Czy warto studiować?

Pachnący maj… czas matur, podejmowania ważnych decyzji i określania tego, co będziemy robić w życiu. Czas trudny, bo nie mając nawet 20 lat, większość z nas nie wie tak naprawdę, jak pokierować swoją ścieżką. Docierają do nas różne sprzeczne informacje na temat rynku pracy. Gospodarka i ekonomia, w większości przypadków nie interesuje nas tak bardzo, jak zacznie interesować kiedyś. Młodość to też głowa pełna marzeń i poczucia, że „jakoś to będzie”, a więc trochę niższe poczucie odpowiedzialności za samego siebie. Składając papiery na studia, wyobrażamy sobie fajne studenckie życie, nowe znajomości, większą swobodę. Wiemy, że czekają nas sesje i egzaminy, ale wierzymy, że gdy zdobędziemy dyplom, prędzej czy później znajdziemy wymarzoną pracę. Uczy się nas, że studia to czas na własny rozwój i poznawanie ludzi, ale nie uczy nas się tego, że to przede wszystkim czas na doskonalenie lub zdobywanie umiejętności, a nie jedynie samej wiedzy. Dzieję się tak, głównie przez to, że za czasów młodości naszych rodziców czy dziadków, dyplom był naprawdę dużym wyróżnieniem. Czasy się zmieniły.

Dyplom nie zapewnia pracy. 

O ile nie studiujemy medycyny, prawa, o ile nie idziemy na politechnikę aby zostać w przyszłości inżynierami, dyplom nie zagwarantuje nam zatrudnienia, choć i w tych przypadkach bywa różnie. Zarządzanie, ekonomia, politologia, stosunki międzynarodowe, a nawet psychologia to kierunki ogólne, bardzo ciekawe i często wymagające, jednak ich największą zaletą jest regularny kontakt z wiedzą z różnych dziedzin życia. Jest to bardzo potrzebne. Umiejętność przeprowadzenia rozmowy na każdy temat jest wysoce istotna, dlatego studiowanie samo w sobie powinniśmy traktować jako olbrzymią szansę na poprawienie swoich umiejętności interpersonalnych, które niewątpliwie przydadzą się nam nie tylko w pracy, ale i w codziennym życiu. Studia dają nam także znajomości, z których później możemy skorzystać na wiele sposobów, gdy potrzebujemy wsparcia lub pomocy. Dyplom nie zapewni nam jednak pracy. Stał się standardem, którym kiedyś była matura. Wobec tego posiadanie papierka lub sam fakt, że jeszcze studiujemy nie czyni nas nikim wyjątkowym. Na rynku pracy jest to raczej oczywisty wymóg.

Studia to nie czas na YOLO zabawę. 

Ile razy widzieliście pretensje innych o to, że zarabiają niewiele i że to takie niesprawiedliwie, bo są po dwóch kierunkach? Ja czytam takie komentarze każdego dnia na przeróżnych portalach, a także na moim blogu. Co zatem zrobić, aby za 3 lata lub 5 lat nie obudzić się z ręką w nocniku? Odpowiedź jest bardzo prosta – zacząć pracować możliwie najszybciej. Zdobywanie doświadczenia jeszcze w czasie nauki, opłaci się po zakończeniu studiów. Jest to najlepszy moment na odbycie stażu lub na pracę za mniejszą pensję. Mamy wówczas na utrzymaniu tylko siebie, nie mamy większych zobowiązań i możemy pozwolić sobie na ustawianie wydatków tylko i wyłącznie pod nas samych. Jeśli natomiast traktujemy studiowanie jako czas na zabawę, imprezy i korzystanie z młodości to nic dziwnego, że po studiach czeka nas twarde lądowanie. Znam masę osób, którzy na studiach świetnie się bawili lub nie robili nic poza zaliczaniem kolejnych sesji i dziś nie są zadowoleni ze swojej pracy. Prawdopodobnie nie wykorzystali oni maksymalnie najlepiej swojego czasu. Studiowanie to w mojej ocenie najlepszy moment na harówkę, na łączenie nauki i pracy. Można studiować dziennie i pracować na pół etatu. Można również pracować na cały etat i studiować zaocznie. Znam osobiście osoby, które pogodziły studiowanie w trybie dziennym i pracę na pełny etat i to są najsilniejsze jednostki, które dziś zbierają plony swoich poświęceń.

A czas leci. 

Jest jeszcze jedna bardzo istotna kwestia. Jeśli nie weźmiemy się w garść już na studiach, prawdopodobieństwo dogonienia tych bardziej ogarniętych ludzi w późniejszym czasie jest naprawdę znikome. Im starsi jesteśmy, tym większego doświadczenia będzie się od nas wymagać. Im starsi jesteśmy, tym bardziej nasze oczekiwania wobec życia rosną. Im starsi jesteśmy, tym bardziej rozwijają się inne nasze potrzeby, takie jak np. chęć założenia rodziny. Frustracje będą tylko narastać, podczas gdy nasi rówieśnicy z roku na rok będą żyli na coraz wyższym poziomie. Zatem dużo lepiej jest poświęcić te pięć lat po maturze na maksymalnie ciężką pracę, aby później było nam po prostu łatwiej. Pretensje o to, że ktoś inny będzie miał od nas lepiej możemy mieć tylko do siebie. Życie nie jest sprawiedliwe, ale każdy z nas dostaje jakieś szanse i to od nas zależy czy mądrze je wykorzystamy. Jeśli będziemy obibokami, nie będziemy mieli wyboru. Zostanie nam praca za niską pensję. Dlatego warto ciężko pracować, zorientować się w sytuacji będąc już na pierwszym roku i chwytać byka za rogi, nawet jeśli wysokość tej pierwszej pensji brzmi jak śmiech na sali. Ja, w swojej pierwszej pracy, tuż po liceum zarabiałam 3,50 na godzinę. Nie wytrzymałam tam nawet dwóch miesięcy, ale cieszę się z tego doświadczenia, bo dało mi to olbrzymiego kopa do działania.

Warto studiować!

Uważam, że warto studiować, zwłaszcza kierunki, które w większym stopniu zapewnią nam możliwość znalezienia pracy tuż po obronie. Warto studiować dla wiedzy, dla kontaktu z ciekawymi ludźmi, dla rozwoju. Nie należy jednak patrzeć na dyplom jak na jedyną gwarancję dobrze płatnej pracy w przyszłości. Co do samej wysokości pensji – nie bez przyczyny są one tak niskie. Bardzo chętnie Wam o tym opowiem w kolejnym wpisie lub filmie. Jeśli macie ochotę posłuchać, dajcie znać.

145 Comments

  1. Karolina

    10 maja 2016 20:10, Odpowiedz

    Bardzo mądry, a przy tym ciekawy wpis. Czytam go jako osoba, która za rok stanie przed dylematami „dorosłego” życia, bowiem za rok czeka mnie matura i wybór studiów. Już dziś wiem, że zaufam własnej intuicji i nie będę się pchać na kierunki, które ponoć mają zapewnić mi pracę… Jak pokazuje życie możliwości jest wiele. Na pewno nie poprzestanę na samej nauce i zabawie, mam już kilka planów odnośnie pierwszej pracy i staży, mam nadzieję, że któryś z wariantów wypali :))

  2. Marta

    10 maja 2016 20:27, Odpowiedz

    Karolinko, trafiłaś w punkt z tym wpisem. Dziś pisałam swoją ostatnią pisemną maturę, zostały mi tylko ustne. Mam do Ciebie takie pytanie. Czy jeśli nie dostanę się na wymarzony kierunek, lepiej poprawić za rok maturę i próbować jeszcze raz, iść na inny, jakikolwiek kierunek czy może pójść do szkoły policealnej i zrobić sobie zawód techniczny?

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 20:34, Odpowiedz

      Marto, trzymam kciuki za ustne w takim razie! :) Nie wiem co to za kierunek i co chcesz robić w życiu, ale przede wszystkim szkoda marnować czas. Może jest coś, co mogłabyś przez ten rok robić, doskonaląc jednocześnie swoje umiejętności i perfekcyjnie przygotować się do poprawki? A może alternatywa (ta szkoła policealna) dla Twojego kierunku koniec końców nie jest taka zła? Trzeba trochę pokierować się intuicją lub zdobyć więcej informacji na temat zawodu.

    • Ania

      10 maja 2016 20:42, Odpowiedz

      Co prawda nie jestem Karoliną, ale pozwolę sobie odpowiedzieć na to pytanie jako osoba, która popełniła ten błąd. Po maturze nie dostałam się na wymarzony kierunek, chociaż niewątpliwie był on w moim zasięgu. Niewiele zabrakło, ale za nic w świecie nie chciałam nie iść na studia lub iść na studia zaoczne… Poszłam na kierunek pokrewny, również ciekawy, również dla mnie interesujący, na którym się spełniłam i który dał mi możliwość rozwoju. Dzisiaj tego nie żałuję, bo staram się nie skupiać na przeszłości, ale teraz patrząc z perspektywy czasu żałuję, że nie poprawiłam matury i nie spróbowałam jeszcze raz. Ew. może spróbuj pójść na uczelnię prywatną lub studia zaoczne i do pracy. Jeśli to jest faktycznie coś z czy chcesz związać przyszłość to skup się na swoim celu i codziennie rób krok żeby się do niego przybliżyć. Mówię to jako starsza osoba już z pewnym doświadczeniem :). Powodzenia!

          • Ola

            11 maja 2016 14:36,

            Zawsze wady można przekuć na zalety :) W ubiegłym roku pisałam maturę. Moim celem była medycyna – i to nawet nie kwestia stabilnego zawodu, dla którego praca zawsze będzie i dużych pieniędzy, ale z prawdziwego powołania – tak mi się wydaje, bo kocham ludzi, wiele rzeczy robię bezinteresownie z samej siebie, co innym ludziom często nie mieści się w głowie, bo przecież w życiu trzeba brać zawsze „coś za coś”. Ja często nie kalkuluję czy coś mi się opłaca, tylko robię co w mojej mocy, żeby zrobić coś dobrego. Może to zabrzmi patetycznie i banalnie, ale sądzę, że w życiu od Boga i losu dostałam tak wiele, że to dobro chce pośrednio komuś zwrócić.

            Chemia poszła bez problemu <90%, z biologią było gorzej. Nie należę do osób, które rozpaczają, bo są większe problemy, ale dokładnie pamiętam dzień, w którym zdałam sobie sprawę, że ze studiów nic nie będzie, płakałam pół dnia i nie mogłam w nocy spać. Byłam załamana, na szczęście moja depresja nie trwała dłużej niż jeden dzień – teraz się z tego śmieję.

            Przed chwilą wróciłam z matury – chyba się udało. Jestem niesamowicie szczęśliwa i wdzięczna. I z perspektywy czasu zauważam, że ten rok był mi bardzo potrzebny, w żadnym wypadku nie uważam, żebym go zmarnowała. Ufam, że człowiek jest kowalem własnego losu, ale może tak po prostu miało być, żebym pewnych rzeczy mogła się nauczyć.

            Ten rok dał mi dużo – z wielu rzeczy zdałam sobie sprawę, do wielu rzeczy dojrzałam, zrobiłam prawo jazdy, znalazłam w końcu czas na naukę hiszpańskiego :), pochłanianie książek i oglądanie filmów (kino to moja prawdziwa pasja). Wzięłam się za siebie pod względem fizycznym, a pracując odłożyłam trochę pieniędzy. Półtora miesiąca przed maturą zaczęłam organizować sobie naukę.

            Wiele osób może uważać, że siedzenie w domu to strata czasu – bo przecież nie studiujesz, marnujesz rok. Wiele osób się mnie pyta wtedy "a co będzie jak się nie dostaniesz?" – może to trochę nieodpowiedzialne z mojej strony, ale nie myślałam o tym – postawiłam wszystko na jedną kartę. Przypuszczam, że gdyby matura nie poszłaby dobrze to zdecydowałabym się na studia, ale maturę z pewnością pisałbym po raz trzeci. Jestem uparta i nie lubię spraw pozostawiać niezamkniętych. warto mieć w sobie dużo samozaparcia i siły, bo czasami wszystko idzie jak po grudzie, ale później wynagradza się i to jeszcze z nadwyżką.

            Wiem od koleżanek, że czasami pójście na studia okazuje się dobrym rozwiązaniem i daje do myślenia, że to jednak to. Wiem z doświdczenia mojej siostry, że czasami los wie, co robi i gdyby ona wybrała rok do tyłu i poprawkę to nie poznałaby wspaniałego faceta, który jest teraz jej mężem i nie miałaby dwójki tak wspaniałych pociech. Ale w większości przypadków niestety jest tak, że ludzie przyzwyczajając się do pewnych rzeczy – do towarzystwa, znajomych, miasta – rezygnują z poprawy matury, bo po prostu nie chcą dalszych zmian. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale niezależnie od tego, myślę, że maturę warto poprawić nawet dla samego siebie.

            Sądzę, że czasami tez warto po prostu posłuchać samej siebie i pewne kwestie na spokojnie przemyśleć, czasami warto podjąć ryzyko – ja zawsze wiedziałam, że jak jest źle, to może być tylko lepiej, a to, co początkowo wydaje się dla nas końcem, finalnie może okazać się dla nas wspaniałym początkiem czegoś nowego. "Ten" na górze, wie co robi :)

          • Joanna

            11 maja 2016 16:27,

            Też dziś pisałam maturę, mam już za sobą różne przedmioty, w tym rozszerzone. Jeden z nich mi zdecydowanie nie poszedł, przez co przepłakałam pół dnia, bo przecież „nie tak to sobie wyobrażałam”. Potem zaczęłam myśleć….
            Przecież miesiąc przed maturą modliłam się o to, aby wszystko było według Boskiego planu, a ja się podporządkuję, gdyż tak najwyraźniej ma być dla mnie najlepiej. Gdy jednak coś nie idzie po mojej myśli, to ja wpadam w histerię. Niezła hipokrytka ze mnie – pomyślałam. Teraz już nabrałam dystansu do tego, przemyślałam na chłodno i doszłam do wniosku, że tak miało być i tak jak prosiłam, stanie się tak, jak będzie dla mnie najlepiej :)
            Kiedyś Karolina wspomniała w filmiku (chyba „25 faktów o mnie”), że głęboko wierzy w to, iż jest Ktoś, kto czuwa nad nami nieustannie i stworzył dla nas swój plan. Z tego powodu nasze wyobrażenia odnośnie życia, mimo wielu poświęceń, mogą nie wypalić. Ale nie ma się co załamywać, tak będzie dla nas najlepiej. Staram się myśleć o tym, jak najczęściej i powtarzać sobie w duchu te słowa. Dodaje mi to wiele wiary i nadziei. Życie jest zbyt nieprzewidywalne, aby próbować przeżyć je na własną rękę.

