Dzień Matki – Co dało mi bycie mamą?

Zanim zaszłam w ciążę moje życie było pełne wyzwań. Choć sama nigdy nie patrzyłam na siebie jak na wiecznie „niespełnioną karierowiczkę”, czułam, że robię naprawdę dużo. Prowadzenie bloga i kanału potrafi w końcu zajmować całe dnie, a gdy chcemy się temu poświęcić bywa, że i na wakacje wyjeżdżamy w celu stworzenia kolejnej „relacji” z wyjazdu. To pochłania mnóstwo czasu. Wydanie płyty pod własnym wydawnictwem również nie należało do najprostszych zadań, a jej promocja bez wsparcia wytwórni okazała się sporym wyzwaniem. Podobnie było, a w sumie i nadal jest z prowadzeniem firmy czy własnej marki odzieżowej. Z resztą to nie ma znaczenia jakim przedsiębiorstwem zdecydowałabym się zajmować. Każdy logicznie myślący człowiek wie, że życie przedsiębiorcy nie jest usłane różami, zwłaszcza w czasach, gdy tak wiele mówi się o prawach i przywilejach pracowników, a kompletnie nic nie mówi się o tych, którzy tworzą i zapewniają miejsca pracy. O stresie, ryzyku jakie podejmują, czy utrudnieniach jakie czekają praktycznie na każdym kroku. Całe szczęście, że nie byłam z tym wszystkim sama, bo w pojedynkę to niejeden zdążył już pewnie oszaleć. Do tego wszystkiego dochodziła codzienna walka z hejtem, który jakoś w tamtym momencie nabrał dziwnego wymiaru i tempa. Pamiętajcie też, że to co opisuję na blogu to tylko procent mojego życia. Nie wspominam tu o problemach osobistych, rodzinnych czy innych mocno prywatnych zdarzeniach.

W ciąży, już od pierwszych miesięcy mocno się wycofałam. Tak jakbym gdzieś w środku czuła, że muszę chronić siebie i maleństwo przed całym światem. Mówi się, że ciąża to nie choroba, ale osobiście nie znoszę tego stwierdzenia. Te 9 miesięcy to wyjątkowy stan, pełen różnych sytuacji, w których kobieta potrzebuje ochrony i szczególnej uwagi w codziennym życiu. Mimo to, w dalszym ciągu bardzo dużo pracowałam. Nagrywałam nawet vlogi przez cały grudzień, które zdarzało mi się montować do 3:00 w nocy. Przykro było wówczas czytać komentarze innych, że w tym roku vlogi to jakieś nudne są, nie mają tego „czegoś”, tej magii świąt, podczas kiedy ja czułam, że to najbardziej wyjątkowy okres w moim życiu. Pierwszy taki i ostatni za razem, bo pierwszą ciążę przeżywa się tylko raz. Taki już los youtubera. Widzowie myślą, że pokazujesz im całe swoje życie, podczas kiedy, bądź co bądź, to tylko kreacja, nawet przy całej swojej spontaniczności jaką rządzą się vlogi.

Gdy zbliżał się dzień porodu czułam, że już naprawdę jestem tylko ja i moja rodzina. Mocno wycofałam się nie tylko z mojej działalności w internecie, ale też z codziennego ciśnienia na to, żeby wiecznie za czymś gonić i robić coś nowego. Nie wiedziałam wtedy, że narodziny synka okażą się być trochę narodzinami nowej mnie. Wierzcie mi, zdaję sobie sprawę jak to brzmi, ale jest w tym zdaniu sto procent prawdy. Urodził się nareszcie, wyczekiwany, malutki, jak z foremki idealny mały chłopczyk, który tamtego popołudnia pokazał mi życie w zupełnie innym świetle. Mały krecik. Nigdy wcześniej nie przeżyłam takiego strachu o drugą osobę, nie doświadczyłam tylu skrajnych emocji w jednej chwili. Ten ból, radość, nadzieja, obawy, miłość, bezwarunkowa chęć oddania mu wszystkiego co mam, sprawiła, że tamtego dnia zmieniłam się na zawsze. Dużo mówi się o bólu porodowym, ale stanowczo zbyt mało mówi się o tym, że w ciągu tych kilku, kilkunastu godzin coś się w kobiecie zmienia i jest to niewyobrażalnie cudowna, życiowa wręcz zmiana.

Bycie mamą od samego początku zmieniało mnie w środku, po to, żebym od dnia porodu mogła już na zawsze stać się kimś innym. Oprócz pięknego daru w postaci tego małego chłopczyka, dostałam też ten wyjątkowy rodzaj matczynej dojrzałości, który kiełkuje, rozwija się z każdym nowym dniem. Bycie mamą dało mi poczucie, że naprawdę nie muszę nikomu nic udowadniać. Dało mi cierpliwość, beztroskę, takie wewnętrzne samouspokojenie. Dało mi też nieocenioną chęć rezygnacji, co na pierwszy rzut oka może wydać się średnią frajdą, ale jednak. Ta chęć rezygnacji z rzeczy, których być może nie potrafię, do których nie jestem najwyraźniej stworzona, paradoksalnie nie wywołała we mnie frustracji, a dała poczucie wolności. Zatem mogę śmiało rzec, że bycie mamą uwolniło mnie. Uwolniło mnie na dobre od nacisków na to kim i jaka powinnam być.

