełnie inaczej.

  7. Endi

    10 października 2017 10:27, Odpowiedz

    kłamiesz. Nie spodziewałam sie tego po Tobie, że potrafisz tak obrzydliwie kłamać! Nie potrafisz złościć sie na dziecko gdy płacze cały dzien? Bo słyszał bicie serca, którego i tak nikt nie pamieta w pozniejszych latach? Serio? Czemu opowiadasz takie bzdety dziewczynom które tez maja male dzieci i czytajac to pomysla ze z nimi jest cos nie tak, bo jak dziecie placze to maja dosc i sie denerwują i zloszczą? Czemu lukrujesz macierzyństwo, nie przyznajesz sie do tego ze czasem nie masz jak sie wykąpać albo zjesc? A moze jeszczetego nie doswiadczylas bo jestes malodoswiadczona mama? bo dziecko ma kilka miesiecy i mam nadzieje ze pokarze ci dopiero w ciagu najblizszych lat jak macierzynstwo i slodki bobasek potrafi przeczołgac . Ale ty i tak powiesz ze to cudowne, bo taka jestes-zakłamana!

      • karolinabaszak

        10 października 2017 13:06, Odpowiedz

        Równie dobrze mogę napisać Ewo – wszystko przed Tobą, wystarczy zmienić nastawienie i samemu stworzyć sobie „swój świat” zamiast wiecznie narzekać.

  8. onna

    10 października 2017 12:26, Odpowiedz

    O tak Myśle ze ęndi ma sporo racji w tym co pisze. Lukrujesz macierzyństwo az do zmulenia A prawda jest taka ze kolorowo sie robi jak dziecko spi. Nie zakłamuj rzeczywistosci dziewczynom ktore naogladaja sie twojego bloga i filmikow i myśła ze to takie łatwe i przyjemne. Lepiej aby odrazu zdały sobie sprawe z tego ze jest ciezko i to niekończaća sie orka. Lepiej aby wiedzialy co je czeka i wiedziały o tym niz pozniej zbiły sie z rzeczywistościa. Bo pozniej taka Pani X urodzi swoje dziecko ktore bedzie miec kolki, alergie, bedzie budzic sie co 20 minut ulewac, obsrywać i pomyśli sobie a miało być tak kolorowo tak mi ukazywała to Karolina moja idolka. Czyżby kłamała? Ale moze faktycznie jeszcze nie wiesz jak to jest bo twoj syn ma zaledwie pol roku. Poczekaj zacznie chodzic byc bardziej rezolutne wchodzic wszedzie tak gdzie nie trzeba i zobaczymy czy wieczorem usiadzisz po calym dniu gonitwy za nim z rozczochranymi włosami, nieumalowana z balaganem w mieszkaniu i nadal powiesz ze jest tak cukierkowo. I prosze cie nie pisz tak jabys juz przezyła 80lat i masz takie doswiadczenie taka mądrosć życiową ze wszystko wiesz – bo jeszcze nic nie wiesz o zyciu i pewnie w duzej mierze nie doswiaczysz z czyms co inni musza borykac sie każdego dnia.

    • karolinabaszak

      10 października 2017 13:04, Odpowiedz

      To załóż swojego bloga i pisz o trudach macierzyństwa, a mnie pozwól pisać to co uważam i opisywać to co czuję. To, że ktokolwiek z Was uważa, że kłamię świadczy jedynie o Was, nie o mnie :) Najlepiej jakby w życiu było wszystko łatwe, proste i przyjemne, prawda? A gdy miałoby się ochotę potrzymać uroczego, pachnącego oliwką bobaska to by się go wyjmowało z łóżeczka, gdzie grzecznie śpi całymi dniami, a gdy mu się uleje to wytrze się sam chusteczką. Zastanów się ;)