            Ps. Karolinko nawet nie wiesz, jak się cieszę, że są takie osoby, jak Ty. Osoby, które oprócz dawki inspiracji dotyczącej mody i urody, są w stanie pokazać, jak żyć, by to życie było naprawdę piękne.
            Dobrze, że jesteś ! <3

  3. Natalia

    10 maja 2016 20:36, Odpowiedz

    Jako studentka, która przeżyła rozczarowanie nie dostania się na wymarzone, wyczekane studia, dodam, że trzeba brać co życie nam daje. Z perspektywy czasu widzę, że mój obecny kierunek,czyli opcja zapasowa, jest dużo lepszy, ciekawszy a w dodatku dał mi wspaniałych ludzi :) Los, mimo, ze czasem przewrotny i trudny często zmienia nasze życie na lepsze :)

  4. Jola

    10 maja 2016 20:42, Odpowiedz

    No cóż. Za mnie życie zdecydowało samo. Studiowanie na państwowej uczelni i łączenie pracy zarobkowej było ciężkie – szczególnie że nie mogłam sobie pozwolić na bezpłatne staże lub ledwo płatne prace dodatkowe. Zasuwałam w gastronomii. Ze studiów wyniosłam światopogląd, ale w sumie tylko tyle – w broszurach uczelni humanistycznych po wszystkich kierunkach można robić to samo czyli nic, więc rzeczywiście sam dyplom nic nie daje. Dostałam się na dzienne magisterskie, ale w związku z sytuacją finansową poszłam do pracy na pełny etat. Zaskoczenie, ale przy całkiem dobrej pensji po odliczeniu wszystkich opłat musiałabym resztę oddać na studia zaoczne. I na dzienne czasem nie stać i na zaoczne czasem nie stać. Podjęłam decyzję o zakończeniu na ten moment edukacji. Przykre kiedy całe swoje młodzieńcze życie starasz się i zdajesz świetnie maturę po to, żeby dowiedzieć się, że jednak pieniądze żądzą światem. Ja jednak się nie poddaje i wierzę, że ograniczenia są twórcze. Kto wie, gdzie z moim zacięciem i walką o swoje zajdę? Może dalej niż gdybym wygodnie żyła ze studiami dziennymi i darmowymi stażami? Poza tym po trzech latach na renomowanej uczelni jestem wyraźnie zniechęcona formą nauki jak i samymi mocno teoretycznymi studiami :)

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 20:44, Odpowiedz

      Jolu, trzymam za Ciebie kciuki! A na studia możesz przecież kiedyś wrócić, jeśli będziesz miała taką ochotę lub potrzebę :)

  5. Angelika

    10 maja 2016 20:43, Odpowiedz

    Najbardziej cenię Cię właśnie za tak mądre i motywujące wpisy. Kończę właśnie trzeci rok studiów i choć nie wykorzystałam ich w pełni na samorozwój, to i tak jestem w miarę zadowolona. Uważam, że mimo wszystko nigdy nie jest za późno, więc biorę się w garść! Dziękuję Ci za ten wpis!
    P.S. Temat wysokości pensji bardzo mile widziany :)

    Pozdrawiam Cię cieplutko!

  6. Anna

    10 maja 2016 20:44, Odpowiedz

    Z częścią tych kwestii się zgadzam. Jednak jestem ciekawa czy piszesz to opierając się o swoje doświadczenia czy na podstawie jakiś opowieści wyssanych z palca. Bo o ile większość Twoich wpisów jest naprawdę wartościowa to tutaj zabrzmiało to tak patetycznie, jakbyś sama przeżyła już wszelakie możliwe aspekty związane ze studiowaniem i wiedziała na ten temat po prostu wszystko. A mimo wszystko sama zdążyłam już zauważyć, że nie jest to tak czarno- białe. Pozwolisz jeszcze, że nawiązując do tematu zapytam co Ty studiowałaś?

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 20:51, Odpowiedz

      Wszystko co piszę na blogu jest oparte na moich doświadczeniach. Zdziwił mnie Twój komentarz :) Jestem już po studiach, pracowałam w wielu miejscach – więc dlaczego miałabym nie doradzać młodszym koleżankom jaką drogę wybrać? Nie uważam, żebym wiedziała wszystko – bo nikt z nas nie wie wszystkiego, ale z pewnością wiem na ten temat sporo. Na pytanie, które zadałaś odpowiedziałam wyżej.

  7. Tosia

    10 maja 2016 20:48, Odpowiedz

    Nie wiem skąd to przekonanie, że studia dają zawód (pomijając polotechnikę, medyczne itp), po studiach jest się magistrem a więc to tytuł naukowy. Mnie studia baaardzo rozwinęły byłabym innym człowiekiem, gdyby nie one. Poznałam mnóstwo wartościowych osób, poszerzyła swoja wiedzę i horyzonty. Po studiach po prostu powinniśmy być człowiekiem intelektu, że tak napisze :) a jak to przekujemy na naszą pracę, to już od nas zależy.

    • Tosia

      10 maja 2016 20:51, Odpowiedz

      Ten czas najlepiej wykorzystać na działanie w różnych kołach, wolontariatach, czytanie, uczenie się języków itp :) studia dają dużo możliwości,, zależy co się wyniesie. A prawda też taka że z tą pracą różnie bywa. Na studia idzie masę osób i niestety ale połowa może wie po co jest tak naprawdę na tych studiach, te osoby sobie poradzą na rynku pracy. Dlatego zawsze wkurzam się gdy ktoś mówi,, na to nie idź pracy po tym nie ma,,. Warto przemyśleć po prostu swoją decyzję, ale nie rezygnować. Zresztą rynek pracy zmienia się co parę lat.

  8. Maria

    10 maja 2016 20:48, Odpowiedz

    Nie spodziewałam się takiego tematu, ale bardzo fajnie, poruszyłas wszytskie bardzo ważne aspekty studiowania i własciwie to pierwszych kroków w dorosłym życiu. Kierunek studiów wybrałam dość spontanicznie, ale zawsze wiedziałam że bedzie to „coś” przyrodniczego. Teraz jestem prawie rok po studiach, mgr leśnictwa, właśnie dobiega pierwsza połowa roku mojego stażu w Nadleśnictwie i wiem że przed 5 laty dobrze wybrałam bo właśnie to chcę w życiu robić i mogę sobie i w przyszłości mam nadzieję zapewnić dobry poziom życia. Oczywiście bardzo wazne jest to żeby nie myśleć jednotorowo, aby nie patrzeć ślepo że tylko to i nic innego. Przez 5 lat studiowania byłam w samorządzie wydziałowym co bardzo polecam! wiele przedsięwzięć do wykonania, nieustanny kontakt z osobistościami z dziedziny studiowania itd, zdobyłam tak jak pisałaś wiele ważnych kontaktów dzięki którym wiem że w przyszłości mogę liczyć na pomoc, poznałam fajne osoby które podsunęły mi wiele pomysłów z którym mam zamiar w przyszłości skorzystać :) pierwszą pracę podjęłam na 4 roku dopiero, ale pamiętam te pierwsze zarobione pieniądze i myślę że taki szacunek jak ma się do własnych pieniędzy jest najważniejszą nauką na przyszłe dorosłe życie. Nie zawsze trzeba pracować w zawodzie, życie często bardzo weryfikuje, ale to mówię zawsze że dyplom otwiera drzwi i jest ważnym krokiem w dorosłość którego w tych tak dostepnych czasach młodzi ludzie nie powinni sobie odbierać :) a ludzmi którzy przez studia jakoś się prześlizgnęli a teraz narzekają nie ma co sie przejmowac, trzeba spełniac swoje marzenia, gdy patrzę na twój rozwój Karolino to to jest postawa godna naśladowania :)
    pozdrawiam

  9. Anna

    10 maja 2016 20:49, Odpowiedz

    Pisz Karola wiecej w tym temacie bo jestem tegoroczną maturzystką i na ten rok wcale nie mam parcia na studia a wlasnie na pracę i zdobywania doswiadczenia – co o tym sądzisz? czekam na wiecej notek/video tej tresci :)

  10. Patrycja

    10 maja 2016 20:49, Odpowiedz

    Czuję się niesamowicie dobrze i lekko (mimo, że przede mną jeszcze egzaminy ustne).
    Skończyłam z 3-latnim liceum – które było dla mnie męczarnią (nikt nie mówi, że na studiach będzie lepiej,
    ale jest nadzieja).
    Jestem młoda, mam plany, matura poszła mi ….. doskonale :)
    Rzeczywiście codziennie myślę o nowym mieście, ciekawych miejscach, większej samodzielności.
    Najbardziej jednak zależy mi na poznaniu interesujących ludzi, z którymi nawiąże trwałe więzi na całe życie.

    Ten wpis dał mi do myślenia…. Rzeczywiście (zabrzmi śmiesznie) …..IDĘ NA STUDIA.
    UCZYĆ SIĘ, DOKSZTAŁCAĆ, ZDOBYWAĆ WIEDZĘ A CO WAŻNIEJSZE (!) DOŚWIADCZENIE.
    Studia w Polsce to szansa na przedłużenie młodości. Niektórzy biorą to zbyt serio.

    No cóż, trzeba wszystko proporcjonalnie rozłożyć :D
    Pozdrawiam

  11. Julia

    10 maja 2016 20:56, Odpowiedz

    Jak ja Cię uwielbiam :) dzisiaj miałam przedostatni egzamin, w czwartek koniec matur i czas wyborów, chociaż w zasadzie wybór już podjęłam. Dziękuję Ci za ten wpis, bo umocnił mnie w moim postanowieniu. Zawsze byłam osobą lubiącą naukę i marzącą o studiach i lekko niepokoiły mnie te wszystkie głosy, że studia są zupełnie bez sensu. Ja postanowiłam iść na lingwistykę stosowaną i podczas tych pięciu lat zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby opanować 3-4 języki obce w dobrym/bardzo dobrym stopniu. Nie mam zamiaru też się za bardzo przywiązywać do tego dyplomu i przeć w kierunku tłumaczeń czy nauczycielstwa, a po prostu zaadaptować zdobyte umiejętności do różnych typów zawodów. Twój post mnie jeszcze bardziej zmotywował, żeby ciężko pracować i przede wszystkim pamiętać o tym postanowieniu ;) a pracę na szczęście zaczęłam już jakiś czas temu, więc myślę, że idę w dobrym kierunku. Dziękuję Ci i pozdrawiam przeserdecznie! :*

  12. Weronika

    10 maja 2016 21:23, Odpowiedz

    Post w samą porę. Matura trwa, jeszcze cztery egzaminy przede mną. Wybranie swojej życiowej drogi w tym wieku jest niesamowicie trudne. Mam nadzieję, że dokonam prawidłowego wyboru i za kilka lat będę z niego zadowolona :)

  13. Joasia

    10 maja 2016 21:27, Odpowiedz

    Ciesze się, że również takie tematy są przez Ciebie poruszane :) Zgadzam się zupełnie z tym co napisałaś. Studia dają według mnie odwagę, możliwość spotykania i konfrontowania się z różnymi opiniami i środowiskami. Uczą wg mnie wyrabiania własnego zdania. Sama skończyłam stosunki międzynarodowe, co wielu uważało za głupotę i marnowanie czasu, ponieważ w liceum byłam w klasie medycznej- ale ta droga zupełnie mi nie odpowiadała. Wszyscy ze zdziwieniem patrzyli na mnie gdy powiedziałam co zacznę studiować. Były pytania po co były 3 lata nauki chemii, biologii- chciałaś być stomatologiem, mówili. Ale tak naprawdę nie było to moim powołaniem i bardzo się cieszę z wyboru, który dokonałam. W trakcie studiów brałam udział w różnych projektach, uczyłam się języków, pracowałam jako niania, odbywałam staże mniej lub bardziej ciekawe,za marne grosze lub za darmo. Ale to tylko utwierdzało mnie w przekonaniu czego chcę w życiu zawodowym. Teraz jako 26latka mogę ze spokojem stwierdzić, że to wszystko było po coś i doprowadziło mnie do miejsca w którym jestem, ponieważ prowadzę własną firmę :) Dlatego uważam, że należy robić wszystko zgodnie ze sobą, brać co życie daje każdego dnia i umiejętnie to wykorzystywać, a będzie się szczęśliwym. Tak jest w moim przypadku.Dziękuję i pozdrawiam Cię Karolino serdecznie :):)

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 22:50, Odpowiedz

      To możemy sobie przybić piątkę! Rownież mam własną dzialalność i uważam, że to szkoła życia. ZUS, podatki – dopóki człowiek sam tego nie płaci, nie czuje tak mocno tego bólu ;)

