Co się dzieje, gdy zaczynamy w siebie wierzyć?

Chyba przechodzimy przez okres deficytu wiary, również wiary w siebie. Jesteśmy słabi. Zakładamy maski i próbujemy dopasować się do reszty, bo brakuje nam odwagi aby żyć po swojemu. Czasem, aż strach się odezwać, biorąc pod uwagę myślenie innych i uszczypliwe uwagi jakie mogą się pojawić. Obawiamy się, że zostaniemy wyśmiani i odrzuceni. Wszędzie da się zauważyć nierozumienie, ignorancję, zawiść i zazdrość. Co zrobić gdy jesteście wśród osób niepewnych siebie, zrezygnowanych, a czasem nawet zazdrosnych? Uwierzyć w siebie! Wszystko zaczyna się od małej iskierki, która z czasem rozpali się i pomoże Wam zauważyć to, co chowaliście w swoim sercu przez lata! Gdy zaczynamy wierzyć w siebie, dookoła nas dzieją się rzeczy niezwykłe! 

vespa

Inni zaczynają w nas wierzyć

Gdy wierzymy w siebie, inni zaczynają to dostrzegać i jeszcze bardziej nas szanują. Ba! Nawet zaczynają nas podziwiać. Swoją postawą pokazujemy innym, że radzimy sobie z własnymi problemami i inspirujemy bliskich do podobnych zmian. Skoro wspólną cechą wszystkich ludzi odnoszących sukces jest pewność siebie, coś w tym musi być. 

Nie oceniamy obcych ludzi czy znajomych 

Wychodzę z założenia…a może nie. Jestem pewna, że ocenianie innych często jest lustrzanym odbiciem naszych braków i negatywnego nastawienia, a owa negatywna postawa to gotowa recepta na niepewność. Ludzie pewni siebie (i nie mam tu na myśli ważniaków) mają pozytywne podejście do życia i otoczenia! Nie oceniają pochopnie, nie doszukują się na siłę wad i sensacji. Skupianie się na obcych ludziach nie pozwala nam oderwać się od punktu w jakim się znajdujemy, a co za tym idzie – stoimy w miejscu. Marnujemy czas koncentrując się na wadach lub zaletach innych, zamiast w tym czasie zając się pracą nad sobą i własnymi słabościami. 

Stajemy się bardziej produktywni 

Brak wiary w siebie rodzi strach i lenistwo. Skutkuje wiecznym usprawiedliwianiem się czy wybielaniem, że inni mają lepiej, że dostali więcej od życia. Produkuje to niechęć i mnóstwo wymówek, a także pragnienie wyżycia się na innych, wyładowanie swojej złości. Gdy jesteśmy leniwi i strachliwi, ciężko nam być jednocześnie produktywnym i dobrym pracownikiem czy partnerem w życiu. Skoro jesteśmy niepewni siebie, brak nam szans na zweryfikowanie swoich pomysłów. Brak też chęci na bycie uprzejmym i pomocnym. Gdy zaczynamy w siebie wierzyć jest zupełnie odwrotnie i stajemy się rezolutni! Szukamy alternatywnych rozwiązań dla problemów, które towarzyszą nam każdego dnia i lepiej gospodarujemy swoim czasem. To odbija się na tylu płaszczyznach naszego życia, że nasza pewność siebie rośnie jeszcze bardziej. 

Rozwiązujemy własne problemy

Pewność siebie = poszukiwanie rozwiązań. Gdy wierzymy w siebie, nie poddajemy się własnym słabościom. Nie pozwalamy im zapanować nad naszym życiem. Mamy zdrowe podejście do swoich ujemnych stron. Potrafimy je oswoić i uczymy się z nimi żyć. W przeciwnym razie zaczynają one dominować nad naszym charakterem, a tym samym niszczą naszą pewność siebie. Pewni siebie ludzie doskonale o tym wiedzą i nie dają się w to wciągnąć! 

Nie przejmujemy się krytykanctwem

Osoby pewne siebie nie przejmują się negatywną opinią czy po prostu „hejtem” na ich temat. Jeśli uwagi są trafione i  konstruktywne to ok, mogą je przemyśleć, skorygować braki i cieszyć się życiem dalej, bo przecież nikt nie jest doskonały. Nie marnują jednak czasu na analizowanie zdarzeń i zastanawianie się czy na pewno są tacy źli, najgorsi. Natomiast ludzie z brakiem wiary w siebie i własne umiejętności, przejmują się opinią innych, zmieniają zdanie i nie potrafią wytrwać we własnych przekonaniach. Nie potrafią bronić swoich przekonań, nawet gdy pokrywają się z prawdą. 

Jesteśmy zdrowsi

Gdy jesteśmy pewni siebie automatycznie mniej się stresujemy, a jak wiadomo, stres prowadzi do wielu chorób. Wiara w siebie jest zatem naturalnym i świetnym sposobem na pozostawaniu w psychicznym zdrowiu i dobrej, mentalnej kondycji.

Zarażamy naszą wiarą innych

Można zarazić innych przeziębieniem, kaszlem, katarem, ale wyobrażacie sobie zarażanie uśmiechem?! Pewność siebie to w końcu postawa, która zachęca innych do pięknych zmian. Bycie uprzejmym wobec ludzi, rezolutnym w życiu i produktywnym w pracy sprawia, że grono naszych znajomych dobrze czuje się w naszym towarzystwie i inni chcą żyć w podobny sposób. Wyobraźmy sobie świat, w którym wszyscy jesteśmy pewni siebie, dobroduszni i pracowici – moglibyśmy wspólnie tworzyć rzeczy niezwykłe.

Czy potrzebujemy więcej benefitów, które niesie za sobą wiara w siebie? Myślę, że chyba wystarczy. Pewność siebie to wspaniała cecha, będąca punktem wyjścia do rzeczy niemożliwych, do rzeczy pięknych. Ludzie często mylą ją z wyniosłością czy zarozumiałością, bo sami chwiejni i pełni wątpliwości. Ale mnie nie chodzi o pyszałkowatość. Wiara w siebie to dar, który może przyjąć każdy z nas. Wystarczy tylko zacząć, wystarczy tylko chcieć. Wokół nas jest mnóstwo ludzi, którzy mogą być dla nas powodem do radości, powodem do dumy. Niezależnie czy jest to ktoś z rodziny, bliskich czy ktoś totalnie obcy. Trzeba tylko chcieć tę iskierkę rozpalić. 

92 Comments

  1. P.

    11 lipca 2016 22:13, Odpowiedz

    Ależ piękne zdjęcie! A z postem w całości się zgadzam
    Karolinko, czy w aeterie można płacić przez paypal? :D

    • karolinabaszak

      11 lipca 2016 22:15, Odpowiedz

      Hehe dziekuje :) niestety tylko kartą lub przez system przelewów, gdzie jest bardzo dużo możliwości. PayPal ma bardzo niekorzystne prowizje.