      • olatkoo

        12 października 2017 22:14, Odpowiedz

        onna, a zajrzyj no sobie na Facebooka choćby, czy Twoje koleżanki, które mają dzieci wklejają tam fotki i podpisują: ‚ja pierdziele, zesrało mi się dzisiaj czwarty raz’ / ‚godzine wisialo na cycu’ / ‚zarzygalo mi nowa bluzke’ / ‚znowu sie nie wyspalam’. No co? pisząą tak? czy może: ‚kocham’ / ‚moje najwieksze szczescie’ / ‚moje najpiekniejsze dziecko’ itp. Oczywistym jest, że Karolina nie napisze tutaj o złych rzeczach, bo uwaga może Cię zaskoczę – nie to chcemy widzieć w życiu. Człowiek uwielbia się dzielić szczęśliwymi chwilami i nie rozumiem dlaczego Karolina miałaby tu wywlekać swoje problemy dnia codziennego, nie od tego są blogi.

        A potem zajrzyj do słownika, bo masz pewne poTRZEby.

  9. onna

    10 października 2017 13:22, Odpowiedz

    No i widzisz nie czytasz nawet ze zrozumieniem bo nigdzie nie napisałam o tak cudownym dziecku. Napisałam prawde ktora Ty koloryzujesz. Moze masz tak cudowne dziecko a na podszeby bloga bardziej to podkolorujesz. Ale moge się założyc ze matki ktore to czytaja w wiekszym lub mniejszym stopniu przecieraja oczy ze zdumienia tej bajki jaka Ty nam tu serwujesz. A bloga nie założe gdyż byłby to bardzo kontrowersyjny blog bo w przeciwieństwie do Ciebie ja nie mowie ze coś jest białe kiedy jest czarne. Ale myśle ze jesli ktos bedzie chciał sie przenieść w baśniowy swiat bez wad i trosk to smialo moze wpadac na twoj blog. Pozdrawiam:)

    • karolinabaszak

      10 października 2017 13:42, Odpowiedz

      Widzisz, większość dzieci to także te same „problemy”. Mojemu też się ulewa. Czasem przebieram się kilka razy. Dziś spałam np. tylko 2 godziny w nocy, bo ma katar od ząbkowania i ciężko mu się oddycha. O 4 nad ranem zrezygnowana szukałam w internecie elektrycznego aspiratora do nosa i robiłam zakupy ;) Nie przeszkadza mi to jednak w cieszeniu się każdą spędzoną z nim chwilą :) Zamiast próbować mi coś wmawiać, po prostu zaakceptuj to, że niektóre matki czują inaczej. Jeśli nie znasz takich – poczytaj komentarze pod wpisem o straszeniu macierzyństwem, a później daj znać, czy dalej chcesz się o coś zakładać. Nie zastanawiałaś się kiedyś na tym, że gdybyś wolny czas poświęciła na przyjemności, a nie na wylewanie pretensji np. na moim blogu byłabyś szczęśliwsza? Spróbuj stworzyć swój baśniowy świat :)

    • Kasia Chudzik

      11 października 2017 00:20, Odpowiedz

      Ja pierniczę, czytam to i już mnie złość bierze!! Po pierwsze, matki, czy przyszłe matki nie są głupie, ja od dziecka słyszę, że macierzyństwo nie jest łatwe i zdarzają się chwile, gdzie ma się po prostu dość, owszem. Ale po jaką cholerę jako przyszła mama mam myśleć tak negatywnie o byciu mamą już od samego początku (bać się tego wręcz), głupia nie jestem, ale ważne jest nastawienie, podejście do bycia mamą, jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. Karolina pisze nam tutaj o SWOIM nastawieniu, postawie, mam wrażenie, że jest to bardziej POKRZEPIAJĄCE inne mamy.
      Po drugie, piszecie tutaj: ooo nie będziesz miała czasu się wykąpać, zjeść, wypić kawy, zobaczysz, a od czego mamy naszych partnerów, mężów, którzy na pewno chętnie się zajmą naszą WSPÓLNĄ dzidzią przez jakieś 15 min prawda? Czytając tego typu komentarze, aż strach mieć dzieci.

