Dlaczego straszyłaś mnie macierzyństwem?

Gdy dowiedziałam się, że zostanę matką byłam wniebowzięta. Moja radość, ekscytacja i chęć 
sprawdzenia się w tej, rzekłabym najcudowniejszej kobiecej roli była tak olbrzymia, że mogłabym
jak to się mówi – „góry przenosić”. W piątym miesiącu ciąży, w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, 
podzieliłam się tą najwspanialszą dla mnie nowiną publicznie. Do dziś pamiętam jak ciepło przyjęliście tą wiadomość, tak jakby Wasza najlepsza przyjaciółka spodziewała się dziecka. To było bardzo miłe. Nie wiem czy to ta emocjonalność przyszłej mamy, czy to po prostu jakiś mój wewnętrzny, nieznany mi dotąd, głęboki i nieodkryty wcześniej rodzaj wrażliwości, ale było mi naprawdę niesamowicie miło czytać Wasze ciepłe komentarze, gratulacje, a często także prywatne maile i wiadomości. To chyba mój najbardziej ulubionych moment związany z mediami społecznościowymi na przełomie ostatnich 10 lat. Mimo faktu, że tak wiele kobiet świadomie lub nieświadomie postanowiło mi go obrzydzić.

Zaczęło się od niewinnego zdjęcia

Kiedy opublikowałam moje pierwsze zdjęcie z „brzuszkiem” dosłownie uderzyło mnie to jak wiele matek uwielbia narzekać na swój los i wcale nie mam tu na myśli kobiet z rodzin, które radzą sobie gorzej. Przymknęłabym na to oko, gdyby nie fakt, że to narzekanie odbywa się na moim blogu, 
na moim kanale czy na moim Instagramie. Przez jakiś czas czułam się jakby te wszystkie stworzone przeze mnie miejsca stały się forum do wyrzucania matczynego żalu. 
Co takiego sprawia, że doświadczone matki bardzo często starają się obrzydzić tę rolę przyszłym 
mamom? Jak wiele z nich twierdziło, o tym mogłam się przekonać dopiero po porodzie. Przez jakiś czas odbierałam to jako żarty. Później, gdy było to częstsze, myślałam, że może przesadzam, że to pewnie takie „gadanie dla gadania” aby sobie tylko ponarzekać, ale będąc matką dostrzegam, że proceder wzmaga na sile. Gdy nie masz dzieci, inni rodzice narzekają na swój los 
z jednym dzieckiem, a gdy masz już dziecko, „zazdroszczą” Ci wolnego czasu, bo oni mają już dwójkę
 i jest „masakra”. Zastanawia mnie, skąd to się bierze? Dlaczego dorośli i odpowiedzialni ludzie 
postrzegają swoje potomstwo w kategoriach jakiegoś ciężaru? Czegoś co odebrało im wolny czas, 
w którym to mogli oddawać się wszelakim przyjemnościom, pasjom, swobodnemu spotykaniu się 
ze znajomymi…

Tajemnice bycia matką?

Ktoś powiedział kiedyś, że jeśli chcemy zmieniać świat na lepsze, wystarczy wrócić do domu i zacząć kochać swoją rodzinę. Zgadzam się w tym. To w naszym domu leżą fundamenty, podstawy tego 
kim później jesteśmy lub przynajmniej – jakie mamy skłonności. Posiadanie, opiekowanie się 
i wychowywanie dziecka to największa odpowiedzialność w życiu. Byłam tego świadoma na długo zanim zaszłam w ciążę. Skąd to wiedziałam? Stąd, skąd każdy z nas to wie – z otaczającej mnie rzeczywistości. Mam siostrę, brata, którymi wiele razy musiałam się opiekować jako najstarsza z rodzeństwa. Mam ciocie, 
kuzynów, kuzynki, mnóstwo mam, ojców i dzieci w swojej rodzinie, środowisku. Nie musiałam czekać
 na te niesamowite odkrycia o tym, że małe dziecko wiążę się z pewnymi wyrzeczeniami, 
bo dostrzegałam to już wcześniej. Zdaję sobie sprawę, że czasy się zmieniają i dziś rodziny z trójką dzieci są już uznawane za wielodzietne, ale nie wydaje mi się aby osoba w moim wieku nie miała 
nigdy styczności z maluchami. To nie są żadne tajemnice, w których wiedzą tylko doświadczone matki.

Teoria teorią, a praktyka?

Zgadzam się z tym, że często teoria to abstrakcja w porównaniu z praktyką. Często wspominam 
o tym, kiedy ktoś twierdzi, że teoretycznie wie z czym na co dzień mierzą się polscy przedsiębiorcy, choć sam nigdy nie prowadził swojej działalności – nie mówiąc o utrzymaniu jej przez np. kilka lat. Mimo to, nigdy z moich ust nie padłby i nie padł tekst w stylu „no teraz to zobaczysz jak to jest robić te przelewy do skarbówki samemu”. Przeciwnie, jestem bardzo dumna z każdego kto decyduje się 
na taki krok w swoim życiu, bo wiem, że nie jest to łatwe. Skąd więc ta chęć zniechęcenia innych do roli, której tak pragną? Może to tylko bezmyślne gadanie? Taką mam nadzieję.

No właśnie co z tą praktyką w moim wykonaniu…

Moje dziecko skończyło niedawno 4 miesiące. Jestem nim absolutnie zafascynowana. Macierzyństwo sprawiło, że dojrzewam i rozwijam się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Nabrałam jeszcze większej pewności siebie. Jestem zrelaksowana, a każdy przeżyty dzień oceniam jako bardziej wartościowy. Niemowlę codziennie nabiera coraz większej wprawy podczas wykonywanych przez siebie, z pozoru prostych (a dla niego tak trudnych!) czynności. Gdy rośnie ma coraz bardziej świadomy wzrok, uśmiech, zaczyna obracać głowę, ciałko. Uważam, że to niesamowite. Na samą myśl o tym czego nauczy się w najbliższej przyszłości, nie wspominając już o późniejszej umiejętności chodzenia czy składania pełnych zdań, czuję, że nie mogę się tego wszystkiego doczekać. Czasami gdy śpi około pięciu godzin ciągiem, czekam chwili aż się obudzi aby móc go znowu przytulić, nakarmić, potrzymać za rączkę. Gdy byłam w ciąży – byłam podekscytowana każdym kolejnym tygodniem, badaniami USG, porodem i tym, 
że wkrótce ujrzę swoje maleństwo. Teraz ciesze się każdą spędzoną z synkiem chwilą i uwielbiam patrzeć jak się rozwija. A Później? Później prawdopodobnie będę ze szczęściem w oczach patrzeć 
jak zaczyna jeść stałe pokarmy, jak stawia pierwsze kroki, jak odkrywa nowe kolory, kształty, jak 
odkrywa świat!

Nie bywasz zmęczona?

Owszem, bywam. Miewam kryzysy spowodowane brakiem snu. Zdarza mi się zaparzyć herbatę i za godzinę dostrzec, że nie wyjęłam torebki z kubeczka! Na szczęście jest to NIC w porównaniu z tym, jak wiele uczę się na co dzień i jakie maksimum szczęścia czerpię ze swojej nowej roli. Wiadomo, że macierzyństwo to masa wyrzeczeń, ale jak to się ma do ogromu miłości i piękna codzienności z maleństwem? Do pierwszego spojrzenia głęboko w oczy, do pierwszego świadomego uśmiechu, do pierwszych 
wypowiadanych z lekkim trudem spółgłoskach? Jeśli już musimy sobie ponarzekać – przecież jest tyle innych sytuacji, w których możemy to robić – np. z przyjaciółką, czy inną bliską osobą. W kwestii wyrzeczeń mam do powiedzenia mniej więcej tyle, że bycie na diecie i regularne chodzenie na siłownie jest o wiele gorsze niż to, z czego muszę rezygnować będąc matką.

A co z Twoimi marzeniami?

Nie piszę tego jako osoba, która przedtem prowadziła nudne życie bez perspektyw. Piszę to jako projektantka ubrań, blogerka, youtuberka, jako autorka tekstów i współautorka muzyki wszystkich utworów z mojej płyty, jako młoda osoba, która zawsze dążyła do spełniania swoich marzeń, która miała mnóstwo zajęć i obowiązków każdego dnia. Ja naprawdę miałam co robić. Mało tego – dalej mam co robić! Jednak zdecydowałam się zostać matką i wiedziałam, że ten malusi człowiek będzie dominował w życiu moim i mojego męża. Oboje tego chcieliśmy i oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że nasze życie zmieni się o 180 stopni. Dziś nie dam rady zrobić wszystkiego, ale prawda jest taka, że ja nawet nie chcę. To nie jest tak, że z czegoś rezygnuje ze łzami w oczach. To jest i od początku była świadoma rezygnacja na rzecz czegoś co jest o wiele cenniejsze, bo nie ma nic cenniejszego od miłości. Miłości czystej i bezwarunkowej. Nad wpisem, który obecnie czytasz pracuję od dwóch tygodni. Wolałabym aby już dawno pojawił się na blogu, ale musiałam pogodzić pisanie go z nowymi obowiązkami. Czy to dla mnie powód do narzekania? Nie sądzę.

I po co ja to wszystko piszę?

Na wieść o tym, że ktoś spodziewa się dziecka – gratulujmy i cieszmy się czyimś szczęściem! Nie narzucajmy się przyszłym rodzicom ze swoimi problemami. To nie jest odpowiedni moment. Na odkrycie wszelkich trudności mają jeszcze sporo czasu i dobrze będzie jeśli sami je odkryją. Gdy ja stoję w obliczu jakiegoś problemu – rozmawiam z naszym lekarzem, mamą lub teściową, czy innymi mamami w moim otoczeniu. Gdy byłam w ciąży, ostatnie o czym chciałam słuchać 
to problemy macierzyńskie innych matek. Chciałam cieszyć się tym pięknym okresem przeżywanym przeze mnie po raz pierwszy w życiu. Większość problemów, o których byłam ostrzegana i tak mnie nie dotyczy, bo czerpię z macierzyństwa garściami. Każda mama jest inna i każdego dziecko jest inne. Pozwólmy matkom, rodzicom, odkrywać tę przygodę samemu. Gdy kobieta zachodzi w ciążę, to naprawdę nie jest jeszcze ten moment kiedy warto wspominać o trudach życia z dwulatkiem. Pozwólmy innym dochodzić po swojemu do własnych rozwiązań, a pomagajmy wtedy gdy ktoś wyraźnie o to poprosi.

102 Comments

  1. iza

    12 września 2017 11:30, Odpowiedz

    Jak zawsze mądre słowa:) wczoraj zaczelam 17 tydzien ciazy :) kochana czy beda perełki sierpnia? Lub inny film niebawem? Wyczekuje twojego filmu każdego dnia :) buziaki

    • karolinabaszak

      12 września 2017 11:42, Odpowiedz

      Gratulacje! :) Nowe filmy pojawią się już w przeciągu tygodnia, jednak co do perełek to chyba dopiero na koniec września :)

  2. Martyna

    12 września 2017 11:40, Odpowiedz

    Bardzo mądry wpis :) moja mama jest z zawodu położną i wiele razy opowiadała mi, jak wielkim problemem dla młodych, przyszłych mam w pierwszej ciąży są niektóre „doświadczone, zawsze służące dobrą radą mamusie”, które więcej tymi „dobrymi radami” i wywlekaniem swoich problemów zaszkodziły i narobiły mętliku w głowie i tak już wrażliwym kobietom, stojącym przed nową rolą w życiu. Już nie wspominając o dziwnych przywiarkach i ludowych zabobonach, co można a czego nie można robić w ciąży czy przy małym dziecku. To co piszesz jest zdecydowanie głosem rozsądku i czekam na czasy, gdy więcej kobiet będzie miało takie podejście do ciąży i macierzyństwa jak Ty. Tak trzymaj!
    Pozdrawiam ciepło i życzę wszystkiego dobrego Tobie i Twojej rodzince :)

  3. Asia

    12 września 2017 11:45, Odpowiedz

    Piękne słowa:) i bardzo ważne. Ciesz się tym szczęściem tak bardzo jak tylko możesz:) Bardzo Ci kibicuję, podziwiam i mam nadzieję, że kiedyś i mnie dane będzie patrzeć na swoje dziecko z taką miłością. Pozdrawiam serdecznie