  14. Justyna

    10 maja 2016 21:29, Odpowiedz

    Bardzo się cieszę, że wspomniałaś o takich kierunkach jak politologia :) Kiedy stawałam przed wyborem kierunku studiów chciałam iść tylko na prawo. Moje rozczarowanie było ogromne kiedy się na nie nie dostałam. Poszłam zatem na coś innego… właśnie na politologie :) Wiele dziś można usłyszeć o tym jaki to beznadziejny kierunek i że nigdy nie znajdziemy po tym pracy. Sam premier mówił, że lepiej być spawaczem niż politologiem… Ja mam inne zdanie :) Na politologii poznałam wspaniałych ludzi, otworzyłam się na innych, chcę cały czas się w coś angażować – nigdy taka nie byłam, nigdy nie chciałam być najlepsza i nie zależało mi na ocenach. Tutaj nauczyłam się tego, zrozumiałam, że mogę być najlepsza, dostawać stypendia naukowe i angażować się w koła naukowe :) Uświadomiłam sobie, że chcę jeszcze więcej dlatego poprawiłam maturę i udało mi się dostać na wymarzone prawo. Aktualnie studiuje te dwa kierunki.
    Bardzo Ci dziękuję za ten artykuł :) podtrzymałaś mnie na duchu ponieważ zbliża się sesja, a ja nie wiem gdzie ręce włożyć. Wiele osób odradza mi studiowanie dwóch kierunków, namawiają bym odpuściła to prawo. Mam chwilę słabości kiedy już sama nie wiem czego chce i ogrom nauki mnie przeraża. Lepiej się poczułam po tym co napisałaś. Jeśli chcę w przyszłości mieć dobrą pracę to muszę teraz dać z siebie wszystko! Przyjemności odłożyć na bok i walczyć do końca :)
    Serdecznie pozdrawiam :)

  15. Kasia

    10 maja 2016 21:30, Odpowiedz

    Karolina a studiowałas 5 czy 3 lata? Moja edukacja trwala az 8 lat- 5 lat studiów prawniczych i 3 lata aplikacji adwokackiej. Teraz jestem juz po egzaminie i tuż przed rozpoczęciem swojej działalności. I mam czasami myśli czy dobrze zrobiłam wybierając takie studia. W tym momencie nie gwarantują one dobrej pracy i dobrych zarobków :-)

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 22:48, Odpowiedz

      Pierwsze studia rzuciłam bardzo szybko, a później zarządzanie 3 lata :) Jednak od samego początku praktycznie pracowałam w marketingu :)

    • Joanna

      11 maja 2016 00:01, Odpowiedz

      to prawda, rynek jest teraz strasznie przesycony:( Na moim Uniwersytecie co roku blisko 150-200 osób startuje na aplikację adwokacką lub radcowską… Praktyki i staże są często darmowe, a tylko wśród osób spoza środowiska pokutuje przekonanie, że po prawie to od razu grube tysiące się przelicza.
      Ja niedługo się bronię i zdecydowałam się na aplikację notarialną :) Idzie na nią znacznie mniej osób, mam nadzieję, że w przyszłości okaże się to dobrym wyborem.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia w przyszłej pracy!:)

  16. Angelika

    10 maja 2016 21:31, Odpowiedz

    Karolino przepraszam, że nie na temat, ale jestem miesiąc przed ślubem i będę się sama malować. Poszukuję podkładu idealnego na ten dzień. Czy możesz napisać jaki Ty miałaś podkład w ten dzień i czy się sprawdził? A jeśli nie to może polecisz jakiś inny mega trwały?
    Pozdrawiam, Angelika :)

  17. Honorata

    10 maja 2016 21:34, Odpowiedz

    Podpisuje sie rekami i nogami! i smieszne jest to, ze takie rzeczy widzi sie dopiero po latach. Osobiscie kocham swoje studia i wspominam je cudownie itd, ale wiem, ze moglam wykorzystac ten czas jeszcze lepiej. Nie zebym jakos zmarnowala czas totalnie, bo ciezko harowalam i daleko mi bylo do imprezowania, ale takie doswiadczenie w postaci jakiegos stazu, czy nawet wolontariatu w dziedzinie, ktora studiujemy strasznie potrafi pomoc w przyszlosci w znalezeniu pracy. Sama wiem, ze teraz jako osoba pracujaca na pelny etat juz nie moge sobie pozwolic na jakis slabo platny staz tylko po to, zeby zdobyc doswiadczenie. Teraz jak dochodza dodatkowe oplaty, np. chociazby zeby wlac paliwo do auta itd itp…ciezko zyc po studencku.

  18. Ola

    10 maja 2016 21:37, Odpowiedz

    Karolino, czy przed dostaniem się na studia architektury wnętrz uczyłaś się coś rysunku? lub chodziłaś na jakiś kurs architektoniczny?

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 22:47, Odpowiedz

      Nie, dużo rysowałam i malowałam w liceum :) Moja mama jest malarką, więc można powiedzieć, że jestem uzdolniona plastycznie ;)

  19. Justyna

    10 maja 2016 21:43, Odpowiedz

    Hej :) Ja chciałabym poprosić o rade na właśnie taki temat. Mam 23 lata i w sumie to chyba zatrzymałam sie w miejscu. Strasznie sie z tym czuje. Nie moge znalezc pracy w mojej małej miejscowości i dlatego chciałabym jak najszybciej przeprowadzić sie do Warszawy. Fundusze na start pożyczam też kiepsko sie z tym czuje.. Ogolnie chce znalezc tam prace, zacząć coś robić i rozwijać sie. Marzą mi sie studia ale czy moj wiek hmm czy nie jest za pozno? Jestem zdeterminowana ale coś mnie odtrąca :/ Karolinka masz dla mnie jakąś rade? Lub moze ktoś miał podobnie. Pozdrawiam :)))

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 22:46, Odpowiedz

      Justyna działaaaj! Życie jest za krótkie na takie rozkminki :) Nie jesteś na nic za stara! Jak masz ochotę zmienić miasto to zmieniaj!

    • Agata

      10 maja 2016 23:05, Odpowiedz

      Justyna, na studiach są ludzie w różnym wieku, także nie ma się czym przejmować :) Najważniejsze to dążyć do celu, nigdy nie jest za późno na rozwój. Trzymam za Ciebie kciuki!

  20. Helliua

    10 maja 2016 21:51, Odpowiedz

    A ja właśnie jestem po rozszerzeniu z WOS-u i czekam na piątek na ostatni egzamin. Czeka mnie angielski ustny. Polski w sumie poszedł nieoczekiwanie dobrze.
    Teraz przede mną nowa droga, nowe szanse. Pochodzę z niewielkiej miasta koło Lublina, natomiast studia planowałam w Warszawie. Czeka mnie tak przewrotny czas. Boje się tak wielu rzeczy. Raz, że na te studia się nie dostanę, dwa, jeśli jednak się dostanę to czeka mnie starcie ja vs tak wielka rzeczywistość. Maksymalnie się boję, że nie dam rady, że zostanę sama, daleko od rodziny i przyjaciół. Pojęcia nie mam, w którą stronę iść. Warszawa, czy jednak mój rodzimy Lublin?
    Bardzo ciekawy, a przede wszystkim pomocny wpis. Czas na ułożenie sobie życia od nowa :-)

  21. Paulina

    10 maja 2016 21:52, Odpowiedz

    Mądry wpis i zgadzam się z tym, że w dużej mierze po studiach ścisłych uzyskuje się dobrą pracę i przede wszystkim dobrze płatną. Widzę to po członkach swojej rodziny, którzy studiują zaledwie rok dłużej niż ja, pracują KRÓCEJ niż ja i mają trójkę z przodu, podczas gdy ja mam 1 …. :) Znam wielu takich, dla których studia to była jedna wielka balanga, mama dawała pieniądze, a ci zarabiali tylko podczas wakacji.
    Ja już od liceum udzielałam korepetycji z angielskiego, w czasie studiów dziennych filologicznych było tak samo. Teraz mam 22 lata, studiuję zaocznie i w czerwcu będzie rok, od kiedy pracuję w szkole podstawowej. Uwielbiam uczyć, to piękny zawód i wymagający. Zawiodę wszystkich przekonanych, że nauczyciele to nieroby. Niestety dzisiejsze dzieci nie są takie, jak my kiedyś. Tylko garstka z nich docenia to, co się robi, a potrafią też tak chamsko się odzywać, że już chyba nic w życiu mnie nie zdziwi po tym, jak wiele obrzydliwych słów usłyszałam z ust dziewięciolatków.
    Ja po roku pracy w zawodzie i ogromną harówką na studiach zarabiam naprawdę marne grosze, wkładam w to całe serce, nie mówiąc już o przygotowywaniu materiałów do zajęć. A inni których znam, „inżynierowie”, którzy przez całe swoje studia zbyt wiele się nie napracowali, teraz pracują tylko 3 miesiące dłużej niż ja, ale świetnie zarabiają.
    Szkoda, że nie urodziłam się z mózgiem ścisłym. Wszystkim przyszłym nauczycielkom lub nauczycielom polecam wybierać małe szkoły znajdujące się na wsiach, gdzie dzieci jeszcze troszkę szanują nauczycieli :)

    Przepraszam za ten wywód, ale widzę tutaj wiele maturzystek, które się wypowiadają. Nigdy nie wierzyłam w małe zarobki nauczycieli, w to ich narzekanie, mówiłam, że trzeba być do tego urodzonym. To prawda, trzeba się urodzić z tą cierpliwością i zapałem. Ja to mam i KOCHAM uczyć, ale niestety nasz kraj bardzo skutecznie poniża nauczycieli.

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 22:44, Odpowiedz

      A co sądzisz o prywatyzacji szkolnictwa? Jak myślisz, czy całkowite „uwolnorynkowienie” edukacji wpłynęłoby pozytywnie na poziom nauczania i wynagradzania nauczycieli? :)

      • Joanna

        11 maja 2016 00:07, Odpowiedz

        Karola, coś mi się wydaje, że my lubimy poglądy tej samej partii i jej charyzmatycznego przedstawiciela ;-)

          • Tosia

            11 maja 2016 15:01,

            Z tym wolnym rynkiem nie przesadzajmy, liberalizm tez ma sporo minusów i wypaczeń.

          • karolinabaszak

            11 maja 2016 15:05,

            Ciekawe, ciekawe… a mogłabyś wymienić te minusy i wypaczenia?

          • Gosia

            11 maja 2016 22:00,

            Karolino, ja również popieram tę partię i boli mnie, że wielu ludzi uważa jej lidera za „oszołoma”. Moim zdaniem zazwyczaj to właśnie jego wypowiedzi i poglądy są głosem rozsądku w debacie publicznej. Co do wolnego rynku- wiadomo, że ma jakieś minusy (jak wszystko na tym świecie), jednak ja dostrzegam zdecydowanie więcej plusów. Jestem na trzecim roku studiów (filologia romańska) i przyznam, że do jakiegoś czasu myślałam o założeniu swojej działalności gospodarczej (tłumaczenia), jednak perspektywa płacenia gigantycznych podatków i martwienia się co miesiąc, czy zarobię na ZUS jest przerażająca. Z drugiej strony ciężko znaleźć dobrą pracę na etacie za przyzwoite pieniądze. Niestety podatki pożerają pensje. Szkoda, że tak mało osób dostrzega, że zniesienie (lub chociaż znaczące zmniejszenie) np. podatku dochodowego lub zniesienie płacy minimalnej przyniosłoby wzrost gospodarczy i poprawę bytu wielu ludzi ledwo wiążących obecnie koniec z końcem.

          • karolinabaszak

            11 maja 2016 23:48,

            A co mają dostrzegać ludzie, którzy nawet nie wiedzą ile wynosi podatek dochodowy. Wiesz ile znam takich osób? Pracują na wysokich stanowiskach w korpo i tego nie wiedzą. To jest przerażające. Współczuję Ci Gosia, bo jestem po tej samej stronie…

          • Joanna

            12 maja 2016 00:43,

            Ja również zauważyłam, że 90% osób, które znam i które popierają JKM to osoby albo mające własną działalność gospodarczą, albo mające bliskie osoby prowadzące działalność gospodarczą. Wtedy się wie i rozumie o czym on w ogóle mówi… Nie chciałabym uogólniać, ale z reguły najgłośniej krzyczą i krytykują tą partię osoby, które są „po drugiej stronie barykady” i bardzo im przeszkadza krytyka socjalizmu -„bo jak to tak, nic nie będzie za darmo tylko trzeba na to zapracować?!”

          • Joanna

            12 maja 2016 17:32,

            Dziewczyny <3 Ale miło czytać Wasze wypowiedzi! Moje serce się raduje, że nie jestem sama ze swoimi przekonaniami :))

      • Paulina

        11 maja 2016 08:21, Odpowiedz

        Ha,to jest dobre pytanie :D Jak zwykle są plusy i minusy. Plusem jest na pewno to, że w takich prywatnych szkołach pracujesz osiem godzin, sale są zwykle świetnie wyposażone w sprzęt, a co za tym idzie – poza lekcjami z dziećmi możesz przygotować kartkówki, sprawdziany, materiały dodatkowe. Nie zabierasz pracy do domu i resztę dnia spędzasz z rodziną, a nie z laminarką i zadrukowanymi kartkami. Wydaje mi się, że jestem nauczycielem z powołania, bo kiedy widzę minę mojego męża, którego proszę o pocięcie ze mną zalaminowanych rzeczy…. :D Jesteś sobie w stanie wyobrazić! A ja to uwielbiam, w głowie sto pomysłów, jak to wykorzystać podczas lekcji i jak wielką radość mogę tym sprawić dzieciom :) Mogłabym mówić o tym godzinami, mimo że w szkole państwowej pracuję dopiero rok. Szkoły językowe, w których też byłam zatrudniona to nie to samo.