  10. Beata

    10 października 2017 14:18, Odpowiedz

    Z perspektywy czasu patrząc, a mam prawie 50 lat okres macierzyństwa wspominam jako wspaniały czas w moim życiu. Przy dobrej organizacji jest czas na wszystko, na zadbanie,na ugotowanie obiadu, posprzątanie mieszkania, jest tylko podstawowy problem ” Trzeba chcieć”, trzeba chcieć to wszystko zrobić, a jeżeli się nie chce to trzeba zmienić nastawienie do życia i do siebie samej. A może wystarczy po prostu nie trwonić czasu niepotrzebnie np. na seriale i kolejne godziny spędzone przed telewizorem. Korzystajcie jak najwięcej z tego czasu, który został Wam dany, bo ten czas szybko minie,nie marnujcie go, bo stawką jest Wasze dziecko, jego dobre wychowanie, prawidłowe z nim relacje. Zróbcie wszystko byście za 20 lat nie narzekały, że macie źle wychowane dzieci, bo to Wy jako rodzice macie największy wpływ na ich wychowanie, „nie zwalajcie” tego na geny i szkołę. Myślę też, że skoro to macierzyństwo tak Was męczy to ” ktoś” popełnił ten sam błąd dużo wcześniej, nie przekazując Wam prawidłowych wzorców kobiecości, a Wy teraz ten błąd powielacie. A nie ma nic gorszego w życiu jak powielanie błędów własnych rodziców.Pozdrawiam Pani Karolino, niech Pani korzysta z tego pięknego czasu i nie pozwoli sobie wmówić, że jest z Panią coś nie tak .

    • karolinabaszak

      10 października 2017 14:21, Odpowiedz

      Pani Beato – dziękuję za głos w tej nieco dziwnej jak dla mnie dyskusji pełnej insynuacji. Chciałoby się rzec – święte słowa :) Bardzo mi miło, że tak dojrzałe i mądre kobiety do mnie zaglądają! <3

  11. Beata

    10 października 2017 14:38, Odpowiedz

    Cała przyjemność po mojej stronie. Muszę się przyznać, że to był mój pierwszy komentarz w sieci(bardzo mnie te negatywne komentarze poruszyły). Lubię tu zaglądać ponieważ utożsamiam się z wartościami o których piszesz, ponad to jestem pełna podziwu dla twojego stylu, promujesz to czemu od zawsze starałam się być wierna czyli kobiecość, jest to szczególnie istotne gdy na ulicach nie tylko w naszym kraju królują „klony” czyli tak samo ubrane młode kobiety, że o dziewczynach nie wspomnę. Brawo za odwagę, a do odważnych świat należy. Pozdrawiam

  12. Magda

    10 października 2017 15:10, Odpowiedz

    Kieszonka wcale nie jest dla noworodka, tylko dla około dwumiesięczniaka. Od noworodka jest kangur i plecak prosty – więc wcale nie trzeba czekać, aż dziecko zacznie siedzieć. Zdjęcia piękne.

  13. Malwina

    10 października 2017 17:32, Odpowiedz

    Bardzo ciężko czyta się komentarze tak sfrustrowanych mam które widzą ma pierwszym miejscu te „złe ” strony (strasznie to brzmi ) macierzyństwa. Zastanawiam się czy taki komentarz pisze osoba zmuszona do bycia mamą? Czy bardzo zazdrosne dziewczyny które nie potrafią zobaczyć pięknych rzeczy na świecie? Jestem realistka która stara się we wszystkim znaleźć dobre strony. I tak jak każda mama wie ze czasami bywa ciężko i ukryć się tego nie da, tak chyba tez każda mama wie (albo powinna wiedzieć) ze lepiej pisać i mówić o pozytywnych rzeczach a nie dodatkowo jeszcze się nakręcac i przytłaczac myśli. W dzisiejszym świecie gdzie wszem i wobec głoszone są tragedie zle nowiny trzeba „uczyć ” ludzi pozytywnego myślenia i cieszenia się z życia czasami nawet przez łzy. Karolino wspieram cie całym serduchem. Pozdrawiam Malwina-mama 3 latka który jest cudowny ( i potrafi mnie nie raz wyprowadzić z równowagi)