  2. Lola

    11 lipca 2016 22:18, Odpowiedz

    Podpisuję się pod tym wszystkim czym mogę! <3 Kiedy wreszcie zaczęłam w siebie wierzyć to zaczęłam lepiej i więcej rysować, pokazałam się światu, miałam w sobie siłę, żeby przeprowadzić się z innego miasta do kolejnego i w tym nowym pięknym mieście zdobyłam pracę o której marzyłam bo – narysowałam swoje CV ;) W ogóle nagle tyle niesamowitych rzeczy się dzieję! A wystarczy, że po prostu codziennie rano uśmiechniesz się do siebie w lustrze i powiesz sobie, że dasz radę.

    Uwierzyłam w siebie do tego stopnia, że założyłam swój kanał na YT. I chociaż nie umiem montować, nagrywam narazie kamerą w moim laptopie, to jestem szczęśliwa niesamowicie – bo zrobiłam ten pierwszy krok do opowiadania historii i spełniania swoich marzeń.
    Chyba się uzależniłam od swojej pasji i szczęścia jaką mi daje <3
    Buziaki!
    Lola

    • Żabka

      13 lipca 2016 12:43, Odpowiedz

      Kurcze, ale super. Chyba wiem, o co Ci chodzi i co czujesz, bo ja jestem na etapie zmiany pracy i strasznie jestem podekscytowana, pomimo ze troche sie stresuje i nie wiem czego sie spodziewac. Staram sie jednak myslec ze bedzie dobrze. Mam potrzebne do nowej pracy doswiadczenie, wyksztalcenie, super referencje od poprzedniego pracodawcy. Przez prawie dwa lata pracowalam z ludzmi, ktorzy bardzo mnie lubili, a przynajmniej nie dali odczuc, ze jest inaczej. Poza tym uswiadomilam sobie, ze nie musze miec konkretnej pasji, ktora bedzie definiowac to, jakim jestem czlowiekiem, na ile wartosciowym itp. Przeciez kocham mase innych rzeczy i potrafie fajnie sobie z nimi organizowac czas! Co wiecej, nagle dopadla mnie wena (kocham pisac) i zaczelam cos tam sobie tworzyc. Przyszlo to dokladnie chwile po tym, jak odpuscilam, przestalam sie spinac, ze nie mam sensu w zyciu i jestem beznadziejna. Mam tylko nadzieje, ze takie pozytywne myslenie zagosci u mnie na dluzej, bo bardzo mi to pomaga. Polecam :) I super, Lola, ze Tobie sie tak udalo! :)

  3. Natalia

    11 lipca 2016 22:27, Odpowiedz

    Karolcia, Twoje posty przepełnione sa dojrzałością.. Dziękuje Ci za to, ze w potrafisz w słowa ubrać to co często niewypowiedziane, umyka wraz z codziennością..

  4. karolina

    11 lipca 2016 22:29, Odpowiedz

    A ja nadal nie potrafie w siebie uwierzyć, choć już tyle razy próbowałam…smutno mi jak to czytam !
    jesteś niezwykle mądrą kobietą Karolina

  5. Kocham Koty

    11 lipca 2016 22:39, Odpowiedz

    Wszystko siedzi w naszej głowie. Tak jak napisałaś,że pewność siebie niestety jest często mylona z zarozumialstwem i wywyższaniem się. A to nieprawda.Szkoda,że ludzie nie umieją tego odróżnić. Ale tak im jest widocznie łatwiej.
    Tak się zastanawiam czy specjalnie do lookbook’a uczyłaś się jazdy na skuterze czy już mialaś z nim styczność wcześniej? ;)
    Pozdrawiam! :*

    • Żabka

      13 lipca 2016 12:44, Odpowiedz

      Zgadzam sie z Toba, ale uwierz, ze tez znam osoby, ktore są pewne siebie, ale do tego strasznie zarozumiale, np. moja tesciowa, albo jedna kobita w pracy.

  6. agnnaw

    11 lipca 2016 23:15, Odpowiedz

    a ja mam to wszystko , o czym piszesz, a nie zawsze jestem pewna siebie, choć wierzę w siebie. są ludzie, przed którymi bardzo sie otwieram, motywuję wielu ludzi do działania, bo mam pozytywne nastawienie do zycia, a są ludzie, przed którymi to wszystko się gasi tak na zewnątrz, może oni to we mnie gaszą…

  7. Ogród mowi

    11 lipca 2016 23:28, Odpowiedz

    Dziewczyny!Odzyskać siebie. Każda z nas kiedyś była w sytuacji gdzie czuła się wyjątkowo. Pierwsze mocniejsze uderzenie serca kiedy spojrzał na nas ten wymarzony,chwila w której idąc ulicą miałaś wrażenie że każdy na Ciebie patrzy ( ja mam tak zawsze w połowie cyklu ;)) Wracaj do tych chwil, zanotuj i pisz za każdym razem kiedy ktoś Ciebie za coś pochwali. Z każdą notatką będziesz silniejsza a wykres Twojego poczucia wartości wzrośnie. Przestań osądzać wszystkich wokół, nie musisz mieć wyjątkowej figury aby być wyjątkową. No i najważniejsze MUSISZ żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami moralnymi, jasne że czasem je łamiemy ale dopóki wracamy na właściwy tor będziemy siebie szanować. Bez tego nie zbudujemy poczucia własnej wartości. Aaa i nauczmy się asertywności to budulec pww:***

  8. BB

    11 lipca 2016 23:44, Odpowiedz

    Czasami się z Tobą nie zgadzam, ale lubię Twojego bloga i chętnie oglądam Twoje vlogi. Byłoby super, gdybyś dodawała filmy regularnie, np. w jakiś ustalony dzień tygodnia.
    Post- iskierka, do odpalenia, bardzo fajny! Motywuje do działania. Tylko powiedz Karola, jak rozwijać tę wiarę w siebie? Co konkretnie robić?
    Pozdrawiam serdecznie :))

    • karolinabaszak

      12 lipca 2016 09:44, Odpowiedz

      Po prostu docenić siebie samego. Zrozumieć, że zostaliśmy stworzeni po coś i trzeba wykorzystać ten czas. Życie jest krótkie! Zróbmy coś dobrego zamiast się nad sobą użalać. Wszystkim czasem jest ciężko, ale co tak naprawdę nas zatrzymuje przed takim myśleniem pozytywnym o samym sobie. Co np. Ciebie powstrzymuje? Uważasz, że jesteś od kogoś gorsza? Chętnie tu z Tobą o tym podyskutuję :)

      • BB

        12 lipca 2016 15:44, Odpowiedz

        Nie należę do osób, które się nad sobą użalają. Chodzi mi o to, że od samego stwierdzenia, czy uzmysłowienia sobie, że należy być pewnym siebie (z którym się zgadzam), wcale nie przybywa nam tej pewności. Zastanawiałam się kiedyś, czy da się takie założenie rozłożyć na części pierwsze i podać konkretne zachowania, które zwiększają samoocenę. I ja, jak dotąd, nie wpadłam, ani na nic konkretnego, ani przekonującego. Stąd moje pytanie do Ciebie. :)