        Co do poziomu nauczania – tutaj kluczową rolę grają małe grupy. Gdybym podczas lekcji angielskiego miała 12-osobową grupę sześciolatków, z pewnością wyniosłyby więcej niż teraz, gdy jest ich 25 :)

        • karolinabaszak

          11 maja 2016 09:36, Odpowiedz

          A jakie widzisz minusy prywatyzacji szkolnictwa? :) Nie mylmy też prywatnych szkół językowych czy nawet ogólnokształcących z całkowitą prywatyzacją, ponieważ jest to coś innego :)

    • Milena

      30 czerwca 2016 19:32, Odpowiedz

      „A inni których znam, >>inżynierowie<<, którzy przez całe swoje studia zbyt wiele się nie napracowali, teraz pracują tylko 3 miesiące dłużej niż ja, ale świetnie zarabiają."
      Ręce mi opadły. Chyba nie masz pojęcia jaki ogrom wiedzy trzeba przyswoić, jak wiele czasu pochłaniają studia inżynierskie, ile pracy i wysiłku kosztują. To co napisałaś, jest według mnie po prostu głupie.

  22. Aldi

    10 maja 2016 21:56, Odpowiedz

    Studia. Jedyne co mi przyniosły- to przyszłego męża. Cudownego mężczyznę, z którym planuję mieć dzieci i szczęśliwe życie. Studiowałam, jednocześnie pracując w zupełnie innej branży. Dziś jestem bez dyplomu, rozczarowana czasem, które poświęciłam na te studia. Pracuję od 6 lat po technikum geodezyjnym, rozwijam się bez papierka inżyniera. I dobrze mi z tym. Pozdrawiam maturzystów i trzymam kciuki za Wasze ustne matury ;) Żeby Wasze wybory co do kierunków studiów były trafne!

  23. Świeżyna

    10 maja 2016 22:16, Odpowiedz

    Świetny wpis :) Może zrobisz jakąś notatkę na temat swojej pierwszej pracy, ogólnie pracy na studiach (gdzie pracowałaś, jak ją znaleźć, jak pogodzić z nauką, bo jednak sesja sama się nie zda ;))? Pamiętam, kiedy sama pisałam maturę (teraz kończę studia) i już wtedy czytałam mnóstwo artykułów, że studia nic nie dają. Szkoda, że ich wartość tak spadła. Wybrałam kierunek, który wydawał mi się po prostu ciekawy, bo później „jakoś to będzie”. W ogóle nie miałam świadomości rynku pracy. Na szczęście w porę się opamiętałam, że studiując to samo, co setki osób w moim mieście, nie dostanę pracy „ot tak” i zaczęłam się chwytać różnych wolontariatów, żeby odnaleźć swoją ścieżkę, ale przede wszystkim mieć co wpisać do CV, bo nie wyobrażam sobie w wieku 24 lat mieć zero doświadczenia w czymkolwiek. Niestety o coś płatnego, co jednocześnie nauczyłoby mnie zawodu, było ciężko, choć te doświadczenia i tak były znacznie cenniejsze niż siedzenie na wykładach. Sama też nie wiedziałam, co tak naprawdę chcę robić w przyszłości i liczyłam, że te 5 lat jakoś „przeczekam” i się rozjaśni. Myślę, że jednak studia to coś dużo, dużo więcej niż tylko dyplom. To czas na rozwinięcie skrzydeł, usamodzielnienie. Wyprowadzka z domu, często do innego miasta, zawieranie nowych znajomości, szukanie pracy/praktyk – to wszystko nas rozwija znacznie bardziej niż nauka do kolokwium. Stajemy się również starsi i inaczej patrzymy na pewne rzeczy. Kierunek studiów, który wybrałam, również pomógł mi poszerzyć swoje spojrzenie na świat, innych, siebie. Oceniając studia jako całokształt, nie żałuję, że studiowałam (mimo głosów, że studia nic nie dają), choć przyznam, że w pewnym momencie miałam tych studiów już trochę dość. Bo zamiast sielanki, czuło się presję, że nie robiąc nic poza studiami, nie będzie się miało żadnych szans na rynku pracy. I tak naprawdę oprócz studiowania, trzeba coś robić. No i niestety, studia nie nauczą praktycznego zawodu. Teoria a rzeczywistość to dwie różne bajki.

  24. Gabriela

    10 maja 2016 22:16, Odpowiedz

    Dobry wieczór :) Ale mnie zaskoczylas tym wpisem, ale nieukrywam ze bardzo przypadł mi do gustu :) Dobrze, że to wszystko ujelas i wielu młodym ludziom przyda sie taki glos rozsadku. Tylko ,ze ja mysle, ze zycie nie opiera sie na samej pracy. Nie ma nic zlego w tym ze mlody czlowiek chce tez troche skorzystac z zycia. Chodzi bardziej o forme w jakiej to robi.Czy upijamy sie w sobote czy wybieramy formy rozrywki ktore w jakis stopniu nas rozwijaja nwm np idziemy na jakas ciekawa wystawe lub poprostu spotykamy sie z rodzina. Dodam jeszcze tylko ,ze ja studiuje dziennie prawo no UJ i do tego sama sie utrzymuje, wiec to totalna bzdura, ze to ze kogos nie stac na studia to musi z nich rezygnowac. A jesli wezmiemy tez pod uwage to, ze nie jestem pracoholiczka oraz, że inne kierunki sa obiektywnie prostsze to wniosek nasuwa sie sam. Pozdrawiam Karolino i życze duzo milosci oraz trzymam kciuki za Aeterie :*

  25. Hasz

    10 maja 2016 22:20, Odpowiedz

    Bardzo dziwnie mi się czyta takie wpisy, ponieważ jestem na politechnice, która jest tutaj jest opisana tak, jak by to nie były studia – rady są z góry kierowanie do osób, które chcą iść na uniwersytety albo kierunki humanistyczne, ‚bo po politechnice jest praca to inna sprawa’. Nie wiem jak z tą pracą jest, ale na moich studiach roboty jest bardzo dużo i nawet określenie, że niektórzy ludzie ‚nic nie robią tylko zaliczają kolejne sesje’ w przypadku tego, co się dzieje u mnie jest śmieszne, bo jest naprawdę ciężko pozaliczać te kolejne sesje chociaż – i nie mówię tylko sesjach, ale też o tym co się dzieje w trakcie semestru. Praca na pełnym etacie w momencie gdy ma się 40 godzin samych zajęć + mnóstwo do robienia w domu, projekty po minimum 50 godzin siedzenia itd, to inna sprawa. Staże też się same nie nawijają oczywiście i praca po studiach też sama się nie nawinie, a raczej może być o nią bardzo ciężko, mimo politechniki, ale i tak nigdy nie wiem czym powinnam się kierować na studiach, skoro pracując mogłabym swobodnie zawalić naukę (o co nie jest ciężko, skoro pewnych przedmiotów nie zalicza 90% osób na roczniku + oczywiście ci wszyscy, którzy nie zdali drugi, trzeci, piąty raz, a prawie nikt nie pracuje). Nie wszystkiego też uczą, mimo wszystkich tych godzin i projektów, wiele programów trzeba opanować samemu – i to chyba jest właśnie najlepsza inwestycja. Oczywiście jest też dość dużo czasu na spotkania, zdarzają się lżejsze momenty, ale pod względem szukania pracy jest tak, że po każdym lekkim tygodniu może być taki, w którym trzy godziny snu to luksus mimo rezygnacji z każdej chwili odpoczynku i zwlekania.
    Matura ma to do siebie, że gdy szłam na studia, wierzyłam, że jeżeli się przyłożę to dam radę i mogę być i najlepsza na roku – w końcu będę wszystko robić, żeby to osiągnąć, może też uda mi się równolegle pracować albo robić coś ponad. Bzdura. Są rzeczy, które ciężko jest przeskoczyć, nawet jeżeli nie wychodzi się zbyt wiele, śpi minimalną ilość godzin i zabiera się za pracę od razu po powrocie do domu z zajęć. I oczywiście, są osoby, którym pewne rzeczy przychodzą łatwiej, ale za to też inne mogą przychodzić trudniej – a i największe ‚kujony’ zarywają noce czy piszą egzaminy w drugich terminach.
    I bardzo lubię swoje studia, ale nie uznaję za dyshonor pojedynczych poprawek z jakichś przedmiotów ani braku pracy, w ciągu roku czy nawet w wakacje – trochę trzeba szanować siebie, swój czas, dać sobie trochę wytchnienia.
    To taki informacyjny komentarz, bo wiem, że z uniwersytetami jest inna sprawa często – cóż, gdy ja myślę teraz o czasach mojego mat-fiz-infa w liceum, wiem, że to było jedno wielkie ‚bimbanie’, a jednak dostałam się na wszystkie kierunki na politechnice, na które składałam papiery mimo chodzenia w klasie maturalnej na dodatkowe zajęcia przygotowujące do studiów w każdy weekend, 130 kilometrów od mojego ówczesnego miejsca zamieszkania. Więc czasem gdy słyszę opowieści ludzi z co niektórych kierunków albo tych, dla których liceum to była tragedia, to naprawdę nie wiem jak reagować.
    Dodam jeszcze, że mój kierunek również stereotypowo jest uznawany często na politechnice za taki, na którym nie ma nic do roboty.

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 22:34, Odpowiedz

      Hmm.. nie wiem o czym mówisz. Napisałam o studiach na politechnice zupełnie inaczej niż Ty to opisałaś w komentarzu. Nie wiem jak się odnieść do tego, może przeczytaj mój wpis jeszcze raz :) Moja siostra jest na politechnice i wiem jak ciężko jest na takich studiach.

  26. miśka

    10 maja 2016 22:26, Odpowiedz

    Karolinko, dziś tak naprawdę żadne studia nie dają gwarancji. Trzeba się starać, uczyć, ale i mieć odrobinę szczęścia, albo przykro mówiąc – znajomości. Ja jestem na dwóch kierunkach, mam zamiar iść na kolejny. Robię certyfikaty, odbywam bezpłatne praktyki, uczę się języka. Ale tak naprawdę nie mam żadnej gwarancji tego, że to się kiedyś mi zwróci. Jestem uparta :) Ale niestety wiem, że życie jest przewrotne i nie zawsze układa się jak chcemy ;-)

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 22:36, Odpowiedz

      Znajomości dobrze mieć i nie ma w tym nic złego, że ktoś je ma. Dla pocieszenia jednak dodam, że ja swoje pierwsze poważniejsze prace w Warszawie zdobyłam bez jakichkolwiek znajomości. Po prostu wysłałam CV i poszłam na rozmowę :)

  27. Martyna

    10 maja 2016 22:32, Odpowiedz

    Zgadzam się z twoją opinią, jednak mam inne zdanie co do szybkości działania. Jestem uczennicą pierwszej klasy liceum. Jak na razie są to dla mnie najgorsze chwile. Młodzież żyje w ciągłym stresie, wbija siè nam do głowy, że od matury wszystko zależy, że już powinniśmy być ukierunkowani i pozostało nam tylko dążyć do celu. Mamy wrażenie, że jeśli po napisaniu matury nie dostaniemy się na wymarzone studia to koniec. Albo co gorsza nie zdamy z jakiegoś przedmiotu. Przecież możemy próbować dostać się na studia tak długo jak tylko będziemy tego potrzebowali. Życie nie kończy się w momencie kiedy coś pójdzie niezgodnie z planem. Znam nawet przypadek dziewczyny, która miała zagrożenie z 3 przedmiotów – matematyki, chemii i fizyki. Gdy pewne już było, że nie zda poddała się. Pewnego dnia stała w nieoficjalnej ‚palarnii’ paląc papierosa. Obok przechodziła nauczycielka chemii i widząc ją postanowiła podejść. Dziewczyna była tak zrezygnowana, że nawet nie próbowała ukryć papierosa. Pani z chemii zapytała się: I jak, przyjdziesz jeszcze poprawiać?
    A ona odpowiedziała: nie. Już na 100% nie zdaje z matematyki a z fizyką też nie dam rady. To już nie ma sensu.
    Dziewczyna nie wytrzymała i wybuchła płaczem: I co ja teraz zrobię proszę pani? Co teraz będzie?
    – Nic, powtórzysz klase.
    -…tak…ma pani rację. Po prostu powtórzę klase. Tak!
    Było to, wydawać się może, oczywiste, ale dziewczyna żyła w przekonaniu, że jej życie legło w gruzach w momencie kiedy nie zdała klasy. Potrzebowała jedynie, aby ktoś uświadomił jej, że to nie koniec. Życie toczy się dalej. W następnym roku wzięła się do nauki. Dostała się na studia. Teraz jest farmaceutką, ma dom, męża, dwójkę dzieci.
    Chciałam powiedzieć, że gdy nie dostaniemy się na studia za pierwszym razem możemy próbować chociażby przez najbliższe 10 lat! Zawsze możemy wszystko zmienić i nie ma w życiu takiego momentu, który decydowałby i przebiegu całej jego reszty. Czasami wszystko toczy się zupełnie inaczej niż sobie to planowaliśmy z początku. Dzisiaj może wydawać się nam, że już wiemy kim chcemy być w życiu, a za kilka lat możemy zostać kimś zupełnie innym. Zawsze mamy szanse na zmianę i na dziaĺanie. Nie ma takiego czasu, w którym musielibyśmy się poddać i uznać za przegranych.

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 23:03, Odpowiedz

      To prawda, jest olbrzymia presja, ale pamiętaj, że za 10 lat, osoby które piszą maturę będą miały już 3 dyszki na karku :) To nie jest tak, że mamy całe życie na wszystko. Wiem, jak w liceum się na to patrzy, a jak patrzy się na to 5-6 lat później. Ludzie się diametralnie zmieniają i czegoś innego oczekują :)

  28. K.

    10 maja 2016 22:45, Odpowiedz

    Kierunki typu politologia, stosunki międzynarodowe, zarządzanie, socjologia czy dziennikarstwo to starta czasu. Jak ktoś chce zaczerpnąć wiedzy ogólnoświatowej lub ogólnoczłowieczej to może sobie na ten temat książki poczytać. Te studia nie dają żadnych praktycznych umiejętności jak np. informatyka, medycyna czy elektronika. Nie dziwne, że produkują tylko bezrobotnych magistrów. Jak ktoś ma studiować taki kierunek to już lepiej żeby poszedł do pracy a choćby i do jakiejś korporacji proponując, że będzie kawę parzył. Więcej się można nauczyć i jest szansa, że jak ktoś się stara to na merytorycznym stanowisku zatrudnią.