  4. ignezze@gmail.com

    12 września 2017 11:50, Odpowiedz

    Jeszcze nie jestem mamą, ale póki co szczęśliwą właścicielką dwóch kociaków. Mimo to lubię czytać Twoje wpisy o macierzyństwie, nastrajają bardzo optymistycznie, a to jest bardziej potrzebne niż straszenie problemami, które mogą nas nigdy nie spotkać, bo ja pisałaś: każda kobieta jest inna i każde dziecko jest inne. To jest ciekawe, nie znamy się osobiście, a czytając Twoje wpisy czy oglądają Cię na youtube mam wrażenie jakbym miała tam po drugiej stronie ekranu ciepłą i serdeczną przyjaciółkę :) Pozdrawiam cieplutko! Agnieszka

  5. Ola

    12 września 2017 12:03, Odpowiedz

    Piękny wpis, niestety spotkałam się z bardzo złym odbiorem od kilku osób, ze swojego otoczenia które nawet nie są mi bliskie-a dowiedziały się o mojej ciąży przez przypadek tak naprawdę wyrywając mi możliwość prywatności. Bardzo przykre jest to, ze niektórzy traktują taka informacje jak powód do plotek lub uważają, ze maja bezwzględne prawo do wyrażenia obraźliwej opinii… jednak na szczęście są naokoło mnie przyjaciele i rodzina i wszyscy wspierają i cieszą się, traktują to jako nowy etap w moim życiu i trzymają kciuki. A najważniejsze w tym wszystkim jest dziecko które sie urodzi i myśle, ze trzeba to również traktować jak spełnienie marzeń a nie coś co te marzenia nam zabiera 😉 Trzymaj się ciepło ❤️

  6. Monika

    12 września 2017 12:04, Odpowiedz

    Uwielbiam Twoje spojrzenie na macierzyństwo i sposób w jaki o nim piszesz. Za miesiąc powitam na świecie moją kruszynkę i też mam dość złotych rad innych lub opowieści jak to nie będzie strasznie po porodzie. Wiadomo, że może być różnie, ale i tak będzie najpiękniej bo w końcu będzie to nasze ukochane, wymarzone i wyczekane dziecko. :)

  7. Ula | Kobieta i pasja

    12 września 2017 12:12, Odpowiedz

    Zgadzam się z tym co napisałaś, że na wszystkie trudności jeszcze przyjdzie czas i dobrze jest samemu je odkrywać. Jeżeli ktoś nas „straszy” to często okazuje się, że wynika to z jego troski, że chodzi mu o to żeby nam pomóc, za wczasu przygotować, uodpornić i wskazać wszelkie, możliwe ewentualności. Ale to po pierwsze jest niemożliwe, bo przecież on nie jest w stanie przewidzieć jakie będzie nasze dziecko i nasza sytuacja.
    A po drugie, po co właściwie to robić? Wszyscy rodzice, których znam, ostatecznie poradzili sobie z trudnościami i nawet ci, którym było bardzo ciężko, cieszą się z posiadania dzieci i nie mogą bez nich żyć. Wszyscy ludzie wiedzą, że posiadanie dzieci wiąże się z wyrzeczeniami, a nie ma znaczenia, że nie zdają sobie sprawy na czym to dokładnie, w 100% polega. Tego i tak się dowiedzą i na pewno dadzą radę. Jeżeli kogoś straszymy możemy mu co najwyżej obniżyć pewność siebie i spowodować, że zacznie się zamartwiać, a tym samym bardziej mu zaszkodzimy niż pomożemy.
    Jeżeli komuś jest bardzo ciężko i musi ponarzekać i się wyżalić powinien to robić w zaufanym, zamkniętym gronie osób, które przeżyły już coś podobnego, lub są w stanie go zrozumieć, a nie w miejscu, gdzie przeczytać to może kompletnie nieprzygotowana osoba, której takie słowa mogą zaszkodzić.

  8. Hanna

    12 września 2017 12:20, Odpowiedz

    Bardzo dobrze napisany tekst. Gratuluję!:) Sama nie mam dzieci, ale bardzo pragnę je mieć i mam nadzieję że w niedługim czasie będzie mi to dane. Ale to prawda, że ciągle któraś z mam narzeka, że na nic nie ma czasu, chodzą zaniedbane, poirytowane, nerwowe, wręcz „zakrywają się” dzieckiem mówiąc, że jak są dzieci to już na nic nie ma się czasu i ochoty. Owszem, nie mam swoich dzieci, ale wydaje mi się, że jak się chce to zawsze się znajdzie czas na realizację planów, marzeń czy celów. Z pewnością będzie ciężko, nie da się wszystkiego zrobić tu i teraz, ale najważniejsze żeby cieszyć się życiem, radować się z posiadania potomstwa. To musi być naprawdę piękny czas! Moja mama miała nas siedmioro! Nigdy nie widziałam jej zaniedbanej czy zmęczonej, zawsze miała ugotowany obiad, posprzątany dom, zawsze miała zarówno czas dla nas jak i dla siebie. Jest moim wzorem do naśladowania. Ciągle zastanawiam się jak ona to robiła i robi nadal, że ze wszystkim daje sobie radę. Jestem przekonana, że to Bóg czuwa nad całą naszą rodzinę i daje nam siłę do działania i spełniania obowiązków. Bo dzieci to błogosławieństwo i należy się tym cieszyć a nie zamartwiać i narzekać. Pozdrawiam ciepło

  9. Anna

    12 września 2017 12:20, Odpowiedz

    Karolino jesteś piekną i uduchowiona kobieta i na pewno niesamowita mamą, ale nie do końca zgadzam sie z tym co napisałaś. Zostałam mamą 1,5 roku temu i uwierz mi, że nie miałam w swoim otoczeniu dzieci (i wiem że takich kobiet jak ja jest wiele), nigdy nie musiałam się żadnym berbeciem opiekować, nie miałam pojęcia jak wygląda opieka nad noworodkiem/niemowlęciem. Pragnełam urodzić naturalnie, pragnełam karmić piersią. Myślałam, że to wyglada jak na tym obrazku z kampani promujacych kp, przytawiasz dziecko, ono ssie i cieszycie się z czasu spędzonego razem. Niestety żadne z moich pragnień się nie spełniło, komplikacje przy porodzie, później wielki problem z kp. Bardzo bym chciała żeby ktoś przed porodem mnie ostrzegł, że nie wszystko pójdzie po mojej myśli, że najprawdopodobniej pojawi się niewyobrażalne zmęczenie… Ja początki swojego macierzyństwa kojarze z bólem, wycieńczeniem i jakąś ciemnością. Nie poczułam matczynej miłości do swojego dziecka, musiałam się tej miłosci nauczyć. Tak jak napisałaś każda z nas jest inna i każda przeżywa ten czas inaczej, nie skreślaj tych mam, które przeżywaja macierzyństwo inaczej niż ty, nie wszystkie miałyśmy równy start. Bardzo mnie ciszy, że tyle czerpiesz szczęścia z chwil spędzanych z maleństwem. Dla mnie ten obraz jest zbyt wyidealizowany i nie z mojej bajki, mam nadzieję, że osiągaly dla wielu kobiet. Pozdrawiam Cię serdecznie!

    • Paulina

      13 września 2017 20:23, Odpowiedz

      Aniu, mam nadzieję, że teraz jest dużo lepiej. Potrzebujemy więcej takich silnych kobiet, jak Ty, które potrafią spokojnie zakomunikować, że coś nie było do końca idealnie, ale mimo wszystkiego wytrwale przedostają się dzielnie przez te najgorsze momenty.
      „Dla mnie ten obraz jest zbyt wyidealizowany i nie z mojej bajki, mam nadzieję, że osiągalny dla wielu kobiet.” – ja wchodzę na Karoliny bloga tylko wtedy kiedy potrzebuję „uduchowienia”, tej inspiracji, która mi przypomni, że może ta bajka jest osiągalna do jakiegoś stopnia. Niewiele jest tutaj dziarskiego podejścia, które wybrzmiewałoby ludzkim pojednaniem i zrozumieniem, że czytelnicy (i to wydaje mi się, że większość z nich) mają za sobą doświadczenia, czy to z dzieciństwa czy już w dorosłości, które kaleczą duszę. Na tym blogu widzę albo perspektywę osoby, która nie zna punktu widzenia tej części społeczeństwa, i dlatego zachęca, by „cieszyć się życiem” i „każdą chwilą”.
      Nie uważam, że jako czytelnicy mamy prawo lub możliwość żądać lub prosić blogera o jakiekolwiek rozmyślenia, lub wzgląd na innych ludzi. Blog to nie życie, to nie prawdziwa relacja – to produkt, inspiracja i perspektywa. Fajnie wejść tutaj i pomarzyć, że może i ja mogłabym być fotogeniczna, stylowa, i mieć rodzinę, która jest „normalna”.
      Po ilości ludzi z jakimi rozmawiam na co dzień, którzy dzielą się ich pochodzeniem i historiami, dochodzę do wniosku, że około 70% ludzi zaczęło dorosłość bez wiary w siebie, samemu, z rodziną, ale bez ich prawdziwego wsparcia. I wielu z nich jest ludźmi, których uważam za prawdziwych bohaterów, bo pracowali nad sobą i ich otoczeniem, by być teraz uduchowionymi i szczęśliwymi ludźmi.
      Może Karolina nie miała tak błogo, jak to pokazuje na blogu, może ma w sobie empatię i troskę o dobro bliźnich, której tylko nie widać gołym okiem. Nie tego powinno się szukać u blogera, a tym bardziej u tego, kto jasno tłumaczy, że prywatne życie oddzielił grubą kreską, od tego co jest na blogu. Ładne i stylowe życie jest fajne, i dzisiejsze życie jeszcze bardziej każe nam patrzeć na „influencerów”, którzy promują style życia. Jednak prawdziwi ludzie, starzy ludzie szczególnie, wciąż chodzą ulicami i siedzą w kafejkach, i oni powinni mieć na nas większy wpływ niż ktoś, kto dzieli się opinią, bo wie, że jest obserwowany.

  10. Ania

    12 września 2017 12:25, Odpowiedz

    Przepiękny wpis :) już długo śledzę Twojego bloga bo właśnie urzeka mnie Twoja wrażliwość i podejscie do życia. Nienawidzę słuchać narzekań rodziców, że ciągle siedzą w pieluchach, że ich życie stało się monotonne gdy dziecko się pojawiło w domu bo przecież tylko siedzą z nim w domu i nie mają czasu dla siebie… Wydaje mi się, że chyba po prostu nie wszyscy dojrzeli do tej roli. Sama jeszcze nie jestem mamą ale wiem, że kiedy poczuję że to ten moment i jestem gotowa będę czerpała z każdego dnia to co najlepsze dla mnie i maluszka :)

  11. Pola

    12 września 2017 12:29, Odpowiedz

    Bardzo się cieszę, że ktoś w końcu dodał mi otuchy. Dziękuję Karolino. Jestem w 2 miesiącu ciąży i czasem z przerażeniem czytam to, na co ktoś mnie przygotowuje. Dlatego daruję sobie chyba wypowiedzi i fora sfrustrowanych matek, a spróbuję z ciekawością i radością przygotować się do nowej roli :)

  12. tola

    12 września 2017 12:31, Odpowiedz

    piękny wpis, z którym zgadzam się w 100%. straszenie i dawanie rad na wyrost to nie jest to, czego potrzeba kobietom w ciąży. sama nie chciałam tego słuchać, bo każdy ma inne doświadczenia i po co przejmować się na zapas. to, co moim zdaniem jest istotne to pozwolenie na odczuwanie przeróżnych emocji po porodzie. super, że masz takie doświadczenia z maluszkiem, że jesteś ponad to, co trudne i męczące. ja, pomimo tego, że bardzo świadomie zdecydowałam się na macierzyństwo, to pierwsze miesiące przeżywałam z duszą na ramieniu. właśnie w swoim ostatnim poście piszę o tym, że mama ma prawo do wielu myśli, które na pierwszy rzut oka poddawane są negatywnej ocenie, a tak naprawdę są normalne. po publikacji odezwało się do mnie wiele mam, które czują podobnie, ale wiem, że też są takie mamy i takie macierzyństwo, które aż tak „nie boli” i bardzo mnie to cieszy :) nie wszyscy muszą czuć podobnie!