        • karolinabaszak

          12 lipca 2016 15:52, Odpowiedz

          Myślę, że nie ma gotowej recepty, bo każdy z nas ma inną historię i co innego go poruszy. Ja Ci mogę zdradzić moje sposoby na poradzenie sobie z gorszym dniem, ale nie wiem jak to zadziała u Ciebie, bo się nie znamy. Jest wiele sposobów to dostrzeżenie pozytywów w swoim życiu, począwszy od modlitwy, a skończywszy na rozmowie z zaufaną osobą :)

          • BB

            12 lipca 2016 15:58,

            Zdecydowanie się zgadzam, że kontakt z bliską osobą lub z Bogiem, jeśli się w niego wierzy, bardzo pomaga. Nie bez powodu mówi się na przykład, że jak ktoś się zakocha, to „rozkwita”. Ale to są czynniki zewnętrzne i niezależne od nas. A mnie chodzi o pracę nad sobą samym i nad własnym charakterem. Niektórzy psychologowie, czy coachowie (choć jestem sceptyczna wobec tych drugich) mówią na przykład, żeby mówić sobie przed lustrem, że jest się mądrym, dobrym etc. Ale mnie to zupełnie nie przekonuje.
            Bardzo przyjemnie móc tak z Tobą porozmawiać. ;)

          • BB

            12 lipca 2016 16:09,

            I wydaje mi się, że osoby, które mają w sobie zarówno zdrowe poczucie własnej wartości, jak i trochę pokory, czy też skromności, to najlepsi kandydaci do zawierania bliższych znajomości. Z nimi jest się po prostu łatwiej porozumieć! Tylko, że mało osób po prostu takich jest- od urodzenia, czy z wychowania. Większość musi coś w sobie najpierw przepracować.
            A Ty co sądzisz? :)

  9. Natalia

    12 lipca 2016 01:22, Odpowiedz

    Karolina, masz genialne zdjęcia! Uwielbiam Twoje posty na różne tematy i zgadzam się z Tobą w 100%. Jesteś mądra, piękna i niesamowicie zdolna. <3
    Pozdrawiam :)

  10. Madzia

    12 lipca 2016 09:10, Odpowiedz

    Bardzo polubiłam Twoje poniedziałkowe wpisy. Wczoraj przed snem przeczytałam Twój nowy tekst… i noc była pełna rozmyśleń… Dziękuję za pozytywnego kopa ;) Dobrego dnia :)

  11. Monika

    12 lipca 2016 09:49, Odpowiedz

    Takie to modne ostatnio… wiara w siebie, nie przejmowanie się opinią innych, pozytywne myślenie itd. ;)

    • karolinabaszak

      12 lipca 2016 10:04, Odpowiedz

      Modne to są sandałki z pomponami i powiększanie ust :) a wiara w siebie to niezbędna cecha, która moim zdaniem jest jednym z elementów pozwalających nam dobrze żyć. I naprawdę WARTO zmienić nastawienie, mimo, że nie zawsze jest to proste.

    • Marta

      12 lipca 2016 10:23, Odpowiedz

      Monika, zgadzam się. Bo to tak łatwo powiedzieć „musisz być pewny siebie, to wszystko zmieni”. Tylko trudniej to zrobić. To, że wiara we własne możliwości czyni cuda i że takim osobom jest w życiu łatwiej, to jest jasne, tylko najtrudniej jest dojść do takiego stanu.

  12. Tosia

    12 lipca 2016 09:52, Odpowiedz

    Dziękuję Ci za ten post, akurat siedzę w pracy którą średnio lubię i w chwili przerwy zastanawiałem się nad tym, czemu mi nie wychodzi? Chciałam założyć swojego bloga, sięgnąć po inne marzenia, ale szybko się podałam.. Zawsze znajduje jakieś wymówki albo stwierdzam że lepiej nie walczyć. To kwestia wiary w siebie! Czuję że życie przecieka mi przez palce a ja nie żyje jak chcę. Człowiek szczęśliwy to człowiek który żyje w zgodzie ze sobą, dlatego daleko mu do zazdrości, porównywania się do innych… Czas uwierzyć w siebie, choć to nie takie proste jak się wydaje :) ale będę walczyć! Pozdrawiam :*

  13. Monika

    12 lipca 2016 11:34, Odpowiedz

    Ja się czuję gorsza od innych, zawsze tak było bo od kiedy pamiętam słyszałam do rodziców, że jestem gorsza. Nie chodzi mi o to żeby się żalić, tylko, trochę jest tak, że jak coś słyszysz bardzo często i długo to zaczynasz w to wierzyć i ciężko jest potem zmienić przekonania na swój temat. Są chwile, że jak spojrzę na siebie z boku i pomyślę to wiem, że powodów do niewierzenia w siebie nie ma, ale te przekonania są tak silne, że i tak często biorą górę. Jest coraz lepiej, ale to wymaga duuuużo czasu i cierpliwości :-)

    pozdrawiam :-*

    • karolinabaszak

      12 lipca 2016 11:39, Odpowiedz

      Moniko, to, że ktoś starał Ci się to wmówić, nie oznacza, że taka jest prawda :) Swoją drogą to bardzo przykre, że od tak bliskich osób musiałaś słyszeć takie rzeczy. Bardzo Ci współczuję. Głowa do góry <3

      • Monika

        12 lipca 2016 11:52, Odpowiedz

        Dziękuję, trzymam głowę wysoko :-)
        Często mam też przemyślenia, że rady na temat pewności siebie dają ludzie, którzy tak naprawdę nigdy z nią problemu nie mieli :-) tylko może uwierzyli w siebie jeszcze bardziej. A ktoś kto nigdy nie czuł się dobrze ze sobą, właśnie ze względu na to, że nie dostał miłości od ludzi którzy powinni kochać bezgranicznie, nawet jak w siebie uwierzy, gdzieś tam głęboko w środku będzie małym dzieckiem, które się boi…ale jak to się mówi, co Cię nie zabije to Cię wzmocni :-)

        pozdrawiam :-*

  14. E...

    12 lipca 2016 14:59, Odpowiedz

    Gdyby można było tą pewność siebie tak łatwo i szybko zyskać, jak to zgrabnie napisałaś. Niestety życie nie jest kolorowe, istnieją ludzie, którzy za wszelką cenę chca Ci pokazać, gdzie twoje miejsce.. Wydaje mi się, że porażki niszczą ludzi, gdy pojawiają się zbyt często, tj. sukces może zawrócić niektórym w głowie. Łatwo jest napisać, uwierz w siebie, jeśli się już odniosło pewny komfort w życiu. Nie wiem, jak Ty, ale ja wole ludzi skromnych niż z przerostem samouwiebienia. Przypomina mi się pewna osoba, która twierdziła, że ,,zna swoją wartość” i usprawiedliwiała wszytkie swoje zachowania wyższości, tym jednym zdaniem. Reasumując, warto mieć wiarę we własne siły, ale sądzę, że obnoszenie się z tym na każdym kroku, też może denerwować otoczenie i to bynajmniej z powodu odniesionego przez taką osobę sukcesu.