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 22:54, Odpowiedz

      Trochę się zgadzam, ale są ludzie, którzy najzwyczajniej w świecie nie potrzebują studiów do tego aby rozwijać swoją karierę czy biznes. Kierunki jakie wymieniłaś są również wybierane przez osoby, które chcą rozwijać swoje zainteresowania. Oczywiście, że można samemu czytać książki, ale jednak studiowanie to fajna sprawa i jest to coś innego.

    • Marta W.

      11 maja 2016 09:41, Odpowiedz

      Ja skończyłam politologię i dziennikarstwo i mimo że nie pracuję już w zawodzie dziennikarza, jestem bardzo zadowolona z życia :) Także trochę nie masz racji. Pracuję w Gdańsku, gdzie jest mnóstwo pracy dla młodych ludzi (wiem, bo pracuję przy rekrutacjach i znam rynek). Bardzo często słyszę, jak trudno jest znaleźć pracę w dzisiejszych czasach. Uważam jednak, że jest to wina kandydatów – przychodzą na rozmowy często kompletnie nieprzygotowani, nie mając żadnego pomysłu na siebie, nie znając swoich dobrych stron. A niektórzy narzekający nie potrafią nawet napisać ładnego i dobrego CV i znaleźć na pracuj.pl odpowiednich dla siebie ofert. Naprawdę niewiele trzeba. Na początku może rzeczywiście nie zarabia się najlepiej, ale uważam, że każdy powinien „odbębnić” początek, uczyć się w tym momencie jak najwięcej od bardziej doświadczonych pracowników, a 2 lata później starać się o awanse, z czym też wiążą się wyższe zarobki.

  29. Hasz

    10 maja 2016 22:54, Odpowiedz

    ‚O ile nie studiujemy medycyny, prawa, o ile nie idziemy na politechnikę aby zostać w przyszłości inżynierami’ – tylko w tym miejscu odniosłam się do twojego wpisu, chodziło mi o to, że politechnika jest często w pewien traktowana wyjątkowo w tego typu tekstach, dlatego nie wiem nigdy w jakim stopniu powinnam brać do siebie tego typu rady o pracowaniu itd – bo może jednak dałabym radę, a tylko usprawiedliwiam siebie i narzekam ‚jak to mam ciężko’.
    Poza tym raczej nie kierowałam komentarza bezpośrednio do Ciebie, tylko chciałam wytłumaczyć pewnie stereotypy typu ‚każdy kto studiuje, a nie pracuje to sobie bimba’ albo że jak będziemy chcieli być na studiach najlepsi to tacy będziemy – cóż, nie zawsze. Warto spojrzeć trzeźwym spojrzeniem na swój kierunek, zobaczyć ile jest się w stanie zrobić, może czasem znalezienie pracy czy stażu nie jest możliwe, bo wymagają tego, czego na studiach nie ma lub jest na późniejszym etapie i po prostu nie ma się takich umiejętności – wtedy raczej warto się douczyć zamiast szukać pracy na siłę, nawet jeżeli zajmie to dużo czasu, w czasie którego moglibyśmy teoretycznie zdobywać ‚doświadczenie’. Często praca na studiach jest mylona z jakąkolwiek pracą na studiach, a jednak nie do końca o to chodzi, choć warto pracować jakkolwiek po prostu dla zdobycia samodzielności, jeżeli ma się czas i nie blokuje to rozwoju.
    Nie chodziło mi o to, by przeciwstawić się temu, co napisałaś, a raczej rozwinąć to o swoje doświadczenia.

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 23:01, Odpowiedz

      Aaa, rozumiem już :) Ja pisałam o tych kierunkach jako o jedynych, podczas których ewentualnie nie trzeba pracować, bo same w sobie dużo dają :) Wiem, że ciężko jest wyrobić tylko z nauką, także zupełnie mnie tu nie zrozumiałaś..

  30. Basia

    10 maja 2016 23:03, Odpowiedz

    Karolino!
    Od października jestem studentką pierwszego roku prawa i już teraz dostrzegam jak wielką otrzymałam szansę – studia to idealny czas na rozwój swojego wnętrza i szlifowanie umiejętności interpersonalnych. Nie ukrywam, że jest mi strasznie ciężko, gdy zmęczenie wygrywa z motywacją i chęciami do nauki, ale wiem, że gdzieś w oddali jest mój cel. A miejsca, w których się poddaję pozostawiam do rozwiązania Bogu.
    Mam do Ciebie pewne pytanie, co sądzisz o miłości w trakcie studiowania – nie ukrywajmy, miłość odwraca w pewnym stopniu naszą uwagę od tych najważniejszych bieżących spraw.
    Z wielką przyjemnością przeczytam kolejny wpis na temat wysokości pensji.
    PS. Wciąż mnie zadziwia, jak bardzo mnie inspirujesz! :) Twórz dalej, mało takich Perełek jak Ty!
    Pozdrawiam! :*

  31. Hasz

    10 maja 2016 23:13, Odpowiedz

    Zrozumiałam Cię, tylko jednak spojrzenie każdego na swoje studia jest subiektywne i ja patrząc na swoje studia nie wiem, czy nie dałabym rady zrobić więcej – teraz mam wrażenie, że to szczyt możliwości dla kogokolwiek, ale cóż, jednak w liceum też myślałam, że jest ciężko, a teraz dopiero mam porównanie. W związku z czym sama często nie wiem, czy powinnam brać tego typu teksty do siebie i czy ja, chociaż jestem na politechnice, też nie tracę czegoś, skoro nie pracuję, tym bardziej, że wiem, że z pracą wcale tak łatwo nie będzie. Bo może jednak by się udało. Tutaj za to pojawia się druga myśl – że może jednak nie warto wpadać w paranoję.
    Dodam jeszcze, że spodziewałam się może jednak czegoś więcej na temat politechniki czy studiów OGÓLNIE, a tu znów drążenie tematu studiów humanistycznych, czyli raczej nie dowiedziałam się niczego nowego, czego bym nie przeczytała już na wielu innych blogach i nie wymyśliła sama – chociaż wiem, że jest to prawda, ale pozostaje niedosyt. Myślę też, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i często osoby, które są na lekkich studiach myślą, że naprawdę mają ciężko, więc nawet nie poczują, że taki tekst jest kierowany do nich – ale cóż, to ich strata ;)

    • karolinabaszak

      10 maja 2016 23:18, Odpowiedz

      Ok, rozumiem :) Nie wiem na jakim kierunku jesteś, ale na pewno warto pamiętać, że z pracą jest po prostu ciężko, a o tym dlaczego jest ciężko postaram się odpowiedzieć w jednym z kolejnych wpisów lub filmów, gdy będę mówiła o zarobkach. Może wtedy znajdziesz więcej potrzebnych informacji :)

  32. Wiktoria

    10 maja 2016 23:39, Odpowiedz

    W piątek mam ostatnia ustna mature. Jeszcze do niedawna, czując przymus pójścia na studia, miotałam sie miedzy kilkoma kierunkami. Pare dni temu podjęłam decyzje o pójściu do rocznej szkoły policealnej na podobny kierunek. Za zaoszczędzone pieniądze (chciałam studiować zaocznie) zamierzam porobić rożne kursy, zdobywać doświadczenie. Myśle, ze to niegłupia opcja, ten rok pozwoli mi zweryfikować czy wybrana ścieżka jest dla mnie najlepsza, a w razie gdyby tak nie było, nie bede kilka tysięcy ‚w plecy’ :)

  33. Marta

    10 maja 2016 23:41, Odpowiedz

    Cieszę się, że pojawił się taki wpis, za to cenię twojego bloga i Ciebie, że można tu znaleźć też takie treści. Ja właśnie w tym roku kończę licencjat z zarządzani. I już wiem, że warto pracować w trakcie studiów chociaż weekendowo i da się prowadzić życie studenckie, zaliczać wszystko w pierwszych terminach. A nawet lepiej jest mi się zorganizować jak mam dużo zajęć.
    Chętnie poczytam więcej takich tekstów :)
    Pozdrawiam

  34. Anna

    10 maja 2016 23:45, Odpowiedz

    Ciekawy wpis, na pewno przydatny dla osob, ktore zamierzaja zostac w Polsce. Jednak jakikolwiek papier i chociaz minimalne doswiadczenie nawet po kierunkach uznanych za nieprzydatne zagranica maja duze znaczenie [nalezy znac jezyk obcy do tego]. Przykre, ze tak nie jest w Polsce, ale to wina nadprodukcji magistrow…. Moim zdaniem platne studia powiny zostac wprowadzone i to rozwiazaloby czesc problemu. Oczywiscie, dla osob z ubogich rodzin naleza sie stypendia i pomoc, ale studiujac na moim wydziale zauwazylam jak bardzo ta pomoc jest naduzywana przez zamoznych [ wpisywanie nieprawdziwych dochodow ].

    Widzialam w jednym komentarzu, ze napisalas: „Moja siostra jest na politechnice i wiem jak ciężko jest na takich studiach.”. Z tego co wiem Twoja siostra studiuje na Architekture na ZUT, z ktorej ja po roku ucieklam bo czulam, ze nic sie nie ucze i marnuje czas. Zaliczano wszystko wszystkim ot tak, a niektorzy borykali sie z niezdana mechanika do inzynierki. Takze, ja nie polcam tej szkoly jesli ktoras czytelniczka ma na oku ten wydzial w Szczecinie. Pisze to majac porownanie do trzech innych wydzialow w Polsce: Poznan, Gdansk, Wawa.

    • karolinabaszak

      11 maja 2016 00:00, Odpowiedz

      Wiesz, dla osoby, która jest za wolnym rynkiem, prywatyzacja szkolnictwa jest czymś oczywistym =) Zapomniałam dodać, że moja siostra studiuje równolegle architekturę wnętrz na akademii i widzę, że ma sporo roboty. Mówiłam o tym w tym sensie, że studiowanie na politechnice jest raczej trudniejsze niż studiowanie zarządzania czy stosunków międzynarodowych.

  35. miśka

    11 maja 2016 00:29, Odpowiedz

    Zacznijmy też od ważnej rzeczy- u mnie na gospodarce przestrzennej bo to studiuję dziennie jest tak że jeśli przyjdziesz do profesora i powiesz że czegoś nie zrobiłaś przez pracę to cię zjedzie od góry do dołu. Studia dzienne- won z pracą. A z drugiej strony brak pracy i kursów w CV- czyli same studia też lipa. Nasz kraj ma jakieś rozdwojenie jaźni. Program studiów powinien być tak budowany by było dużo w nim praktyki. A niestety jest tak, że tą praktykę trzeba pokątnie zdobywać samemu kosztem zdrowia, swojego życia prywatnego, bo chcąc się dobrze uczyć i robić jeszcze coś ponad to trzeba z czegoś zrezygnować.

  36. Dorota

    11 maja 2016 01:50, Odpowiedz

    Cześć, jestem parę lat po studiach, skończyłam do bólu inżynieryjny kierunek -energetykę na Politechnice Wrocławskiej. Studnia były dla mnie czasem radości, młodości i wolności. Owszem czasami trzeba było przysiąść i się nauczyć na egzamin, czy napisać sprawozdanie z laborek, ale stresu przed „kolokwium ostatniej szansy” po latach się nie pamięta. Ja obrałam drogę, która chyba w komentarzach nie była poruszana – przed pierwszym rokiem studiów pojechałam na obóz adaptacyjny w Tatry i przez ten obóz trafiłam do duszpasterstwa akademickiego. Spotkałam tam osoby z którymi łączyły mnie podobne wartości, ale każdy z nas studiował co innego. Na szczęście podczas studiów nie musiałam pracować, ale też moje potrzeby były raczej skromne – wynajmowałam pokój z dwiema koleżankami, a że mieszkałam w centrum Wrocławia, wszędzie, gdzie potrzebowałam mogłam dojść pieszo lub dojechać rowerem ( w ogóle nie korzystałam z komunikacji miejskiej). Każdy wolny grosz wykorzystywałam na podróże, a każdą wolną chwilę poza nauką na budowanie przyjaźni. Z osobami które spotkałam w duszpasterstwie jeździłam na majówki, wyjazdy listopadowe, sylwestrowe itp. Wieczorami nie chodziliśmy do klubów, a uczyliśmy się zdrowej rywalizacji grając w planszówki, czy rozgrywając mistrzostwa w kalambury. Gdy zaczynały się wakacje pakowaliśmy plecaki i ruszaliśmy w Polskę, a później w świat. Uczyłam się zaufania i wytrwałości zdobywając szczyty Tatr, kompromisu i cierpliwości podczas wyprawy w ukraińskie Gorgany, uczyłam się prosić o pomoc, gdy plecak był za ciężki, uczyłam dzielić się ostatnim kabanosem, czy czekoladą. Zbudowałam solidne fundamenty z moimi przyjaciółmi. Teraz bez obaw możemy spakować się w dwa samochody i wyruszyć na wakacje do Toskanii – znamy się bardzo dobrze i że zawsze się dogadamy. Ostatnio wspólnie spędziliśmy sylwestra – było nas 30 osób! Razem dzielimy się radością (śluby, chrzciny, nowe prace, sukcesy), razem wspieramy się w problemach (choroba, śmierć, bo to też się przecież zdarza). Ale wiemy, że możemy na siebie liczyć. Po studiach szukałam pracy przez jakieś 3 miesiące, a następnie przez dwa lata pracowałam w zawodzie, a w między czasie (czyli po pracy) robiłam rzeczy, które sprawiały mi przyjemność i te rzeczy stały się moją pracą, którą uwielbiam. Moja praca w zasadzie nie ma nic wspólnego z wykształceniem, ale wykorzystuję w niej to czego nauczyłam się podczas studiów „przy okazji” – szeroko pojętą umiejętność współpracy z innymi ludźmi, umiejętność analitycznego myślenia, umiejętność wykorzystywanie tego co mam pod ręką, elastyczność, nie poddawanie się po porażce (orłem na studiach to ja nie byłam :-) )
    Także moje studnia to był przede wszystkim czas na budowanie przyjaźni i teraz wiem, że za sobą mam nie tylko rodzinę, ale także cudownych przyjaciół, którzy szczerze cieszą się z moich sukcesów, a w potrzebie ruszą z pomocą, a dzięki temu, że każdy z nas studiował co innego mamy w naszym gronie i lekarzy i pielęgniarki, i prawników, i informatyków, wykładowców akademickich, pracowników korporacji, nauczycieli, budowlańców, mechaników.
    Polecam czas studiów przeznaczyć na radość i młodość, bo potem na to nie będzie czasu, a z pracą zawsze się ułoży :)

    • AW

      13 maja 2016 18:08, Odpowiedz

      Jestem oczarowana Twoim podejściem do życia. Nie wiedziałam, że są jeszcze tacy ludzie, którzy nie podchodzą do życia tak bardzo pragmatycznie.. Myślę, że dzisiaj podchodzimy do wszystkiego zbyt serio (patrz załamanie np. po niezdanym przedmiocie na maturze od razu koniec świata). Podpisuję się pod Twoim komentarzem rękami i nogami. Dodam tylko, że wpisałaś się idealnie w mój światopogląd. Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Więcej radości, spontaniczności i energii a mniej zamartwiania się i stwarzania sobie ograniczeń.