  13. Zuza

    12 września 2017 12:38, Odpowiedz

    Prosty przykład udowadniający że można…. Moja bliska koleżanka ma dwójkę dzieci więc do niej gdy miałam obawy zadzwoniłam -bałam się porodu. Usłyszałam pełne ciepła i wsparcia słowa, słowa matki dwójki dzieci…. Jestem mamą pół rocznego syna i dopiero niedawno i to całkiem przypadkiem bo od mamy owej koleżanki dowiedziałam się że jej porody były wyjątkowo ciężkie, bardzo medyczne. Nie powiedziala mi o tym, bo tak jak piszesz nie chciała mnie straszyć, wiedziała że każdy poród jest inny. mamy podobne poglądy co do rodzicielstwa i rodziny. Zastanawiam się ciągle co pomyśli sobie dziecko gdy przeczyta kiedyś te „wielkie żale” o sobie w Internecie bo jak wiadomo nic w tej przestrzeni nie ginie. . Albo ojciec owego dziecka, małżonek gdy pisze się o nim w pogardliwy sposób. szkoda że tak wiele osób po prostu zamiast wychowywać, kładzie dziecko obok, wł. Bajki i pisze te wszystkie głupoty. Żeby nie było mój syn spaceruje ze swoim Tatą, haha pozdrawiam Cię serdecznie! Wielu wspaniałych chwil. Czas płynie koszmarnie szybko!

  14. Kinga

    12 września 2017 12:51, Odpowiedz

    Kochana Karolino!

    Wspaniały i bardzo potrzebny wpis. Serce rośnie kiedy czytam Twoje słowa!

    Przesyłam uściski,
    Kinga – mama Zosi

  15. Paulina

    12 września 2017 12:51, Odpowiedz

    Dziękuję Ci Karolino za ten wpis. Nie jestem mamą, nie planuję na ten moment dzieci, ale otaczają mnie mamy. I „dzięki” nim mój obraz macierzyństwa jest bardzo zły. Dziękuję, że uświadamiasz mi, że tak, jak z innymi aspektami życia, najwazniejsze jest podejście.

  16. B.

    12 września 2017 12:53, Odpowiedz

    Karolina, bardzo dziękuję Ci za ten wpis. Dawno do mnie nic tak nie przemówiło. Od dłuższego czasu obserwuję w sieci jakiś trend na „odczarowywanie” macierzyństwa, co dla mnie brzmi bardziej jak obrzydzanie. Ze czasu nie ma (a wcześniej się go marnowało), że romantyczne wieczory to tylko od święta, a szczytem marzeń jest samotna wyprawa do sklepu. Jestem młodą osobą, jeszcze dzieci nie mam, ale gdy przez dłuższy czas czytałam tego typu parentingowe blogi, to jakoś mi się odechciało w ogóle nad tym zastanawiać. Faktem jest, że jeszcze nie myślę o tym na poważnie, ale to chyba symptomatyczne, że narzekactwo potrafiło mnie tak zniechęcić i zaniepokoić – a przecież zawsze wiedziałam, że będę chciała założyć rodzinę.

    Mam nadzieję, że kiedy ja będę przezywać macierzyństwo to trafię na więcej życzliwości. A blogów rodzicielskich już prawie nie czytam:)

  17. Natalia

    12 września 2017 12:53, Odpowiedz

    Bardzo wartościowy wpis, szczególnie, że wiele kobiet po porodzie ma depresje, jednak o tym się nie mówi. Być może za dużo nasłuchały się takich „narzekających” kobiet. Negatywne emocje w przypadku wrażliwych osób mogą mieć zły wpływ. Dlatego temat który poruszyłaś jest bardzo ważny. Sama nie mam jeszcze tego szczęścia jak ty w postaci maluszka… ale nie raz podczas rozmów o tym, że chciałabym być mamą i fakt, że to może być marzeniem kogoś, w postaci tekstu : „ciesz się, życiem puki możesz”, jest w sposób negatywny odradzane. Dlatego miło się czyta twój tekst jest pełen pozytywnych emocji. Pełen miłość. Być może tego właśnie brakuje na świecie. Miłości do siebie i do drugiego człowieka.
    Pozdrawiam serdecznie. Chciałabym powiedzieć nawet, że cieszę się twoim szczęściem mimo, że się nie znamy ;)

  18. Ewa

    12 września 2017 12:54, Odpowiedz

    Tak dokładnie rozumiem, co chcesz przekazać. Też nigdy nie mogłam pojąć, jak można w ten sposób psuć własne szczęście ciągłym narzekaniem. Mam dwóch cudownych synów (3 lata oraz 1,5 roku) a w styczniu zostanę mamą córeczki i gdyby nie fakt, że niestety jestem po dwóch cesarskich cięciach i czeka mnie kolejne nie byłabym w stanie poprzestać na trójce. Macierzyństwo jest radością mojego życia, jestem ogromnie wdzięczna, że mąż umożliwia mi pełne oddanie się tej roli, zarabiając na naszą rodzinkę, a ja mogłam zawiesić swoją „korpokarierę” i oddać się temu co kocham całym sercem i co sprawia radość w każdej nanosekundzie i nawet gdy muszę wstać po raz enty tej samej nocy, nie zamieniłabym się z nikim, bo jestem w miejscu na które czekałam całe życie. Pozdrawiam i czekam na więcej Twoich wpisów, bo są miodem dla duszy!

  19. MotherOfPearl

    12 września 2017 12:56, Odpowiedz

    Mam mieszane uczucia. Zastanawiam się z czego wynika to, że kobiety straszą, czy bardziej „ostrzegają” inne kobiety. Ja sama słucham od wielu lat w mojej rodzinie historii porodu mojej ciotki, który był po prostu koszmarny (dziecko ważyło prawie 5 kg). Czy ciotka chce mnie straszyć? Raczej nie. To wynika po prostu z rozczarowania, tego, ze jej rzeczywistość okazała się inna niż ta pokazywana w mediach: różowy bobasek, wypacykowana matka, generalnie sielanka.
    Uważam, że powinno się mówić o trudnościach skoro się pojawiają żeby decyzja o dziecku była świadoma.
    Co innego to chęć zabrania komuś odrobiny szczęścia niepotrzebnymi uwagami. Tak nie powinno się robić, ale to niestety już taka nasza nieładna ludzka cecha.

    • karolinabaszak

      14 września 2017 09:20, Odpowiedz

      Wiesz, jeśli dajesz wyraźny sygnał, że chcesz posłuchać o porodzie itd, to nie widzę problemu aby ktoś Ci o tym opowiedział. Ja zupełnie nie o tym napisałam :) Pisałam o robieniu z oczywistości jakiegoś wielkiego odkrycia i jednocześnie dramatu życiowego ;)

  20. Ewa

    12 września 2017 12:57, Odpowiedz

    Mam dwóch cudownych synów (3 lata oraz 1,5 roku) a w styczniu 2018 zostanę mamą córeczki i gdyby nie fakt, że niestety jestem po dwóch cesarskich cięciach i czeka mnie kolejne nie byłabym w stanie poprzestać na trójce. Macierzyństwo jest radością mojego życia, jestem ogromnie wdzięczna, że mąż umożliwia mi pełne oddanie się tej roli, zarabiając na naszą rodzinkę, a ja mogęzawiesić swoją „korpokarierę” i oddać się temu, co kocham całym sercem i co sprawia radość w każdej nanosekundzie i nawet gdy muszę wstać po raz enty tej samej nocy, nie zamieniłabym się z nikim, bo jestem w miejscu na które czekałam całe życie. Pozdrawiam i czekam na więcej Twoich wpisów, bo są miodem dla duszy!

  21. Dorota

    12 września 2017 13:00, Odpowiedz

    „Wyśpij się w ciąży, bo potem przez dwa lata nie będziesz spać”, „najgorsze są pierwsze dwa miesiące”, „pierwsze trzy miesiące są super, potem to się zacznie!”, „oj, zobaczysz jak zacznie ząbkować”.
    Dziwnym trafem jutro mija 6 miesięcy, a my obie wyspane, radosne i przeszczęśliwe :) a straszenie innych madek puszczam mimo uszu :)

  22. Dominika

    12 września 2017 13:06, Odpowiedz

    Straszą te mamy, które po prostu sobie nie radzą, ale nie tyle z dzieckiem co przede wszystkim ze sobą. Prawdopodobnie są to matki niedojrzałe psychicznie do rodzicielstwa, matki sfrustrowane, rozgoryczone. Ja sobie w ten sposób to tłumaczę bo naiwnie chcę wierzyć, że kobieta kobiecie , matka matce wrogiem być nie może…Piękne zdjęcia :) Pozdrawiam :)

    • Asia

      13 września 2017 09:26, Odpowiedz

      „matka matce wrogiem być nie może”, jak to się ma do tego co jest napisane wcześniej w Twoim komentarzu? Moim zdaniem nie oceniajmy, za takimi sytuacjami może stać burza hormonów, depresja poporodowa, baby blues. Bądźmy dla siebie wyrozumiałe i miłe :)

  23. Marzena

    12 września 2017 13:08, Odpowiedz

    Jestem obecnie w 32 tygodniu ciąży. Też nie mogę się doczekać chwil w których maleństwo się pojawi, choć strasznie się tego boje, nie wiem czy sobie poradzę, ale jestem na to gotowa i czekam z niecierpliwością. Najbardziej nie lubię tego, jak rozmawiam ze znajomymi które już mają dzieci i mówią mi jak jest ciężko. Że skończy się „wolność”, że nie posiedzę spokojnie przed telewizorem, że nie wyjdę z koleżankami na kawę… Ciągle tylko narzekają jak to jest ciężko. Mam wrażenie, że chcą mi odradzić dziecka? Liczę się z tym, że dużo się zmieni, ale ja chcę tych zmian.
    Karolina jesteśmy w podobnym wieku, będziemy miały dzieci w jednym wieku (różnica kilku miesięcy) i widzę, że mamy podobne podejście do macierzyństwa.
    Pozdrawiam <3

    • karolinabaszak

      12 września 2017 13:44, Odpowiedz

      Pewnie, że sobie poradzisz :) A gdy coś będzie dla Ciebie niejasne to albo sama sobie wypracujesz swój sposób albo poprosisz o pomoc kogoś doświadczonego i wszystko będzie dobre <3 Młode mamy potrzebują wsparcia i ciepła, a nie demonizowania roli matki i zastraszania :)

  24. Anna

    12 września 2017 13:18, Odpowiedz

    Nigdy nic nie pisałam na Twoim blogu, ale zrobię to pierwszy raz. Ten wpis to moje identyczne odczucia jako przyszłej mamy w 5 miesiącu :) Lepiej bym tego wszystkiego nie ujęła <3

  25. Ania

    12 września 2017 13:29, Odpowiedz

    Jak ja Cię doskonale rozumiem…. Jak słyszałam hasła ‚Noo to teraz wam się zacznie prawdziwe życie’ albo ‚Koniec wolności’ to ręce mi opadały. Jak już minęło kilka miesięcy mojego urlopu macierzyńskiego padło: ‚I co masz już dość siedzenia z dzieckiem w domu?’ a ja zastanawiałam się czego mam mieć dość? Tych cudownych chwil i patrzenia sobie w oczy przy karmieniu synka, porannych pieszczot i przytulasków czy wspólnych zabaw i radości jaką daje każda chwila spędzona z małym człowieczkiem…? Wiadomo, że są trudne chwile i czasem padamy na twarz ze zmęczenia ale jakie to ma znaczenie kiedy wiesz że masz pod swoimi skrzydłami cudowną istotkę której los zależy tylko od ciebie. Żyjemy w takiej rzeczywistości jaką sobie tworzymy! Pozdrawiam cieplutko wraz z moim rocznym synkiem Leonem😘

  26. Nat

    12 września 2017 13:31, Odpowiedz

    Bardzo mądre słowa. Również zauważyłam taką dentencję w straszeniu przed macierzyństwem, ciążą. Dziwi mnie to, że robią to często osoby starsze, bardziej doświadczone życiowo, które wydawałoby się powinny wiedzieć czym jest takt, wyczucie. Kiedyś zastanawiałam się skąd to straszenie czy narzekanie, wydaje mi się, że takich rzeczy nigdy nie zrobiłyby osoby, które są dojrzałe do tego aby zostać rodzicem, które naprawdę chcą i wyczekują tego maleństwa…A jeżeli naprawdę przerasta ich ta rola i obawiają się nowej sytuacji, to powinni to zachować dla siebie i nie siać niepotrzebnie niepokoju. Samych miłych i spokojnych chwil z maluszkiem 🤗🐻 Pozdrawiam