    • karolinabaszak

      12 lipca 2016 15:25, Odpowiedz

      Można być skromnym i pewnym siebie jednocześnie. Te cechy nie wykluczają się. Osobiście znam wiele takich osób i bardzo mi taka postawa imponuje. Dla odmiany znam również ludzi, którym to przeszkadza i nie mogą znieść tego, że komuś się powodzi. Ludzie niedowartościowani lubią też nazywać ludzi pewnych siebie wyniosłymi, zarozumiałymi bo to im w jakiś sposób pomaga wytłumaczyć sobie własne braki. Oczywiście znam też paru zakochanych w sobie ludzi i nie twierdzę, że tacy nie istnieją, ale po co tak naprawdę zaprzątać sobie nimi głowę. Lepiej skupić się na pozytywach i właśnie od takich drobnych zmian zacząć. Nie skupiać się na innych, nie oceniać, nie patrzeć kątem oka na to co robią i jak to robią tylko zająć się własnym życiem.

      • E...

        12 lipca 2016 15:47, Odpowiedz

        Po prostu jestem dobrym obserwatorem,dlatego cieżko mi pozostać obojętną w stosunku do tak skrajnych zachowań. Staram zazwyczaj nie oceniać innych, nie zazdrościć, nie negować czyjegoś postępowania, lecz niektórych się zwyczajnie nie da ominąć. Chciałabym móc spotkać na swojej drodze tylko skromnym, a zarazem pewnym siebie ludzi, bo tych właśnie cenię.

    • helena

      12 lipca 2016 16:37, Odpowiedz

      Ja bardzo długo nabierałam pewności siebie. Pamiętam jak w szkole byłam tak niepewna siebie i zahukana, że z całej klasy odzywałam się do 1 osoby. Na studiach symulowałam ból gardła żeby nie musieć prowadzić prezentacji bo się bałam oceny i tego co sobie ludzie pomyślą i czy na pewno dobrze zrozumiałam tekst. Od taty zawsze słyszałam, że jestem gruba i nic nie potrafię. Teraz mam prawie 30 lat – jestem managerem, prowadzę regularnie szkolenia, często muszę wyrażać swoje zdanie i kogoś przekonywać do moich racji. Wiem jak to jest nie wierzyć w siebie i wiem jaką magię daje taka wiara. Co mi pomogło? Mąż, który jest dla mnie największym wsparciem, praca w środowisku, które było niejednoznaczne i moje ambicje żeby iść do przodu. Ale chyba to, co najważniejsze to fakt, że w którymś momencie wzięłam się za siebie, określiłam jaka chce być, jaki jest mój cel na najbliższe lata i zaczęłam tam iść – takie „modne” wychodzenie ze strefy komforty, krok za krokiem, dzień po dniu – trwało to 3 lata ale nie zamieniłabym tego, gdzie jestem teraz za żadne skarby.

      • Maria

        13 lipca 2016 22:51, Odpowiedz

        Chciałam Ci tylko napisać, że jesteś super. Tacy ludzie, którzy pracują nad sobą i u których ambicja czy ciekawość unosi się ponad strach (często ogromny) są moimi „idolami”. Karolina, wspaniały tekst <3

  15. Asia

    12 lipca 2016 15:09, Odpowiedz

    Karola zgadzam się ze wszystkim w 100%.Świetne są te wpisy,a ja dzisiaj oglądam Twoje grudniowe vlogi:)))

  16. Klara

    12 lipca 2016 15:23, Odpowiedz

    Wspaniałe przemyślenia, podpisuję się pod wszystkim. Ludzie nieprzeciętni, wierzący w siebie i swoje możliwości podwyższają poprzeczkę. To oni ustanawiają nowe szczyty, są wymagający wobec innych, ale-przede wszystkim- wobec siebie. Myślę, że dlatego właśnie wartościowe osoby narażone są na bezpodstawną krytykę i wszechobecny „hejt”. Gdy ktoś nie wymaga od siebie i spotyka osobę, która jest wymagająca i ambitna, wówczas uświadamia sobie swoją bierność i słabość. Dlatego tacy ludzie zazdroszczą i- osłabiając silne osobowości- próbują (dobre słowo- „próbują”) po prostu obniżyć poprzeczkę. A żeby doświadczyć rzeczy pięknych, trzeba pięknie i odważnie walczyć. Ludzie piękni (i nie chodzi mi tu tylko o piękno zdefiniowane przez współczesność, ale o całościowe pojęcie tego terminu), czyści i dobrzy dzielą się z innymi tym, co najpiękniejsze- a to, co najpiękniejsze- teraz już wiem- wraca, zawsze wraca :) Iskierka Wiary rozpala ogień Nadziei i Miłości. A z nich największa jest MIŁOŚĆ <3

    Ściskam!

  17. Aleksandra

    12 lipca 2016 15:50, Odpowiedz

    A co zrobić w przypadku gdy na co dzień jest się pewnym siebie a jak tylko spotykam się z teściową to czuję się… hm, jakaś stłamszona, głupsza bo ciągle uwagi, dobre rady z jej strony nawet jeśli powiem stanowcze nie, które odnosi negatywny skutek. Jak znaleźć sposób na taką „mądrzejszą” osobę od siebie? To męczy, denerwuje mnie i dusi. Nie wtrącaj się jest zbyt dotkliwe i nie poskutkuje. A czemu ten kwiatek tam postawiony, a dlaczego tak dziecko obcięte na krótko a powinnaś to a powinnaś tak… Kłótnie nic nie dają, tzn skończyłam z tym daaawno ale to tak jakby ciągle kopała pod nami (mężem i mną). Ona ma jakąś z tego satysfakcję. Unikać jej nie sposób. Ach!! Dziewczyny poradźcie coś bo zwariuję. Jestem naprawdę skromna ale poukladana i stanowsza w życiu ale tu coś nie działa.

    • karolinabaszak

      12 lipca 2016 15:56, Odpowiedz

      Nie wiem czy jestem w stanie pomóc, bo akurat sama mam wspaniałą teściową, ale mam takie jedno pytanie – czy rozmawiałaś o tym ze swoim mężem? :)

      • Aleksandra

        12 lipca 2016 16:15, Odpowiedz

        Tak Karolino, rozmawiałam tzn. nie musiałam nawet bo mąż to widzi. Próbował porozmawiać z mamą tak po ludzku ale skończyło się to jej gniewami, fochami i tym że „kto jest dla niego ważniejszy” i na nic tłumaczenia, że kocha nas obie ale jestem jego żoną i nie życzy sobie uwag na mój temat do mnie czy o mnie. Ja też nie chcę żeby się przeze mnie kłócił z własną matką. Ona poza mną tak do wszystkich nawet koleżanka się na nią pogniewala a ona nie wie za co przecież dobrze chciała.