Piszę to dzisiaj dlatego, że żyjemy w czasach pięknych zdjęć i uroczych do granic profilów na Instagramie. Vlogów z pięknie rozmytym tłem i lekko przygaszonymi kolorami. Czytamy ślicznie zaaranżowane blogi, oglądamy filmy autorstwa kobiet, które mają na wszystko czas, są świetnymi matkami, idealnymi żonami, mającymi codziennie czas na poranny makijaż i nową, świeżo przygotowaną „stylizację”. Co ciekawe, samej zdarza mi się czytać takie opinie o mnie samej! Wtedy uśmiecham się do siebie pod nosem i myślę „oj Kochana! Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz!”. Nie chcę żebyście tak czuły, bo to po prostu nie jest prawda. Jestem słaba, bardzo często mam bałagan, nie ogarniam prania i zmywarki, a w biznesie lwią część pracy wykonuje mój mąż. Choć na pierwszy rzut oka wygląda to tak jakby był gdzieś tam w tle. Jak widzicie w mojej internetowej działalności także brak regularności i jakiekolwiek dyscypliny. Bycie mamą dało mi siłę do przyznawania tego nie tylko na forum, ale przede wszystkim przed samą sobą. Już sama opieka nad całą rodziną i domem jest pracą na pełen etat. Nie da się znaleźć czasu na wszystko i go nie szukajcie.. bo gdy w życiu mamy tyle zadań i wyzwań, zawsze coś zrobimy niedokładnie i właśnie w takich czasach żyjemy. W czasach niedokładności, szybkich spacerów i na jednej nodze przygotowywanych posiłków. To my – współczesne mamy, którym ktoś po drodze odebrał czas dla rodziny. Czasem same nie potrafimy zrozumieć tego i nazwać kto, a przez to obwiniamy siebie same okładając się po twarzy bezsensownymi argumentami. 

Pewności siebie i optymizmu jakoś nigdy mi nie brakowało. Wiem, że mogłabym śpiewać, grać koncerty, wydawać sama kolejne płyty, być wielką panią bizneswoman jednocześnie i jeszcze to wszystko z wielką pompą uwieczniać we vlogach… Tylko, że ja najzwyczajniej w świecie tego nie chcę. Bo czas, który musiałabym na to przeznaczyć minie bezpowrotnie, podczas kiedy mój kochany synek stawia swoje pierwsze kroki, a maleńka 30 cm dziewczynka w moim brzuchu pokazuje mi czym naprawdę jest silne kopnięcie prosto w mięśnie gładkie.  Dużo bardziej realizuję się jako żona i matka i nigdy wcześniej nie byłam bardziej szczęśliwa. Nie dam sobie wmówić, że coś mi umyka, że mogłabym korzystać z młodości, bo dla mnie właśnie to, co przeżywam na co dzień jest najpiękniejsze.

64 Comments

  1. Madeline

    26 maja 2018 10:26, Odpowiedz

    Ten wpis jest piękny. Poprostu jest piękny. Twoja odwaga i szczerość są godne podziwu i naśladowania. Dzięki, że jesteś Karolino i że przywracasz Macierzyństwu koronę, którą współczesny świat chce mu strącić z głowy.

    • Martyna

      2 czerwca 2018 13:34, Odpowiedz

      Ach! Twój komentarz tak precyzyjnie opisuje moje myśli, że zamiast próbować sklecić coś samej, po prostu podpiszę się pod Twoimi słowami 😊
      Dziękujemy Ci, Karolino 💗

  2. Marika

    26 maja 2018 11:16, Odpowiedz

    Karolina brak mi słów…poplakałam się…to takie szczere i prawdziwe co napisałaś…ja jestem mamą 15 miesięcznej dziewczynki…i boję się ponownie zajść w ciążę…a Ty tak to pięknie przyjmujesz..to jaki Bóg ma plan …ja jestem bardzo wierząca a nie umiem zaufać…może dlatego że mam nerwicę lękową i to wiąże się z odstawieniem leków a wtedy jest ze mną kiepsko…a przecież miałabym to opieki jedno małe dziecko i drugie niemowlę…mąż w pracy a ja sama ( bo mieszkam w innym mieście niż rodzina) …aj po bo ja to wszystko piszę…po prostu życzę Ci wszystkiego dobrego:* z Bogiem Karolinko!

    • karolinabaszak

      26 maja 2018 13:15, Odpowiedz

      Mariko, dużo siły Ci życzę w tym pięknym dniu :) Każda z nas ma jakieś swoje własne obawy, nie daj im się zdominować!

    • ANIA

      27 maja 2018 21:44, Odpowiedz

      Marika mam 36 lat i też mam nerwicę lękową i to właśnie dlatego boję się zajść w ciążę :/

  3. Magdalena

    26 maja 2018 11:20, Odpowiedz

    Bardzo motywujący wpis, wspaniale sie czyta to co piszesz czy pokazujesz w filmach. To tylko skrawek Twojego życia tego bardziej idealnego jakby się mogło wydawać ale dobrze że uświadamiasz, że jest inaczej, że też masz normalne życie jak każdy bo wiele osób tego niestety nie rozumie i nie odróżnia. Pozdrawiam

  4. Ewelina

    26 maja 2018 11:43, Odpowiedz

    Piękny wpis, cudownie jest to, że jako młoda kobieta możesz pozwolić sobie na to aby być mamą w pełni tego słowa znaczeniu, ja znam wiele młodych dziewczyn, które chcą być mamami ale nie spotkały odpowiedniego mężczyzny lub po prostu muszą najpierw pracować bo nie stać jej ani partnera na stworzenie rodziny w młodym wieku.