  27. Paulina

    12 września 2017 13:32, Odpowiedz

    Bardzo fajny tekst Karolino. Ja aktualnie jestem w połowie ciąży (jak ten czas szybko płynie!) i też czasem od różnych osób słyszę teksty typu: „no to niedługo zobaczysz jak to jest ciężko”, albo „no to jak ci zacznie pyskować, to dopiero zobaczysz”. Nie rozumiem po co ludzie mówią nam takie rzeczy, no bo chyba nie z troski! :) Tak samo słyszę teksty odnośnie ciąży gdy mruknę, że coś mnie boli lub słabiej się czuję słyszę „ooo kochana poczekaj do 3 trymestru to dopiero będziesz się źle czuła”. Długo staraliśmy się o ciążę, nawet dotąd jeszcze nie dowierzam, że mam pod sercem moją małą córeczkę. Jestem bardzo szczęśliwa i nie mogę się doczekać, kiedy ją pierwszy raz zobaczę. A teksty innych osób najpierw mnie dotykały, a teraz jednym uchem wpuszczam a drugim wypuszczam. Aha no i jeszcze teksty na temat finansów jak to nie będzie trudno i źle, bo wszystko przecież takie drogie. A ja o tym nie myślę, cieszę się tym że mogę w ogóle być w ciąży i czekam na moje maleństwo. A życie i tak weryfikuje jak będzie później. Każda kobieta przeżywa ten czas inaczej. Zarówno ciążę jak i macierzyństwo. Pozdrawiam Cię serdecznie Karolino i buziaki dla Synka:)

  28. Ola

    12 września 2017 13:33, Odpowiedz

    Z wpisem w zupełności się zgadzam o ile kobieta jest w pełni zdecydowana na dziecko lub już jest w ciąży. Nie mam zamiaru nikogo obrażać,ale czasem rozmyślam o macierzyństwie i jestem ciekawa czy tylko ja o tym myślę w tych kategoriach. Mam wrażenie,że jestem zbyt odpowiedzialna na dziecko… Przez te narzekania,ale i bardziej obiektywne obserwacje(w rodzinie, na „ulicy”),opiekę nad dziećmi sióstr, wiem z czym wiąże się macierzyństwo. Rozumiem, że nie musi nic z tych przykrych spraw przytrafić się akurat mi, ale już się boję, dziecko to odpowiedzialność do końca życia, i w dzień, i w nocy, wyrzeczenia dla mnie to nie problem,ale ten strach czy wszystko zniosę, czy będę dobrą matką itd… Moja siostra wydaje się idealną matką, najchętniej nie zostawiałaby córci na chwilę, ale kiedy widzę,że mała musi towarzyszyć jej nawet w toalecie, jest uparta bez konkretnego powodu, zastanawiam się jak ja bym to znosiła… Mam 25 lat, nie myślę jeszcze o ślubie i dzieciach,ale coraz częściej ktoś sugeruje,że powinnam zacząć się nad tym zastanawiać;/ Czy ktoś też myśli,że bycie matką to nie jest „cud świata” a „spełnienie własnych, samolubnych marzeń”, przecież jest tyle dzieci czekających na adopcję,albo którym można pomagać w inny sposób,o czym się nie pomyśli raczej mając swoje. Ktoś kto nie decyduje się na dzieci jest zaraz oceniany jako „wygodnicki” a on po prostu nie chce być złym rodzicem,albo spełnia się w innej roli w społeczeństwie. Czy mój instynkt macierzyński śpi, czy coś go zabiło, a może jeszcze przyjdzie? Czy za daleko zabrnęłam w tych rozmyślaniach, bo nie ma co filozofować, taka jest kolej rzeczy i należy się temu poddać?

    • MotherOfPearl

      12 września 2017 13:50, Odpowiedz

      Myślę, że jesteś świadomą i dojrzałą osobą. Ja też obserwując cudze dzieci nie jestem przekonana, że różne rzeczy przyjęłabym z radością.
      Nieprawdą jest, że każda kobieta ma instynkt macierzyński – niektóre go mają od zawsze, niektóre do tego dojrzewają, a część po prostu nie. Grunt to być świadomym swoich potrzeb i decydować się na najważniejszą rolę w życiu świadomie.

    • Pola

      12 września 2017 14:27, Odpowiedz

      Miałam identyczne podejście do tematu dzieci. Też zostawałam z dziećmi siostry i chciałam jak najdłużej odwlec swoje macierzyństwo. Rozmawiałam z Mężem, że jeszcze nie jestem gotowa i że może za rok, a planowaliśmy zajść w ciąże w sierpniu. Kilka dni po naszej rozmowie, to był własnie sierpień, okazało się, że jestem w ciąży (teraz już wiem że to był 4 tydzień). Ktoś z góry nad tym czuwał, a ja chyba potrzebowałam, żeby to się po prostu stało, teraz się cieszę jak dziecko. Będzie pewnie niekiedy ciężko, ale dam sobie radę i Ty też dasz. Ja w to wierzę. Trzeba tylko przyjąć nowy rozdział życia z uśmiechem na twarzy. Bez dzieci też człowiek jest czasem zmęczony i nie ma czasu. Trzeba życie poukładać od nowa, ale to jest naturalna kolej rzeczy. Pozdrawiam :)

    • MONIKA_K

      12 września 2017 23:15, Odpowiedz

      Olu, chyba za bardzo myślisz o tym co mówią inni – „ale coraz częściej ktoś sugeruje,że powinnam zacząć się nad tym zastanawiać”, „Ktoś kto nie decyduje się na dzieci jest zaraz oceniany jako „wygodnicki”. Słuchaj własnego serca, ono podpowie Ci, co jest dla Ciebie najlepsze. Jeśli uważasz, że adopcja jest dobrym rozwiązaniem – zrób to. Jeśli nie chcesz po prostu mieć dziecka – podejmij taką decyzję. Najważniejsze być w zgodzie ze sobą. Chciałam napisać, że ciężko wyobrazić sobie jak to jest być matką nie mając dziecka. Opieka nad dziećmi sióstr czy rodzeństwem to nie to samo. Tego trzeba doświadczyć. A czy będziesz dobrą matką? Podejrzewam, że każda z nas się nad tym zastanawia nawet będąc już matką. Poza tym dla każdego co innego znaczy „dobra matka”. To tak jak ludzie pytają „jak stworzyć idealny związek”. Co znaczy – idealny? Dobrze piszesz, że dziecko to odpowiedzialność do końca życia. Wychowanie dziecka to ciężka praca, ale ciężka nie w złym sensie. To wyzwanie dla rodziców i sprawdzenie swojego charakteru. Mnie dziecko bardzo dużo nauczyło, zmieniłam swoje podejście do wielu spraw, nauczyłam się pokory, cierpliwości i przede wszystkim tego, że dziecko nie jest naszą własnością tylko odrebną jednostką mającą swój charakter. Nie raz łapałam się przy buncie mojej obecnie 11-letniej córki, że mówiłam „ja taka nie byłam”. Ale przecież ona nie jest mną. Ja szanuję każdy wybór, jeśli człowiek robi to w zgodzie ze sobą i jest szczęśliwy. Nie ma nic gorszego jak macierzyństwo zrodzone pod wpływem presji otoczenia. Życzę Ci abyś podjęła decyzję, która będzie wyborem zrodzonym z serca.

    • Magdalena

      13 września 2017 11:08, Odpowiedz

      Olu – zadawanie sobie pytań i budowanie swojej świadomości jest bardzo ważne.Trzeba tylko uważac żeby nie za bardzo filozofować. Życie jest proste tak na prawdę. Każdy ma inną ścieżkę. Ostatnio ukazał sie w WO reportaż pisarki, która przeprowadziła kilkadziesiąt wywiadów z matkami – z krajów takich jak Indie, gdzie małżeństwo i rodzenie dzieci jest jedyną słuszną opcją i czymś co jest naturalną i jedyną drogą. te kobiety wiedząc to co wiedza teraz nie zdecydowałyby się powtórnie na macierzyństwo. Osobiście mnie taka wizja przeraziła – bo to co wiem teraz to wiem teraz – nie wiem teraz tego co będę wiedzieć za 10 lat. Jednak to pokazuje, że warto poznać siebie i swoje pragnienia, żeby podejmować świadome decyzje.

      Ja akurat myśle, że w naszym społeczeństwie dopiero zaczyna być budowany prawdziwy obraz macierzyństwa ze wszystkimi jego blaskami i cieniami. Dla każdej kobiety co innego będzie trudnością i co innego wyzwaniem. Dla kogos kto źle nie reaguje na brak snu – nie będą takim problemem zarwane noce, a dla kogos kto musi przespac 8 h żeby normalnie funkcjonować – będzie to realny problem. Dla bardzo spokojnej osoby – nadpobudliwe dziecko lu cierpiące na kolki i cały czas płaczące też będzie dużym wyzwaniem i ogromna miłość do dziecka nie pomoże.

      Nie ma jednego obrazka.

      Myśle, że te osoby które reagują w straszący sposób na macierzyństwo i się wtrącają – reagują też tak na inne sprawy. Warto pamietać, żeby nie dawać nieproszonych rad. One w żadnej sprawie nie pomagają, tylko ranią i pogarszają sprawę.

      Polecam wspaniały wpis Sary na jej blogu: http://missferreira.pl/podziwiam-jaka-jestes-dobra-mama/ a wszystkim nam kobietom życzę życzliwości dla nas samych i siebie nawzajem.

    • Paulina

      13 września 2017 20:57, Odpowiedz

      „Czy ktoś też myśli,że bycie matką to nie jest „cud świata” a „spełnienie własnych, samolubnych marzeń”, przecież jest tyle dzieci czekających na adopcję,albo którym można pomagać w inny sposób,o czym się nie pomyśli raczej mając swoje.” – myślę, że wiele kultur brnie teraz w tę stronę, gdzie dziecko jest stawiane na pedestale i wszystko nagle zaczyna się kręcić wokół bezbronnej istotki, która nie może bez nas żyć. Taka jest biologiczna prawda, ale myślę że często kobiety zaczynają przenosić to również na psychologiczny aspekt. Niby mówią, że rodzina to prywatna sprawa, ale publikowanie słodkich ubranek i matkowych sesji zdjęciowych tej prywatności nie obejmuje. „Child worship”, „parenthood religion” – tak to nazywają za granicą, i wydaje mi się, że te nurty wydają się bardzo atrakcyjne dla Polek, z racji, że nasze dotychczasowe podejście do bycia rodzicem jest dużo bardziej stonowane. Mnie osobiści podoba się zdrowa równowaga pomiędzy tymi dwoma: nie mówmy do dziecka wiecznie słodkim głosem, żeby tylko go nie skrzywdzić, ale też pozwólmy mu zauważać, że jest ono jedną z wielu osób w towarzystwie, i zasługuje na specjalne traktowanie tylko ze względu na wiek i brak doświadczenia w niektórych kwestiach. Pierwsza kupa w nocniku, chodzenie, pierwsze słowa, dlaczego dzisiaj nie wystarczy cieszyć się nimi w zaciszu domowym lub rodziny, która nas odwiedza NA ŻYWO, a nie na Facebooku. Parenthood Religion staje się modne w Polsce, bo daje złudzenie bycia „dobrym rodzicem”.
      Myślę, że Karolina ma rację, dajmy każdemu przejść przez to co przechodzi na własną rękę, a jak chcemy to bacznie obserwujmy, czy może nie potrzebuje pomocy. Instynkt macierzyński? Czytałam, że coś takiego nie jest poparte żadną nauką, więc się tym nie przejmuj. Myślę, że dobrze, że filozofujesz, bo to Ci pozwoli być kobietą świadomą, która ma własne zdanie i potrafi je wesprzeć argumentem. Myślę, że brak czucia „instynktu macierzyńskiego” jest bardziej normalne niż dążenie za tłumem i powicie dzieci z samolubstwa, żeby coś się zmieniło w Twoim życiu. Myślenie o ciąży jako o „cudzie świata” nabudowuje mity i niezrozumienie na jej temat. Pomyśl o tym, czy rodzice, którzy adoptują dziecko w wieku np. 5 lat świrują na temat tego dziecka, że ono jest cudem? Nasza religia mówi nam, że każdy jest, ale jakoś małe dziecko traktuje się jako cud „większy?”. Dzieci są istotkami mniejszymi niż my, wielu rzeczy nie wiedzą i nie umieją i w tym rola każdego dorosłego, by to mieć na względzie. Ale chyba ta biologiczna słodkość dzieci, którą natura stworzyła, by ludzie swoich dzieci nie odrzucali, trochę niektórym rodzicom zaślepia oczy. Ulga trochę na tym blogu, że Pan Przemek żadnych bluzek „SUPERDAD” nie promuje.