        • karolinabaszak

          12 lipca 2016 16:33, Odpowiedz

          Kurcze, ciężka sprawa, bo skoro rozmowy i prośby nie skutkują to może warto jakoś spróbować to zrozumieć. Nie wiem jaka tam jest sytuacja, czy teściowa ma męża? Czy żyje sama? Może w ten sposób jakoś chce się poczuć ważna i liczy, że ją docenicie w jej staraniach. W sensie – nie chce nikogo bronić, bo zapewne jest to dla Ciebie bardzo uciążliwe, ale ja bym jednak jakoś próbowała zrozumieć dlaczego ktoś się w ten sposób zachowuje. Co o tym myślisz?

          • Aleksandra

            12 lipca 2016 17:04,

            Dziękuje Ci za rozmowę ze mną Karolino. Wiesz, ja nawet próbowałam ją usprawiedliwiać. Zrozumieć ciężko. Nawet pomyślałam tak ma, taka jest i się nie zmieni. Ale jak ja mam sobie poradzić? Egoistyczne może ale takie podejście po latach musiało wziąć górę. Po każdej wizycie u mnie czy u niej ja to odchorowuję. Jak podejść do tego by to olać po prostu? Nawet nasz 8letni synek widzi jak babcia się zachowuje bo pyta: Mamo a dlaczego babcia się czepia, przecież wszystko jest chyba dobrze. To mnie boli. I boję się żeby jak syn zacznie dorastać nie brał przykładu bo różnie bywa. Jak zaradzić temu. Fakt, teściowa nie mogła liczyć na teścia i to pewnie w jakimś stopniu zazdrość, że ja się z jej synem a moim mężem dogaduję i mam wsparcie o jakim ona mogła marzyć ale na litość boską uważam że powinna się cieszyć że jesteśmy zgodnym małżeństwem. Że ładnie do sibie się zwracamy i tak dalej. Siostra mężą się rozwiodła po 3 miesiącach i też jakaś zawiść że sobie znalazłam dobrego faceta, że jestem cwana. To nie fer bo jeśli daje się dobro to dostaje się je w zamian tak funkcjonujemy z mężem. Nawet mi pamiętam jak chodziliśmy powiedział, że jestem taka dobra czy nie zmienię się po ślubie. Myślę że jak ktoś żył w domu bez miłości to trudno się przestawić że jednak tak można, że można się nie kłócić i zgadzać się w podstawowych ważnych sprawach. Tak czasem myślę że ona myśli że nam też się nie może udać i jakby podświadomie do tego dążyła. Nie wiem już sama. Różne myśli, teorie ale najgorsze że ja w tym wszystkim cierpię. Bo to najbliżsi powinni mnie szanować na nich mi zależy nie na innych ludziach co paradoksalnie mi wychodzi.

          • Natalia

            12 lipca 2016 17:13,

            Przepraszam, że się wtrącę, ale jeśli bardziej doświadczona życiowo osoba zachowuje się wobec innych- najbliższych w ten sposób, to nie ma co wiecznie próbować tego zrozumieć, ani dostosowywać sie. Dajcie spokój, jesteście obydwie dorosłe. Ja mam dokładnie tą samą sytuację i oczywiście, że jest mi przykro, że nie mogę traktować teściowej jako jednej z najbliższych mi osób, której ufam i lubię z nią przebywać, ale w pewnym momencie stawia się granicę, którą Ty i Twój mąż powinniście ustalić i niech teściowa robi co chce, mówi co chce, trzeba to puścić w próżnie, a celebrować to w czym się zgadzacie, wtedy łatwo wyznaczyć tą granicę, gdzie pokazujesz jej na ile pozwalasz, a jednocześnie dajesz znać, że w niektórych kwestiach liczysz się z jej zdaniem. Inny model rodziny, inne wychowanie i to wystarczyło w moim przypadku, by nasze relacje były trudne. Ważne by mieć męża po swojej stronie i czuć jego wsparcie. Gorzej jeśli mąż traktuje Was tak samo… Mojemu zaczęło przeszkadzać zachowanie Mamy i postawiliśmy wspólnie granice tolerancji w stosunku do różnych spraw. Jesteśmy niezależni i tworzymy własną rodzinę. Wsparcie i klarowna komunikacja z mężem. Więcej nie potrzeba. Piszę tylko i wyłącznie w oparciu o własne doświadczenia.

    • Żabka

      13 lipca 2016 13:20, Odpowiedz

      Jejku, zobacz moj komentarz niżej, sama pisalam o tesciowej, nie przeczytwaszy wczesniej komentarzy innych osob tutaj. Identyczna sytuacja, choc opisalam to nieco dokladniej. Irytująca sytuacja, nie wiem, czy w ogole jest rada na nadgorliwe, uparte, przemądrzale tesciowe :(

      • Żabka

        13 lipca 2016 13:32, Odpowiedz

        Wsparcie ukochanego i wspolnie wyznaczona granica jest bardzo potrzebna i moze pomoc, choc niekoniecznie. Na moja tesciowa nie dziala. Mieszkamy chwilo z rodzicami mojego faceta (ktory jest calkowicie po mojej stronie i irytuje go zachowanie matki) i nie wytrzymuję tego czasami. Pomijajac kwestie, o ktorych pisalam w swoim komentarzu nizej, ze jest przemądrzala itd., to jest nie do zniesienia, kiedy np. ja mam swoje plany, a ona na sile probuje mi szukac zajecia ! Ja czytam ksiazke na ogrodku, a ta mowi, zebym poszla z nia poplewic albo pozbierac jej truskawki, bo sa takiee pyszne i szkoda zeby sie zmarnowaly. Nienawidze grzebac w ziemi, a ksiazki kocham (tesciowa za to na odwrot – w ogole nie czyta, umysl scisly :/), dlatego tutaj stawiam granice i otwarcie sugeruje (z przymuszonym usmiechem), ze nie bede robic tego, co ona chce. Sytuacje mozna mnozyc i mnozyc, codziennie praktycznie cos nowego. Super, ze tesciowa mnie lubi, ale nie bede robic tego, co ona sobie zyczy i tak jak ona by chciala. Przypomnialo mi sie, kiedy robilismy z ukochanym pizze carbonare a ona komentowala, jaka to pizza bez sosu pomidorowego :/ wszystko ma byc tak jak ona chce. Jajecznica = „przynies szczypiorek z ogrodka”. Truskawki = „a to moze zmiksujesz na gladko? „. Przepraszam, ze moze troche zboczylam z tematu, ale nie da sie zyc z takimi ludzmi, bo to jest przyklad osoby pewnej siebie, ale przemadrzalej i upartej, majacej tylko swoje racje.

  18. Aleksandra

    12 lipca 2016 15:53, Odpowiedz

    aha a jak jestem grzeczna to tym bardziej sobie szkodzę bo wychodzi że jej zachowanie jest skuteczne dla niej.