  37. Sabina

    11 maja 2016 06:44, Odpowiedz

    Zgadzam się w stu procentach! Jestem na czwartym roku ekonomii, od początku studiów pracuje,początkowo praca dorywcza,potem lekka biurowa, za małe pieniądze. Byłam na erasmusie,co bardzo otworzyło mi umysl i pozwoliło podszkolić angielski. Dodatkowo zapisałam się na kurs niemieckiego i wyjechałem na staż do Wiednia. Obecnie dostałam pracę w dużej firmie,zajmującej się sprzedażą i serwisem samochodów. Godzę studia z pracą,bo wiem, że to wszystko łączy się w całość. Polecam każdemu wyjazdy zagraniczne, oferowane przez uczelnię, dostajecie dofinansowanie, korzystajcoe! Ps. Wizyty u znajomy ciepłych krajach to bardzo fajnai tania opcja na wakacje ;-) pozdrawiam Karolina :-*

  38. Monika

    11 maja 2016 08:26, Odpowiedz

    Dodam coś od siebie – jeśli w trakcie studiów poczujecie, że to nie to, że kierunek który studiujecie jednak okazał się chybionym wyborem – zrezygnujcie! :) Tak, wiem to ryzykowna decyzja. Ja nie miałam na tyle odwagi i dokończyłam studia na kierunku pedagogiki ale wiem, że to był błąd. Nie warto kontynuować nauki w tematyce, która nie do końca jest waszą ulubioną. Dzisiaj na pewno podjęłabym inną decyzję, nie przejmując się opinią innych.

    Ciekawy wpis Karola :*

  39. Paulina

    11 maja 2016 10:00, Odpowiedz

    Bardzo ciekawy wpis, szkoda, że mając te „nascie” lat nie trafiłam na podobny. Głowa pełna marzeń i wzniosłych idei popchnęła mnie na prawo. Nie dostałam się, zabrakło mi jednego punktu, co było bardzo bolesne. Poszłam na stosunki międzynarodowe, czego nie żałuję, bo były to studia niesamowicie interesujące. Wiedza ogólna o świecie, historii i polityce daje mi teraz pewność siebie w rozmowach z ludźmi. Prawo studiowałam równolegle – zaocznie. Zaczęłam pracować, mam dwa kierunki studiów, ale dopiero teraz zaczynam widzieć, co chciałabym robić w życiu. Powoli zaczynam wracać do pisania, które zaniedbałam przez 5 lat intensywnych studiów. Marzę o wydaniu książki w przyszłości, o zawodzie prawniczym nie marzę, chociaż wiem, że ten zawód dałby mi w miarę pewne zatrudnienie okupione stresem i zszarpanymi nerwami.
    Dyplom na pewno się przyda, ale doświadczenie i praca własna nad sobą są moim zdaniem ważniejsze, więc maturzystki i maturzyści nie bójcie się kierować sercem. Nie bójcie się krytyki ze strony najbliższych i pamiętajcie, że to Wasze życie i to Wy o nim decydujecie, a nie ambitna mama, czy babcia :)

  40. Weronika

    11 maja 2016 14:28, Odpowiedz

    A mnie zaciekawił wątek o stażach. Napisałabyś jak to wygląda i gdzie tego szukać? Jestem na I roku studiów i oczywiście praktyki zaczynam już od wakacji ale to chyba nie to samo. Mam dużo planów związanych z przyszłością ale niestety lenistwo też robi swoje ;( Jednak obserwując Cię i tego jak daleko zaszłaś wiem, że ja też mogę się spełnić. Buziaki ;*

  41. marta

    11 maja 2016 14:48, Odpowiedz

    Doskonale, ze poruszasz takie tematy ;) zgadzam sie z Twoim zdaniem
    Chetnie poslucham co masz do powiedzenia o niskich pensjach, o ktorych wspominalas pod koniec wpisu. Pozdrawiam :)

  42. miśka

    11 maja 2016 15:03, Odpowiedz

    Paradoks zarządzania jako kierunku studiów jest taki, że pomimo tego, że są to studia mało ambitne to jest po nich praca. A dlaczego jest? Bo nasz kraj nie rozwija gospodarki, przemysłu, jest tylko praca dla marketingu korporacji i firm w filiach, które są u nas otwierane. Co ma robić u nas inżynier? Nie mówię, że nie da się znaleźć dobrej pracy, ale jest ciężko i nawet ci ambitni nie zawsze dadzą radę. Gdyby to było takie proste każdy z nas by miał dobre zarobki, a przecież tak nie jest. W coś jednak w życiu trzeba wierzyć i ja wierzę że nauką i ambicją coś osiągnę. Gdyby tak nie było już dawno bym to rzuciła ;-)

    • karolinabaszak

      11 maja 2016 15:07, Odpowiedz

      Miśka, pracę można mieć nawet bez studiowania i to czasem o wiele lepszą niż po studiach i o to mi chodziło w moim wpisie, aby pokazać, że studiować warto, ale nie należy traktować tego jako przepustki do świetnej i dobrze płatnej pracy :)

  43. Agata

    11 maja 2016 15:30, Odpowiedz

    Ciekawy wpis i jeszcze ciekawsze komentarze. Wydaje mi się, że w Polsce wciąż można często spotkać się z przekonaniem, że studia mają rozwijać człowieka, a nie dać mu konkretny zawód. Moim zdaniem jest to błędne podejście. Tytuł mgr to tytuł zawodowy, a nie naukowy jak napisała jedna z komentujących osób. Zainteresowania, kulturę osobistą powinno się przede wszystkim rozwijać w ramach zajęć pozaobowiązkowych (różne koła zainteresowań, które funkcjonują na uniwersytetach) czy po prostu prywatnie. Studia mają dać zawód-pracę i jak sądzę tym powinniśmy kierować się przy ich wyborze, bez względu na to czy będą to studia humanistyczne, techniczne, czy jakiekolwiek inne. A przy wyborze pracy najlepiej kierować się zainteresowaniami, trzeba mieć pasję do swojego zawodu, wtedy nawet najniższą pensję krajową można jakoś znieść ;)

    • karolinabaszak

      11 maja 2016 15:40, Odpowiedz

      Agato, moim zdaniem to naiwne podejście. Studia po prostu nie dają już zawodu, bo to nie te czasy, gdy jest to coś wyjątkowego – pozwolisz, że tak się powtórzę :) Jak ktoś ma ochotę pracować za najniższą pensję – jego prawo i nic mi do tego. Większość z nas chce jednak realizować nie tylko swoje pasje, ale również inne plany takie jak założenie rodziny właśnie. Chcemy mieć swój własny kąt, pojechać na wakacje i od czasu do czasu pomóc biedniejszym, a na to są potrzebne fundusze :) Także to poświęcenie dla swoich pasji w teorii wygląda pięknie, ale w praktyce? Chyba tylko do czasu. Inną kwestią jest jeszcze nasz „fantastyczny” system podatkowy, przez który Polacy cierpią lub ledwo wiążą koniec z końcem.

      • Agata

        12 maja 2016 10:36, Odpowiedz

        Studia powinny dawać zawód, a to, że tak nie jest w Polsce to już inna sprawa. Tak też jest na Zachodzie Europy, gdzie absolwent politechniki czy historii, ma jednak duże większe szanse na znalezienie pracy w zawodzie. Niestety polski system edukacji wyższej bardzo kuleje. Masz rację, studia to teraz nic wyjątkowego, poziom jest bardzo niski, na studia humanistyczne przyjmowany jest dosłownie każdy, ponieważ każda osoba, to dofinansowanie dla uniwersytetu, szkoły wyższej, miejsca pracy dla wykładowców.
        Co do pensji, to oczywiście najniższa krajowa jest dobra tylko na początek, choć sama po trzech kierunkach i doktoracie, pracując na uniwersytecie zarabiam niewiele więcej. Niestety w praktyce jest tak, że w różnych zawodach zarabia się różnie i tego raczej się nie przeskoczy, choć osobiście bardzo bym chciała ;). I choć pieniądze są bardzo ważne, choćby z powodów, o których wspomniałaś w swojej odpowiedzi, to praca to nie tylko pensja, to też wybór stylu życia, temu poświęcamy najwięcej czasu w naszym codziennym życiu, warto lubić to się robi, spełniać się w tym. Niestety nie zawsze idzie to w parze z wynagrodzeniem. Można podać tu wiele przykładów. Wniosek z tego jeden, trzeba zmienić system, nie tylko podatkowy :).

      • Maja

        12 maja 2016 13:09, Odpowiedz

        Zależy jakie studia. Myślę, ze powodem deprecjacji dyplomu są studia na prywatnych uczelniach. W chwili obecnej, jak ktoś się nie dostanie na uczelnię państwową, to znajdzie miejsce na prywatnej, a niestety poziom nauczania na tychże uczelniach jest rażąco niski. Zatem dyplom dyplomowi nierówny. Ja skończyłam SGH i przy szukaniu pierwszej pracy fakt skończenia akurat tej uczelni miał dla pracodawcy kluczowe znaczenie.

        • karolinabaszak

          12 maja 2016 14:46, Odpowiedz

          Maja, jesteś pewna, że to jest powód? Moim zdaniem prywatne uczelnie są bardzo dobry wyborem dla ludzi, którzy po prostu chcą jednocześnie uczyć się u pracować. Dziś na takich uczelniach pracują ci sami wykładowcy, co na uczelniach państwowych i poziom nauczania jest coraz wyższy. Nie wiem skąd to przekonanie, że jest rażąco niski. Zapewne są uczelnie prywatne gdzie przepuszczają studentów jak leci, ale są i takie, które wymagają tyle samo. Równie dobrze można powiedzieć, że SGH to wylęgarnia korposzczurów łasych na służbowe samochody i paliwo, a takich opinii jest mnóstwo przecież. Są różne sytuacje i różne potrzeby, a skoro Ty jesteś szczęśliwa po swoim wyborze to nic, tylko się cieszyć! :))

          • MotherOfPearl

            13 maja 2016 15:15,

            Karolina, masz złe doświadczenia z „korposzczurami”? Widzę kolejny raz tego typu wypowiedź i jestem ciekawa.

          • karolinabaszak

            13 maja 2016 15:59,

            Mam różne doświadczenia – zarowno dobre jak i zle :) Z tego co pamietam to jest dopiero moja druga wypowiedz tego typu :) wczesniej mowilam o pewnym typie kobiet w korporacji, ale w zupelnie innym kontekscie :)

        • Dorota

          13 maja 2016 07:15, Odpowiedz

          Są prywatne uczelnie które biją na łeb niektóre uniwersytety! Oczywiście jest też ogrom tzw wyższych szkół rwania czereśni, ale nie wrzucamy wszybkich prywatnych szkół do jednego worka – wystarczy wspomnieć chociaż o Koźmińskim, SWPS…
          Nie przecenialabym też znaczenia dyplomu SGH, kiedyś rzeczywiście był to dyplom bardzo prestiżowy, ale wierz mi że sama z punktu widzenia pracodawcy szukającego pracownika (duza korporacja) patrze na absolwentów SGH z rezerwa – na rekrutację przychodzą osoby z 2 letnim doświadczeniem którym się wydaje że teraz to powinni być managerami i zarabiać kokosy ponieważ skończyli słynne SGH, a merytorycznie nie zawsze mają się czym pochwalić. Znam też osoby po SGH z rażąco niskim poziomem wiedzy, wiele z tych osób jest też bardzo leniwych. Wiec jakość pracownika zależycia głównie od pracowitości, osobowości i chęci do nauki i pracy, a nie od nazwy uczelni widniejącej na dyplomie.