  29. Agusska

    12 września 2017 13:53, Odpowiedz

    Karolino, wyłączając wszystko co napisałaś o macierzyństwie, zainteresował mnie fragment o potyczkach przedsiębiorców z urzędową „buchalterią”. Ciekawa jestem co konkretnego masz na myśli?
    Od jakiegoś czasu doświadczam wszystkiego z czym stykają się tzw. młodzi przedsiębiorcy. Prowadzę gabinet, świadczę usługi i zatrudniam kilka osób. Nie zderzyłam się póki co z utrudnieniami, które rzekomo powodują urżedy/urzędnicy. Przez specjalnie zaprojektowane programy prawie wszystko załatwiam online. W skarbówce czy w ZUS-ie do tej pory nie natrafiłam na kolejki w oddziałach specjalizujących się w obsłudze firm czy tzw. działalności. Czasu starcza mi na tyle, żeby zajrzeć choćby na twój blog.
    Chyba nie jestem wyjątkiem, który potwierdzi powyższe.
    Czekam na wpis o Twoich doświadczeniach :)
    Pozdrawiam Ciebie i wszystkie czytelniczki.

  30. MONIKA

    12 września 2017 14:03, Odpowiedz

    Ile tu mam ! I przyszłych mam ! :-)

    Ja również jestem mamą od półtora miesiąca. I potwierdzam słowa Twoje Karolino i innych komentujących. Dużo w ludziach straszenia, demonizowania, wyolbrzymiania. A to zupełnie niepotrzebne. U nas też początki bywały trudne, żeby dobrze „zgrać” się z maluszkiem. Ale… czy to poznawanie siebie nawzajem własnie nie jest piękne ? Można usiąść i sobie ponarzekać, a można podejść do tego w inny sposób, jak do „cudu” który codziennie nosimy na rękach, karmimy piersią, tulimy, po prostu kochamy. I choć czasem jesteśmy niewyspane, to czym jest to w porównaniu do piękna macierzyństwa ? :))))

    Uściski dla wszystkich dzielnych młodych mam :*

  31. Karolina

    12 września 2017 14:16, Odpowiedz

    Mądry wpis. Jestem niepełnosprawna i bardzo chciałabym mieć dziecko. Jest to moje największe marzenie, jednak każdego dnia boję się, czy moje ciało poradzi sobie w trakcie ciąży..zawsze obserwuję na ulicy mamy ze swoimi dziećmi, myśląc sobie i wyobrażając, że kiedyś i ja będę jedną z nich.. wszystkiego dobrego, moja Imienniczko!

  32. Klaudia

    12 września 2017 14:18, Odpowiedz

    Zgadzam się w 100%. Mnie straszono, ze powinnam się wyspać, że już nigdy nie będzie czasu na sen, że nie będę miałą czasu dla siebie na jedzenie, na wykąpanie się, spacer i inne rzeczy, które robiłam jeszcze sama i w dwupaku. Straszono mnie, że połóg jest okropnym doświadczeniem, że będę niesamowicie zmęczona po porodzie i dalsza opieka nad dzieckiem już zawsze będzie tak wyglądać. Postanowiłam nic nie brać do siebie i po prostu zobaczyć jak to będzie. Okazało się, że kwestia nastawienia bardzo dużo zmienia. Pozytywnie podeszłam do całego macierzyństwa i niestraszne mi ani bezsenne noce, ani brak czasu dla siebie na relaks czy pracę. Nawet lepiej – pracę postanowiłam zmienić, dodatkowo założyć bloga, żeby dzielić się swoimi przemyśleniami związanymi z byciem mamą i macierzyństwem, więcej też gotuję i piekę, bo poczułam się taką kurką domową, i postawiłam sobie za cel tworzyć ciepłe ognisko domowe, gdzie pachnie szarlotką i ciepłym obiadem, a po domu biegają dzieci :)

  33. Kasia

    12 września 2017 15:30, Odpowiedz

    Bardzo mądre słowa! Z całego serca dziękuję Ci za ten wpis :)
    Jestem na etapie organizacji ślubu, dziecko pewnie za kilka lat, a już słyszę, że musimy czerpać z życia ile się da, bo później będzie dziecko – zobaczycie, będziecie wykończeni, nigdzie nie pojedziecie, będzie trzeba zostać w domu!
    A żadnej z tych osób nawet do głowy nie przyszło,jak bardzo chcemy móc mieć dzieci, jakie będzie to dla nas szczęście. Uważam, że dużo mądrości jest w słowach, że posiadanie potomstwa sprawia,że świat zmienia się na lepsze, a matkę wypełnia radość, patrząc co nowego potrafi jej dziecko.
    Dziecko to nowe życie. Jest cudem <3

  34. Aleksandra

    12 września 2017 15:33, Odpowiedz

    Bardzo inspirujący wpis. Planuję zajść w ciążę być może za jakieś 2 lata i mam nadzieję, że będzie to najlepszy okres w moim życiu. Jednak jest to decyzja, do której należy dojrzeć. Trzeba zdać sobię sprawę z tego, że nasze życie już nigdy nie będzie wyglądać tak samo i pewnych rzeczy musimy sobie odmawiać. Bycie matką to chyba najtrudniejsza rzecz na świecie, a zarazem jedna z najpiękniejszych.

  35. Kasia

    12 września 2017 15:33, Odpowiedz

    Jestem mama 11-latka i pamietam ogromne szczęście w postaci mojego Syna, ale tez ogromne zmęczenie i ciągły stres o maluszka. Super, ze potrafisz być zrelaksowana. Ja niestety nie miałam tyle szczescia:( a może miałam niedojrzałe podejście. Pozdrawiam

  36. Martyna

    12 września 2017 15:53, Odpowiedz

    Bardzo mądry wpis. Ja z kolei nie potrafię cieszyć się w pełni macierzyństwem, bo mój 5 miesięczny syn to High Need Baby i każdy dzień jest dla mnie bardziej lub mniej męczący. Bardzo chciałabym tak jak Ty czerpać garściami radość z życia, tylko nie wiem jak. Masz jakąś radę? (To nie jest kolejny gorzki żal, kocham nad życie moje dziecko, nigdy nie pomyślałam o nim jak o „kuli u nogi”)

  37. Magdalena

    12 września 2017 15:57, Odpowiedz

    Dzięki za ten tekst. Nie zawsze potrafię się odnaleźć w Twoim podejściu do życia, opiniach czy przemyśleniach (w końcu na tym polega różnorodność), ale z tym zgadzam się w 100%. Nie potrafię zaakceptować tego, jak jedna kobieta drugiej kobiecie przedstawia ciążę, poród i w końcu macierzyństwo w przykrych odcieniach szarości, dlaczego jedna drugą straszy porannymi nudnościami, bólami, porodem niemal ze średniowiecza, nieprzespanymi nocami, kolkami – można tak wymieniać. Chyba wielu ludzi tak ma, że jeśli coś im nie do końca się udało albo coś im nie odpowiada, to tylko patrzą, jak i inni będą musieli „swoje przecierpieć”. Innym nie może być w końcu ‚za dobrze’ ;) Wiele kobiet niestety podchodzi do macierzyństwa z perspektywą poświęcenia, a tu nie o poświęcenie chodzi, a o zaangażowanie. Jeśli będziemy potrafili się zaangażować, z całą gotowością serca, a nie z poświęceniem („jakie to straszne, trudne, sama zobaczysz, też będziesz musiała się poświecić jak ja!”) to dopiero macierzyństwo będzie kwitło i żadna kolka tego nie zmieni.

  38. Madzia

    12 września 2017 16:22, Odpowiedz

    Ja tez bym wolała oddać się tylko wychowaniu dzieci, ale co jeśli męża kiedyś braknie z jakichś przyczyn losowych? Żadna kobieta ani mężczyzna nie powinien być zależny finansowo od drugiego człowieka, ani nie polegać na karierze drugiej osoby. Nic nie jest dane w życiu raz na zawsze. Czasami szkoda oddać dzieci do przedszkola czy żłobka ale chyba lepsze to niż znaleźć się w sytuacji gdzie nie ma się grosza przy duszy a ostatni wpis w CV jest sprzed wielu lat

  39. Ala

    12 września 2017 18:33, Odpowiedz

    Oczywiście jestem za, gratulujmy a nie straszmy, kazde dziecko jest inne tak jak i każdy rodzic jest inny, wiec musimy przekonać się samo jak to bedzie a straszenie jest niemile i niegrzeczne. Ale rowniez pamietajmy o tym, ze czasami reklamowanie macierzyństwa i opowiadanie jak jest fajnie i kolorowo może sprawiać przykrość. Ja w ciazy naczytalam sie wpisow i tym jak dziecko musi sie dostosowac do naszego zycia, o podrozach, wyjsciach, spotkaniach, o tym, ze moze byc zupelnie normalnie. Taka wyluzowana matka chciałam być. Córka ma juz prawie dwa lata a mnie do tej pory czasami dreczy mysl co ze mna i z nia jest nie tak. Jest high need baby, duzo placze, szybko sie nudzi, nie usiedzi w miejscu, bardzo malo spi, jest niejadkiem… prawie nie podrozujemy, nie chodzimy do restauracji, rzadko zapraszamy znajomych do domu bo to pogarsza jej sen i zachowanie, sami nie wychodzimy bo nie mamy jej z kim zostawic. I do tej pory czasami czytam rozne historie na blogach i slucham co mowia znajomi i szczerze zazdroszczę. I jest mi przykro.

  40. Agata

    12 września 2017 19:33, Odpowiedz

    Czytałam z zapartym tchem, co chwilę przytakując Tobie w myślach :) Bardzo mądre słowa nie tylko jeśli chodzi konkretnie o aspekt macierzyństwa, ale także trafne nawiązanie do wiecznego malkontenctwa. Właśnie dopiero doświadczenie praktyczne, życiowe, to coś, dzięki czemu będziemy mogli się czegoś tak naprawdę nauczyć, tym bardziej, że przecież każdy wszystko tak naprawdę przeżywa inaczej. Też zawsze ubolewam nad tym, że tak wiele jest wśród nas osób, które czerpią chyba podświadomą satysfakcję z uprzykrzania innym marzeń, pasji.
    Poza tym, jak zwykle zawarta w słowach niezwykła wrażliwość, za każdym razem kiedy wspominasz o swoim synku ;)
    Życzę wytrwałości pomimo otaczających przeszkód i miłości, takiej na co dzień, zwyczajnej, najpiękniejszej! :)

  41. Natalia

    12 września 2017 19:59, Odpowiedz

    Moja bliska koleżanka powiedziała mi ostatnio: „Każdy etap z dzieckiem ma chyba jakiś etap wyrzeczenia. I to zawsze w jakimś sensie przerasta”. I powiem Ci, że wiedząc jak ciężko ma ze swoim synkiem, wiem, że mówiła to z pełną miłością, nie z żalem, bo każdy z tych etapów jest na swój sposób piękny i już nie wróci. Więc nie pozostaje nic innego jak cieszyć się każdym nowym dniem. Twoje nastawienie do macierzyństwa napawa mnie kompletnie innymi emocjami niż te przerysowane, piękne ale jakże naiwne obrazki matek z dziećmi propagowanymi wszem wobec. Jesteś prawdziwa, piękna (duchowo, emocjonalnie i zewnętrznie). I TO daje siłę! :)

  42. Dominika

    12 września 2017 20:05, Odpowiedz

    Wpis bardzo prawdziwy i poruszający. Bardzo lubię Twoją wrażliwość połączoną z ogromną siłą i determinacją w dążeniu do bycia sobą, nawet jeśli nie jest to zgodne z powszechnie panującymi trendami. Ostatnio postanowiłam ograniczyć korzystanie z internetu i mediów społecznościowych. Zostawiłam tylko kilka blogów i kanałów na Youtube, które będę odwiedzać. Nie miałam wątpliwości tylko co do dwóch – Twojego i Twojej siostry. Pozdrawiam serdecznie Karolino.