    • Anita

      12 lipca 2016 16:45, Odpowiedz

      Niektóre matki tak mają – nie potrafią pogodzić się z tym, że teraz jakaś inna kobieta, w tym przypadku żona, będzie zajmowała się ich synem i przejmie ich rolę. Sądzą, że tylko one wiedzą najlepiej, co jest dobre dla ich syna, bo przecież wychowywały go przez tyle lat. Stąd biorą się później takie nadgorliwe i przemądrzałe osoby.
      Spróbuj porozmawiać z teściową – wytłumaczyć jej, że przecież Ty też kochasz jej syna i starasz się, aby wszystko było jak najlepiej. To, że robisz coś inaczej niż teściowa, nie oznacza, że robisz to źle.

    • Marta

      13 lipca 2016 12:22, Odpowiedz

      Akurat z teściową nie mam takiego doświadczenia, bo mama mojego męża jest wspaniałą kobietą, ale często trafiałam na podobne osoby w swoim życiu. Wiem, że to poczucie stłamszenia przysparza wielu cierpień i momentami jest po prostu nie do zniesienia, a w dodatku takie zachowanie ze strony bliskiej rodziny bardzo podcina skrzydła.
      Za każdym razem, gdy teściowa rzuca Ci kłody pod nogi, staraj się sobie przypomnieć, że jesteś dobrą żoną, dobrą matką, stworzyłaś z mężem wspaniałą rodzinę i zbudowałaś piękną relację. W tym Wasza (i Twoja) siła oraz duma. Teściowa jest na pewno bardzo nieszczęśliwą osobą, moim zdaniem nie warto brnąć w ciężkie rozmowy i kłótnie, bo to po prostu często nie przynosi w takich przypadkach efektów.
      Moim zdaniem, zacznie otwierać oczy dopiero, gdy odczuje Twój spokój, Twoją siłę i pewność siebie. Twoją pewność, że to co robisz jest dobre i że nie musisz się tłumaczyć ze swoich najbardziej prozaicznych decyzji.
      To może zająć trochę czasu, może nie być łatwe, ale uważam, ze…tylko spokój może nas uratować:) Nie rób nic wbrew sobie, żyj swoim życiem, odnoś się do teściowej możliwie życzliwie i z szacunkiem, a przy okazji staraj się nie pokazywać, że szpileczki, które wbija, mają na Ciebie wpływ.
      Jestem pewna, że po jakimś czasie dostrzeże Twoją osobę w zupełnie innym świetle, nabierze większego szacunku i zobaczy, ze nie działają na Ciebie takie rzeczy i przestanie się tak zachowywać.
      Ściskam za Ciebie kciuki i życzę powodzenia!

      • Aleksandra

        15 lipca 2016 14:59, Odpowiedz

        Marta, o jaa… dziękuję za zrozumienie, zinterpretowałaś moje uczucia w punkt jakbyś była bratnią duszą albo może psychologiem ale wolę myśleć że to pierwsze. Dzięki za otuchę i dobre słowo, z którego skorzystam. Pozdrawiam serdecznie.

        • Marta

          17 lipca 2016 23:31, Odpowiedz

          :) tak, tu bratnia dusza, zapewniam, że żaden ze mnie psycholog! :) Bardzo się cieszę, że mogłam jakkolwiek pomóc, pozdrawiam!

  19. Aleksandra

    12 lipca 2016 17:28, Odpowiedz

    Natalia, co racja to racja. Ale moje granice ma za nic. Męża mam po swojej stronie nie mam cienia watpliwości. Niech gada co chce? Niech robi co chce teściowa. Dobre podejście ale jej jakby nie stopować wcale to weszłaby na głowę. Dzięki

  20. Joanna K

    12 lipca 2016 18:39, Odpowiedz

    Zgadzam się, ze wszystkim co napisałaś. Kiedy już uda nam się znaleźć w sobie tę iskierkę, zmienia się wszystko. Im więcej światła i radości w sobie mamy, tym bardziej przyciągamy do siebie ludzi :) Przy okazji wzbudzając oczywiście złość i zawiść w tych, którzy nie potrafią zająć się sobą i swoim życiem.
    Wychodzę z założenia, że dopóki mamy ZDROWIE – mamy wszystko :) Trzeba o tym pamiętać codziennie i nie pozwolić żadnym problemom nas przytłoczyć.
    Cudowny tekst, cudowne poniedziałki tworzysz <3
    Pozdrowienia :*

  21. Marlena

    12 lipca 2016 19:57, Odpowiedz

    Uwielbiam ten poniedziałkowy cykl <3
    Zgadzam się szczególnie z pierwszą częścią na temat zawiści wokół nas. I to chyba kluczowy problem, bo jakkolwiek będziemy się starali być pewni siebie, to przebywając w środowisku np. studenckim, pracy, czasem rodziny – wnioskuję z komentarzy nasze wysiłki zostają sprowadzane do zera. Ciężko pracować nad sobą jeśli nie mamy większego wsparcia. Los w naszych rękach można zmienić pracę etc. etc., ale to niemal niemożliwe znaleźć miejsce gdzie zupełnie nie będzie ,,tego zła". I to jest smutne, że musimy walczyć i wiedzieć, że to było jest i będzie.
    Ja mam tak, że czasem wolę usunąć się w cień i po prostu nie tracić nerwów na hejt i czyjeś ,,dobre rady". Kto jak nie ja wie najlepiej co osiągnęłam. A to czego nie zrobiłam, to moja sprawa i albo będę do tego dążyć, albo mam inne priorytety.
    Każdy może być pewny siebie tylko trzeba usiąść i obiektywnie spojrzeć na życie: co nam się udało- musi coś być :) I to eksponujmy :))

    Fajnie, że znów poruszasz pozornie błahy, ale tak ważny temat :)

  22. Gosia

    12 lipca 2016 20:37, Odpowiedz

    Absolutnie zgadzam się z tym co napisałaś Karolka. Dla jednych los był w życiu bardziej przychylny, a dla innych mniej, ale te punkty które wymieniłaś są naprawde uniwersalne i sprawdzą się w jednym i w drugim przypadku. Pozostaje tylko taka kwestia, aby mimo wszystko osoby, które mają ciężej w życiu nie zniechęciły się do życia, do bycia pewnym siebie i do dostrzegania własnej wartości… Ja nie cierpie klasyfikowania ludzi np. po zawodzie i oceniania w ten sposób wartości człowieka, co niestety często ma miejsce. I tak jak Ty uważam, że najpiękniejsi są ludzie pewni własnej wartości a jednocześnie skromni. Połączenie tych dwóch cech jest przepiękne! Pozdrawiam gorąco Ciebie i Czytelniczki :)