  44. Justyna

    11 maja 2016 16:01, Odpowiedz

    Skąd u Was tyle złych opinii na temat humanistycznych kierunków studiów( może nie do końca humanistycznych, zarządzanie takie nei jest). Jestem studentką zarządzania, moj brat za to studiuje medycynę. To są dwa różne kierunki, dwie różne prace po studiach, czego inne nas uczą. Studia zarządzania, menedżerskie, biznesowe są bardzo ważne, nie wiem zupełnie czemu w Polsce tak poniewierane. Bardzo istotne jest zarządzanie firmą, bycie menedżerem, nie wszystkiego dowiemy sie z książek. Zarządzanie uczy nas analitycznego myślenia, ogólnej wiedzy gospodarczej, podstaw prawa, jeśli się połączy całą wiedzę i zastosuje w organizacji, powstanie dobry menedzer. Czemu w innych krajach kierunki biznesowe są tak bardzo prestiżowe, a u nas wyśmiewane?
    Studia psychologiczne, czy socjologiczne to też bardzo ciekawe studia. Jest po nich praca, tylko trzeba wiedzieć po co się idzie na te studia. Czy badania rynku, marketingowe nie są ważne? Większość studentów studiujących humanistyczne kierunki idzie na studia tylko po papierek i wtedy pojawia się problem. Oczywiste jest to ze te studia sa łatwiejsze, od tych technicznych, ale i inne umiejętności po studiach.
    Karolina, nie jest to komentarz wycelowany w Ciebie, ale do wszystkich czytelniczek :)

    • karolinabaszak

      11 maja 2016 16:26, Odpowiedz

      Ja wiem czy złe opinie? :) Sama jestem po zarządzaniu i uważam, że to ciekawe studia. Może nie jestem z nich w 100% zadowolona. Gdym dziś miała 19 lat pewnie poszłabym na politologię, ale i tak uważam, że taka wiedza z różnych dziedzin mocno się przydaje i rozwija nas na wielu płaszczyznach :)

  45. Aga

    11 maja 2016 16:44, Odpowiedz

    Myślę że to kwestia głównie kasy i realiów Polski. Masz kasę możesz robić kursy dodatkowe i certyfikaty… Na fizjoterapii kurs 10 tys .. To jest dobrze widziane przez pracodawców. Realia są takie że na dziennych praca istnieje jedynie dorywcza np w barach szybkiej obsługi za marne grosze. Szkoda czasu i zdrowia. Wiem bo Przeżyłam. Teraz pod sam koniec studiów widzę jedno -trzeba bylo pasje rozwijać i brać się za naukę na początku Liceum… Potem jest trudniej i żałuję się że ten angielski był olewany i inne rzeczy bardziej istotne..

  46. Książniczka

    11 maja 2016 17:47, Odpowiedz

    Gdybym miała jeszcze raz wybierać studia, to wybrałabym inaczej.Ba! Gdybym miała możliwość, to zamiast liceum wybrałabym teraz technikum. Obecnie za niecałe dwa miesiące będę bronić dyplomu magisterskiego (z jednego kierunku, drugi w przyszłym roku… bo akurat jestem w tej grupie „dwukierunkowców”) i mam jeden z najdziwniejszych harmonogramów o jakich słyszałam. Nie dość, że przez całe studia, od pierwszego do piątego roku miałam zajęcia od poniedziałku do piątku, to były (i są) rozrzucone w całym dniu (np. co z tego, że mam trzy wykłady w ciągu dnia, jeśli są o 9:30, 14:00 i 18:30, co powoduje, że jestem poza domem od ósmej do prawie dwudziestej pierwszej). Zapomniałam dodać – na każdym przedmiocie sprawdzana jest lista obecności, na wykładach też. Jak do tego dołożyć godzinne dojazdy na uczelnię i konieczność spędzania tych wszystkich przerw między zajęciami na uczelnianym korytarzu (mieszkam zbyt daleko, by zdążyć przemieścić się w dwie strony podczas przerw), to można zwątpić w sens studiowania… i zmęczyć się tym wszystkim (a nawet zniechęcić do kierunku, który wydawał się wymarzonym). Gdzie tu znaleźć czas na zdobywanie doświadczenia?
    Nie wiem jak to będzie za kilka miesięcy, zamierzam przenieść się z drugiego kierunku właśnie na studia zaoczne i spróbować znaleźć jakąkolwiek pracę, którą mogłabym wpisać później w CV jako doświadczenie zawodowe (na marginesie, studiowane przeze mnie kierunki są poniekąd pokrewne, dotykają problematyki rozwoju dziecka).
    Co będzie, to będzie – oby było dobrze ;)

    A żeby nie pisać pesymistycznego komentarza, to zostawię jeszcze coś dobrego od siebie – jakiś czas temu polecałaś „Ukryte terapie” Zięby, które za Twoją namową wypożyczyłam (niebawem podzielę się swoją opinią na temat tej książki na blogu). Widziałam, że w ostatnich perełkach nie było żadnej książki, a zauważyłam, że tematyka okołowojenna nie jest Ci obojętna („Dziewczyny z Powstania” to najlepsza książka jaką przeczytałam w zeszłym roku!), więc chciałam polecić Ci gorąco „Dzieciństwo w pasiakach” Batrnikowskiego (https://podrugiejstronieksiazki.blogspot.com/2016/05/bogdan-bartnikowski-dziecinstwo-w.html). Nie jest to książka, którą czyta się dla przyjemności, ale oryginalna perspektywa przedstawienia wydarzeń oczami dziecka zdecydowanie jest warta uwagi. Jeśli będziesz zainteresowana, to zapraszam po więcej szczegółów pod podany przed chwilką link.

    Pozdrawiam cieplutko (choć u mnie przelotnie też burzowo :)) i czekam na kolejne książkowe polecajki z Twojej strony!

  47. Paulina

    11 maja 2016 19:29, Odpowiedz

    Cześć Karolina, właśnie jestem już prawie po maturze (jeszcze tylko ustny polski i rozszerzenie :)) chciałabym studiować socjologie bo jest to dla mnie interesujące i uważam, że jest to ciekawy kierunek, nie do końca wiedziałam czy to dobry pomysł bo jaka potem praca itp. ale dzięki temu wpisowi dałaś mi motywację do tego, żeby studiować to co mnie ciekawi a przy okazji zdobywać doświadczenie w pracy. Nagraj film o tym bo uwielbiam Twój głos i Twoje filmy. Buziaki

  48. Maria

    11 maja 2016 21:15, Odpowiedz

    Ciekawy wpis jakich dzisiaj brakuje. Sama wiem jak trudno przebić się przez natłok tych, którzy twierdzą, że studia dają pracę. Zauważyłam, że wiele rodziców posyła swoje dzieci na dzienne studia bo żyją w takim strasznym mentalnym komuniźmie, gdzie każdy po studiach był kierownikiem. Po za tym wzrasta preztiż takich rodziców, którzy mogą pochwalić się przed bliskimi czy sąsiadami „moje dziecko na dziennych nie musi pracować ” i takim sposobem mamy nasze pokolenie bardzo pretensjonalne bo jeśli kogoś jedynym obowiązkiem jest nauka za który otrzymuje wszystko co potrzebne do życia, trudno takiemu komuś pogodzić się z trudną dorosłością. Razem z moim mężem też mieliśmy możliwość studiowania i nic nie robienia. Jednak najpierw jemu (jest 3 lata starszy) coś doskwierało jakaś straszna próżnia i uczucie przegrania kilku lat, pózniej mnie to doświadczyło. Na przekór wszystkim na moim drugim roku studiów wyszłam za mąż by pod koniec licencjatu być już w ciąży. Skończyłam jedna magisterkę z dzieckiem na ręku a z drugim w brzuchu . Za rok kończę drugi kierunek, mam dwójkę dzieci. Może ktoś mi napisze że to niesprawiedliwe, bo mogłam sobie na to pozwolić. Tak jak napisałaś życie nie jest sprawiedliwe, myślę że sporo młodych może mieć możliwość taką jak my. Mój plan był prosty odchować dzieci do 26 roku życia a potem z odchowanymi dziećmi iść do pracy. Życie pisze swoje scenariusze, a teraz razem z mężem stawiamy sobie nowe wyzwania i plany na swoją działalność i spełnianie marzeń . Nie z dnia na dzień bo mamy dzieci ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Mam nadzieję że może zachęcę do przemyślenia swojego życia, bo nie trzeba robić tego co ktoś wmawia nam że daje szczęście – imprezy i beztroska. Dzięki Karolina za ten tekst. Pozdrawiam

  49. miśka

    11 maja 2016 22:36, Odpowiedz

    Tak Karolinko masz rację, wszak najbogatsi ludzie świata są po zawodówkach xD
    Aga- co do kursów etc- ja np. robię kursy z obsługi zaawansowanych programów graficznych, których koszta są duże. Dopóki studiuję mam na te programy licencje edukacyjną, ale jak myślisz, co mnie czeka po? Licencja kosztuje… 26 tysięcy :) Więc co ja robie? Kuje, by mieć naukowe stypendium które niemal całe wkładam w certyfikaty, bo po studiach nie będę mieć już tych programów, bo mnie na to nie stać. Chyba że znajdę pracę, która mi zapewni licencje. Znam ten ból. Wiele rzeczy rozbija się o kasę, ba! Samo studiowanie. Ja jestem ze wsi. Pewnie jak większość osób płacę ogrom za mieszkanie i życie, także studia nie są i nie będą bezpłatne niestety ;-)

    • karolinabaszak

      12 maja 2016 00:11, Odpowiedz

      Studia nie są i nie będą bezpłatne tak czy siak. Płacą za nie ludzie. „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy.” – Margaret Thatcher. Także hasła typu bezpłatna edukacja czy bezpłatna służba zdrowia nie są chyba zbyt dobrze rozumiane przez ludzi.

  50. Maja

    12 maja 2016 12:52, Odpowiedz

    Ja przez 5 lat studiów tylko i wyłącznie studiowałam ( 2 kierunki równocześnie , obydwa dziennie ) i był to najwspanialszy czas w moim życiu. 5 lat studiów poświęciłam na naukę na uczelni ( chodziłam na wszystkie wykłady i ćwiczenia )oraz naukę języków obcych. Oprócz tego 3 miesiące wakacji, imprezy w każdy weekend Nigdy nie żałowałam, podjętej decyzji.Dzięki traktowaniu studiów b. poważnie, a nie tylko ZZZ zdobyłam potrzebną mi wiedzę. Po studiach bez problemu otrzymałam pracę w największej agencji reklamowej na świecie. Gdybym jednocześnie studiowała i pracowała w firmie nie miałabym tak cudownych wspomnień. Studia są ostatnim beztroskim etapem życia i jeżeli można na to sobie pozwolić, to naprawdę warto.

  51. Joanna K

    12 maja 2016 21:14, Odpowiedz

    Wspaniały wpis! Ileż Maturzystek tutaj mamy <3 Dobrze,że powstał taki wpis i że swoją życiową mądrość może przekazać innym :) Zgadzam się ze wszystkim, co poruszyłaś i z wypowiedziami w komentarzach.
    Ja studiowałam dziennie polonistykę – na czwartym roku zaczęłam romanistykę. Czas krakowski wspominam wspaniale – ale było potwornie ciężko, cały czas przeznaczałam (i przeznaczam nadal, bo mgr z romanistyki jeszcze przede mną, a mam już 26lat!) na czytanie, naukę i naukę języków. Nie żałuję nieimprezowania i nieobijania się :) Dobrze radzisz z nawiązywaniem kontaktów w trakcie studiów i z rozpoczęciem pracy. Zajmuję się copywritingiem i korekta i zaczęłam właśnie…na studiach. Dziś pracuję zdalnie z kilkoma warszawskimi korporacjami i jest mi wspaniale. Ale wiem, że to zasługa mojej ciężkiej pracy. Masz rację z "każdy jest kowalem swojego losu". I że własna firma uczy wielu rzeczy, o których inni nie mają pojęcia.
    Czy studia są drogą do sukcesu? Sukces na pewno osiągnął mój wspaniały przyszły mąż, który… skończył licencjat, ale nigdy później się nie obronił :) Wszystkiego nauczył się sam i do wszystkiego doszedł sam (jest grafikiem i prowadzi własną firmę), mimo nieskończenia studiów. Wniosek? Tylko i wyłącznie ciężka praca i pomysł na siebie. Zamiast nieustannego narzekania i zaglądania innym do portfela (szkoda, że te dwie cechy tak często są spotykane :( ).
    Podsumowując: słuchajcie Dziewczyny Karoliny, bo wie, co mówi! :)

    Pozdrawiam ogromnie :* <3

  52. Marta

    13 maja 2016 12:25, Odpowiedz

    A ja powiem tyle- jesteś po prostu mega mądrą, fantastyczną kobietą :))) Uwielbiam tego typu wpisy na Twoim blogu.

  53. Kama

    13 maja 2016 23:19, Odpowiedz

    Również postanowiłam się wypowiedzieć. Skończyłam dzienne prawo na (podobno) 3 najlepszym uniwersytecie w Polsce mimo, że powtarzałam klasę w licemu (bylam dość rozrywkową licealiską). Od 2 roku studiów uszczęszczałam na praktyki, staże, a od 4 roku zaczełam pracę na 3/4 etatu. Pochodzę z rodziny prawniczej i wybór kierunku studiów był niejako oczywisty – skoro nie jestem ścisłowcem i mdleje na widok krwi politechnika i medycyna odpadały. Najrozsądniejszym wyborem było prawo. W ogóle nie żałuje swojego wybru, lubie swoją pracę, chociaż jest bardzo odpowiedzialna i stresująca. Natomiast wkurzają mnie komentarze ludzi, którzy twierdzą, że skoro mam „znajomości” i pracuje z Tatą to nic nie wiem o tym jak ciężko jest ze znalezieniem pracy. Prawda jest taka, że zarabiam dobrze i nie musiałam przejść rekrutacji, żeby pracować u Taty. Jednak to co z nim przeszlam na początku mojej pracy u niego to moje (Tata jest totalnym perfekcjonistą). Często płakałam, bo byłam krytykowana, chciałam uciekać jak najdalej i nie przynosić pracy do domu, bo mimo, że nie mieszkam z rodzicami, przy niedzielnym obiedzie często rozmawiamy o pracy. Jednak wiem, że nie poradziłabym sobie, gdybym nie zdobywała doświadczenia w innych kancelariach, w pracy na magazynie czy w sklepie odzieżowym. Każde z tych miejsc nauczyło mnie czegoś innego i to wszystko czego tam się nauczyłam jest mi potrzebne.
    Z drugiej strony widzę też jak rozwija się kariera mojego narzeczonego. Jest inżynierem informatykiem i praktycznie od 1 roku studiów firmy same się do niego (i innych z jego roku) zgłaszały z propozycjami pracy. W jego zawodzie i dziedzine, którą się zajmuje pracy jest aż nadmiar. Dlatego też twierdzi, że studia to czas zabawy i ostatnich chwil beztroski, bo praca i tak będzie. Wygląda na to, że dużo zależy od punktu siedzenia.