  43. Joanna

    12 września 2017 20:10, Odpowiedz

    Karolino dziękuję Ci za ten wpis, jako przyszła położna, dużo starsza siostra dwóch Rozrabiaków, młoda kobieta i Twoja wierna czytelniczka. Myślę, że to szalenie ważne słowa szczególnie dla młodych dziewczyn, których temat macierzyństwa jeszcze nie dotyczy. Bardzo łatwo spotkać kobiety narzekające na to, jak ciężko jest z maluszkiem, powtarzające ileż to możliwości im umyka będząc z dzieckiem. To bardzo zniechęca … Nawet mnie, optymistkę i niezwykle rodziną osobę, której marzeniem było zostać mamą (stąd też wybór kierunku studiów). Dzięki takim osobom, jak Ty mogę wrócić do swoich ideałów z nadzieją, że macierzyństwo to naprawdę piękna przygoda.
    Pozdrawiam cieplutko całą Rodzinkę ! <3

  44. Asia

    12 września 2017 20:20, Odpowiedz

    Wydaje mi sie ze to narzekanie wynika z tego ze wiele rodzicow nie traktuje swoich dzieci jako częsc siebie i swojego zycya tylko jak ” cos ” co trzeba wychować- nakarmić, przewinąć , wykapać i położyć spać . Zamiast cieszyć sie z tych czynności i przezywać je z radością na twarzy, bo to są piękne chwile , to ludzie traktują je jako obowiązek który ograbia ich z ich wolnego czasu… smutne bo dla mnie osobiście każda chwila spędzona z moja 6-scio miesięczna Kasia to czas spożytkowany w najlepszy sposób. Wczoraj pierwszy raz moje dziecko powiedziało mama, a dzisiaj obsypała mnie najsłodszym buziakami ever :) Kocham każda sekundę przeżyta z moja córka i wszystkim przyszłym mama gratuluje tego pięknego stanu i zazdroszczę ze wszystko to co juz za mną jest jeszcze przed Wami:)

  45. Natalia

    12 września 2017 21:45, Odpowiedz

    Dziękuję za ten post. Nasz synek zaraz skończy 15 miesięcy i zakochalismy się w nim tak bardzo, że jeszcze w tym roku chcemy postarać się o drugiego maluszka. Mimo tego, że wszyscy straszą –
    z dwójką nie jest łatwo, bunt dwulatka, zazdrość, nieprzespane noce !! Dzieci są cudem. :-) i choć odpowiedzialność za tego małego człowieka jest ogromna, a zmęczenie czasem wygrywa, to nie znam większego szczęścia niż to, które on mi daje. A patrzenie jak mój mąż staje się ojcem… Jakbym zakochiwala się w nim drugi raz :-)

  46. Marta

    12 września 2017 21:47, Odpowiedz

    Podziwiam Panią za odwagę głoszenia tradycyjnych poglądów w erze epatowania nihilizmem. Zapadła jakaś swoista chora moda na obdzieranie z uroku wszystkiego co puękne w życiu kobiety. Najlepszym przykładem post jednej z blogerek ( skądinąd fajnej i myślącej dziewczyny) pt. „Macierzyństwo to ściema”. Taki rodzaj pseudo- wywrotu, który od jakiegoś czasu jest tak naprawdę tylko i wyłącznie, bezmyślnym trendem. Żadna matka o zdrowych zmysłach nigdy nie będzie twierdzić, że macierzyństwo to wyłącznie rozkosz, a rozum podpowiada same dobre rozwiązania. Bywa ciężko i mlode mamy z czasem, metodą prób i błędów dochodzą do tej lekkości, które pozwala otworzyć się na intuicję. Ale, na Boga, tu w końcu chodzi o własne dziecko. O nowe życie a nie kolejny odlotowy projekt, których pełna współczesna blogosfera. Wszystkiego dobrego dla Pani i Maluszka.

  47. Aneta

    12 września 2017 22:16, Odpowiedz

    A widzisz, a ja miałam pretensje w drugą stronę. Moje wszystkie „koleżaneczki” mówiły mi jak to będzie pięknie, jaki to cudowny czas z dzieckiem, jak cudownie jest karmić piersią, jakie macierzyństwo jest wspaniałe, tylko achy i ochy aż nie mogłam się doczekać… I co? Dostałam taką torpedą po głowie, że miałam myśli samobójcze. Karmienie piersią? Robiło mi się niedobrze od tego, bo dziecko wcale nie chciało mojej piersi, darło się do utraty tchu i mnie odpychało. Przeszłam na modyfikowane. Cudowny czas z dzieckiem? Nie był, byłam całe dnie sama z wrzeszczącym niemowlakiem, nie mogłam nawet w spokoju zrobić siku, o prysznicu przestałam marzyć. Byłam u kresu. I byłam wściekła, że NIKT mi nie powiedział jak będzie, NIKT! A jak pytałam dlaczego nikt tego nie zrobił, to wiesz jaka była odpowiedź? Bo nigdy byś się nie zdecydowała. I pewnie bym tak zrobiła…

  48. Vashti

    12 września 2017 23:55, Odpowiedz

    Ja dzieci nie posiadam i właściwie dopiero od niedawna przekonuję się do ich posiadania. Jednak idzie mi to dośc powoli, w głównej mierze właśnie przez opowieści , które słyszę. Do pewnego momentu posiadanie dzieci jawiło mi sie jako koniec wolności, koniec niezależności a właściwie to i koniec życia. Wyobrażałam sobie matki jako zombie z brudnymi włosami, w dresach siedzące w domu , sprzątające i nieatrakcyjne. Wiem, że to krzywdzące myślenie, ale ciągle słyszałam opowieście o braku snu, braku czasu a często też o braku wsparcia ze strony męża/partnera. Teraz zauważam, że moje podejście się zmienia, głównie za sprawą mojego mężczyzny, który jest dla mnie prawdziwym oparciem :)

    Inną stroną medalu są ciągłe przytyki, kiedy jesteśmy długo w związku i każdy uważa, że powinnismy już mieć dziecko/wziąć ślub/zaręczyć się. To jest coś, czego szczerze nieznoszę , bo sama decyduję co powinnam .

    A Twój wpis pokazuje macierzyństwo od wspaniałej strony, bije od niego takie rodzinne ciepło pełne spokoju. Widać, że jesteś szczęśliwa.

  49. Aga

    13 września 2017 01:18, Odpowiedz

    Ja pierwszy poród miałam tragiczny…jeszcze po nim około dwa miesiące czułam się fatalnie…Ale i tak byłam najszczesliwsza pod słońcem.bylam niewyspana, to był hardkor…Ale stwierdzam to teraz z perspektywy czasu, bo jestwm.juz po drugim porodzie…bez komplikacji.. Szybko do domu, dzieciątko bardo spokojne. Je i śpi…zaśnie o 21 śpi do 6.30. Ma dwa miesiące! Karmię piersią!wtedy się nie udało. Nie mogę uwierzyć, że tak super może się to odbyć. Doświadczenie robi też swoje…pierwsze dziecko było rewolucją stwierdzam teraz…a drugie to żadna nowość, sama czysta radość i przyjemność… Zero stresu…no szok! Taka kontynuacja naszego życia…Należę do tych nowocześniej myślących matek…nigdy nikomu nie obrzydzalam macierzyństwa…Ale idąc z moim malenswtem i spotykając znajomych słyszę komentarze o pewnie niewyspana, pewnie daje w kość, pewnie przy dwójce to zero czasu, radzisz sobie w ogóle z dwójką…pewnie masz sajgon…hardkor…nie tęsknisz za pracą, pewnie będziesz musiała zrezygnować z pracy…a mała nie zazdrosna o brata, eeee niee pewnie zazdrosna…oo pewnie dla małej mass mniej czasu…wszystko negatywnie… To chyba już taka natura Polaka…Polki… Tragedia…Ale najważniejsze że ja sama dla siebie wiem jak jest…a jest naprawdę wspaniale. Jak się chce to można pomimo trudności z porodem czy trudności robienia wszystkiego po raz pierwszy przeżyć cudownie macierzyństwo…to początkowe…nie wiem jak jest później..wiem.jak jest do dwóch lat… Mam takie śliczne dzieci…codziennie… Codziennie coś nowego, coś zaskakującego…te czarne oczka…te włoski…te słowa koślawe starszej córki…coś pięknego! Pozdrawiam

  50. Aga

    13 września 2017 01:26, Odpowiedz

    Ola… Jesteś taka.mlodziutka. W twoim wieku też nie chciałam mieć dzieci…po ślubie wiedziałam, że kiedyś trzeba się zdecydować na dziecko….miałam 26 lat i kompletnie nie myślałam o ciąży…chyba przez strach przed porodem…potem zaczęły się dogryzki, że dwa lata po ślubie i bez dzieci…Ale mnie to nie ruszalo… Po 30 stce zdecydowaliśmy się na dziecko… Osiągnęliśmy pewne rzeczy, popracowalismy, dorobiilossmy się…dojrzelismy jeszcze bardziej..żeby nie powiedzieć zestqrzelismy się i przyszedł czas i myśli o potomstwie..ciąża poród i niewyobrażalna miłość do dziecka…samo to się zadziało, samo przyszło…i bach potem drugie…

  51. lizzie

    13 września 2017 09:37, Odpowiedz

    Bardzo dziekuje za ten wpis Karolino. Strasza wszyscy – rodzina, kolezanki, znajome. „A to dopiero zobaczysz co to jest zmeczenie” czy ” wyjezdzaj na wakacje poki mozesz bo z dzieckiem nie dasz rady nawet do sklepu”. Jakby sie swiat konczyl po porodzie. Nie mowiac tutaj o zszokowanych twarzach kiedy powiedzialam, ze nie chce wrocic do pracy, tylko chce poswiecic czas dziecom i domu. Czasami mam wrazenie, ze klasyczna rola kobiety jest juz martwa i teraz liczy sie tylko kariera i zarabiane. Znam matki, ktore nawet 6 miesieczne dzieci oddaly do zlobka, zeby moc wrocic do pracy bo ma sie fajne miejsce. Dla mnie to straszne….

  52. Arleta

    13 września 2017 11:14, Odpowiedz

    Dziękuję Ci Karolino za ten wpis! :) Ja jestem w 15 tygodniu i od osób, które wiedzą o ciąży, już się nasłuchałam jakie to zło mnie czeka. Wszystkie te nieprzespane noce… a mało kto powiedział, że czeka mnie i mojego męża takie wielkie szczęście! I tak, moją ciążę i mojego malutkiego rosnącego maluszka, postrzegam jako ogromne szczęście. Owszem już teraz jest trudno, bo codzinnie pracuję pomimo ogromnego zmęczenia. Ale świadomość, że moje ciało daje nowe życie, jest niedoopisania. Kiedy wracam z pracy mam to ogromne szczęście, że mogę usiąść i odpocząć, a mój wspaniały mąż przygotuje mi kolacje :) I te chwile są najpiękniejsze. Oboje nie możemy się doczekać naszego maleństwa! :) A całe to straszenie sratam się ignorować. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się na spacerze by wymienić swoje spostrzeżenia o naszych NAJWIĘKSZYCH SKARBACH! :) <3 Pozdrawiam Was ciepło!

    • karolinabaszak

      14 września 2017 09:14, Odpowiedz

      Nie przejmuj się Kochana, moja przeciętna noc wygląda tak, że budzę się co 2-3 godziny i karmię przez minimum przez pół godziny. Bywam bardzo zmęczona, ale to jest normalne na tym etapie życia maluszka. Jest głodne, a może potrzebuje bliskości, nie wie jak powiedzieć, bo jest zbyt małe – a ja niby mam dramatyzować, bo tyle nieprzespanych nocy?

  53. edi

    13 września 2017 11:39, Odpowiedz

    Chyba nigdy nic nie skomentowałam na Twoim blogu…Ten wpis skomentuje. Jestem mamą ponad rocznego synka. Jest ciężko, przerabialiśmy kolki i zachłyśnięcia. Miałam raz sytuację taką, że podczas ulewania prawie mi się udusił-Boże jak ja się bałam, że go już stracę…Przeszliśmy ząbkowanie itd itd. Ale nie rozumiem innych matek, które narzekają i gderają jak im źle itd. Jak przychodzi do mnie koleżanka nie dzieciata-starają się póki co bez skutecznie – i pyta jak jest, mówię szczerze…ale nie obrzydzam komuś. Dziecko to też człowiek. Skoro my dorośli mamy różne charaktery, temperamenty, to czemu dziecko może ich nie mieć? Każde dziecko jest inne. Skoro my mieliśmy kolki, to nie oznacza że inny będzie mieć. Po co straszyć?
    Fakt też, że niektóre matki na instagramie i blogach, YT, przedstawiają macierzyństwo w sposób cukierkowy, jako sielankę…tak nie jest i myślę, że właśnie kobiety rozczarowane/bądź życiowe marudy ;-) negują wpisy takich matek. Może dla tego, że ta rola ich przerasta? Czują się bezradne ze swoimi problemami macierzyńskimi?
    Przyznam Ci się szczerze, że jak czytam odczucia Twoje na temat macierzyństwa, mam inne. Nie mam tego efektu WOW jak TY:) Każdy w końcu z nas jest inny…Ale decydując się na bobaska, wiedzieliśmy że zmieni nam się życie. Nie żałujemy:) Kochamy nasz skarb najmocniej pod słońcem i dziwimy się, jak mogliśmy żyć bez niego przedtem. Czy nas ogranicza? Trochę tak…nie lubi podróży – więc wakacje są dostosowane pod dziecko. Czy wyjdę na kawę czy zakupy jak TY z Laurą O.? Nie koniecznie…najpierw kolki nas ograniczały a potem był synek znudzony i marudny, a teraz nie usiedzi na miejscu:)) Czy z tego powodu mi serce pęka? Nie. Kiedyś z tego wyrośnie i sobie odbiję:)
    pozdrawiam

    • karolinabaszak

      14 września 2017 09:03, Odpowiedz

      Edi, co do matek, które przedstawiają macierzyństwo w sposób cukierkowy – może takie podejście po prostu mają, niezależnie od tego jakie trudy podejmują na co dzień. Nie zmienia to faktu, że każdy z nas powinien mieć własny rozum i nie kierować się tym co widzi w social mediach tak w 100%. To, że dziecko wiąże się ze zmianami w życiu jest oczywiste, wystarczy kupić sobie jakąś książkę o wychowywaniu dzieci jak ktoś ma pewne problemy z odbiorem wirtualnego życia, cokolwiek. Ja mówię o tym, że niektóre panie z oczywistych oczywistości robią takie dramaty, że odechciewa się słuchania od samego początku.