  23. Dorota

    12 lipca 2016 20:38, Odpowiedz

    Dzięki Karolina za ten wpis! Poruszyłaś bardzo ważną, a może nawet kluczą kwestię, której rozwinięcie jest niezbędne, aby osiągnąć szczęście. Żyć ze świadomością, że jest się wspaniałą kobietą czy mężczyzną to nie jest objaw żadnego zadufania czy zarozumialstwa, to najzdrowsze podejście jakie sobie możemy sprawić. Serio!
    Wiele z was pisze, że łatwiej jest powiedzieć, ale o wiele trudniej zrealizować, szukacie złotej rady, moim zdaniem taka nie istnieje, ale mam dla mój własny sposób, który wcielam w życie. Na początku warto jest usiaść i poświęcić sobie chwilę. Zatrzymać się, dać sobie czas na refleksje i zadanie kilku pytań: czy jestem szczęśliwa, czy podoba mi się moje życie, a może, tak jak pisze Karolina, drzemią w nas rożne marzenia, które się tylko proszą o realizację? Kiedy odpowiemy sobie na te pytania, szczerze, bez wykrętów, wyobrazić sobie możemy dwa scenariusze, które na zmianę zapewne kłębią się w naszych głowach, jeżeli na to oczywiście pozwolimy. Scenariusz numer 1. Życie jest trudne i niesprawiedliwe, w pracy zbyt wymagający szef, w domu, mało wspierający rodzice, a na uczelni profesor, który nic nie rozumie. My sami jesteśmy kłębkiem nerwów, stresujemy się co powiedzą inni, jesteśmy sparaliżowani na samą myśl o kroku, który wytrąciłby nas ze strefy komfortu. Tkwimy tak, mimo głębokiego niezadowolenia, frustracji, czy płonnej nadziei, że kiedyś to się na pewno zmieni…
    I scenariusz numer 2. Jestem fantastyczną, niepowtarzalną, piękną kobietą. Owszem, mam swoje słabości, nie neguję ich, a akceptuję i staram się je lubić i być dla siebie wyrozumiałą. Mam gorsze dni i wiem, że takie się zdarzają, i mijają. Moje życie jest w moich rękach, mam prawo być szczęśliwa, właściwie to mój moralny obowiązek wobec siebie, moich bliskich i ludzi.
    Szczęśliwa osoba, zaraża sobą, swoją aurą, swoją radością, swoją energią, potrafi rozbroić niejednego malkontenta. Chcę być szczęśliwa, spełniona, silna, chcę dzielić się miłością i inspirować do dobra, a osiąganie tego celu zacząć jest najlepiej w głowie. Postanawiam być pewna siebie wbrew okrutnym podszeptom w mojej głowie, które mnie przed tym stopują. Wybieram scenariusz numer 2, na 1 szkoda mi mojego cennego życia! Do tego samego zachęcam i was. Apeluję do was dziewczyny i chłopaki, działajcie, a za jakiś czas możemy się znów tu spotkać i podzielić swoimi refleksjami, czy coś udało się zmienić. Salut!

  24. Beata

    13 lipca 2016 00:05, Odpowiedz

    Jak wspaniale, że wymyśliłaś te „poniedziałkowe przemyślenia”, Karolina! Teraz poniedziałki stały się o wiele milsze :)
    Co do tematu – może po prostu słowo „pewność siebie” wielu ludziom kojarzy się z górnolotnością, arogancją lub egoizmem? Niepotrzebnie. Bycie pewnym siebie to przede wszystkim cudowna AKCEPTACJA siebie! Moment, w którym czujesz, że sam dla siebie jesteś wewnętrzną oporą jest piękny:) Już nie trzeba nikogo udawać, do nikogo się dostosowywać – jest się wolnym.
    I ja tę pewność siebie kojarzę przede wszystkim właśnie z wolnością i akceptacją.
    Nie musimy szukać na zewnątrz – cała potrzebna siła jest w nas!!

    PS. Już niecierpliwie czekam na następny poniedziałek :) Wszystkiego dobrego, Karolina!

  25. Żabka

    13 lipca 2016 12:27, Odpowiedz

    A ja, dziewczyny, mam dość nietypowy problem (albo się mylę), gdyż ogólnie zaczęłam ostatnio zauważać, że moja pewność siebie minimalnie wzrasta, zauważyłam, że staram się pozytywnie mysleć o wszelkich szpilkach, jakie dostałam od ludzi, różnych dziwnych rzeczach czy zachowaniach kierowanych pod moim adresem, często kompletnie niezrozumiałych dla mnie. Mam jednak ludzi, którzy mnie kochają, mam fajne życie na co dzień, coraz lepiej się ze sobą czuję, jednak jest pewne „ale” … Mam teściową, która do wszystkiego doszła sama, niesamowicie ceni ludzi ambitnych, pracowitych oraz BYSTRYCH. Ona typowy umysł ścisły, ja typowy umysł humanisty. Jest to kobieta, która zawsze musi mieć rację, lubi dominować i ustawiać innych pod siebie. Przez to właśnie, że posiada cechy, których nienawidzę w ludziach, to nie powiem, żebym darzyła ją szczególną sympatią, ale toleruję ją ze względu na chłopaka no i wiem, że ona za mną przepada. Pomimo, że nie było między nami przez wiele lat żadnych większych zgrzytów, to jednak przez te jej cechy, o których wspomniałam, moja pewność siebie często spada do zera w jej towarzystwie. Wszystko dlatego, że odmienne zdanie albo niezrobienie czegoś po jej myśli, spotyka się z kpiącym uśmieszkiem z jej strony. I wiem, że ona tak robi nie tylko przy mnie, to jednak strasznie mnie tym, zarówno onieśmiela, jak i niesamowicie denerwuje. Staram się nie dać jej wejść sobie na głowę (chociażby ze względu na przyszłe dzieci i ich wychowywanie!), ale moja pewność siebie na prawdę przy niej maleje do tego stopnia, że nie poruszam przy niej niezręcznych tematów albo nie wypowiadam swojego zdania. Wolę odpuścić. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Jedyna rzecz, jaką się zawsze pocieszam to to, że uświadamiam sobie, że często mam rację, jestem mądrą i bardzo życiową kobietą, mam umiar i klasę, której jej czasami brakuje… Ale jej przecież tego nie powiem…

  26. Żabka

    13 lipca 2016 12:32, Odpowiedz

    Dopowiem tylko dla jasności, że nie raz puszczą mi wszystkie hamulce i powiem głośno, co myślę, a wtedy ona milczy i zaczyna głupio przytakiwać, a już tym bardziej, jak jej syn przyzna rację mnie, a nie jej. Czasami jednak na prawdę wolę nie wdawac się w rózne dyskusje, a zwłaszcza na tematy, w ktorych ona siedzi, a ja sie nie znam, bo szkoda mi czasu i nerwów. Znowu moge zostac np. wysmiana pod nosem. Jestem też bardzo ciekawa, czy są tu osoby, które też mają takich ludzi, przy których ich pewność siebie totalnie spada. Pozdrawiam :)

    • Marta

      14 lipca 2016 14:31, Odpowiedz

      Ja spotykałam takich ludzi i wciąż spotykam. Nauczyłam się jednak nie wchodzić z takimi osobami w spory i dyskusje, bo to tylko pogarszało sytuację i psuło nerwy;) Natomiast bardzo pomaga mi, tak jak Tobie, uświadamianie sobie, kim jestem i ile dobrego mam światu do zaoferowania. Pamiętaj o tym, ile jest rzeczy i tematów, w których jesteś mocna i bądź z tego dumna:) Nie musisz się znać na wszystkim, tak jak Twoja teściowa też przecież nie jest specjalistką od wszystkiego. Rozumiem Cię, ze nie chcesz przy niej poruszać tematów, które są niezręczne, ale zawsze możesz poruszać takie, w których Ty czujesz się pewnie i dobrze:) Powodzenia i odwagi!