    • karolinabaszak

      26 maja 2018 13:14, Odpowiedz

      Ewelino, niestety nie mogę sobie na to pozwolić. Wydawało mi się, że to wybrzmiało we wpisie, ale jeśli nie – spokojnie, szykuję kolejny :P

  5. Monika Kudryk

    26 maja 2018 11:58, Odpowiedz

    Pięknie to opisałaś. Ja także dużo bardziej realizuję się jako żona i matka, choć czasem spotykam ludzi, którzy nie rozumieją mojego wyboru. Ale już się tym nie przejmuję, bo wiem, że robię to w zgodzie ze sobą, ze swoim sercem. Szczęśliwego rozwiązania :)

  6. Karolina

    26 maja 2018 12:07, Odpowiedz

    Ten wpis jest taki piękny i taki prawdziwy! ♥ Czytając twoje słowa ogarnia mnie pewnego rodzaju spokój, uśmiecham się pod nosem, bo wiem ze jesteś szczęśliwa a ja cieszę się twoim szczęściem bo przez kilka lat bardzo zzylam się z twoim stylem pisania i można powiedzieć że nawet z Tobą, z tym co masz nam do przekazania :) Sama nie jestem jeszcze mama ale głęboko wierzę w to, że kiedyś tak się stanie :) I mam nadzieję że nigdy nie zabraknie mi odwagi na to zeby robić to co uważam za słuszne, a nie to co wypada, trzeba i co jest nam ciągle narzucane..
    Pozdrawiam cię serdecznie,
    Karolina

  7. Daria

    26 maja 2018 12:22, Odpowiedz

    Chcąc niechcąc, trafiam na znane blogerki, cieszące się z referedum w Irlandii, albo na dziewczyny które myślą że goniąc króliczka kiedyś go złapią i zasmucam się tym tylko coraz bardziej bo sama kiedyś dałam się tak bardzo oszukać, otumanić hasłami że wolność jest wtedy jak nic nie stoi nam na przeszkodzie w realizacji wielkich rzeczy. Ale czym są te wielkie rzeczy w porównaniu z miłością rodziny, wyczekiwaniem dziecka. Paradoksalnie oddając siebie innym dopiero jest się naprawdę wolnym :). Twój głos jest kojącym balsamem, cieszę się że mówisz prawdę i że można Cię spotkać w internecie, nawet jeśli nie regularnie ;)

  8. Magdalena

    26 maja 2018 12:37, Odpowiedz

    Karolino!fajnie,ze zachowujesz zdrowy rozsądek w całym tym instagramowym szalenstwie.
    Podążaj swoją drogą! to najlepsze co mozemy obecnie robić
    Gratuluje cudowych dzieci.wspaniale,ze w brzuszku bryka ci córeczka;)
    Najlepszego!

  9. Marta

    26 maja 2018 13:30, Odpowiedz

    Karolina, brak słów… To jest piękne… Jesteś niesamowitą osobą. To wspaniałe, że dajesz nam – młodym kobietom – świadectwo tego jak szczęśliwym można być, żyjąc zgodnie z własnymi przekonaniami. Twój światopogląd jest mi tak bliski, że aż sama czasem nie dowierzam, że Twoje słowa są takie, jakbyś wyjęła mi je z ust. Marzę o tym, żeby niedługo zostać żona i mamą, i będę czerpać garściami z Twoich rad i podejścia do życia.
    Ściskam Cię mocno i dziękuję, że mimo zapracowania i mnóstwa spraw ciągle jesteś i tworzysz swój pełen ciepła kącik w Internecie. Robisz Dobro, nie przestawaj! <3

  10. MONIKA

    26 maja 2018 13:44, Odpowiedz

    Jak to miło usłyszeć, że nie tylko ja nie ogarniam czasem obiadów, zmywania a kosz na brudne rzeczy czasem mnie przytłacza. A tak na poważnie, piękny, mądry, dojrzały wpis. Też coraz bardziej wkurza mnie to, że życie kreowane na instagramie czy innych portalach to przecież nie ŻYCIE. Bo która z nas budzi się codziennie z bukietem kwiatów w ręku trzymając najnowszego Voguea albo z rzęsami do nieba? Prędzej często my mamy, jesteśmy niewyspane i czasem wieczorem marzymy już tylko o długiej relaksującej kąpieli… Tak proste a tak prawdziwe :)

    Dużo miłości i piękna dla każdej mamy :*

  11. Kocham Koty

    26 maja 2018 14:33, Odpowiedz

    No to chłopaki będą szaleć jak mała będzie taka jak Ty! ;)
    Ja osobiście bardzo tęsknie za Twoimi filmami,ale wiem,że są też ważniejsze sprawy i to rozumiem.Wiadomo,że Twój synek uczy się świata,a Ty nie chcesz przegapić pewnych momentów.I to jest piękne.Żyj według siebie i bądźcie szczęśliwi.Pamiętaj tylko o dobrych komentarzach,a hejty…olej ;)
    Pozdrawiam cieplutko! Izabela

    • karolinabaszak

      26 maja 2018 17:54, Odpowiedz

      :D <3 oby tylko mądrzy i honorowi :) Filmy będą i wpisy też, ale jeszcze chwilkę mi zajmie dojście do większej regularności :)

  12. Kasia

    26 maja 2018 15:13, Odpowiedz

    Czytam ten wpis, podczas gdy w moim brzuchu intensywnie rusza się ośmiomiesięczny maluch ;) Wzrusza mnie każde jego kopnięcie i tak bardzo nie mogę się doczekać, aż przyjdzie na świat, choć niestety nie jestem wolna od obaw. Pani wpis niesamowicie mnie pokrzepił, jest piękny, mądry i wzruszający. Dodający sił, chęci i zapału do bycia mamą, motywujący. Mam nadzieję, że temat macierzyństwa pojawi się jeszcze na blogu :) Nieczęsto słyszy się, by ktoś tak pięknie mówił o macierzyństwie, a przecież bycie żoną i mamą to niezwykłe role!
    Mam nadzieję, że pomimo wielu obowiązków nie zniknie Pani z internetu, bo jest Pani inspiracją :) Serdecznie gratuluję drugiej ciąży i życzę wszystkiego co najlepsze, oby szczęście i spełnienie Pani nie opuszczało!