  54. Serotonina

    14 maja 2016 21:45, Odpowiedz

    Ja marzyłam od czasów gimnazjum o medycynie, jednak dostając się do jednego z lepszych liceów w Trójmieście, gdzie byłam średniakiem, stwierdziłam,że jestem bez szans. To był duuuży błąd. W maturalnej klasie obudziłam się, jednak zabrakło wielu pktów. Postanowiłam iść do pracy, pójść na korki z chemii, która sprawiała mi najwięcej problemów. Praca była ciężka, 5zł na godzinę, w tym dosyć typowe traktowanie świeżaków wykorzystując do tych najcięższych rzeczy ;) Wielka nauka pokory. Wytrzymałam 3 miesiące, potem uczyłam się do matur. Niestety udało się uzbierać tylko pkty na niestacjonarną medycyne, czego nie chciałam – zbyt wielkie obciążenie finansowe na 6 lat studiów. Poszłam na pokrewny kierunek – farmacje, myśląc docelowo,że już koniec z moim odwiecznym marzeniem, biore to co mam. Jednak koleżanka z liceum, zachęciła,że moge złożyc deklaracje i spróbować. Zdecydowałam, że poprawiam tylko chemię, a na 1 roku farmacji jakoś wyjątkowo ciężko nie jest. Uczyłam się w wolnych chwilach, ale bez presji. Będzie co będzie. Im więcej zaliczałam na studiach, poznałaam super ludzi, tym mniej chciałam się uczyć. Na samą maturę poszłam z myślą,że jestem na prestiżowych studiach, i że będzie co ma być… no i stało się ;) Dostałam się z wrześniowych list, przeszczęśliwa. Studia trochę to zweryfikowały- mnóstwo nauki, ale przynajmniej uczę sie czego od zawsze chciałam i co mnie pasjonowało. Mimo,że ludzie są bardziej indywidualistami, są specyficzni i nastawieni na siebie, z niektórymi nie porozmawia się o czymś poza nauką, to ciesze się,że dopięłam swojego, chociaż mnóstwo ciężkiej pracy przede mną.. także jeżeli chcecie coś robić i przede wszystkim jeżeli macie wsparcie od najbliższych, to walczcie o swoje. Bo jak nie teraz, to kiedy?

  55. Ania

    16 maja 2016 08:07, Odpowiedz

    Zgadzam się w zupełności z tym, co napisałaś. Osobiście wybrałam zaoczny tryb studiowania i pierwszą pracę na pełen etat za niewygórowane pieniądze, aby móc się samej utrzymać, co dało mi największą satysfakcję z siebie – właśnie ta niezależność. Nauczyło mnie to, że ta niezależność finansowa daje mi zwyczajnie poczucie bezpieczeństwa, że choćby nie wiem co, poradzę sobie. Po latach studiowania okazuje się, że dały mi one niewiele, nawet nie pracuję i nie poszukuję pracy we własnym zawodzie. Postanowiłam zacząć od nowa, nowe miasto, nowe miejsce, nowa, póki co kiepska praca, ale wiem, że to się z czasem zmieni, ponieważ mam plan na siebie. Wreszcie po studiach dowiedziałam się, co chcę robić i zacząć uczyć się na nowo, tym razem omijając uczelnie wyższe. Po teraz wiedzę i konkretne umiejętności można zdobywać w tak wielu miejscach, że studia 3-5 letnie nie są do tego potrzebne. :)

  56. Planfordesign

    16 maja 2016 22:16, Odpowiedz

    Witajcie dziewczyny!
    Moim zdaniem wybór idealnego kierunku studiów w tak młodym wieku to nie lada wyzwanie. Dlatego czytajcie, czytajcie i jeszcze raz czytajcie informacje na temat wszystkich kierunków. Ślepe podążanie za tym co akurat jest modne do studiowania często bywa złudne. Najważniejsze dla nas to świadomość swoich mocnych i słabych stron, odkrywanie talentów. Karolinko, jak zwykle świetna dawka inspiracji u Ciebie,
    pozdrawiam!

  57. Ida

    16 maja 2016 22:55, Odpowiedz

    Przed chwilą obejrzałam Twojego najnowszego vloga i z ciekawości weszłam tutaj, by przeczytać wpis, który jest dla mnie BARDZO aktualny :) I zdecydowanie się z Tobą zgadzam, potwierdziłaś moje intuicyjne wywody. Przede mną chyba najważniejszy (tak mi się wydaje) egzamin z historii rozszerzonej, który bardzo może mi pomóc i zwiększyć szanse dostania się na studia. Jednak czuję się kiepsko przygotowana (nie ukrywam, że z własnej winy), dlatego już od dłuższego czasu zastanawiam się, jak zaplanować następny rok, gdybym nie dostała się dalej. Przez większość liceum „zostanie w domu” na rok wydawało mi się okropną wizją, wręcz porażką, ale zdecydowanie zmieniłam o nim zdanie – umocnił je Twój wpis. Teraz obawiam się o swoją przyszłość już nieco mniej ;) Tak czy owak grunt to nie tracić w tym wszystkim głowy i nie zniechęcać się przejściowymi trudnościami, oto niezwykle głębokie wnioski moich kilkutygodniowych przemyśleń :D

  58. Marta

    18 maja 2016 21:14, Odpowiedz

    Zgadzam się z tym, iż dzisiaj sam tytuł magistra niestety nie znaczy już tyle, co może jeszcze kilkanaście lat temu. Jednak wszystko zależy od tego jaki kierunek się wybrało. Ja jestem z tych, którzy właście studiowali dwa kierunki. Niektórzy się dziwili po co mi to i jak daję radę. Rzeczywiście zabierało to tyle mojego czasu, że doliczając do tego kilka godzin korepetycji w tygodniu, których również udzielałam, nie dałabym rady jednocześnie pracować. Co ciekawe, pierwszy kierunek wybrałam wówczas z rozsądku, drugi z pasji i zainteresowania i to właśnie ten drugi robi na pracodawcach większe wrażenie i to dzięki niemu, tak myślę, mam obecną pracę. Z perspektywy czasu uważam, że ludzie przygotowujący się do matury i zastanawiający nad kierunkiem studiów nie mają pojecią co można robić po niektórych kierunkach i gdzie mogą znaleźć pracę i to jest problem. Przynajmniej moja wiedza w tym zakresie, co dzisiaj oceniam, była słaba. Tak czy inaczej cieszę się, że zaryzykowałam i oba kierunki udało mi się skończyć.

    Podobnie jednak jak inni, uważam, że nigdy nie jest za późno, żeby się za siebie wziąć i zacząć robić to, co naprawdę chce się robić. Jako przykład podam naszego przyjaciela, który po młodości spędzonej w harcerstwie zaraził się pasją do ratownictwa. Skończył odpowiednią szkołę, kilka lat pracował jako ratownik w szpitalu i widząc jak ciężka jest to praca (często nie różniąca się od pracy salowej), jak mało poważana i nieszanowana przez innych, stwierdził, że on nie chce tak pracować całe życie. Do emerytury ma jeszcze jakieś 40 lat i nie wyobraża sobie siebie na stare lata zasuwającego jako ratownik. Rzucił pracę i wieku 26 lat poszedł na medycynę. Dzisiaj kończy studia i wreszcie jest dumny z tego co robi.

  59. Kasia

    20 maja 2016 15:30, Odpowiedz

    Jedyne czego żałuję, to to, że gdy ja byłam w liceum nie trafiłam na takie osoby jak Ty, na takiego bloga, taki kanał na YT, takie podejście do życia. Gdybym była tegoroczną maturzystką pewnie inaczej pokierowałabym swoim studenckim życiem :) prawda jest taka,że ciężko byłoby znaleźć pracę przy moim planie zajęć, było ich dużo, z masą okienek, ciągnące się od rana do wieczora, 5 dni w tygodniu. Po licencjacie zdecydowałam się na wyjazd za granicę, aby odłożyć sobie na zaoczne studia magisterskie, i tak pracuje już niemal 5 lat. Dużo się w moim życiu zmieniło, wzięłam ślub, zrobiliśmy wesele, do którego nikt nam grosza nie dołożył, budujemy w Polsce dom bez kredytu, planujemy tu wrócić,ale niekiedy mam wrażenie, że coś tracę. Tracę z punktu widzenia zawodowego, wiem, że ciężko mi będzie nagle po tylu latach o pracę w zawodzie, w którym praktycznie nie mam doświadczenia, ciężko będzie się przestawić na ‚polskie realie’

    • karolinabaszak

      21 maja 2016 11:44, Odpowiedz

      Jesteś kochana… a polskie realia są jakie są, bo ludzie wybierają taki rząd od lat i nie interesują się rzeczywistymi, ewentualnymi zmianami. Mają w nosie programy i słuchają tego co jest w TV.

  60. Martyna

    31 maja 2016 09:08, Odpowiedz

    Ja mam natomiast trochę inny problem. Będąc nastolatką zawsze widziałam siebie na studiach. Jedank mając 16 lat przprowadziłam się do niemiec. Chodząc tam do szkoły zdecydowałam się na naukę zawodu, co w niemczech jest widziane znacznie lepiej niż nauka zawodu w polsce. Ze względu na język nauczyciele odradzali mi zrobinie matury, niestety. (A może i stety?)

    Teraz mając 24 lata pracuję jako Media Designer/Graphic Designer. Pracują w tym zawodzie Ci, którzy uczyli się tego co ja, jaki i Ci którzy ukończyli studia w tym kierunku. Mnie jednak ciągnie do tego, aby zacząć studia. Pytanie tylko czy warto … Czy warto studiować tylko po to aby móc powiedzieć że studiowałam.

  61. pjentka

    3 lipca 2016 01:44, Odpowiedz

    Warto studiować, ale tylko wtedy, gdy robisz to co chcesz robić – ja skończyłam kosmetologię na wszuie w poznaniu i teraz robię to co kocham, chociaż znajomi się nasmiewali, że co ja będę robić – polecam wszystkim podążanie za głosem serca :)

  62. Weronika

    23 lipca 2016 19:21, Odpowiedz

    Czy mogłabyś pociągnąć temat wysokości zarobków? Mam na myśli ostatnią część wpisu. Zaciekawił mnie ten temat.

  63. Matt R.

    24 września 2016 21:30, Odpowiedz

    Każda kultura wytwarza mity, a w naszej jest, że „kto ma szkołę ten ma lżej”. Kiedyś tak było, że pokazanie w zakładzie pracy dyplomu dawało szansę na awans, a skończenie studiów przewagę konkurencyjną. Jednak przez te wszystkie lata wiele się zmieniło, nauka nie dogania rynku, a feudalny system w szkolnictwie wyższym skutecznie broni się przed wszystkim co może zaskoczyć profesorów.

    W 2003 roku pisałem maturę, potem rozpocząłem studiowanie automatyki i robotyki. Wówczas kierunek okrzyknięty za przyszłościowy. Przez trzy lata zajmowaliśmy się matematyką, fizyką i wszelkimi głupotami nie związanymi z kierunkiem studiów. Pod koniec było trochę przedmiotów zawodowych. Ktoś, kto nie przejął inicjatywy obudził się z bólem głowy. Większość z nas miała problemy ze znalezieniem pracy. Duża część ludzi przeszła do IT jako programiści, administratorzy systemów czy handlowcy w rozmaitych firmach. Poziom edukacji był żenujący, a postawy prowadzących zajęcia poniżej poziomu krytyki. Nadzieją byli młodzi naukowcy, jednak mieli małą siłę przebicia i podobnie jak wielu z nas z czasem wyjechali za granicę.

    Jak chcesz studiować prawo, medycynę, rachunkowość, budownictwo, architekturę, weterynarię czy dowolny kierunek po którym jesteś specjalistą którym chcesz być i na którego jest popyt to warto. W przeciwnym razie traktuj studia jako wisienkę na torcie. Poznasz na nich ludzi, nawiążecie relacje, a dyplomem będziesz mógł sobie podetrzeć tyłek. Z resztą dziś może w sektorze publicznym pracodawca zapyta Cię o dyplom. Na komercyjnym rynku liczą się kompetencje.

  64. Lawenda

    4 listopada 2016 20:00, Odpowiedz

    Ja gdybym miała obecną wiedzę raczej nie poszła bym na studia tylko do szkoły policealnej na dwa kierunki, ale jeszcze mogę to zrobić. Cóż studia na pewno rozwijają ale dużo też zależy jeszcze od statusu społecznego, znajomości, zwłaszcza w małych miastach. Teraz widzę podane zależności wyraźniej. W naszym kraju też jest pewna presja społeczna na studiowanie około 50 % społeczeństwa biega na uczelnie, wydaje na stancje, pracuje w weekendy zakuwa bez gwarancji zatrudnienia. Jednak pamiętajcie lepiej być mądrym i mieć pojęcie o życiu zwłaszcza że w koło pełno manipulantów i naciągaczy. Mam nadzieję że zmiany w edukacji będą korzystne dostosowane do czasów.

  65. Natalia

    19 grudnia 2016 09:23, Odpowiedz

    Ja po liceum zdecydowałam się na szkołę progres. Całkiem fajna ofertę mają i w wielu miastach więc gdyby ktoś miał problem co potem to tą szkołę jak najbardziej mogę polecić

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published