      • Żabka

        19 lipca 2016 10:00, Odpowiedz

        Własnie tak staram się robic i iść jakoś do przodu :) ciężko się żyje z takimi osobami jak moja teściowa, a teraz jestem na nią skazana, ale nie dam się jej stłamsić. Przykro mi tak o niej mówic, ale to jest przyklad osoby niesamowicie zdolnej, ambitnej, ktora dużo osiągnela i duzo zarabia (tak na marginesie), dzieki samej sobie, ale z drugiej strony czasami doslownie słoma z butów… :/pocieszam się, ze ja na prawde mam przy niej klasę i umiar, ktorej jej nie raz brakuje. To najczęściej moja wewnętrzna siła :) wiem, że moj chlopak mysli to samo i jest ze mne dumny, bo do matki czasami nie ma siły, heh ;) Dzięki za odpowiedź :)

  27. Asia

    13 lipca 2016 15:14, Odpowiedz

    Karola mam pytanie czy podobają Ci się te butyhttps://www.zalando.pl/converse-chuck-taylor-all-star-dainty-tenisowki-i-trampki-purple-dusk-black-white-co411s0be-i11.html?

  28. Jeans Please

    14 lipca 2016 00:27, Odpowiedz

    Bardzo mądry tekst! Mam bliską koleżankę, z którą poznałam się niedawno w pracy. Chociaż jesteśmy zupełnie różne, od jakiegoś czasu jesteśmy nierozłączne! Świetnie nam się rozmawia i spędza wspólnie czas, a jedna z wielu rzeczy, która mnie do niej przyciągnęła to właśnie pewność siebie, zarażająca wszystkich ludzi dookoła. :)

  29. Karolina

    14 lipca 2016 14:35, Odpowiedz

    Karolinko nie wiem gdzie moge to napisać więc piszę tutaj :)

    Właśnie dostałam zamówienie z aeterie… Złożyłam zamówienie 2 dni temu z prośbą o jak najszybsze wysłanie sukienek ponieważ mam ślub przyjaciółki w środę. Jakie było moje zdziwienie gdy dzisiaj otrzymałam paczkę !
    Szczerze mówiąc nie wiem jak mam ubrać w słowa zachwyt nad tymi sukienkami. Są przepiękne, bardzo wygodne, świetnie uszyte, ta podszewka! ah… zakrywają, a jednosześnie ukazują wszystkie zalety figury. Czuje się w nich bardzo komfortowo.

    I teraz przyznam się. Zamówiłam dwie xl i l z myślą, że jedną odeślę bądź ewentualnie sprzedam ale… nie oddam ich za skarby świata. Aktualnie jestem w trakcie zrzucania kilogramów ale i tak jak schudnę zaniosę je do krawcowej :) za tydzień mam panieński i ślub przyjaciółki, ubiorę je pierwszy raz, a później będę je nosić i nosić i nosić !

    Styl który Ty prezentujesz zawsze był mi bliski, dekolty w łódkę, plisy, minimalizm. Gdzieś w życiu przechodząc pewne etapy zagubiłam to co mi w sercu naprawdę siedzi, co mi w duszy gra, idąc za tłumem, próbując być silną a stając się coraz bardziej bezsilną i zagubioną. Odwróciłam się od Boga. Ostatnio mówiłam mojej koleżance, że gdzieś zagubiłam swoją kobiecość. Zapomniałam o sukienkach, o torebkach, makijażu.
    Dziękuję Ci bo nie ukrywam, że Ty i twoje podejście do życia sprawiło, że zaczełam siebie słuchać, na nowo odnajduje siebie.

    Dziewczyny do tej pory uważałam, że nie stać mnie na takie ciuchy, że nie warto. Teraz będę musiała trochę przyoszczędzić ale warto. Uwierzcie mi, warto.

    pozdrawiam i jeszcze raz dziękuje :)

    • karolinabaszak

      15 lipca 2016 11:50, Odpowiedz

      Karolino, baaaaardzo, baaaardzo mi miło. Naprawdę <3 Aż w to nie wierzę czasami, że mam jakiś mały procent wkładu w takie zmiany, przemiany :)

  30. Karolina

    14 lipca 2016 14:57, Odpowiedz

    i mam jeszcze pytanie odnośnie butów. Chciałam też zamówić w aeterie ale wydaja mi sie dosc waskie a ja mam szeroka stope. Jakie buty wg Ciebie pasowalyby do Peonii Frigeo i Rosy Feminy?

    • karolinabaszak

      15 lipca 2016 11:49, Odpowiedz

      Karolino, wszystkie kobiece buty do tych sukienek pasują :) Szpilki, czółenka, baletki :)

  31. Marta

    16 lipca 2016 16:02, Odpowiedz

    Kochana Karolino, wczoraj dostałam przesyłkę z butami Verbena Atramentum w rozmiarze 37. Jestem nimi zachwycona, niestety okazały się za duże i bardzo chciałabym wymienić je na rozmiar 36. Chciałabym wiedzieć co muszę zrobić, aby je wymienić. Napisałam na facebooku do aeterie, niestety nikt się nie odezwał. Bardzo zależy mi na szybkiej odpowiedzi, bo boję się że nie zdążę wymienić butów zanim zostaną wykupione. Jeśli moge, to bardzo proszę, żebyś zwróciła na to uwagę. Pozdrawiam serdecznie!

  32. Bina

    16 lipca 2016 20:41, Odpowiedz

    ważne, że napisałaś, że zarażamy wiarą w siebie innych. to niezwykle istotne. jeśli jesteśmy autentyczni, naprawdę lubimy samych siebie i wiemy, że wszystko jest w zasięgu naszych możliwości, to faktycznie inspirujemy innych, co jest cudowne! wiara w siebie niezwykle upraszcza i umila życie :)

  33. Julia Caban

    17 sierpnia 2016 14:02, Odpowiedz

    Uwielbiam czytać Twoje teksty! Zawsze zachowuję je sobie na „deser”, by w spokoju, gdy mam czas je przeczytać. Są niesamowicie wartościowe i widać jak piękną i niezwykle dojrzałą osoba jesteś :)

Leave a comment

(*) Required, Your email will not be published