  13. Sylwia

    26 maja 2018 16:32, Odpowiedz

    Aż brak słów! W tym wpisie ukazana została prawdziwa istota i piękno macierzyństwa :)
    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo zdrówka <3

  14. Karolina

    26 maja 2018 20:26, Odpowiedz

    Ja też dziękuję za ten wpis. Czekam wlasnie na drugie Maleństwo (też będziemy mieć parkę ale w odwrotnym układzie niż Wy :-) ) i strasznie się boję. Czuję się bardzo niedoskonałą mamą i nie mam pojęcia jak ogarnę podwójny chaos rok po roku. Ale Twoje wpisy bardzo pokrzepiają za każdym razem, jak to dobrze że jest nas więcej :-) dużo dużo zdrowia i sił, córeczki są cudowne a ja niedługo przekonam się jacy są synkowie :-) :-)

  15. Ewelina

    26 maja 2018 21:16, Odpowiedz

    Tak bardzo dziękuję za ten wpis. Jest on taki prawdziwy, a zarazem piękny. Myślę, że każda współczesna matka powinna go przeczytać, przestać gonić za ideałem samej siebie i zacząć cieszyć sie każda chwila macierzyństwa, które bywa trudne, ale jakże piekne

  16. Joanna

    26 maja 2018 21:48, Odpowiedz

    Widziałam już wiele porodów, miałam zaszczyt obserwować kobiety w tym najważniejszym czasie, ich reakcję na położenie malucha na brzuchu, relację z partnerem, radzenie sobie z bólem porodowym … Zajęłam się Położnictwem, bo wymyśliłam sobie kiedyś, że chciałabym przeprowadzać Kobiety na tę drugą stronę życia, tę bardziej świadomą, bogatszą o dar macierzyństwa. Mimo, iż na mój własny poród jeszcze trochę zaczekam, intuicyjnie czuję, że macierzyństwo to najpiękniejsze powołanie, jakim można podążać.
    Karolino, właśnie dlatego rozkleiłam się totalnie czytając Twoje wspomnienia dotyczące przemiany na sali porodowej. Wszystko to, co w mojej wyobraźni istniało od dawna, zostało przez Ciebie przepięknie opisane. Cała Twoja historia i podejście do roli mamy ujmują mnie szczególnie, bo odnajduję w nich dużą część siebie.

    Dziękuję Ci za ten wpis.

    Ściskam mocno całą Rodzinę !

  17. Kasia

    27 maja 2018 01:04, Odpowiedz

    Kiedyś przeczytałam, że dziecko nie będzie pamiętało, że czasem podłoga była brudna, albo stos naczyń w zlewie, ale będzie pamiętało czas spędzony z rodzicami. Bardzo się cieszę, że jest coraz więcej dziewczyn, które nie dały się ogłupić źle pojmowanemu feminizmowi. Ja swoją karierę zawodową odłożyłam na czas nieokreślony tuż przed narodzinami synka, właśnie po to, żeby mi nic nie umknęło – chciałam być pierwszą, która zobaczy pierwsze kroki dziecka, pierwsze rysunki… To ja chciałam pokazać mu świat. Miałam wielkie pragnienie i potrzebę towarzyszenia mojemu dziecku. Dziś jestem szczęśliwą mamą syna i córki i nie żałuję ani jednego dnia spędzonego z nimi, mimo że to bardzo ciężka i męcząca, a czasem niewdzięczna „praca”, choć najczęściej łzy pojawiają się ze szczęścia, to i żadnej mamie nieobce są te ze złości, bezsilności, zmęczenia, strachu czy smutku. I nieprawda, że młodości szkoda na „pieluchy”, bo ja uważam, ze to najpiękniejszy i najodpowiedniejszy czas na dzieci. Pozdrawiam Cię serdecznie i gratuluję córeczki. Trzy lata temu sama bałam się, że nie pokocham już żadnego dziecka tak jak mojego synka… I wtedy urodziła się ona :)Zobaczysz- to zupełnie inna miłość :)

  18. Kasia Chudzik

    27 maja 2018 10:03, Odpowiedz

    Nawet nie wiesz jak się ciesze, że jesteś obecna w Internetach i chcesz przekazywać nam kobietom takie piękne i ważne wartości! Jestem na takim etapie życia, gdzie twoje wpisy przynoszą mi pewnego rodzaju ulgę i pocieszenie <3
    Dziękuję <3

  19. Aleksandra

    27 maja 2018 10:15, Odpowiedz

    Piękny post, mądre słowa. Sama jestem w ciąży i czuję podobnie. Ogarnia mnie radosny spokój, cierpliwość i brak napięcia na realizowanie siebie w milionie rzeczy, co przecież, jak czuję, mogłabym robić. Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego.

  20. Agata

    27 maja 2018 13:08, Odpowiedz

    Zgadzam się z każdym słowem :) A nie zawsze sie z Tobą w pewnych kwestiach zgadzam :) Bycie mamą to dla mnie moje najważniejsze zadanie tutaj na ziemi. Najlepsza praca i mam nadzieję że będę mogła na niej sie skupić już zawsze. Jak słyszę od znajomych ze ich nie stać na to by matka została z dzieckiem chociaż zarabiają dużo więcej ode mnie i mojego męża to zastanawiam się na co im te pieniądze są potrzebne, jakie przyjemności sa cenniejsze niż poświęcenie sie rodzinie.