  54. agama

    13 września 2017 13:23, Odpowiedz

    Bardzo mądry wpis Karolino:) Czekałam na niego:) Najbardziej spodobało mi się zdanie: „Macierzyństwo sprawiło, że dojrzewam i rozwijam się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.” – a podobno kobieta w domu przy dziecku się nie rozwija, tylko w pracy przy biurku;)
    Wiem o czym piszesz, sama tego doświadczyłam i mogę powiedzieć, że macierzyństwo odkrywa przed nami całkiem nowe horyzonty i rozwija nas jak nic wcześniej, bo jest sednem kobiecości:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Tosia

      15 września 2017 12:34, Odpowiedz

      To największa bzdura, ze kobieta rozwija się tylko w pracy. Dziecko to ie tylko przewijanie brudnych pieluszek i karmienie, do czego sprowadzaja macierzyństwo „feministki”… Trzeba być dojrzałym, odpowiedzialnym i to ogromne wyzwanie, wychować dziecko… tak by było szczęśliwe, aby podzielało nasze wartości! Bo wychować, a „odchować” to dwie różne rzeczy… łatwo jest dać dziecku tablet w młodym wieku i rób co chcesz (a to niestety bardzo częste w dzisiejszych czasach :() To niesamowite zadanie i sukces jeśli się to uda. Ubolewam, że dzisiaj mniejszą wagę przyjmuje się do macierzyństwa, gdzieś spycha na bok, podczas kiedy ciągle słyszymy jak być niezależną, rozwijać się zawodowo itp. A gdzie rady dla młodych mam, jak wychować dziecko? Chodzi mi o to, że sama miałam trochę toksyczną rodzinę i wiem ile trzeba mieć samoświadomości i empatii, by nie przekazać dziecku złych wzorców, by czuło się kochane, bezpieczne, wyrosło na osobę pewną siebie itp.. Sama trochę oglądam różnych poradników, mimo że jeszcze nie zamierzam być mamą, ale mam nadzieję, że nie popełnię tych błędów, co moi rodzice. I dlatego zdaje sobie sprawę jakie macierzyństwo to odpowiedzialne zadanie, ale i piękne. Przykre, że własnie temu poświeca się tak mało czasu – pokazuje, że posiadanie dziecka to tylko słuchanie płaczu i przewijanie, a ile naszych „kobiecych” cech rozwija się przy opiekaniu się małą istotką? Ile ogólnie pięknych cech się rozwija, kiedy ,,uczymy” się zajmować dzieckiem? I przykro mi, kiedy widzę kolejne dziecko puszczone w samopas, a rodzice nie staraja się mu nic ciekawego przekazać. To jest według mnie pole do przepracowania i uświadomienia. Dlatego nie lubię feministek! Bo są jednotorowe i nie widzą problemów prawdziwych kobiet, matek.

  55. Alexn

    13 września 2017 14:15, Odpowiedz

    Brawo za ten tekst ;-) Tak jak napisas, zeby miec pojecie o dzieciach nie zawsze trzeba je juz miec mamy kontakt z dziecmi w rodzinie, spoleczenstwie itd. a kluczem do wszystkiego jest poprostu milosc i empatia. Kobietom swiadomym i dojrzalym wewnetrznie jak Ty trudno zrozumiec to co dzieje sie dookola chodzi o to narzekanie i straszenie. Mysle ze to glebszy temat i czasem osoby ktore to robia sa poprostu nieszczesliwe….. albo nie dokonca gotowe na to wszystko emocjonalnie. Wazne jest tez wsparcie rodziny a przede wszystkim najwazniejszej osoby czyli meza. Ja nie mam jeszcze dzieci ale jak bede miala to mam zamiar cieszyc sie z kazego dnia swoim szczesciem a najwazniejsze w zyciu jest zdrowie nasze i naszego dziecka to sa dopiero problemy jak brak zdrowia itp a nie nieprzespane noce i inne z ktorymi mozemy sobie dac rade. Nawiazujac do wpisu powyzej mysle ze posiadanie dziecka to indywidualna sprawa danej kobiety i jej partnera, meza wiekszosc ludzi chce miec swoje dziecko a nie adoptowac przede wszystkim dlatego ze taka jest nasza natura chcemy przedluzyc swoje geny i cos po sobie zostawic by trwalo chcemy widziec swoje cechy u tej malej osobki a nie obce i nie widze w tym nic zlego. Majac kochajacego meza chce z nim stworzyc rodzine i posiadac nasze dziecko to jest zdrowe myslenie. Adopcja dziecka to jest dopiero powazna sprawa podziwiam ludzi ktorzy to robia bo to jest wyzwanie nie dla kazdego. Pamietaj ze zanim zostaniesz mama jestes 9 miesiecy w ciazy ktora tez ciebie przygotowuje do macierzynstwa zaczynasz kochac dziecko ktorego jeszcze nie widzialas i czekasz na nie z niecierpliwoscia odliczasz czas i przygotowujesz sie do tego. Czytajac twoje rozterki mysle ze dalabys sobie rade jak wiekszosc z nas a poza tym masz jeszcze sporo czasu. Przepraszam za brak polskich znakow ;-) Kiedys uslyszalam cos takiego: Nie ma dwoch takich samych sensow zycia, bo dla kazdego z nas bedzie to co innego kazdy idzie swoja droga w zyciu robmy to co nas uszczesliwia a nie innych.
    Pozdrawiam,
    Alexn

  56. Kasia

    13 września 2017 21:50, Odpowiedz

    To i tak lepsze od słuchania (jestem w 12 tygodniu): jeszcze nie ma się co cieszyć, bo przecież można…wiadomo co. Niby tak. Do 3 miesiąca jest ryzyko, ale czy to ma mnie dotyczyć? Czy rozmówca nie myśli wypowiadając takie słowa? Wiem, że to nie specjalnie. Ale…

    Ja jeszcze przed zajściem w ciąże słyszałam: lepiem teraz jedź na wakacje bo potem to się skończy. A co to za problem jechać z dzieckiem na wakacje? W przyszłym rokh mam 2 wesela znajomych. Dziecko bedzie mialo 5 miesięcy. I pezecież nie dam rady. No kurde…skąd oni to wiedzą?

  57. Marta

    13 września 2017 23:44, Odpowiedz

    Karolina, piękny wpis. Mam już 3 letnią córkę i nie wiem co to znaczy nieprzespane noce. Moje dziecko od początku lubi dużo spać :) Ząbkowania też nie odczułam. Brzmi to niewiarygodnie, ale naprawdę w ciąży i na macierzyńskim odpoczywałam, chodziłam na długie spacery (wcześniej gdy pracowałam nie miałam czasu na 2,3 godzinne spacery).W czasie ciąży i macierzyńskiego odkryłam blogi, różne kanały na yuotubie (wcześniej nie miałam pojęcia, że dziewczyny nagrywają jakieś filmy na youtubie. Myślałam, że youtube= muzyka).
    Doceniam fakt, że mam zdrowe, mądre dziecko tym bardziej, że wcześniej miałam 2 poronienia.
    PS. moja córka bardzo lubi piosenkę (nr 9 z płyty) i często sobie podśpiewuje „naprzód biegnę” :))))

  58. Magda

    14 września 2017 13:21, Odpowiedz

    Świetny artykuł! Ja często zaraz po slowie gratulacje, zaczęłam słyszeć jak to męczy macierzyństwo, że kolejne 20 lat życia bedzie najgorszym, jak to nie będziemy mieli czasu na realizację, wakacje, a wszystkie wyobrażenia tego jak będzie, chustoszenia, karmienia piersią mogę schować gdzieś daleko pod łóżko, bo nie mam co marzyć. I prawie w to uwierzylam, do półki nie spotkałam się z kilkoma świeżo upieczonymi matkami, które szybko wyprowadziły mnie z tej wklepanej gadki w moją głowę. Przywróciły mi wiarę, w piękne, choć nie zawsze idelane macierzyństwo. Teraz już wiem,że te teksty idą z ust słabych ludzi, a nie wynikają ze „słabego” macierzyństwa. Z radością nie możemy doczekać się naszego maleństwa. :)

  59. Agnes

    14 września 2017 13:40, Odpowiedz

    Cała prawda o matkach. Moj synek zaraz skończy 8 miesięcy- i od poczatku zalwazylam ze kobiety lubia sie licytować- kto ma gorzej… a moj miał kolki, jeszcze inny ciężkie ząbkowanie, inne dziecko przeżywało z rodzicami pójście do żłobka. Macierzyństwo i tacierzyństwo jest trudne samo w sobie bo jesteśmy odpowiedzialni za to małe istnienie ale czy trzeba od razu z tego robic dramat. Wydaje mi sie ze ludzie ok 30ski powinni wiedzieć z czym to sie je, ze zdarzaja sie nieprzespane noce, gorączki itd…

  60. Bogusia

    14 września 2017 20:24, Odpowiedz

    Mam 10 latka , 7 latka i 1.5 roczną córę. I wiecie co wcale nie pamiętam tych denerwujących się i niemogących pojaradzić sobie z emocjami zachowań 2 latków . Teraz doświadczam tego na nowo. Po raz trzeci i wcale niepamiętam jak zachowywali się chłopcy bonpewnie podobnie. Przeczytałam niedawno wiadomość sprzed 5 lat do koleżanki właśnie z okresu kiedy miałam tego 2 latka który nie umiał poradzić sobie z emocjami -wściekał się , krzyczał …domagał się czegoś natychmiast . I uśmiechnèłam się do siebie bo wcale tego nie pamoętałam .
    Pamiętam za to mnóstwo wspanoałych chwil które wywpłują ciepło w sercu . Dlatego cieszę sie że sprawdziłam się w byciu mamą .
    Ja tam też uważam że życie przyniesie doświadczenie jakiego potrzebujemy .

  61. Ania

    15 września 2017 14:08, Odpowiedz

    Mój brat z żoną mają cudowną córcię, 1,5 roczku. Oboje pracują i spełniają się zawodowo. Szczerze? NIgdy nie zauważyłam żeby mieli poczucie, że z czegoś rezugnują. Oboje są niesamowicie szczęśliwi, a ta malizna to ich oczko w głowie. Czy kiedykolwiek powiedzieli o trudach bycia rodzicem? Nie! Czasem, owszem żartują, że to już nie te czasy żeby siedzieć po nocach i imrezować, ale co z tego kiedy miłość do siebie i do tej malizny jest tak wielka, że to tylko sentyment móc powspominać dawne czasy. Dlatego też nienawidzę jak matki tylko stoją i będą narzekać jak to ciężko mają. Nie ogarnima, jedno dziecko i super ciężko? Nie będę mówić ile dawniej ludzie mieli dzieci, moi rodzice pochadzą z rodzin wielodzietnych (6 i 5 rodzeństwa). Każdy z nich wyszedł na parządnych ludzi i jakoś nikt nie narzekał, że ma aż tak ciężko. Każde życie to przecież cudowny dar i szczęście i dla tego życia warto poświęcić swój egoizm i wygodę <3
    Sama nie mogę się doczekać swojego bobaska i z wielką zazdrością oglądam Twoje instastory z tymi cudownymi małymi stópkami! Naprawę też już chcę mieć takie życie. Dzięki Karolina, jesteś cudowną inspiracją, cudowną postawą dla troszkę młodszych koleżanek i niezmiernie się cieszę, że jesteś. Tak mało takich osób jak Ty w tym youtubowskim świecie! Szkoda :/
    Życzę Wam jeszcze więcej małych stópek! Jesteście cudownymi rodzicami! Dajesz cudowny przykład i oby wielu ludzi inspirowało się Tobą i Twoim Przemkiem. Loveee <3

  62. Megi

    15 września 2017 18:34, Odpowiedz

    Jak dowiaduję się, że np. koleżanka jest w ciąży, to wypada pogratulować, prawda? Tak się przyjęło. Ty też tak radzisz. Ale szczerze, guzik mnie to obchodzi i nie czuję potrzeby gratulowania komuś, że jest w ciąży. I tak się zastanawiam, skąd to się wzięło?