  14. Patrycja

    10 października 2017 19:55, Odpowiedz

    Kochana czy planujesz może wpis na temat twojej diety przy karmieniu?
    P.S. nie ukrywam, że najbardziej interesują mnie Twoje wpisy parentingowe chociaż obserwuje Cię od dłuższego czasu :)

  15. czasnaziemi.pl

    10 października 2017 22:18, Odpowiedz

    Piękne te chusty. Ja nie mogła dziecka w chuście nosić bo miał napięcia mięśniowe i pani rehabilitantka odradzała. Za to jak już synek zaczął siadać zaczęliśmy używać nosidła i jest super;-)
    Trochę jestem zaskoczona tymi negatywnymi komentarzami. Karolina napisała jak czuje. Czy ktokolwiek z obrażających jej wizję macierzyństwa „wszedł w jej buty” i wie dokładnie jak wygląda jej każda minuta z synkiem. Każde dziecko jest inne, każda mama przeżywa nieco inaczej swoje macierzyństwo. Każdy człowiek jest inny.
    Ja mam dużo zainteresowań, pasji. Uwielbiam swoją pracę. Widzę jednak, że najbardziej rozwinęło mnie macierzyństwo. I rozumiem dlaczego Karolina w nim się najbardziej rozwija. Mnie macierzyństwo nauczyło empatii, lepszej organizacji czasu. A, że dziecko płacze czy ulewa? To przecież normalne. Dla mnie pasjonujące jest patrzenie jak mały człowieczek się rozwija, jak rośnie, jak wypowiada pierwsze słówka. Czuję największą radość jak się do mnie tuli;-) Macierzyństwo to pasja!

  16. Marta

    10 października 2017 23:14, Odpowiedz

    Na ostatnich zajęciach w Szkole Rodzenia mieliśmy warsztaty z chustonoszenia. Moje maleństwo rodzi się w grudniu i oczywiście chcę je nosić w chuście :) Te, które polecasz są przepiękne. Karolino- widzę, że nie zrezygnowałaś po narodzinach synka z aktywności zawodowej, ja również planuję pogodzić jedno z drugim, tym bardziej, że pracuję głównie w domu- ciężko jest to zgrać?

    • karolinabaszak

      10 października 2017 23:32, Odpowiedz

      Najlepiej wybrać się do Sling Store, to musi być piękne miejsce :P Marzę o tym, żeby kiedyś tam wpaść i poznać dziewczyny :) Co do aktywności zawodowej – 90% czasu poświęcam dziecku i mężowi :) Moim zdaniem nie da się tego pogodzić. Trzeba wyraźnie powiedzieć sobie co jest najważniejsze aby potem nie denerwować się, że z czegoś musisz rezygnować. Ja tak mam z blogiem np. Jeśli przez 3 dni nie mogę dodać wpisu lub przez dwa tygodnie nagrać w spokoju filmu – nie przejmuję się tym. Oczywiście jeśli chcesz wszystko pogodzić – zapewne jest na to jakiś sposób, ale warto sobie tak w duchu zaznaczyć co jest na 1 miejscu.

      Ale! Tak się złożyło, że mały bardzo lubi spacerki – czy to w chuście czy wózku (będzie z Niego niezły obserwator). Gdy tylko mam ochotę mogę wyskoczyć tu i tam. Karmię piersią, więc ciepły posiłek ma zawsze pod ręką!