  21. Miśka

    27 maja 2018 15:46, Odpowiedz

    Bardzo mądry i cenny wpis Pani Karolino :)
    Co Pani sądzi np. o mojej sytuacji… Pracuję i studiuję. Zaraz skończę studia, biorę ślub, ale nie zdecyduję się na dziecko, bo najpierw chciałabym mieć dom. By go mieć muszę ustabilizować sytuację w pracy, dojść do czegos.
    Jak pogodzić ten dysonans> ? Oboje z narzeczonym mamy ten dylemat. Z jednej strony chęć mieć rodzinę, a z drugiej wizja, że do 30 muszę coś osiągnąć, dostać kredyt etc.

    • karolinabaszak

      27 maja 2018 20:32, Odpowiedz

      Miśka, bardzo trudne pytanie, gdyż w dzisiejszych czasach i systemie jaki mamy chyba nie da się tego pogodzić :( Być może uda mi się napisać o tym wkrótce szerzej, zaglądaj :*

  22. Róża

    27 maja 2018 16:58, Odpowiedz

    To wszystko co ujęłaś w tym wpisie oddaje dokładnie to, co czuje. Jestem mama dwójki dzieciaków, w planach mamy trzecie. Bycie mama, codzienna opieka nad dzieciakami, planowanie z nimi jak spędzimy popołudnie lub weekend to jest to co najbardziej lubie. Wspólne gry planszowe, karciane czy czytanie książeczek lub nawet oglądanie bajek w tv napawa mnie spokojem i duma, ze widzę jak moje dzieci się rozwijają, rosną i kształtuje się ich charakter. Czasem brakuje mi czasu tylko dla siebie lub ciszy, jednak wtedy przychodzi mąż na ratunek i zabiera dzieciaki na plac zabaw a ja mam czas pomalować paznokcie :-)

    Szkoda, ze nie zawsze dzielisz się swoim życiem z nami (chociaż rozumiem to), bo czasem warto zobaczyć, ze nawet z pozoru u kogoś „idealnego” jest normalnie, tak jak u każdego.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowka Tobie, synkowi i Maleńkiej :-*

  23. Martyna

    27 maja 2018 18:13, Odpowiedz

    Przepiękny wpis, przede wszystkim wspierający wszystkie mamy, bardzo dziękuję za te słowa!
    Dużo zdrowia i wszystkiego dobrego również w tej drugiej ciąży! :)

  24. Justyna

    27 maja 2018 21:29, Odpowiedz

    Och Karolino, doświadczyłaś pięknego daru, mianowicie mądrości życiowej, zrozumiałaś co jest w życiu ważne, co jest sensem życia, co daje nam poczucie bycia szczęśliwym… niech ludzie czerpią tą mądrość!!! Tak mi szkoda, tych wszystkich pogubionych jednostek, szukających czegoś, nieświadomie otaczających się smutkiem, nieumiejących pokonać złości. Tylko rodzina, miłość i spokój daje nam siłę. Prawdziwa miłość pary, gdzie mężczyzna dba o swoją rodzinę, jest opiekunem, tarczą, siłą. Wiadomo, to tylko poplątane słowa, nie mam umiejętności pięknego pisania, ale tak chciałabym miłości wśród ludzi, właśnie spokoju i radości z życia, pogodzenia się z losem, ale też siły w działaniu, szukania dobroci, a nie skupianiu się na tym co złe. Czasy są ciężkie, jest dużo cierpienia, ale dlatego oszczędźmy tego sobie. Nie umiejąc poradzić sobie ze złością, należy otoczyć się dobrymi ludźmi, spędzić czas na łonie natury, to zawsze pomaga. Nie krzywdźmy innych.

  25. Miśka

    28 maja 2018 00:08, Odpowiedz

    Pani Karolino czekam więc na wpis, bo jestem niezmiernie ciekawa co Pani sądzi w tej materii.
    Temat jest trudny i wart poruszenia, także bardzo dziękuję za nieco więcej słów w tym temacie. Na pewno pomoże to wielu osobom takim jak ja, które są bardzo rozdarte między tym co materialne a tym co rodzinne.

    Buziaki dla Pani i całej rodziny :)

  26. Paulina

    28 maja 2018 06:59, Odpowiedz

    Ja tylko nie rozumiem… skoro Ty sama od wielu lat takiego rodzaju zdjecia kreujesz, to i od wielu lat my, mniej fotogeniczne, jestesmy przekonane ze u Ciebie ta beztroska jest taka jak na tych sesjach.
    Dlatego chyba zawsze nam bylo potrzebne to wytlumaczenie, ze nie jestes idealna. Bo na twoich zdjeciach jestes. Znaczy wygladasz.
    I mowie to z calym szacunku bo czuje ze cie rozumiem, tylko jedyna przepasc miedzy Toba a mna (jak kobieta do kobiety) czuje z powodu tego ze moje „wnetrze ujete na Fotografii” nigdy nie wyglada jak Twoje. I to juz wystarczy by nie byc w stanie uwierzyc ze u Ciebie cos moze nie byc idealnie. Social media nas rujnuja…

    • Anna

      28 maja 2018 14:16, Odpowiedz

      Paulina, ja uważam się za atrakcyjną kobietę, płeć przeciwna też tak sądzi. A jednak zdjęcia i blog Karoliny przesiąknięte są przez jej wrażliwą duszę. To jest jej talent, że potrafi przedstawić zwykłe rzeczy w niezwykły sposób. Moje zdjęcia wyglądają przeciętnie, czy to mojej osoby czy pięknych przedmiotów. Do tego też trzeba mieć serce i dar. Dziękuję Karola za to, że się tym talentem z nami dzielisz. Ja to w Tobie uwielbiam!