  63. Agnieszka

    16 września 2017 18:33, Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą Karolinko co do jednego słówka ;) :) Świetnie ,że podjęłaś ten temat – ponieważ coraz częściej słyszę o tym ,że matka matce wilkiem się stała a nie ostoją ,pomocą … porównywanie,ocenianie a na koniec właśnie żalenie się jakie to życie „w pieluchach” frustrujące stało się jakąś plagą.. przykre to bardzo oraz odstraszające .. Jestem od 7 lat mamą mojej najwspanialszej istotki – jest to dla mnie błogosławiony czas ,czuję się spełniona i przepełniona miłością ,nie mogę się doczekać kiedy z mężem będziemy się starać o rodzeństwo dla małej :) W momencie gdy tuliłam płaczące dziecko ,uśmiechając się jednocześnie do bliskiej osoby – usłyszałam „Ty to musisz udawać że tak dobrze to znosisz ! ” Każda z nas ma prawo odczuwać zmęczenie ,gorsze samopoczucie i inne negatywne emocje ale nie przerzucajmy ich na matki ,które czują w takich momentach mimo wszystko wdzięczność :) Pozdrawiam Cię Karolinko – jesteś niezwykłą inspiracją :)

  64. Agnieszka

    16 września 2017 18:33, Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą Karolinko co do jednego słówka ;) :) Świetnie ,że podjęłaś ten temat – ponieważ coraz częściej słyszę o tym ,że matka matce wilkiem się stała a nie ostoją ,pomocą … porównywanie,ocenianie a na koniec właśnie żalenie się jakie to życie „w pieluchach” frustrujące stało się jakąś plagą.. przykre to bardzo oraz odstraszające .. Jestem od 7 lat mamą mojej najwspanialszej istotki – jest to dla mnie błogosławiony czas ,czuję się spełniona i przepełniona miłością ,nie mogę się doczekać kiedy z mężem będziemy się starać o rodzeństwo dla małej :) W momencie gdy tuliłam płaczące dziecko ,uśmiechając się jednocześnie do bliskiej osoby – usłyszałam „Ty to musisz udawać że tak dobrze to znosisz ! ” Każda z nas ma prawo odczuwać zmęczenie ,gorsze samopoczucie i inne negatywne emocje ale nie przerzucajmy ich na matki ,które czują w takich momentach mimo wszystko wdzięczność :) Pozdrawiam Cię Karolinko – jesteś niezwykłą inspiracją :)

  65. Karolina

    18 września 2017 11:49, Odpowiedz

    Dziękuję Ci za ten wpis, czuję dokładnie to samo co Ty, mam to samo podejście. Co prawda jeszcze mamą w 100 % nie jestem, ale za jakieś 2-3 tygodnie moja córeczka będzie już na świecie :) i wierzę, że zachowam ten sam typ myślenia, co teraz. Pozdrawiamy ciepło Karolina i Helenka z brzuszka.

  66. Weronika

    20 września 2017 13:24, Odpowiedz

    Rozumiem, że żadna kobieta będąca w ciąży (zwłaszcza pierwszej) nie chce słuchać tzw. „straszenia” – wiem to z autopsji. Od czasu do czasu wchodzę na tego bloga i wiem, że pojawiają się tutaj bardzo miłe komentarze, ale niestety (jak to w Internecie bywa) zdarza się, że ktoś coś skrytykuje. Wiele kobiet się z Tobą Karolino utożsamia, i stawia Cię za wzór.
    Chciałabym jednak wziąć trochę „w obronę” te narzekające matki, które swoim gadaniem potrafią obrzydzić macierzyństwo. Nie wiem, czy ich intencją jest straszenie – chyba raczej chęć wygadania się, zwłaszcza, gdy na Twoim blogu widzą sielankę i o sielance czytają. Oczywiście nikt nikogo straszyć nie powinien, ale z autopsji wiem, że rola matki jest rolą bardzo trudną. Także wyobrażałam sobie, że będzie miło, noce przespane, a ja i dziecko wypoczęte. Ale było inaczej, może dlatego, że na dzieci gotowa nie byłam, mimo, że zbliżałam się do 30-ki. Nie chcę mówić o szczegółach, ale o początkach mojego macierzyństwa wolałabym zapomnieć.
    Myślę, że matki, które tu wchodzą i „straszą” w dużej mierze po prostu razi obraz idealnego macierzyństwa i rodziny, jaki pokazujesz.
    Ja też sobie posiadanie dzieci wyobrażałam właśnie tak – piękny wózek, mąż obok, dziecko cichutkie, a ja wyspana. Inaczej postrzega się rodzicielstwo, gdy pracy brak, pieniędzy na styk, drugie dziecko w drodze, depresja pcha człowieka pod koc, a spać nie można. Bliscy niczego nie zauważają, nie pomagają, a czasu na tzw. wyjście naprawdę nie ma. Ba, prysznic trwa 2 minuty, bo o leżeniu w wannie nie ma już mowy. Nikogo nie straszę, po prostu tak wyglądało moje macierzyństwo i myślę, że wiele kobiet tak ma.
    Oczywiście dziś mogę o tym pisać na spokojnie, bo jestem dziś w zupełnie innej sytuacji życiowej. Moje dzieci są już w przedszkolu, z mężem na nowo się dogadujemy, mam fajną pracę i stać mnie na drogie ciuchy i kosmetyki. Moje dziewczyny śpią w nocy, choć mają też swoje problemy. Nie mówię tego z ironią, ale niestety świat jest lepszy i życie łatwiejsze, gdy są pieniądze, zdrowie, poczucie bezpieczeństwa i rodzina gotowa pomóc.
    Oczywiście to co napisałam nie zmienia faktu, że Cię szanuję i cenię Twoją pracę. A młodym mamom życzę zdrowia i szczęścia w życiu :)

    • karolinabaszak

      20 września 2017 13:28, Odpowiedz

      „Myślę, że matki, które tu wchodzą i „straszą” w dużej mierze po prostu razi obraz idealnego macierzyństwa i rodziny, jaki pokazujesz.” Weroniko, czy widzisz absurd tego zdania? :)

      Poza tym to straszenie nie dotyczy tylko mnie, ale wielu kobiet.

      • Weronika

        20 września 2017 15:02, Odpowiedz

        No niestety nie widzę absurdu w tym zdaniu :) Po prostu uważam, że pokazujesz tylko jakąś część swojego życia, a wiele młodych osób, niedoświadczonych, które stawiają sobie Ciebie jako wzór może mieć potem mylne przeświadczenie o życiu, a raczej o konkretnych jego aspektach, których póki co nie doświadczyło. Stąd (tak sądzę) bierze się to „straszenie” – że może być inaczej. Nie twierdzę, że idealizujesz swoje życie i absolutnie nie zarzucam Ci niczego, tylko bronię tych kobiet, które widzą macierzyństwo trochę inaczej i mają do tego prawo.

        „Straszenie”, które ja mam na myśli to raczej narzekanie na trudy, a nie straszenie ciężkim porodem czy dzieckiem – potworem ;)

        • karolinabaszak

          20 września 2017 22:24, Odpowiedz

          Szkoda, że go nie widzisz, bo to naprawdę absurdalne.

          W każdym razie ja tu poruszam problem, który dotyczy nie tylko tylko mnie. Poczytaj sobie komentarze i zobacz ile kobiet takie zrzędzenie i strasznie irytuje. Nie rozumiem dlaczego uczepiłaś się mojego bloga i mojego przekazu, jak tu w ogóle nie o to chodzi.

          • Weronika

            21 września 2017 13:45,

            „Nie rozumiem dlaczego uczepiłaś się mojego bloga i mojego przekazu, jak tu w ogóle nie o to chodzi.”

            ” Przez jakiś czas czułam się jakby te wszystkie stworzone przeze mnie miejsca stały się forum do wyrzucania matczynego żalu. Przymknęłabym na to oko, gdyby nie fakt, że to narzekanie odbywa się na moim blogu”

            Po przeczytaniu tych zdań myślę sobie, że nie życzysz sobie żadnych komentarzy, które choć trochę odbiegają od Twojego sposobu postrzegania świata. Nie życzysz sobie, żeby kobiety, które tu wchodzą, a z którymi dzielisz się swoją prywatnością pisały coś, co kłóci się z Twoim przekazem.
            Jeśli ktoś ośmielił się tutaj napisać coś o trudach macierzyństwa to jest be – taki wynika z tego, który napisałaś.
            Do tej pory nie pisałam tutaj nic, bo byłam „skupiona” na Twoim przekazie artystycznym i tym, że polecasz ciekawe książki czy produkty kosmetyczne, ale ten raz zabrałam głos w obronie kobiet, które miały ciężej, zakładając rodzinę i według Ciebie swoimi „żalami” nastraszyły inne kobiety, skutecznie obrzydzając im macierzyństwo.
            To jest Internet i niestety rządzi się swoimi prawami. Każdy bloger/vloger musi się liczyć z tym, że to co robi (głównie dzieli się swoim życiem prywatnym) będzie komentowane. Jestem przeciwniczką wylewania agresji i krytyki dla samej krytyki.
            Nie chciałam tutaj nikogo urazić, natomiast sama poczułam się urażona, bo sprawiałaś wrażenie osoby tolerancyjnej i na poziomie, tymczasem używasz zwrotów „widzisz absurd tego zdania?” i „czepiasz się”.

          • karolinabaszak

            21 września 2017 14:07,

            Weroniko, przykro mi, ale po raz kolejny muszę napisać – czepiasz się. Ponadto zupełnie nie rozumiesz tego, co do Ciebie piszę. Owszem, jest tu miejsce na komentarze, które nie do końca pokrywają się z moim podejściem, ale Ty robisz coś zupełnie innego. Mimo mojego tłumaczenia, w dalszym ciągu nie rozumiesz, że wpis nie dotyczy tylko mnie samej, ale także wielkiej części kobiet, które denerwuje zrzędzenie i traktowanie dziecka jak jakiegoś ciężaru.

            To nie ma znaczenia jakie jest dla mnie macierzyństwo, co ja przechodzę, o czym piszę, a co wole zostawić dla siebie. Gdybyś napisała, że się nie zgadzasz, bo warto „uświadamiać” kobiety co je czeka – mimo to, że się z Tobą w tej kwestii nie zgadzam – po prostu bym to uszanowała i pewnie nawet nie zareagowała. Masz prawo uważać inaczej. Ty natomiast twierdzisz, że problem dotyczy MOJEGO bloga i MOJEGO przedstawiania jakieś „idealnej” rzeczywistości. Nie rozumiesz tego, co piszę. W tej kwestii – tak, nie życzę sobie tutaj wyrywania zdań z kontekstu i dorabiania sobie swojej wizji, bo to absurdalne.

  67. Martyna Brągiel-Barszcz

    20 września 2017 13:52, Odpowiedz

    To co my wszystkie słyszymy, to właśnie to ciągłe zastraszanie… , które… nigdy chyba się nie kończy…

    Gdy nie byłam w ciąży słyszałam – dopiero zobaczysz, jak kiedyś będziesz w ciązy… gdy już byłam, to straszono mnie drugim trymestrem, a gdy byłam w drugim to w trzecim miałam przekonać się jak to będzie źle…

    Następnie straszono mnie porodem, a następnie połogiem i karmieniem… a potem kolejnymi etapami rozwoju dziecka. Że dopiero zobaczę, gdy zacznie chodzić, gdy będzie w takim wieku, czy innym. Zewsząd słyszałam „małe dziecko-mały kłopot, duże dziecko- duży kłopot”… Z biegiem czasu nauczyłam się jednak wewnętrznie nie zwracać na to uwagi:)

    A jako mama dziewczynki dwulatki (która jest w 6 m-cu drugiej ciąży- teraz będzie synuś), mogę powiedzieć, że to wszystko, co słyszałam to nieprawda, bo dzieci wraz każdym kolejnym miesiącem stają się coraz lepsze;). Problemy z wczoraj znikają, a naturalnie pojawiają się nowe, inne, nieporównywalne. Bo takie jest przecież życie , nigdy nie pozbawione „problemów”,a jedyną stałą jest zmienna, jak mówią.

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published