  17. Karolina

    11 października 2017 07:45, Odpowiedz

    Niedawno moja mama stwierdziła, że bardzo żałuje iż taki cudów nie było tych 20 lat wstecz, mogłaby wtedy robić tyle rzeczy nie musząc mnie trzymac na rękach, a podobno byłam dzieckiem nieodkładalnym ;) Kiedy sama zdecyduję się na dziecko bez wątpienia postawię na chustę – to gigantyczna wygoda, ale też piękna bliskość i jakiej pisałaś :)

  18. Malwina

    11 października 2017 21:50, Odpowiedz

    Karolino myślę że to kwestia zazdrości i niskiej samooceny, braku wiary w to co sie robi. Ludzi -a zwłaszcza kobietę „boli” to ze druga kobieta ładnie wygląda po ciąży, że umie cieszyć się macierzyństwem, że oprócz opieki nad dzieckiem potrafi zrobić wiele innych rzeczy. Dla niektórych to są rzeczy które się nie łączą. Wiec używając słowa „lukrowanie” w twoim kierunku, wybielają siebie. Malwina (www.lassosnowy.blogspot.com )

  19. Iza

    11 października 2017 22:11, Odpowiedz

    Karolina Twój Synek ma dużo szczęścia. Czyta się tyle o biednych dzieciach porzuconych i nie kochanych, że potrzeba te nasze skarby kochać jeszcze bardziej, jeszcz mocniej!
    Ile tu sfrustrowanych kobiet! Rodzice Was nie nauczyli, że jak nie masz nic miłego do powiedzenia to się nie odzywaj? Może nie nauczyli, bo byli tak sfrustrowani jak Wy i jak będą Wasze dzieci. Żal. I niech nikt mi tu nie mówi zaraz o roszczeniu sobie praw do swojej opinii i wyrażania Jej publicznie, bo NIKOGO Wasza opinia nie interesuje, bo nie jest to strona na której sobie napiszesz, że Cię coś denerwuje, bo jeśli Cię denerwuje to NIKT nie karze Ci tu zostać i to czytać.
    ŻYJCIE I DAJCIE ŻYĆ INNYM NA ICH WŁASNY SPOSÓB.

  20. Ola

    12 października 2017 18:42, Odpowiedz

    Jestem mamą trójki dzieci, czasami było cieżko, czasami nadal jest. Ale przecież na koniec dnia, kiedy widzę moje dzieci spokojnie ( a czasami nie ) układające sie do snu, to czuję taką miłość, że chciaciałoby sie powiedzieć chwilo trwaj. No i co,że wiele lat nie przesypiałam nocy, że musialam miec ostrą diete itd.Jakie to ma teraz znaczenie,skoro mam najwiekszy skarb. Kobiety, macierzyństwa nie trzeba lukrować, ono jest slodko-gorzkie. Nie miejcie pretensji, że ktoś pisze ciepło o swoich doswiadczeniach. Te trudne chwile każdy przecież ma. Ja lubię takie obrazy macierzyństwa,bo dzięki nim świat jest piękniejszy. Dramatow mamy na co dzień aż nadto. Pozdrawiam.

  21. Ola

    12 października 2017 21:30, Odpowiedz

    Wiesz, ja nawet nie zwróciłam uwagi na tekst… „Wchłonęły” mnie zdjęcia. Są przepiękne! Majstersztyk!
    Nie uważam żebyś „kłamała”. Nie raz w filmach na YouTube mówiłaś jak jesteś zmęczona, ile czasu spałaś, ile zajmuje nagranie kilku minutek filmu, a my wciąż chciałybyśmy więcej. Gdzie tu lukrowanie tylko dobrych stron?
    Ja widzę obiektywizm.

  22. agama

    13 października 2017 10:44, Odpowiedz

    Przepiękne zdjęcia Karolino! Zwłaszcza to drugie-masz ta nim taki trochę groźny wzrok, takiej „mamy lwicy”, która za nic nie pozwoli skrzywdzić swojego kochanego Króliczka (to uszko jest przeurocze i takie wymowne..). Wpis też ciekawy, chociaż temat nie jest mi zbyt bliski, bo mój Syn nie był noszony w chuście, chyba częściowo dlatego, że szybko zniechęciłam się przy nieudanych próbach wiązania jej, a po drugie, myślę, że za bardzo nie leżałoby to w jego charakterze – jest i był od początku baaardzo ruchliwym dzieckiem, ciekawym świata, ponad wszystko ceniącym sobie „wolność i swobodę”;) więc chyba nie dałby się tak długo nosić taki okutany:)