      • Paulina

        28 maja 2018 21:36, Odpowiedz

        A jednak tak wiele jest czytelniczek, ktorych Karolina potrzebuje wyprowadzic z bledu na temat jej perfekcyjnosci. Tak jak wyznala to w tym poscie. Moze to, co dla niektorych pozostaje zupelnie neutralne (jak i dla Ciebie, Anno), w innych kobietach wciaz wywoluje i pogarsza tak znane palace uczucie „Nie Jestem Wystarczajaca”. Moim celem bylo wyrazenie, ze doceniam iz Karolina zdecydowala odezwac sie w tej kwestii na glos, gdyz dotychczas byla milczaca w tym temacie. A moim zdaniem tworca swiadomy, ktory ma pewne checi odnosnie swojej widowni (pokrzepianie, dodawanie odwagi, zachecanie do refleksji itd. Nie wiem jakie dokladnie Karolina ma, ale skoro wciaz tworzy bloga to na pewno ma) moze tylko osiagnac swoje cele kiedy wie, jakie niedomowienia panosza sie pomiedzy umyslem tworcy i umyslem odbiorcy danego medium.
        Jako jedna ze starych czytelniczek tego bloga nie widze, w jaki sposob:
        „żyjemy w czasach pięknych zdjęć i uroczych do granic profilów na Instagramie. Vlogów z pięknie rozmytym tłem i lekko przygaszonymi kolorami”
        nie odnosiloby sie do tego bloga. Karolina zawsze pokazywala, ze ma swoja wizje i dokladnie wie jak jej posty/sesje maja wygladac. Jedynym sposobem jednak, by odroznic sie od innych „intensywnie udawanych” blogow jest wlasnie takie wplatanie szczerosci i przelamywanie mitow na te tematy w ktorych niedomowienia tworza przepasc pomiedzy tworca i odbiorca. Bo jezeli chcemy cos zmienic w tym raniacym ludzkosc nurcie „followowania” to wlasnie tak, lagodzeniem przyczyn idealizowania tworcow, ktorzy maja odmienne intencje.
        Na wypadek, gdyby nie bylo to jasne z tresci mojego komentarza, chce wyrazic wdzecznosc, ze Karolina w koncu powiedziala cos szczerze na temat swoich slabosci, bo stanowi to zdrowy kontrast dla jej „idealnych” fotografii.

        • karolinabaszak

          29 maja 2018 07:19, Odpowiedz

          Paulino, nie odpisałam Ci wcześniej, bo piszesz nie do końca na temat wpisu. Poruszasz poboczny wątek i nie do końca rozumiesz co chciałam przekazać. Ja niczego na blogu nie udaje i moje życie widzę właśnie tak jak na tych zdjęciach. Nie ustawiam specjalnie siebie i tła na potrzeby bloga. Fotografuję tak jak czuje, staram się ładnie ubierać, codziennie umalować głównie dla siebie i dla swojego męża, a także syna. Lubię ładne przedmioty, meble, samochody. Lubię czuć, że na to sama pracuję i nikomu nic nie zabieram. To co widzisz na blogu i w filmach nie jest żadnym udawaniem. Jest po prostu jakimś wycinkiem całej rzeczywistości. Czasem także płaczę, jest mi smutno, denerwuje się, boję, odczuwam wszystkie te negatywne i ludzkie emocje. Siedzę w leginsach, swetrze, bez makijażu i zamawiam jedzenie na telefon, a zanim ruszę się do sprzątania, bezczynnie patrzę na stertę naczyń, która samym widokiem mnie przytłacza. Jednak nie muszę wszystkich o tym informować. Od lat staram się to Wam tłumaczyć. To nie jest pierwszy taki wpis. Mówiłam o tym np. w filmach Q&A. Nie pisz zatem, że w końcu coś powiedziałam szczerze, bo sugerujesz jakbym wcześniej zawsze coś tuszowała, próbowała kogoś oszukać. Wyobraź sobie zdjęcie kotleta mielonego zrobione lustrzanką na ładnym talerzu i obrusie (bo ktoś lubi lustrzanki i ładne talerze), a także kotleta uchwyconego jakimś starym telefonem, ze słabym aparatem, ubrudzonym szkłem na brzydkim talerzu ułożonym na starej ceracie. Autorzy każdego z tych zdjęć mogą śmiać się, radować i płakać równie często, a ich kotlety mogą smakować dokładnie tak samo. Mało tego, ten brzydszy kotlet, może być też smaczniejszy. Wnioski wyciągajmy sami :)

  27. Kasia z czasnaziemi.pl

    28 maja 2018 07:38, Odpowiedz

    Mam do Ciebie duży szacunek za to jakie wartości wybierasz. Mogłabyś robić karierę np. na scenie a jednak wybierasz karierę macierzyńską 😀 Wiem, że część mam nie może sobie pozwolić na to aby być z dziećmi w domu nawet do trzech lat. Ale mam też sporo par w swoim otoczeniu, w Warszawie, w których spokojnie matka a nawet ojciec mógłby zostać w domu z dziećmi bo finanse na to pozwalają. Inna sprawa jest taka, że oni nie chcą.
    Ja jestem akurat ze swoim dzieckiem w domu. Tzn. nie wróciłam do pełne aktywności zawodowej, ale pracuję wieczorami, wczesnymi porankami i weekendami. Czyli gdy synkiem może zająć się tata.
    I niektórzy patrzą na mnie czasem jak na dinozaura. Pytają „Czemu Ty nie poślesz dziecka do żłobka?” Bo, że niby żłobek to samo dobro dla dziecka i dzieci się niezwykle szybki rozwijają bawiąc ze sobą…
    Oczywiście są kameralne, niezle klubu malucha, ale wokół żłobków narosło sporo mitów.
    Dziecko do trzeciego roku życia wcale nie potrzebuje częstego kontaktu z innymi dziećmi. Jemu bardziej potrzebna jest bliskość mamy czy nawet taty.Zresztą te chwile są tak cenne, tak szybko czas pędzi, że warto łapać te momenty garściami i być przy dziecku. I to powie każdy pedagog. A już moja koleżanka, która jest logopedą w żłobku w Warszawie, mówi, iż sama by tam swego dziecka nie posłała. Z jej doświadczenia wynika, iż żłobki czasem opóźniają rozwój mowy a maluszki czują się często tam opuszczone przez rodziców.
    To taka mała dygresja😀
    Dużo zdrówka dla Waszej Trójeczki.
    ps. mieszkałam przez ostatni rok w Pradze. Tam rodzice mają trzyletnie, płatne urlopy rodzicielskie. Są z maluchami w domu. Czeski przykład pokazuje, że jak mama ma możliwość być z dzieckiem w domu, to wcale jej się do pracy nie śpieszy…

    • karolinabaszak

      28 maja 2018 08:26, Odpowiedz

      Stały kontakt z matką, najlepiej jak najrzadziej przerywany jest kluczowy w rozwoju dziecka. W socjalistycznym społeczeństwie, które potrzebowało kobiet w pracy, a nie w rodzinie, trzeba było coś ludziom zaproponować, a ta ideologia skutkowała rozbudową żłobków. Nie ma takiej możliwości aby dziecko rozwijało się w żłobku lepiej i na pewno nie jest to samym dobrem. Oczywiście ja sobie zdaje sprawę jak wyglądają realia życia i wiem, że wiele kobiet nie ma wyjścia, musi iść do pracy, ale tak czy siak nie wolno zakłamywać rzeczywistości i twierdzić, że żłobek jest wspaniałym rozwiązaniem. Czasem jest po prostu jedynym… bardzo to smutne.

  28. Anna

    28 maja 2018 11:24, Odpowiedz

    Dziękuję Ci za ten wpis. Ja jestem na tej samej drodze do zrozumienia macierzyństwa, jednak zajęło mi to 2lata. Musiałam studiować i pracować przed i po porodzie- zmuszana do pracy przez najbliższe mi kobiety oraz przez swój brak asertywności i zagubienia w świecie. Teraz mając 2letniego synka stoję z otwartością na przyjęcie 2 dziecka. Bardziej świadomie, powolutku otwieram się na prawdę, którą opisalas w tym poście. Bardzo pomagasz, czymś takim, bo w moim otoczeniu nie znam młodych matek, nie mówiąc o matkach świadomych. Teraz niczego już od siebie nie oczekuję. Nie nakładam sobie na barki kolejnych stanowisk, studiów i ambicji. Całe życie byłam wychowywana do tego że mam zdobyć dobry solidny zawód. Ponad 20lat w ksiazkach. Jakże się rozsypałam gdy zdeżyłam nałożone na mnie oczekiwania zwiazane z dobrą pracą a macierzyństwem. Na szczęście Nasza Karola przychodzi z pomocą swoją wrażliwością i mądrością😃 Warto dokonywać wyborów sercem. Twój wpis zostanie ze mną na dłu go, czekam na kolejne. Pozdrawiam Ania ze spotkania aeterie mama Józefa.

  29. Bzionek

    28 maja 2018 13:26, Odpowiedz

    Bardzo pięknie piszesz. Bycie rodzicem to wielka wartość i wiele daje. I nie chodzi o to, żeby dostać bukiet na Dzień Matki od córki czy syna. To jest oczywiście piękna sprawa, ale tylko i aż symboliczna. Liczy się to, by przekazać swoim dzieciom prawdziwe wartości. Wtedy rodzicielstwa ma pełen sens… Pozdrawiam!

  30. Olga Jakubowska

    28 maja 2018 13:41, Odpowiedz

    Karolino, masz rację macierzyństwo to piękna i odpowiedzialna rola, szkoda, że nie wszystkie z nas mogą się mu oddać w 100% i po roku wracają do pracy. Pięknie wyglądasz!

  31. Ania

    29 maja 2018 03:27, Odpowiedz

    Piękny wpis! Dzięki za niego. Pamietam jak prawie cztery lata temu urodziłam swoją pierwsza córeczkę. Po prawie 24 godzinach naturalnego porodu wszystko skończyło się cesarka. Pamietam moje wielkie rozczarowanie. Pamietam tez ze bałam się swojego dziecka. Bałam się wieczorów. Bałam się zostać z nią sama…. Czułam straszna presję ze musi byc idealnie. Muszę dojść do formy,wrócić do pracy, w domu perfekcja i czystość w każdym kacie… Bałam się tez przyznać do depresji… Szybko wróciłam do pracy. Długi czas czułam niepokój,obwiniałam siebie. Dziś wszystko jest inaczej. Dziewięć miesięcy temu urodziłam nasza druga córcię. Mam dwie wspaniałe dziewczynki. Już w czasie drugiej ciąży oddaliłam się kapletnie od pracy, stresujących mnie relacji itp. Poczułam pokój. Poczułam ze wcale nie chce żeby było idealnie. Chce żeby było normalnie. A normalne jest dla mnie to ze mama jest z dzieckiem. Mamą uczę się byc każdego dnia i jest to najtrudniejsza i najpiękniejsza rola w moim życiu. Praca poczeka jeszcze trochę na mnie. Teraz ważniejsza jest moja bliskość z dziećmi której nic im nie zastąpi. Pozdrawiam Cię Karolina i wszystkie mamy!