    A co do tych negatywnych, ostrych komentarzy, że „kłamiesz”, „lukrujesz” etc.. Myślę, że wiele osób myli tu dwa pojęcia.. Bo to nie jest przecież tak, że nigdy nie jesteś zmęczona, niewyspana, etc. i że zaprzeczasz temu, że bycie mamą to wysiłek i trud. Każda miłość, nie tylko macierzyńska, ale i np. małżeńska, to poświęcenie, wysiłek, trud, ciężka praca, itd. nie tylko przyjemności..Dlatego każda miłość, gdy oddajemy się jej całym sercem – męczy! Męczy fizycznie – gdy np. nie śpimy przez wiele nocy i męczy psychicznie – gdy np. czujemy się bezradne, bo nasze dziecko płacze cały dzień i nic nie możemy na to poradzić. To są fakty, zupełnie obiektywne i temu wszystkiemu nikt nie zaprzecza. Kluczowe natomiast jest jak do tego podejdziemy, na czym będziemy się skupiać, o czym mówić, pisać i czym dzielić się tym z innymi..

  23. Agnieszka

    13 października 2017 13:13, Odpowiedz

    Karolino,
    odchodząc od chust.. potwierdzam to co napisałaś o bliskości.. nigdy za wiele przytulania. Jestem mamą 5tygodniowego chłopca i mam te same problemy co każda mama- kolki, bezsenne noce etc. Ale cieszę się każdą chwilą z Maluszkiem. Doskonale rozumiem co chciałaś przekazać.. nasze dzieci nie będą drugi raz takie malutkie, trzeba zatrzymać ten moment w pamięci. Urodziłam Synka przez cesarskie cięcie.. tak bardzo żałuję straconych godzin po porodzie kiedy leżałam na sali pooperacyjnej, a mój Maluszek na sali noworodków sam wystraszony, bez mamy. Czasu nie cofnę, nie miałam na to wpływu.. ale mogę teraz wykorzystać każdą chwilę na bycie razem.
    Pozdrawiam!

    • karolinabaszak

      13 października 2017 13:51, Odpowiedz

      Agnieszko, bardzo Ci współczuje i trochę Cię rozumiem. Nawet przy porodach sn zdarzają się podobne sytuacje… Mam nadzieję, że niczym się nie obwiniasz :) Ściskam mocno!

  24. Iga

    22 października 2017 11:43, Odpowiedz

    Niewiarygodne wprost są dla mnie te wszystkie zarzuty o kłamstwo i lukrowanie macierzyństwa, i nie mogę przestać myśleć, co mają w głowie kobiety, które na pierwszym planie stawiają te mroczne strony macierzyństwa, a co gorsza, jak wobec tego traktują swoje dzieci, które im przysporzyły w życiu tyle zgryzot? Dramat. Jestem mamą dwulatka w fazie buntu, w dodatku w ósmym miesiącu ciąży z kolejnym maleństwem. Czy bywam zmęczona, niewyspana, bezradna? Oczywiście. Czy to odbiera mi radość z bycia mamą? Oczywiście, że nie. Brak snu, brak czasu i niemożność wystrojenia się w szpilki i wyskoczenia na imprezę to dla mnie nieistotny margines macierzyństwa. Czasem, oczywiście, myślę z pewną tęsknotą o dniach, gdy byłam panią swojego życia, odpowiedzialną wyłącznie za siebie. Ale kiedy mój synek chwyta mnie oburącz za twarz i składa na niej najsłodsze, mokre buziaki, kiedy mówi mi: „Masiusiu, nie idź”, bo bycie ze mną to jego najważniejsze pragnienie i potrzeba, to… jak mogę żałować, że te czasy minęły? Kiedyś wrócą – gdy moje dzieci będą samodzielne i niezależne – a ja zatęsknię za tymi chwilami, kiedy mój synek wyciera w moją nową koszulę swoją umorusaną buzię, bo właśnie teraz koniecznie musiał się przytulić. Czy nie lepiej cieszyć się tymi chwilami już dziś…?

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published