  32. Kasia Ruszczyk

    29 maja 2018 08:53, Odpowiedz

    Karolinko, ten wpis jest kwintesencją prawdziwego macierzyństwa i tego, co próbuje się współcześnie macierzyństwu odebrać – bezwarunkowego poświęcenia, miłości i spełnienia w byciu matką. Jestem Ci bardzo wdzięczna, że nie ukrywasz tego, jaką wartość stanowi dla Ciebie macierzyństwo i pokazujesz, że w dzisiejszych czasach można być mamą z powołania. :)
    Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak cudowne jest bycie mamą dopóki po raz pierwszy nie podano mi mojego synka po wyjęciu z inkubatora. Doskonale rozumiem teraz, że macierzyństwo to jest to, czego pragnęłam przez całe życie. :)

  33. Izabela

    29 maja 2018 10:39, Odpowiedz

    To że jesteś cudowna matka każdy wie :) ja mam pyt z innej kategorii;) kochana czy iphone 8 plus ma taka funkcję kurcze nie wiem jak to ująć chodzi mi o to że czy robiąc zdj w ruchu też wychodzą zamazane ? Moje 3 miesięczne dziecko jest w ciągłym ruchu macha nóżkami i rączkami i zdj wychodzą rozmazane;)

  34. Ania

    30 maja 2018 12:23, Odpowiedz

    Hej Karolina,

    Jesteś dla mnie obcą osobą ale ponieważ ten wpis porusza struny w moim sercu chciałabym też coś Ci napisać.

    Ciesz się macierzyństwem i ochraniaj swoją rodzinę przed tym wszystkich co czycha na nich w Internecie. Internet jest dobry ale jest też w nim wiele zła, wiele ludzi którzy mają złe intencje. Jeżeli masz potrzebę wycofania się to to zrób, a jak będziesz mieć ochotę to zawsze tu będzie czekać grono widzek, które Ciebie lubią, szanują i czerpią od Ciebie inspiracje. Ochraniaj też siebie bo to Matka jest sercem rodziny dlatego to bardzo ważne. Dziecku nie jest potrzebna kolejna nowa zabawka czy ubranko ale czas spędzony z Mamą, Tatą i całą resztą rodziny. Tyle się mówi o pogoni za karierą, samorealizacji, wokół ciągły konsumpcjonizm, ciągła kreacja siebie na kogoś kim się nie jest w Internecie na instagramie czy na youtubie. Tylko po co to wszystko. Powiem Ci, że niedawno straciłam bliską mi osobę, członka rodziny który odszedł niespodziewanie. W takim momencie człowiek nie myśli i nie żałuje czego nie osiągnął, nie myśli o karierze, pieniądzach, ze nie byl wystarczajaco bogaty, ale o czasie który się NIE spędziło z tą bliską osobą. Żal taki człowieka ogarnia a żadne pieniądze, sława, kariera, nic nie jest w stanie tej pustki wypełnić i ukoić żalu. Oddałabym WSZYSTKO każde osiągnięcie, certyfikat, pieniądz i każdą rzecz by móc spędzić z tą osobą choć jeszcze jeden dzień. Jedyną pociechą jest Wiara. Dlatego w dobie laicyzacji, marksizmu, cynizmu ważne jest by dzieci uczyć też Wiary. Bo to ona podnosi z kolan i pozwala iść do przodu. Ja właśnie Wiary nauczyłam się od Mamy. I właśnie to mi teraz pomaga przeżyć ten trudny okres w życiu i daje nadzieję, że jeszcze kiedyś po Śmierci zobaczę się z tą bliską osobą. Wszyscy zdążamy ku temu samemu, ku Wieczności, jest takie powiedzenie czas ucieka, wieczność czeka. Dlatego ciesz się każdą sekundą swoją rodziną i nie zważaj na to wszystko co w życiu jest mało ważne, czego i tak nie zabierzemy do grobu. Zycie jest bardzo krótkie i bardzo kruche. A macierzyństwo to dar:)

    Pozdrawiam i życzę szczęśliwego rozwiązania!

  35. Monika

    1 czerwca 2018 11:08, Odpowiedz

    Karolino, to bardzo potrzebny głos w dzisiejszym świecie. Ja sama nie mam dzieci z przyczyn trochę niezależnych ode mnie, ale jest to moje największe marzenie. Wybrałam zawód, który wymaga 100% poświęcenia jeśli chce się w nim coś osiągnąć. Oczywiście na studiach nie zdawałam sobie w pełni sprawy z tego jak to wszystko wygląda w rzeczywistości, ale po dwóch latach widzę jak bardzo praca w dużej firmie wykańcza psychicznie, szczególnie kobietę- to świat, w którym wszystko ma być zrobione „na już” bez względu na to, czy wiąże się to z siedzeniem w pracy do późnych godzin nocnych i ciągłe wysłuchiwanie tego, co zrobiłaś źle. Jeśli nie ma się wsparcia w rodzinie to można się załamać. Dlatego tak ważne jest mówienie o tym, że są rzeczy bardziej istotne niż perfekcjonizm w każdej dziedzinie, a szczęście to nie kolejny tytuł czy kariera w korporacji, w której traktują człowieka jak robota tylko przede wszystkim rodzina i poukładane życie prywatne. Nie chcę przez to powiedzieć, że praca nie jest ważna, bo oczywiście jest ona ogromną wartością i pozwala się rozwijać człowiekowi, ale nie ona jest tym, co daje prawdziwie szczęście. Dziękuję za ten wpis.

  36. Ola

    14 czerwca 2018 16:41, Odpowiedz

    Piękny wpis! Ja cały czas za czymś gonię i zupełnie nie wiem za czym…jest to coś w mojej głowie bliżej niesprecyzowane, coś co mówi, że wtedy byłabym super, ale jakby nic w tym kierunku nie potrafię zrobić….takie dziwne myśli…
    Nie jestem pewna siebie i często w siebie wątpie i chyba to jest największy problem…i to nie tylko mój wiele kobiet wokół mnie też tak ma.
    Wspaniale, że spełniasz się i jesteś szczęśliwa jako mama i żona :)!

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published